|
|
[ 2010/03/27 ] Moda do wolności, autor: imi, kategoria: opowiadanie Wychodzę. Wcale mi się dziś nie chce. Ale idę. Zwlekam się. Będę uświęcać swoją zajebistością jakąś prywatkę. Jakiś ludzi. A trzeba powiedzieć, że dziś chce mi się rzygać. Dziś chce mi się rzygać bardziej niż zwykle. Dałam się przed południem wciągnąć w dyskusję o tak zwanym człowieku. Nie wiem co mnie naszło. Im bardziej emocjonalnie podchodziłam do tematu, tym mniej przekonywujące stawały się moje argumenty. Interlokutor uparcie odmawiał sobie ich zrozumienia. Taplał się w lajfstajlowej filozofii Dobra, Piękna i Prawdy. Stanął na linii obrony tych marek i postanowił rozbawiać mnie kontekstem jaki tej rozmowie nadawała jego praktyka życiowa: tchórz (zło), stagnacja (brzydota) i praca w agencji PR (nieprawda). Straconego na tę niby wymianę zdań czasu nikt mi nie odda. Dziś chce mi się więc rzygać bardziej niż zwykle.
Ale wychodzę. I wchodzę w jakieś podprogi oczekując, jeśli nie powalających, to przynajmniej fajnych dup (męskich, żeńskich, cokolwiek). Przede mną natomiast rozkłada się wielka przerośnięta książka z Rozmówkami. Takie grupowe interview skąd po co kiedy, ustalenie czy się będziemy szanować, czy pieprzyć.
Od wejścia atakuje mnie mikry młody chłopczyk. Sięga mi chyba do łokcia, bo na pewno nie potylicy. Niemiec. Kieszonkowy Niemiec. Chłopcu zajmuje 5 minut, żeby opowiedzieć mi dzieje swojego życia. Jest to o tyle nie na miejscu, że nie zdążyłam zrobić sobie drinka. Dowiaduję się, że jest w Londynie, bo ukrywa się przed policją za hodowanie trawki w Berlinie, w swoim mieszkaniu. Dużym mieszkaniu. W ojczyźnie posiada dziewczę i dziecięcie, ale to ostatnie począł z poprzednią dziewczyną, której dupę mam niepowtarzalną okazję zobaczyć na pulpicie jego komórki. Pokazuje mi też zdjęcie swojego psa. I dziecka. I znów pieska. Chłopiec rapuje do drum-n-base'u i koniecznie musi już wydać swój album.
Uciekam do miejsc bezpiecznych. Lodówka i blat niezawodnie częstują mnie skuteczną wódką. Następny jest Portugalczyk, który tu na półrocznym kursie angielskiego. Będzie tu jeszcze przez miesiąc. Uf. Ma jakieś 30 lat, o czym z dumą informuje mnie jakaś wielka laska, którą podejrzewam o przynależność do lesbijskiej młodzieżówki. Dwójka dzieci na chacie z żoną zostawione w Porto, a język szlifuje dla kariery. Znów nie zdążam się zorientować, gdy osacza mnie kolejna opowieść. Ale jaka akcja była. To trzeba szybko opowiedzieć pewnie dlatego, że inaczej zwiędnie, wygaśnie, przeterminuje się. Portugalczyk mówi więc szybko, że kiedyś, w jakimś lokalu tu w Londynie, zamawiał na raz dla siebie kolejki składające się whiskey on the rocks, piwa i szota tequili. Ilość takich kolejek dążca do wywalenia go z pubu. Wraca więc do domu, gdzie wynajmuje pokój u porządnych Anglików. Drętwych i nudnych. - I gdy tylko, proszę ja was, przekraczam próg, a drzwi za mną się zamykają, zaczynam rzygać. Na siebie, na piękną ich czystą podłogę. A potem z drugiej dziury też mi zaczyna lecieć, więc się rozbieram, bo mam wrażenie, że się duszę, więc rozbieram się, a jednocześnie rzygam i sram po sobie. Jestem już nagi, trochę mi lżej, siadam na schodach i zaczynam płakać, jest mi tak strasznie źle. Mówi. Czekam na punch line i okazuję się w ten sposób bardzo zachowawczą, gdyż puenty być nie miało.
Chłopcy, Niemiec i Portugalczyk, koncentrują się w rozmowie na swoich ojcostwach, jako że obaj spłodzili przynajmniej jednego człowieka. Mikry nawija o tym jaki to jest cudowny moment, gdy rodzi ci się dziecko, szczególnie pierwsze, że płaczesz i śmiejesz się na raz, i to wszystko wychodzi stąd (wskazuje brzuch).
