[ 2005/08/17 ] Rana, autor: Barbara Giertych, kategoria: tekst

Rana 1.1 (built010805)

 

Odchylona część rany trochę waliła. Śmierdziało, bo się nie goiło. Skóra został przecięta na długość dziesięciu centymetrów. Około trzech z nich nie chciało się zejść. Wyglądało to trochę jak rozchylone wargi sromotnikowe. Tyle tylko, że trucizna została już wyssana, zręcznymi ustami kogoś kompetentnego. Mimo to widok dotkliwy.
Po paru dniach procedur odkażających krew straciła swój świeży czerwony kolor na korzyść brunatności strupa. Wokół kreski cięcia zaczęły odrastać włosy.

 

Kobiety stały przed witryną i nieomal skomlały z rozczarowania. Pojękiwania wybrzmiewały tylko w ich głowach. Nie mogły sobie bowiem pozwolić na głos. To byłoby infantylne, a one były związane z poważnymi panami. Przystrojone w ciepłe, miękkie futra i bogate zdobienia na przegubach dłoni, szyjach, palcach i w uszach.
Sklep znajdował się w jednym z wieżowców. Nad nim było najmarniej ze sto pięter. Czekały od dawna gotowe na treść wystawy. Na krzyżyk tej witryny nie dawało się tak łatwo najechać myszką i zamknąć. Pozostawała w głowie aktywna i miała oddziaływać na kompulsywne wyobraźnie dam.

 

Rany dokonano po rozpoznaniu zmian nowotworowych. Guzów było sztuk trzy. Nie wiadomo kiedy zaczęły rosnąć w siłę, aby można było wreszcie wyczuć je pod skórą.

 

Jedna z kobiet wyróżniała się od innych, mimo powierzchownego podobieństwa do grupy. Uśmiechała się. Jakby widziała coś innego. Czekała na ten dzień tak samo długo, jak one. Czekała tak pokornie. W nabożnym skupieniu odliczała dni pozostałe do odsłonięcia witryny. Nie denerwowała się. Ufała w nią, a teraz jako jedyna nie była zawiedziona. Tylko ona zdawała się widzieć w braku zapowiedź spokoju. Obiecującą pustkę.

 

Po dwóch tygodniach od operacji, w części trudno gojącej się, zaczęła pojawiać się ziarnina. Delikatna czerwona tkanka przypominająca surową wołowinę.

 

Kobieta była nieco zaskoczona swoją reakcją. Doznała bowiem uczucia, że za szybą ukazało się to, co zapowiadano. Było jej wyjątkowo dobrze.

 

W B. żyło się dobrze. Zamknięte ekskluzywne osiedle, było kloszem, pod który chciała teraz znów szybko się schować. Nie wytrzymywała długo na zewnątrz. Ochrona przed miastem i przed czymkolwiek innym. Dwa baseny (jeden zamknięty na minus pierwszym piętrze Klubu, drugi odkryty na lato), siłownia, jakuzzi, sauna i pomieszczenia do squash'a. Spokój. Mała lokalna społeczność. Niska intymna zabudowa. Ogród i dwa piętra bardzo dobrze urządzonej przestrzeni jej apartamentu.

 

Przypomniała sobie, jak śmiał się kiedyś przez sen. Rano powiedział, że śniła mu się inna kobieta, niż ta, z którą spał. "Jak śmiał?" - pomyślała i rozbawiła ją ta zabawa słowami, ponieważ wcale tak nie myślała.

 

Nową tkankę należało przemywać roztworem mleczanu etakrydyny. Podczas gdy świeże komórki tkały się powoli w dolnej części cięcia, górna zdążyła już zejść się - szew zaś wyjęto.

 

Ostatni tydzień przespała. Spała w zasadzie osiem dni. Budząc się czasem na picie, jedzenie, mycie. Po trzecim dniu przestała włączać w ogóle światło, dochodząc półświadomie do wniosku, że gdy nie śpi i tak go nie potrzebuje. To z uliczki wystarcza do patrzenia na pokój.

 

- Palisz tyle światła
- Zima
- NYPC cię nie ruszy?
- Ja jestem nie do ruszenia
- Bryła lodu?
- Zima, zima.

 

Mam tak zatkany nos, że nic przez niego nie wciągnę, ale nie jestem wściekła. Mój organizm nie ma siły przejawiać złości. Nikt mnie nie odwiedza. Nie chcę być odwiedzana. Oni wszyscy są teraz w innym świecie. Nie byłabym w stanie się z nimi porozumieć. Tak jak nie umiem porozumieć się teraz z tamtą sobą. Tą, co rozmawia z ludźmi, spotyka się.

 

Patrzę i dotykam ściany. Pod palcami czuję nierówności i krople zaschniętej farby. Jej kolor jest w tym świetle tylko odcieniem szarości. Ściana jest przyjemna, chłodna. Na rozległej płaszczyźnie wystaje kontakt, a z niego kabel od lampy. Jest trochę skręcony. Bawię się rozprostowując go bez sensu, przecież zaraz znów się skręci. Dotykanie ściany jest przyjemniejsze niż dotykanie kabla. Kabel budzi niepokój, a ściana jest spokojna.

 

Ciężko mi się oddycha. Leżę na wznak, a na płucach mam jakby odważniki. Serce nerwowo pompuje niepokój.

