[ 2001/05/25 ] Trókątna i niezwykle smutna opowieść, autor: Maciej Szymanowicz, kategoria: wiersz

OGRÓD.
nocą

 

jej kochanka
dopadł w ogrodzie

 

"a zatem dopadłeś mnie" rzekł zaskoczony kochanek młody

 

"rozpoznałeś mnie tak łatwo w świetle Księżyca...?
wszak nie widywaliśmy się często"

odparł małżonek zdradzany
(choć przecież nie widzieli się nigdy)


"spodziewałem się ciebie. niczym śmierć mi się jawisz"
rzekł zlękniony kochanek

 

"bo i ze śmiercią przychodzę, młodzieńcze"

 

na słowa te przeraził się kochanek nie na żarty,
bo kto śmierć spotka w ogrodzie
pójdzie za nią i już na krok nie odstąpi
choćby nie wiem jak mocno chciał żyć
choćby nie wiem jak mocno uciekać pragnął
- nogi w miejscu stać będą

 

a małżonek zdradzony w Księżyc chwilę popatrzył
po czym nożem ostrym przeciął gardło kochanka
"przecinam twe gardło i życie przecinam
bo się z moim niepotrzebnie splątało"


"krzywdzisz nie mnie ale ją"
wykrztusił kochanek z kolan zsuwając się
w ziemię tłustą i puchatą

 

"ciebie krzywdzę przede wszystkim
bo chęci życia jesteś pełen"
rzekł małżonek odwrócił się i poszedł

 

niosąc nóż nagi okrwawiony
jak kochanka członek nocy ostatniej
bo się w miłosnym splocie z oblubioną zacisnął
mimo jej księżycowo krwawiącej płci
obrzmiałej od nadmiaru nienasyconej miłości

 

bo ta namiętność niezwyczajną była.

 

"niczym ciasto. niczym nowego życia zaczyn"
szeptali aniołowie mieszając krew z ziemią
by krew szybciej wsiąkała
ale nie wiedzieli jeszcze jak okrutnie się mylili

 

choć ziemia
łaknęła krwi kochanka młodego

 

choć ziemia
łaknęła krwi kochanka młodego

 

choć ziemia
łaknęła krwi kochanka młodego

 

KARCZMA.
trzy kwadranse później

 

w karczmie truł się winem
ale strachu nie otruł

 

zawrócił więc do ogrodu
odnalazł ciało blade i zimne
gdzie krew się z ziemią mieszała
a aniołowie siali zioła magiczne:
harpestrum i dysonancję
na oznaczenie że miejsce
miejscem styku dwóch światów

 

lecz ziemia łykała nasiona
i trawiła je miast piastować

 

bo zbrodni to był dopiero początek

 

"pokonam cię strachu
a z tobą kochanku głupi jeszcze nie koniec
śmierć nie będzie ci ulgą
popamiętasz mnie jeszcze"

 

i ciało zaciągnął
do mrocznej piwnicy
do mrocznej piwnicy
do mrocznej piwnicy

 

DOM DWOJGA.
o poranku dnia następnego

 

"zabiłeś go"
powiedziała rano

 

"nie
nastraszyłem a on się oddalił
na zawsze
umrze kiedyś daleko stąd"

 

uwierzyła
płakała

 

ale kochała tak bardzo
że za pocieszenie wystarczył jej
szept anieli:
"po śmierci spotkacie się przy pierwszej rajskiej akacji
na prawo od bramy
jemu miejsce spotkania także podamy
które pierwsze umrze - zaczeka na drugie"

 

DOM DWOJGA
dziesięć dni kolejnych po zbrodni

 

Nieświadoma
że zbrodnia była

 

że jest
że każdego dnia się staje

 

"to zupa dla ciebie. na osłodę
przepyszna
choć mało tłusta

 

na osłodę
bo wielbię Cię i wiem
że odejście kochanka cierpienie zadało Ci okrutne
naruszyłaś porządek świata
i kara ci się należy

 

ale ja dobry będę dla ciebie
jedz

 

musisz mieć siłę by zapominać"

 

więc jadła
a zupa wyśmienita była
jakby nie zupa ale smakołyk

 

"ty nie jesz?"
pytała

 

"ja zjem kartofle
mięsna zupa mi latem nie służy
ale na twoje smutki będzie w sam raz"
odparł małżonek wzrok pokrętnie chowając


dziesięć dni
dzień po dniu
gotował zupę
zużywając nań ciało martwe kochanka młodego
kości zaś psom wydawał swym wiernym

