|
|
[ 2003/08/14 ] jak zagłosowałem przeciwko unii europejskiej, autor: Leo, kategoria: tekst taka jedna babcia mnie przekonała. czaiła się przed tą szkoła, gdzie kiedyś alpagi na przerwie piłem, a teraz komisję europejską tam zrobili. wielka mi komisja. siedzą cztery baby, dwie wymalowane, a jedna to jakby normalnie do przedpokoju wyszła, a nie europe albo nieeurope reprezentować. ani to u fryzjera nie było, ani se bluzki jakiejś nie kupiło, tylko wyszła w tym co obiad gotuje i telewizje ogląda i siedzi tam i te dowody sprawdza i gdzie kto mieszka i proszę tu podpisać. oprócz tego dwóch facetów. jednego to znam. raz nas gonił jak w szóstej klasie orzechy kijem rwaliśmy. co kurwa? rosły na podwórku, to kto miał je zjeść, jak nie my prawowici włodarze podwórka. byliśmy tam od rana do nocy. żyliśmy tam poprostu, wymienialiśmy doświadczenie, dostawaliśmy wpierdol, spuszczliśmy wpierdol, poznawaliśmy kobiety, kolesi, życie, zwyczaje plemienne, trenowaliśmy futbol ku chwale ojczyzny, szczaliśmy. bo jedliśmy i sraliśmy w domach. no, z małymi wyjątkami. łysy zawsze srał za ławką, za co zbierał wpierdol, ale kultury się człowiek nigdy nie nauczył. jak byliśmy na jego ślubie (na wesele sęp pierdolony już nie zaprosił) to tylko czekaliśmy, czy sie zesra za tę ławkę, co się jezus maria odmawia. tak więc te orzechy były nasze i chuj komu do tego. frajer zazdrościł, albo taki służbista był, samozwaniec skurkowany. widać do dziś mu zostało. siedzi tam w tej marynarce z chujowej wólczanki zrobinej i pyta, czy mam długopis. a chuj ci znowu do tego.
no i poszedłem na tę europę zagłosować, bo chętnie bym dał stąd dyla, a mówią, że jak ta sztuka przejdzie, że nas przyjmą, to se będzie można wyjechać i zamieszkać w londynie albo w amsterdamie. ja pierdolę, w londynie albo w amsterdamie. sam nie wiem co bym wolał. jedną chatę miał bym tu, jedną tu. i tylko dżointy na maksa i na meczyk na wyspy, raz - raz, kurwa. w amsterdamie miałbym plantację trawy, plus jakieś tulipanki na eksport do polski. włodek robi na bazarze kwiatowym za piasecznem, ja pierdolę jaki byłby deal. i jeszcze firanki bym polakom, co się tam osiedlają sprowadzał. bo holendrzy nie mają firanek po domach w ogóle. normalnie idziesz se ulicą patrzysz, a tu frajerstwo siedzi w dużym pokoju i telewizję ogląda. na luzie, bez żenady. mama, tata, mały gdzieś poszedł akurat, ale kurwa, wszystko widać - jakie meble mają, jak kto poubierany, wszystko. nigdy nie przylukałem, żeby się pieprzyli, pewnie muszą uważać bez tych firanek. chujowa sprawa - żadnej szybkiej akcji, spontanu przy "na dobre i na złe" albo "złotopolskich". chyba na pięterko muszą zapierdalać. albo może te live-show im wystarczają, co się płaci na mieście i się parki dymają na żywca - teatr taki, ale na serio. chociaż to chyba raczej akcyjki dla turystów. no w każdym razie byłbym największym dilerem firanek na cały amsterdam. my byśmy tak na bosaka w tym living roomie przy ludziach nie siadali, nie ma chuja we wsi!
no i tak se kalkulowałem, to mówię - pójdę i dam im ten krzyżyk, nie? ale ta babcia się wtedy przyszwędała. - a ty, młody człowieku głosujesz za czy przeciw? - za - odparłem, chcąc już iśc do tej szkoły i zagłosować. ja chcący iść do szkoły - ale jaja, ja pierdolę. znaczy nie, no, do budy nieraz się szło na spoko - na dyskę jakąś, z winem w rękawie, bo cieć z faciorem od fizy wiskali. mieliśmy potem taki patent, że w nogawkach alpagi mieliśmy skitrane. facet maca pod pachami, a tu - chuj! surprise! no bonus! a w galotach alpażury wjeżdżały. he, he, kiwaliśmy to stare pokolenie jak pingiwn własne dupsko na lodowcu. no. czasem się szło też, jak jakaś laska akurat na tapecie była. wiecie, mięta. że zatańczyło się z nią przedwczoraj w sobotę, jakies przytulanki, kino sie trafiło, nie? a potem w poniedziałek podjara z rana jak się do budy szło, że zaraz się ją zobaczy. nie to co teraz - sms'iki śmesiki chodzą - a co robisz, a gdzie będziesz, a lubisz wino, a kino, i potem spotykasz taką to już ci się właściwie znudziła, już jest schyłkowo że tak powiem. a wtedy, chuja pana - żadnej technologi gsm nie było. sie widzicie, albo sie nie widzicie, proste. to po dwóch poldonach na dzieńdobry w poniedziałek kanapkę, kurwa, od razu takiej odpalałem. i jabłko bez mrugnięcia. najwyżej się potem nygusa zglanowało. ale pierdolony zawsze miał z serem, to mu kiedyś wpierdol spuścilim żeby, kurwa, z jakąś szynką przynióśł bo ile tego sera można zapierdalać? a on coś taki niekonkretny, gadać nie chciał, ale jak się wodzu do sierpa przymierzył, to nygus powiedział co jest na rzeczy. mówi, że stara biedna jest, ojciec umarł z tego chlania, bo mu, kurwa, w życiu nic nie szło i tera sami z matką siedzą i ani telewizora, ani on nawet magneta nie ma, tylko niedźwieckiego mono może słuchać, to i skąd szynkę mają wziąć, nie? pamiętam jak dziś, jak nam kurwa, chujowo sie zrobiło. ale zaraz potem, mówię wam, przezajebiście jakoś tak, jakby polska angoli w finale pojechała, bo wodzu do nygusa mówi - nie pękaj nygus, kurwa, znamy życie, kurwa, będzie w porzo - i go tym swoim łapskiem jak elbląska pogłebiarka objął. a musze tu zaznaczyć, zę takie, ja pierdolę, fory u wodza to znaczyło, ni mniej ni więcej człowieku, że nietykalny jesteś. bo kurwa, mogiła normalnie i chuj na grób, jak cię który ruszy. no i już dobrze z nygusem było. pilim kurwa, całe tamto młode życie i się okazało, że chłopaczyna takie kawały opowiada, że sie posrywaliśmy do rozpuku. sam je, kurwa, chyba wymyślał pierdolony, od tego sera. potem słyszałem że został menadżerem w makdonaldsie. pewnie sie nawpierdalał tego ścierwa za wszystkie czasy.
