|
|
[ 2002/02/28 ] Pamięć działa kiedy chce, autor: Jasiek Err, kategoria: tekst Tu, pod daszek, przeczekać. Pod markizę, ha ha. Mam czasu a czasu. W kałuży neon perfumeria, i pet, rozmiękły, sam filtr w białej bibułce. Mentolowy. Wiatr marszczy napis. A jakby ten prawdziwy nagle pogniótł? Ale by było! Pęknięta płytka. Od czego one tak pękają? Też napór środowiska... O. Kawałek buta, damskiego bo mały, ten, co często odpada. Wtedy jak paliliśmy trawkę z Rusałką, dobra była, ujaraliśmy się, że hej, i on potem zreperował matce but, bo też jej odpadł element taki sam. Zelówka? No nie wiem... Może. Przyłożył kawał gumy do obcasa i nożem modelarskim wyciął równo z krawędzią. I nawet mu powieka nie drgnęła. A ja myślałem ale mu się zaraz omsknie, ale się zaraz ciachnie, ale nie. Przybił tycimi gwoździkami, potegował pilnikiem i był zadowolony, bo but był jak nowy. Nie będzie musiała nosić do szewca, powiedział. A ja myślałem zazdroszczę takim facetom, co potrafią i but matce naprawić, i laskę z baru wyczepić, i w łapę dać komu trzeba, wódkę albo coś innego. Pamiętam jak mój inny znajomy miał coś gdzieś załatwić i tam była facetka w okienku i mu powiedziała, że to coś już jest nieczynne, a on ją pyta co pani pije, a ona martini, więc poszedł po martini, widocznie mu się opłacało, wrócił, a to już było załatwione. Pudełko po LM-ach, zabłocone. Zab... Skąd tyle błota na betonie? Dobrze, że nie jest jeszcze zimno, mokro wystarczy. Nie ma gdzie przysiąść, wszystko mokre. Skąd ja ją znam? Jak się nazywa ta zawleczka, co się ją pociąga, żeby otworzyć puszkę, z colą na przykład? Musi się jakoś nazywać. Ktoś to zaprojektował i nazwał. Maszyna, co to robi jest maszyną do robienia czego? O. Patrzy się. Zaraz podejdzie i powie cześć Jasiek, a ja co, też powiem cześć, a ona powie ty skurwysynu, wreszcie cię dopadłam, wyciągnie pistolet, nigdy ci tego nie wybaczyłam, powie, co mi zrobiłeś. A co ja jej zrobiłem? Gapi się i gapi, nie widzi, że jej nie znam, czy co? To pomyłka, nie jestem żaden Jasiek. Po-mył-ka, po-mył-ka, po... Nie podchodzi, to już coś. Albo powie chodź, pokażę ci nasze dziecko, nazywa się Zgryzelda i ciągle woła tata. Na tego kolesia czekała. Jego nie znam, na szczęście. O! Fajki mają! Denerwująca sytuacja. Wcale tu przecież nie muszę stać, może już przestało padać. Nie. No trudno, najwyżej zmoknę, pierdolić. Przecież się nie rozpuszczę. A może. |