 

Jestem swoim jedynym punktem odniesienia, więc jestem tylko sobą. Słucham niczego, bo ściany są w tym domu głuche, a okna szczelne. Deprawacja zamysłów.

 

Dziś w nocy była druga wojna światowa, a Kobieta chowała się przed Niemcami. Za lodówką w kuchni była wnęka i w tej wnęce właśnie. Od wnęki odchodziło zejście do piwnicy - tam też. W tunelu metra i za drzwiami w tejże kuchni. Właśnie ją za tymi drzwiami odkryli, kiedy okazało się, że wojna została zakończona. Rozchodzimy się do domów, koniec zabawy. Wszystkich dławi żal. Potem się przebudziła.
Innym razem, tego samego ciągu sennego, była wizyta nad oceanem oraz w górach. Nad oceanem nie było wydm. Wydmy zastąpiono budynkami. Miała się całować ze swoim bratem. Powiedziała ciepło "To chyba byłaby przesada?", na co on z uśmiechem przytaknął i wrócili na plażę.
W górach wystąpił jeden z bardziej odpychających mężczyzn, jakich ostatnio miała przyziemność poznać. Siedział gołym tyłkiem w kolejce przypominającej element wesołego miasteczka i zakładał sobie prezerwatywę na penisa. Penis był długości i grubości ołówka. Prezerwatywa wisiała, a mężczyzna wyglądał najżałośniej jak tylko można wyglądać.
Od słońca całkowicie rozprostowały i rozjaśniły się włosy T. Po wiejskim podwórku biegały różnej maści koty. Jeden był czarno-żółty. Pogłaskała kota i poszły z T. do kawiarni. Było upalne lato. Usiadły na zewnątrz i zamówiły mrożone kawy i coś do jedzenia. Krokiety przyniesiono im w o wiele za dużych jak na ten cel brytfannach. Wszyscy na nie patrzyli, a one zachowywały się jak gwiazdy i były w tym bardzo, bardzo ładne. DJ Maligna grał swój set.

 

Codziennie rano do apartamentu przychodziła Meksykanka polecona przez jej brata. Sprzątała, zmywała, gotowała, robiła pranie i zakupy. Ogrodem zajmował się krępy rudy Francuz, który w ramach robienia zagranicznej kariery obsługiwał zamożne osoby w stanie. Kobieta na okres choroby odwołała Meksykankę, a ogrodnik akurat miał inne zlecenia, więc był nieobecny.

 

Do 17-tego roku życia Kobieta rwała sobie włosy z głowy, aż wreszcie dotarło do niej, że wystarczy. I zaczęła rwać sobie włosy z brwi, nóg, pach, pachwin i sutków. Lubiła robić to pęsetą. Trwało to za każdym razem bardzo długo i w przyjemny sposób bolało. Skóra zawsze pęczniała potem i czerwieniała. W którymś momencie i tego zaprzestała, ponieważ przedstawiono jej zastępstwo: kosmetyczki i fryzjerów, stylistów i manicurzystki. Przerzuciła więc swoje pragnienie bólu na seks. Gdy podczas stosunku wbił się w nią za głęboko i ją bolało, nigdy nie protestowała. Ten ból był przyjemny. I tego bólu nikt jej nie pozbawi.

 

Na imprezę nieopatrznie się nie zaopatrzyła. Pozostało więc jak najbardziej ogłuszyć się wódką. Usiadła w kuchni z jakimś młodym wystraszonym chłopcem, który nie znał tam nikogo oprócz fiuta gospodarza i rozpiła z nim butelkę srebrnej tequili z limonkami i solą. Zrobiło się trochę milej, ale za mało. Chłopca wezwano, a ona postanowiła wstawić się do swojego łóżka i zostać tam pochłonięta. Rano obudziła się w gorączce.

 

W ciele wrzało. Przewijał się film z reminiscencjami z przeszłości. Wszystko zmiksowane w zmyślonych wątkach. Mijanie na schodach nieżyjącej matki, która mówi "Umieram!", a następnie zaczyna wymiotować na córkę.
Ostatnie spotkanie sennego rana z F. Zwiastun pozbawienia i pustki. Emocjonalny zawód przyszłej dziwki.

 

Reszta manuskryptu była zbyt zniszczona, aby odzyskać treść. Krytycy byli jednak zgodni co do tego, że niekoniecznie było czego żałować. Znany z fascynacji patologicznymi układami międzyludzkimi, Joński rozdrabniał się opisując wiele małych historii, z których nie wynikała żadna jasno postawiona teza. Czuło się więc pewne rozczarowanie skończywszy tekst i nie otrzymawszy nagrody za przebrnięcie przez serwowane obrazy. Dodajmy, niezbyt radosne. Fani Jońskiego cenili go właśnie za niejednoznaczność i ciekawe studia kobiet. Za brak klamry spinającej całość. Krytycy zaś za to samo go ganili. w 1991 roku w anglojęzycznym magazynie FLAME ukazało się ciekawe porównanie wczesnych utworów Jońskiego do impresji Filtana.


[Patch do wersji 1.1 zostanie wypuszczony w przeciągu 1 roku od daty publikacji kompilacji. Sprawdzaj jednak także w dziale Downloads.]



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 2 i 4 *:  
* - pola obowiązkowe.