[ 2001/09/24 ] Bajka nr 4, autor: Maciej Chmielewski, Magda Kowalska, kategoria: tekst

Karol i Ryfer


Karol otworzył swoje jedno oko. Spojrzał pogardliwie na postać leżącą na drugim łóżku. Była to postać jego brata Ryfera który najsmaczniej na świecie sobie spał.
Karol po raz drugi spojrzał na niego pogardliwie.
Ty kutasia mordo, ty kaflu jeden ty, bucu przeklęty, baranie, ciulu, ćwoku, kartoflu zapyziały, placku ziemniaczany, jełopie ty, pulpecie śmierdzący - Karol nie miał pomysłu na nowe wyzwiska. Postanowił że natychmiast jak wyjdzie z domu kupi "Wielką Księgę Bluźnierstw Polskich... i nie tylko"
Zapytacie pewnie dlaczego Karol nie lubił swojego brata?
Otóż odpowiedz jest prosta i w sumie jedna. Tak jak jedno było oko Karola. Karol i Ryfer byli w sumie jedną osobą, byli braćmi syjamskimi i przez długi czas pozostawali nierozłączni. Dopiero w wieku osiemnastu lat, kiedy już samodzielnie mogli decydować o sobie postanowili się rozłączyć.
Operacji dokonał światowej sławy chirurg, wtedy jeszcze bohater pozytywny doktor NAZEVADER.
Po operacji jednak doktor okrutnie się skurwił, schamiał i stał się jednostką niepopularną w całym wszechświecie tym bardziej że straszył wszystkich swoim skalpelem laserowym i eterem. Wydawać by się mogło, że po zabiegu Karol i Ryfer staną się dwoma fajnymi chłopakami. Jednak tak się nie stało. Stali się dwoma potworkami. Każdy z nich po rozcięciu miał tylko jedna nogę, rękę, oko, pól nosa, i ust.
Problem stanowił siusiak.
Miał go tylko Ryfer, co bynajmniej nie ułatwiało Karolowi życia.
Jak się zapewne domyślacie nie przysporzyło mu to też przyjaciół, wręcz przeciwnie, samych wrogów wychowanych przez nietolerancyjne matki w swych nietolerancyjnych domach. Nawet w dowodzie osobistym, w rubryce płeć, Karol miał napisane "nie wiadomo co" Tak więc to właśnie było powodem nienawiści Karola do Ryfera, I pierwsze zdanie jakie wypowiedział po przebudzeniu, mianowicie "ty kutasi ryju" miało w sumie sens.
Karol kolejny raz z niesmakiem spojrzał na brata i pomyślał, że jeżeli zaraz nie wstanie to nie zdąży na czas dokicać do pracy. Ze względu na swoją dolegliwość Karol kical, a nie chodził. Zastanawiacie się pewnie, gdzie Karol pracował?
Otóż był wieszakiem w Urzędzie Ochrony Państwa.
Nie można być wieszakiem!!! - wielu z was na pewno krzyknie.
Otóż można, a Karol był tego najlepszym przykładem. Jak każdy dobry wieszak miał jedna nogę, czyli spełniał około 89 procent tego co wieszak mieć powinien. Jego praca była obiektem pośmiewiska całego osiedla, ale Karol zawsze gdy ktoś z niego szydził, mówił jedno i to samo zdanie:
"Elemeledudki- gospodarz malutki" E... to znaczy omyliłem się... przecież Karol nie był wariatem. Powtarzał jedno i to samo zdanie:
"Żadna praca nie hańbi" - Karol podniósł się z łóżka i po raz kolejny spojrzał z pogardą na brata.
A spojrzeń tych było ze czterdzieści, i w każdym wielka nienawiść się mieści.
A Ryfer spał słodko, gdyż nie musiał tego dnia iść do pracy.
Gdzie pracował Ryfer?
Ryfer pracował w KURWIE - to znaczy w Komisji Uzupełniania Rodowodów Wietnamczyków i Etiopczyków. Nikt tak do końca nie wiedział na czym polegają obowiązki pracownika KURWY, a chyba już najmniej sam Ryfer. Karol wykicał z domu na ulice i od razu zauważył, że rozszumiały się wierzby płączące, co mogło zapowiadać tylko dwie rzeczy: nadejście pięknej, złotej jesieni, bądź też nagły wzrost cen ropy na warszawskiej giełdzie.
