[ 2003/12/16 ] One touch club, autor: Krzysiek Ciemnołoński, kategoria: wiersz

czterech czeskich poetów

 

w śladowych ilościach nocy tkwimy
rozmazane ulice zanurzone w stercie
białych domków drzew krzewów i
tradycyjnie dzieci bo to ważne

 

resztę wydano zmieniono na oliwne góry
znasz je w końcu z pierwszych podejść
ponumerowanych kartek pod kloszem
imitującym nijakie barwy więc jakiego
koloru jest anhedonia? ładnie razem
lśnimy zwrotnice przewracają się
odsłaniając filtry rezystory zespoły
napięć których istnienie wielokrotnie
negowano a przecież śpimy wcale nie
podmienieni przez nikogo i przez nic
śni mi się "cocoon" the mission a ty
już spokojna ściskasz mnie za rękę

 

 

terpentyna

 

odpływ czysta droga czas przeszły
z tłem starty nawet seriale telewizyjne
już wyemigrowały i wielu ludzi zna
to miejsce lepiej od nas tak pewnie
kwestia gustu zagraniczny produkt
mocno osadzony od skrzydeł choć
zwykle pod ręką wyrywa się z objęć
ale nie odchodzi zimne powietrze w
środku lata w środku miasta łzy w
oczach a potem na twarzach i cięcie
dziś trudno gdziekolwiek dojechać co
najwyżej można dość i to prędzej do
siebie niż do pewnych wniosków teraz
idą razem i nie ma powrotu weź to
sobie do serca

 

 

świt. czuwanie

 

dzień się odpala zabiera gazetę której
przyszło przykrywać lampkę i już nie
trzeba się bać są też złe strony miasto
zastaje nas całkiem nieprzygotowanych
na podjęcie działań na swoich frontach
tymczasem światło zaczyna się dzielić
rozstawiać po kątach wysyłać gońców
z rozkazami powietrze ma chłodny
metaliczny posmak trzeba wstać dotrzeć
donieść celnym strzałem wejściem w dobre
towarzystwo załatwić kilka piętrzących się
wokół łóżka spraw skarg zażaleń i pusta
księga ale jak nam tu teraz przyjemnie ot
co drobna przysługa mija parę godzin i noc
się już garnie do gardeł światłoczułe klisze
zanim cokolwiek się zmieni pozwól się

 

dokończyć udowodnić wryć na stałe a
teraz zbudź się

 

 

gesty. cieleśnie wobec zamachów na prawa człowieka

 

nieznośnie mokry beton uroczystość taki też nastrój
właściwe miejsce by oddać się obcym spojrzeniom
które będą już wiedzieć co robić bo pamięć innych
ludzi łączy najtrwalej skatalogowane szepty z dna
ulicy ślady gościnna obecność w nowej polskiej
literaturze która zaczyna na nas wpływać od strony
wisły i nie zamierza się cofnąć jak te wszystkie choroby
kiedy zarzucałaś brak przekonania a ja nie mogłem
się bronić tylko szukać ciebie po lunaparkach i znowu
gubić ścielić pod ciosami ale cicho i spokojnie
palec na ustach przyjdź już przegryź podarowany listek
jeszcze raz zdecyduj nic więcej



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 6 i 6 *:  
* - pola obowiązkowe.