Patrzę pusto
Nie przypomnę już sobie imienia tej dziewczyny z trzeciej grupy.
Nie zadepczę fajka, którego rzucił jeden taki gruby.
Już nie zdążę na zajęcia, nie ma szans, i nie z własnej winy.
Nie wygłoszę referatu, który ryłam przez pięć dni, i po cholerę...
Nigdy w życiu nie nauczę się już francuskiego.
Nie spotkam się już, niby to przypadkiem, z jednym takim kolegą.
Nie będę miała problemów ze znalezieniem pracy i mieszkania.
Nie skompromituję się jako człowiek, od życia nie dostanę lania.
Nie znajdę przebaczenia za łzy, które wyleje mama.
Nie poznam pieszczot innych niż męża, wierność była mi pisana.
Nie zasłużę na zbawienie bardziej niż do tej chwili.
Nie wezmę w ramiona synka...
Boże! Nie! Tyś się pomylił!
Ktoś poderżnął mi gardło na przystanku.
(Przepraszam, czy ten autobus dojeżdża do metra?)
***
Jeżeli by tak iść przed siebie i iść
to by w końcu na coś wejść.
Jakby drzewo - to ściąć.
Jakby dom - to zburzyć.
Jakby człowiek - to odsunąć.
Jakby tak biec i biec - to by ominąć.
Jakby kulą lecieć - to przebić.
Jakby głosem - to może i gorzej.
Jakby stanąć - to od razu korzenie.
Jakby w górę - to brzdęk o chmurę.
Jakby tak pod ziemię.
***
Groźny pomruk morza w bury dzień.
Szept wysokiej trawy w głuchy telefon bezkres.
Dom jak człowiek, duże oczy, ciepła sień.
Mogłeś być dla mnie wszystkim.
Sen, bezwładność myśli codziennej na oślep.
Dotyk jak struna, nie dotykaj za głośno.
W oczach jedynie uczucie moje, twoje, różowe szkło.
Jesteś...