|
|
[ 2001/06/02 ] Spięta Liza, autor: Sala Luster, kategoria: tekst
Liza była strasznie spięta. Czasami była też spita, ale nawet wtedy, właściwie zawsze, spinała się strasznie nad swoją własną, prywatną, osobistą i indywidualną OSOBĄ. Miała jakiś tam ideał siebie, do którego usilnie dążyła i w tym cały problem. Nie dość, że dążyła to jeszcze usilnie. Strasznie chciała być tak zwaną ostrą laską, stać z batem nad kolesiem, który szczeka, skomli i błaga o kopnięcie go jej szpilką (w złym guście, bo nie umiała się ubrać). Lubiła tę myśl o swojej ostrości i demoniczności. Znaczy się, wcale ostra ani demoniczna nie była tylko na ostrość się siliła. Siliła się na moc, siliła się na zrobienie kupy, siliła się na wszystko. Miała różne moce, tylko nie umiała zacząć mieć mocy na bycie zadowoloną i odpuścić, żeby wreszcie gówno z niej wypłynęło. Może to dlatego, kiedyś w przedszkolu ktoś podpieprzył jej kupę z nocnika, a tam był wymóg zrobienia kupy przed leżakowaniem i dzieci strasznie tego nie lubiły, bo bez kupy nie można było wstać z nocnika i raz jakieś dowcipne dziecko upośledziło Lizusię, aż do dorosłego życia, bo od tamtej pory znienawidziła kupę i bardzo trudno było jej ją zrobić.
Zakochała się kiedyś, bo coś czuła swoją demonicznością, że nadchodzą demoniczne czasy i trzeba coś szatańskiego zrobić, żeby cały czas mieć diabła złego pod kontrolą swojej własnej, prywatnej, osobistej i indywidualnej OSOBY (a chodziło tylko o to, że strasznie zachciało jej się pieprzyć i już nie umiała dłużej tego od siebie odsuwać, a jednak nie wiadomo dlaczego pieprzyć się nie chciała, choć właśnie do tego dążyła - paradoks). Jej wybrany, Jasiu, był fajnym kolesiem, trochę pokręconym, ale lubił sobie robić jaja z pseudodemonicznych, mających trudności z kupą i nie spuszczonych lasek. Niestety w swej demoniczności zrazu nie odgadła, że on sobie robi żarty, jaja czy jak to nazwać i bawi się jak może, więc wpadła bezgranicznie i bezorgazmicznie bo ideowo, gdyż ten moment zatrzymywała, by ani na chwilę się nie wyluzować, ani na chwilę o swej demoniczności nie zapomnieć. Nie mogłam zrozumieć, po co ona tego demona w sobie tak kisi. Fakt, że kiszone rzeczy są pyszne czasem, ale kiszony diabeł? A fe!
Byli jak dwa najodleglejsze od siebie bieguny i czasem zdarzało mi się przebywać z nimi słuchając takich dialogów (naprawdę mistrzostwo świata):
Liza zwierzała mi się potem zapamiętale, że te ich rozmowy miały oznaczać, że mieli wspólną jazdę mentalną i rozumieli się niezwykle, wręcz szalenie, ich mózgi były w tym samym miejscu w jakimś punkcie czasoprzestrzeni. Ja tego niestety tak nie widziałam z powodu tych jej wyżej wspomnianych problemów z kupą oraz zbyt dużego zapamiętania w próbach przekonania mnie, że jest coś czego ja po prostu nigdy nie pojmę.