 

aż w piwnicy
po kochanku młodym nie zostało nic
po kochanku młodym nie zostało nic
po kochanku młodym nie zostało nic

 

ŁÓŻKO W DOMU OBOJGA
noc dziesiąta po zupnych dniach dziesięciu

 

a gdy dziesięć dni minęło i nastała
dziesiąta noc
spali razem jak co noc

 

i ona nie budząc się wstała
w kuchni nóż odnalazła
i przecięła nim gardło małżonka

 

a psów wiernych sfora
przez okno - tłukąc je - wpadła
i ciało małżonka charczące
rozszarpała łykając całe kawały

 

aż w łóżku po mężu zazdrosnym nie zostało nic
aż w łóżku po mężu zazdrosnym nie zostało nic
aż w łóżku po mężu zazdrosnym nie zostało nic

 

tylko krew

 

ŁÓŻKO W DOMU OBOJGA I PODWÓRZE
poranek dnia od zbrodni jedenastego

 

ułożywszy się w łóżku z powrotem
nie budząc się
spała

 

a ocknąwszy się rano
i ujrzawszy
krzyczeć zaczęła przeraźliwie
z łóżka wybiegła na podwórze

 

psów wiernych szukać by ją chroniły

 

ale leżały martwe wszystkie
z brzuchami wzdętymi

 

OGRÓD
poranek dnia od zbrodni jedenastego

 

i chciała oszaleć
puściła się pędem boso przez ogród

 

do miejsca zbrodni - jak się zdaje: przypadkiem - dobiegła
i zastanowił ją jałowy krąg pośrodku bujnego ogrodu
ale nie mogła przecież wiedzieć
że to miejsce zbrodni

 

że tu ziemia łakoma oszukaną została
apetyt na młodzieńca sobie zrobiła
ale połknąć go jej nie było dane
obraziła się więc ziemia
i łykała wszystko
co na tym skrawku stanęło

 

i małżonkę oszalałą połknęła
ale widząc kto to - nie zgryzła
obu im przecież młodzieńca
odebrano
tego samego

 

ODWRÓCONY OGRÓD
czas długi i trudny

 

chodziła więc małżonka po ogrodzie
ale stopami do góry a głową w dół
korzenie ogrodowych roślin muskały jej stopy
płuca oddychały ziemią wilgotną

 

a ona brnęła i wsłuchiwała się w swe cierpienie
i ziemię wokół twarzy łzami zraszała

 

i tak lat jeszcze trzydzieści trzy
aż gdy umarła
ziemia wyrzuciła
w miejscu gdzie wcześniej łyknęła

 

bladą piękną kobietę
bladą piękną kobietę
bladą piękną kobietę

 

ŚWIAT I NIEBO I PIEKŁO
teraz i zawsze i na wieki wieków


"święta"
zakrzyknęli gdy ciało znaleźli

 

i świętą ją okrzyczeli
choć aniołowie zdawali się na ten temat
nie wiedzieć nic

 

a ona cierpiała
pod akacją
oczy wypatrywała
i na nic było jej niebo

 

bo kochać przestać nie mogła
bo kochać przestać nie mogła
bo kochać przestać nie mogła

 

WSZĘDZIE I NIGDZIE
godzina prawdy

 

a w prawdy godzinie
wyjaśniło się
że on nie przyjdzie
że duszę sprzedał
w zamian za zemsty możliwość

 

jedni zwali go głupcem
inni człekiem honoru

 

(ale dla niej
prawda zakrytą po wsze czasy zostanie)

 

będzie czekać

 

nie módlcie się za nią
nie zabijajcie miłości
nawet gdy po nic trwa
nawet gdy boli
niech kocha
niech czeka
i tak jest już martwa

 

koniec.
i co Ty na to, kochana?
"miała go w sobie tamtej nocy, gdy zabiła męża, prawda?"
prawda, moja droga
"czy nie można by jej chociaż tego powiedzieć? byłoby jej lżej..."
nie można
"to okrutne"
tak, kochanko moja skradziona. ale nie bój się.
"boję"

 

nie
nie
nie

 

Białystok, 1 sierpnia 2001
jakoś tak się złożyło
że w pewną rocznicę smutną

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 6 i 8 *:  
* - pola obowiązkowe.