Jest godzina 18:30.
Idziesz do kuchni i otwierasz drzwi do lodówki.
Wyciągnąwszy słoiczek z zakwasem, (który możesz uzyskać, co łaska, od Barowej niniejszego Baru, o ile umówisz się w mieście Warszawa lub innym, w którym akurat będzie pisząc na mejla barmleczny_at_barmleczny_kropka_com) udajesz się do młyna po trzy rodzaje mąk: pszenną, żytnią i orkiszową.

Przygotowanie stanowiska pracy, fot. Troy
Każdej jeno bierzesz 300 gram i sypiesz do misy, gdzie i łyżką wkładasz zakwas (indywidualistyczny to twór z trudem, bywa, odkleja się od wszelakich powierzchni - sposobem na oderwanie od owych jest zawsze ciepła woda, pomieszanie przy zamkniętym wieku i wlanie potem tej no wody do naszej michy ze składnikami).
Do misy idzie także:
- duża łyżka soli
- dodatki: orzechy włoskie (z laskowymi nie ma chleb smaku), otręby, pestki słonecznika, dyni, płatki owsiane, mogą też być suszone śliwki czy też miód lub dodatków wcale - chleb wychodzi równie dobry.
Teraz gdy już mąki, sól, zakwas i ewentualności siedzą w misie dolewasz wody letniej, to ważne, nie zimnej, nie gorącej, ani ciepłej, choć bliżej zapewne ciepłej niż chłodnej. I tej wody powinno być około 800 ml lub mniej. Wydaje się bowiem, że lepiej mniej niż więcej.
Wraz z wodą zaczyna się urabianie ciasta przez około 5 minut, na końcu urabiania, czyli rzetelnego wymieszania składników, ciasto powinno już męczyć mięśnie, nie być zbyt mokre, ledwo wręcz odłazić od naskórka.
(A ręcznie trzeba urabiać, bo ciepłota ciała sprawia, że i bakterie zakwasowe szybciej się rozmnożą w warunkach im bardziej sprzyjających, bo ciepłolubne są, nie inaczej, a i ręką wyczuć łatwiej jak to z tym ciastem jest po 5 minutach).
Jeśli jest zbyt ciapowate, mokre, można sypnąć którejś z mąk.
Następnie odseparować należy dłoń od ciasta (pomaga w tym łyżka, ale nie drewniana, tylko z tworzywa bardziej sztucznego), przykryć misę (talerzem, przykrywką do garnka, folią do żywności) i odstawić w ciepłe miejsce na 12 godzin.
Jest już godzina 19, co oznacza, że 12 godzin minie o 7 rano.

Zdrowy chleb sprzyja rozwojowi, fot. Nickolas Muray
Wstajesz o 6:30 i idziesz od razu do kuchni. Bierzesz formę i pędzlem całą od wewnątrz malujesz olejem a następnie oprószasz mąką pszenną. Możesz mąki nie żałować, niech oblepi cały olej, czyli cały spód i wszystkie boki formy aż po samą górę.
Sięgasz łyżką dużą do misy i zbierasz jedną do słoiczka, aby móc za tydzień znów do pieczenia siąść. Wkładasz słoik do lodówki.
Potem wlewasz wyrosłe ciasto do formy i dopiero wtedy nastawiasz piekarnik na 180 stopni. Czekasz aż się nagrzeje. Wybierasz grzanie z góry i z dołu, bez wentylatorka, który to zbytnio wysusza naszą pieczonkę.
Ciasto w tym czasie układa się w formie.
Potem nastaje ten moment, że piekarnik ma już wewnętrzu 180 stopni i wkładasz wtedy formę z ciastem doń na środku ustawioną podstawkę (taką "szczebelkową", która przepuszcza więcej ciepła od dołu - jeśli to zrozumiałe nazewnictwo).

Idealny piec, fot. Geoff Charles
Czas nastawić minutnik na 60 minut.
Po 10 minutach wyjąć formę i nożem zrobić nacięcie do samego dna przez cały chleb wzdłuż. I włożyć z powrotem do piekarnika.
Wtedy należy usiąść na kanapie i otworzyć gazetę lub książkę.
To dobry czas na zrobienie sobie także kawy, gdyż jest jednak bardzo wcześnie.
Po przeczytaniu działu kraj, świat, gospodarka, kultura, sport i rozwiązaniu krzyżówki można wyjąć z piekarnika formę z upieczonym chlebem i od razu wyjąć na deskę lub na jaki talerz, na którym chleb, odkryty, będzie mógł ostygnąć, co trwa trochę.
Potem gdy już jest chłodny nadaje się do krojenia i jedzenia. Wcześniej bowiem będzie się rozpadał, gdy ciepły.
Czynność należy powtórzyć optymalnie za tydzień. Gdy powtórzona za tygodni dwa, nie zaszkodzi, ale smak chleba w ten sposób osiągniętego będzie miał osmakowanie bardziej kwaśne.
Jeśli twarda, chrupiąca skórka jest smakosza pryorytetem, należy najpierw piekarnik nastawić na stopni 210, a po 10 minutach pieczenia i przekrojeniu chleba przez środek wzdłuż, jak opisano powyżej, zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i w ten sposób skorupa twarszą będzie.