W czasie tych ich fantastycznych dialogów (naprawdę mistrzostwo świata) często rzucałam czymś w tym rodzaju (zwykle nawalona w sposób rozkosznie radosny, bo ktoś musiał się z Jasiem upijać, a Liza nie mogła, bo przez cały czas przecież musiała być spięta):
Gdy zaczęła się martwić, że Jasio jest za mało zainteresowany jej demonicznością postanowiła pokazać, że demoniczna jest strasznie i nieskończenie wręcz. Wywołała ducha jego dziadka, który na ziemi jeszcze będąc chodził do kawiarni, zamawiał ajerkoniak, a potem wylizywał go bezpośrednio z kieliszka patrząc na kobiety przy stolikach obok, lubieżnie, lecz nie obrzydliwie, bo strasznie dużo ich na ten numer złapał. Wciągał je swoim językiem w ajerkoniaku jak odkurzacz okruszki. Chciała wykorzystać ducha dziadka Jasia do swoich celów i postanowiła się z nim dogadać. Jednak wbrew temu co myślała, nie dogadała się z nim jednak, bo udawała orgazm w momencie dopełniania warunków umowy i nie wiedziała, że duch wszystko widzi i ducha oszukać się nie da. Ale duch dziadka zaintrygowany jej plastikowatością postanowił nią wstrząsnąć, zrobić sobie z niej żarty i nie pokazał po sobie, że wie o udawaniu. Instrukcja Lizy była taka:
"Pójdziesz do swojego wnuczka i powiesz mu, że wiem o co chodzi i czaję bazę, jestem naprawdę spoko i że może mi spokojnie zdradzić tajemnicę."
Dziadzio poszedł do Jasia, ale oczywiście nie powtórzył Lizy bełkotu, ale rzekł w te słowa:
"Słuchaj Jasiu, musisz coś takiego zrobić, żeby ona się wyluzowała. Koniecznie. Szkoda dziewczyny, bo fajna jest, tylko strasznie spięta. Nie jesteś zbyt pewny siebie, bo niestety nie odziedziczyłeś po mnie rozmiarów chuja, ale myślę, że ci się uda. Upij ją koniecznie, wtedy się wyluzuje. Nastąpi to dopiero wtedy, gdy nie będzie z wami Sali. Umówcie się kiedyś sami." Jednak Jasio nie załatwił tego jak trzeba i umówiliśmy się, że jak będę mogła to przyjdę, a jak nie to nie. Bez spięcia. Zaangażowaliśmy przypadek.
Dziadzio po powrocie do Lizy od wnusia powiedział, że Jasio wyjawi jej cała swoją tajemnicę i powie o co chodzi, wtedy gdy ona obrzyga mu buty pawiem koloru zielono-niebieskiegiego. Liza przed pójściem na spotkanie z Jasiem wypiła kilka butelek niebieskiego frugo i dodatkowo kilka kropel atramentu granatowego Parkera po pierwsze dlatego, żeby się porzygać koniecznie (ilość płynu), a po drugie dlatego, że zielone rzeczy mogła sobie zamówić już przy nim, więc kolorystycznie miała wszystko załatwione.
Wszystko poszło zgodnie z demoniczno-szatańskim planem. Liza się wyrzygała prosto na buty Jasia, paw wyglądał zupełnie jak żywy, nawet wstał i zaczął radośnie trabić, gdy oboje z Jasiem patrzyliśmy jak się luzuje. Uspokaja. Osiąga zewnętrzną harmonię, pozbywając się pierwszej części swego wielkiego wewnętrza. Wychodzący z niej wtedy kawałek demona pokazał jak bardzo jest plastikowa, bo wyluzowana w ogóle nie przypominała tej, którą do tej pory znaliśmy. Później, gdy już poczuła się lepiej, ale jeszcze była zamroczona ja wylizałam jej cipkę, a Jasio wypieprzył ją chujem, który dopiero wtedy powiększył się do rozmiarów optymalnych i Liza wyluzowała się maksymalnie. Po osiągnięciu orgazmu łechtaczkowo-pochwowego w dokładnie tym samym czasie musiała dosyć szybko wstać i iść do łazienki (jeszcze mogła), bo strasznie zachciało jej się kupę. Robiła ją przez 666 dni, a na końcu wylała się z jej dupy druga część plastikowego i zakiszonego demona, diabła i szatana razem wziętych.
Do tej pory jeszcze Liza próbuje dociec dlaczego demoniczne czasy zmieniły się w tak wielce komiczną fekaliadę i co zrobiła nie tak jak trzeba. Pracuje nad swoim spięciem, i powoli wybacza duchowi dziadzia Jasia, że do tej pory boli ją pupa. Chyba szuka siebie. Nie wiem czy już znalazła, dawno jej nie widziałam.
|