To ja się napiję jeszcze. Bo za chwilę będzie jeszcze śmieszniej, gdy 16-letnia Lola w tańcu zrzuca swoje klapki. Ruchem wymach prostą prawą nową w górę i lewa za nią. Prawy japonek (?) ląduje w kącie salonu, lewy natomiast wybiera wolność. Wylatuje przez okno i ląduje na markizie sklepu spożywczego kamienicy vis-a-vis. Rozszalała masa postanawia uratować klapek. Koncepcja jest taka, że rzucając w niego brzoskwiniami, kanapeczkami z humusem, pomarańczą, świeczką i zeszytem, spowoduje się upadek BIEDAKA na ulicę, skąd poderwie go naziemny rescue-team i odda właścicielce. Po zeszycie, którego wyrzucenie właściciel skwitował karnym, następuje czas na drugi klapek, ten samotny z kąta, ktoś podnosi go i rzuca jak granat, bo:
Kolejny drink. Nie wygląda na to, by dziś udało się znaleźć do łóżka kogoś innego, niż ja sama. To przynajmniej porozmawiam z tą drobną lesbijką. Młoda, chyba ze 23 lata, prawie dziecko, studentka. Czaruje mnie jak to ona uwielbia otwarcie rozmawiać o seksie. Jaka narodowość najlepsza w łóżku? Obie zgadzamy się, że jednak Francuzi to mistrzowie, choć Amerykanin też potrafi. Potem omawiamy typy seksu. Trójkąty, romanse, homoseksualizm, gramy w tenisa przerzucając się hasłami. Postanawiam ją wypróbować: NUDA. zależy tylko kiedy zaczynasz widzieć tak TO. ja miałem wypadek samochodowy w wieku 20 lat, przeżyłem, samochód nie. i tak TO zobaczyłem po raz pierwszy. chociaż oddano mnie w ręce psychiatrów. potem była 12 lat starsza laska i dalej... NUDA. ale ta laska ma w sobie coś, czego nie mają inne, choć rzygam obecnie na nią ze wszystkich dziur. ;) kiedy się wytarzam maksymalnie, pukam np. o 3.30 w nocy do jej drzwi, a ona zawsze ma dla mnie "dobrą nowinę". lsd, koks, wóda, łiski, cokolwiek bym. zawsze kompres ze snów i zero pogotowia do p. jest pazerna, ale kiedy naprawdę nie mam już nic, dzieli ze mną ostatnią garstkę swojego dietetycznego prosa na pół. okradałem dla niej babilon, bo wiedziałem, że zawsze ściągnie mnie ze schodów, jeżeli tylko uda mi się do nich dowlec. kiedyś jej spokojne: "śpij, śpij, dam ci nasenny" i głaskanie po głowie uratowało mnie przed kompletnym ześwirowaniem po mega upadlance. bo wiedziałem, że ona jest realna i siedzi nade mną, a wszystko w mojej głowie i wzroku to imaginacja. kiedy przeginam z psyche to jedyny punkt rzeczywistego odniesienia, choćby czasoprzestrzeń zakrzywiała się w zdaniu: już nigdy z tego nie wyjdziesz. wtedy pamiętam tylko słowa lekarza: panie t., niech pan rozważy, że to REALNIE NIEMOŻLIWE. N-I-E M-O-Ż-L-I-W-E, to tylko BŁĄD mózgu i jej: "śpij, śpij, musisz zasnąć, sen, sen, sen." i daje mi spokój na dwa dni, jeżeli nie chcę powiedzieć słowa, nie muszę. a ona nie naciska. daje mi czas na pozbieranie się i dobrą kawę. niczego nie chcąc w zamian dopóki nie złożę z powrotem psyche. seksualnie przeszliśmy chyba wszystko. teraz wie, że kręci mnie zapach świeżości, a nie doświadczenia. zapach świeżości. i wie, że ze sobą jesteśmy wypaleni, chociaż możemy leżeć nago obok siebie dla bliskości. zero pieprzenia, ewentualnie masaż pleców czy stóp. zresztą ma swojego faceta, który musi mnie akceptować. niedawno chciałem zaprosić niezwykle interesującą dziewczynę na party. "party" dla dwóch osób, ale przede wszystkim otwarta rozmowa o wszystkim, łatwych i trudnych kwestiach. przełamanie lęków przed... NUDĄ życia. z "party" zawsze można wyjść. zero zobowiązań. niestety... nie udało się. owulacja, 05/05/2010 16:18 nuda... nie nuda... nuda... nie nuda... kto wybiera... Niemiec, Portugalczyk, a może Lola... |