no i ta babcia mówi - a widzisz synku i tu się mylisz. chcesz żeby teraz niemiec przyszedł i nam tu wszystko urządził? po to walczyliśmy z nimi, zeby im teraz ziemię i fabryki pooddawać? żeby tu sie po niemiecku mówiło? - wyluzuj babcia - mówię, bo już czuję te pogląda - leppera się nasłuchałaś a to pojeb jest. pierdoli, bo mu na solarce przygrzało. zluzuj babcia bo se te odświętne majty zafajdasz i co bedzie? a babcia nic - twardo i jeszcze mnie za rękę łapie - widzę, że ty jesteś bardzo miłym, młodym człowiekiem, tak ci dobrze z oczy patrzy... - a ja jeszcze na zejściu po pigule byłem, bo wczoraj zaszalałem na oakenfoldzie i jeszcze czułem że mnie nosi ta nieznośna lekkość odbytu. - a takie głupstwo chcesz zrobić - ciągnie babulka - ale prawem młodości jest mylić się. i po to my tu starzy jesteśmy, żeby was nauczać, i przestrzegać, i słuszną drogę pokazywać. bo niejedno przeżyliśmy a historia kołem się toczy, synku. - yoda pierdolona - pomyślałem, ale nic nie mówię w ten deseń, bo i tak by babcia nie zakumała. tak jak tej europy nie kuma. - ale babcia, wyluzuj - mówię - i ja mam rację i ty. demokracja jest. o to walczyliśmy, nie? i chuj, czyli koniec. - myślałem, że się zmiesza i odpuści. a ta wiedźma nagle w taki temat mi uderza: - a jak ja bym ci zapłaciła, żebyś na "nie" zagłosował? - kurwa - mówię ze śmiechu - a ile ty babcia masz emerytury? - sześcset dwadzieścia trzy złote - mówi. - na miesiąć? - upewniłem się, bo po mojemu to chujowo mało. - tak. dwieście za czynsz zapłacę, pięćdziesiąt za prąd, pięćdzieśiąt na lekarstwa, pięćdzieśat za telefon, na jedzenie oszczędzę to mi dwieście na hulanki zostanie - babcia taki gryps rzuciła. - wąsko, bacia, wąsko - mówię - jak do europy wejdziemy to do ONZ-etu napiszesz, czy gdzieś, i ci podniosą - poklepałem babcie po kościstych plecach i do tej szkoły się ładuje, bo już, kurwa to słońce napierdala, ja mam zejście i kaca, a tu jakaś starucha mi brzdąka farmazony. - dam ci dwieśćie złotych jak zagłosujesz na "nie" - pierdolnęła babuleńka. - kurwa - pomyślałem - dwie paki piechotą nie chodzą. a że piguła mi jeszcze po organiźmie zamiatała, czy to słońce, czy europa, czy co - poczułem super deal i mówię - okej, babcia, dawaj kasę, masz to u mnie. - ja ci ufam, synku, umiem dobrego człowieka rozpoznać. ty mnie nie oszukasz, a dobry uczynek zrobisz. wygramy i dasz nam, starym jeszcze pożyć wśród swoich, a nie u niemca. i w polskiej ziemi być pochowan. a wy tu się młodzi sami rządźcie, a nie na smyczy jak francuskie pieski. masz tu pieniądze i pędź do urny, synku, ja już zagłosowałam za naszą polską - i bach dwie stówy - trzy razy po pięćdziesiąt, dwie dwudziestki i dyche mi wciska. - dobra nasza! - chuchnąłem na kasę - nic babcia nie bój, nie wychujam cię - powiedziałem i odświętnym krokiem wszedłem do tej mojej szkoły nieszczęsnej.
najpierw to nawet myślałem, że zrobię ją w bambuko. dwie paczki zainkasowałem, postawię krzyżyk na europie i dwie pieczenie na jednym koniu, jak to mówią. ale jak już w tej urnie stałem, to se kombinuję, że chuj, co tam mój głos ważny? w telewizji widziałem, że edyta górniak zagłosuje na tak, i zbigniew boniek i doktor religia, no to chuj mój głos ważny - mówię. a jakbym ściemnił babcię, to ona niedługo wykituje, na tych swoich prochach za pięćdziesiąt miesięcznie, pójdzie do nieba a tam jej bóg zakabluje że ją w chuja załadowałem i będzie mnie starucha straszyć po nocach, a ja to pierdolę, bo co jak co, ale pospać lubię. no i postawiłem na nie, nie?
|