Karol postanowił, że kicając z pracy kupi notowania giełdowe, zobaczy, a może nawet w coś zainwestuje. Chociaż pensja wieszaka nie należała to najlepiej płatnych, Karol miał jednak trochę oszczędności z czasów gdy pracował jako kijek do zgarniania żetonów w kasynie.
To była dobra fucha, ale przyszły reformy, redukcja etatów, i Karola zastąpiono plastikowym kijkiem, który mimo że bezduszny, to jednak mniej kosztowny. Potem Karol przez kilka lat utrzymywał się z datków stałych bywalców kasyn, którzy nie zapomnieli o nim, ale datki z roku na rok stawały się coraz mniejsze, w przeciwieństwie do inflacji. Karol próbował potem zrobić karierę jako kij bilardowy w jednym z klubów, ale nie cieszył się zbytnim powodzeniem. Aż wreszcie został wieszakiem.
I właśnie kicał do pracy. Nagle, ktoś piskliwym głosikiem zaczął za nim wołać.
- Ej, kolego, kolego... poczekaj chwile... kolego.
Z początku Karol myślał, że to jeden z jego prześladowców, pracowników przerobu surowców wtórnych, którzy uwielbiali mu dokuczać w drodze do pracy, ale kiedy głos nie ustawał, Karol zatrzymał się i odwrócił.
Za nim stała dosyć dziwna postać, przypominająca w pewnym sensie robota, ale że Karol nie widział nigdy w życiu robota (nawet kuchennego) jego zdziwienie było fałszywe... to znaczy prawdziwe.
-Jestem PejoD2 - powiedziała postać, szukam moich kompanów - Kamela Skywalkera, Wojtka de Wookie i Księżniczki Magdaleji.
Zgubiłem się tu jakieś cztery świetlne lata temu... podczas wojen z producentami masła zjełczałego... I od tego czasu nadaremnie ich szukam. Byłem nawet u wróżki. I nic.
Karol nie bardzo wiedział co on ma z tym wspólnego, ale trudno wymagać od faceta, który karierę zaczynał jako kij, a skończył jako mebel żeby był bystry. Nawet jeżeli był sympatyczny. Mam nadzieje ze bystrzejsza część społeczeństwa już wie, dlaczego PejoD2 zwrócił się do Karola...
Tępakom wyjaśniam: Otóż w starych księgach Wojowników Jedi było napisane, że gdyby kiedykolwiek któryś z nich miał jakiekolwiek kłopoty, musi znaleźć jednonogiego, jednorękiego, jednookiego i tak dalej...i zmusić go do odtańczenia Kankana pod marsz żałobny Chopina. Wtedy natychmiast zjawi się reszta kompanii, gdziekolwiek by się nie znajdywali, i czegokolwiek by nie robili.
I tego właśnie chciał PejoD2 od Karola.
- Czyś pan kompletnie oszalał?- spytał Karol - mam tańczyć kankana? Tu na ulicy? Z jedną noga?
- Do muzyki Chopina - dodał jak zwykle rzeczowo PejoD2.
- Panie... no co pan!!!
W tym momencie PejoD2 włączył swój hipnotyzer, który ten model D2 miał montowany seryjnie, łącznie z katalizatorem i sprzętem stereo, który też włączył.
I na środku ulicy do Marsza Żałobnego Chopina jednonogi facet zaczął kicać kankana. PejoD2 był jedyną osobą która przyglądała się temu bez zdziwienia, w przeciwieństwie do innych użytkowników dróg i ulic.
Osłupiały Karol kicał tak kilka minut, aż nagle wylądował przed nim Garbus Milenium, z którego wyskoczyli Kamel Skywalker, Księżniczka Magdaleja i Wojtek de Wookie.
Kopę lat - krzyknął Kamel Skywalker ściskając dłoń Peja.
Świetlnych - dodał Wojtek de Wookie i beknął.
Chłopaki jak się cieszę - zawołał PejoD2 i wszyscy wskoczyli do Garbusa Milenium, odlatując w przestworza.
Wieść niesie że udali się w stronę Rzygolandii, gdzie Wojtek de Wookie miał przejść terapię w ośrodku dla ludzi z problemami żołądkowymi.
W Rzygolandii były same takie.
A Karol? W całym ferworze PejoD2 zapomniał odhipnotyzować kicającego Karola, który pewnie po dziś dzień kica w tym miejscu Kankana.

 

KONIEC

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 9 i 2 *:  
* - pola obowiązkowe.