Pewnego twórczego dla mnie dnia w barze mlecznym pojawił się znany ktoś. Od razu to poczułem. Przede wszystkim miał bardzo nośne nazwisko: Jarosław Lipszyc. No jak to brzmi? Mocno. Wzbudza trwogę i szacunek. Jak Armia Pikseli.
Od razu przeczytałem jego utworki. O kurwa, jak gość łomocze po czaszce! Prawdziwie ARTYSTYCZNY strumień w nim drzemie. I nie wylewa się z dupy, jak u mnie, lecz wprost z tych poskręcanych neuronów, zwojów i komórek, które u mnie zabiła nikotyna, lizerg, winko czerwone bordowe i to jak któregoś sylwestra upadłem ze schodów na półpiętro i przywaliłem w kaloryfer. Czołem.
Później dowiedziałem się, że oprócz talentu trenował od dawna technikę (polonistyka UW) i na pewno wcześniej ode mnie poczuł, że rytm to beat a pisanie to technika samplowania zdarzeń. Nie ważne czy przeżytych, zasłyszanych lub skserowanych z chujowych gazet (o tak, przede wszystkim z gazet!). I na pewno umie zsamplować dźwięk pralki wiatki do wiersza.
Jego twórczość to prawdziwa miazga. Tak gęsty tok słów, że nie ma gdzie się przed nimi schować. I obronić jak. Do tego ścisła kontrola tego ogromnego walca. Prasuję Cię czytelniku, kiedy chcę. Duszę bydlaku zwiększając objętość twojej zamkniętej kwadratowej głowy (a raczej sześcianu, bo chodzi mi o m3). Potem nagle dam ci odetchnąć. I znowu wyprasuję Ci komórki sprowadzając do wymiaru m2.
Kurwa, jest niezły (ta angielska wstrzemięźliwość z "króla szczurów"). Już nie będę bogiem baru. Załamałem się. Dostałem paranoi. Poszedłem na terapię. Pani doktor Hania z PZP na Grochowie powiedziała, żebym spróbował wyrazić to rysunkiem. Dała mi kredki o nazwie "Van Gogh". Od razu poczułem się lepiej.
Puściłem sobie "Tempovision".
- A pa pa.
- A pa pa.
- A pa pa.
- A pa pa.
Sampl czy sampel, panie Jarosławie Lipszyc (względnie -cu) ? Singel czy singiel? I kto to gra: Etienne czy Esther Phillips?
I zacząłem drążyć kto zacz, co inspiruje mnie do studiów nad szczegółem.
Znalazłem.
"Machinę" z marca 2001.
Na początek zdjęcie Lipszyca: moja wówczesna laska powiedziała, że wygląda jak pedał (bardzo Cię za nią przepraszam, Jarek, nawet z tego względu ją rzuciłem), ale potem przeczytałem jej, że całą noc wywijał z Martą Podgórnik, a ona jest już chyba kobietą.
Do tego Jarek tak samo jak ja źle się czuje, kiedy się nie wyśpi.
- Jak się nie obrazi to dam mu Theralen. - pomyślałem.
(Theralen to sprowadzany specjalnie z Francji (sic!) przez jednego dobrego lekarza środek wyciszająco nasenny W PŁYNIE! Nie w tabletkach. Neutralny. Nie niszczy wątroby i można go stosować razem z innymi używkami. Naprzykład kiedy nie możesz usnąć po kwasiku. 100 kropli i błogi spokój. Do tego od razu dołączają strzykawkę (bo w płynie,narkomani!).Biorą go i dziatki i staruszki nawet, a Pocio to już uwielbia!)
Czytam dalej: on czyta poezję razem z didżejami, którzy grają i modulują i nic, kurwa, nie słychać, co on czyta. Bardzo ładnie kombinuje. To tylko kwestia realizacji dźwięku. Do naprawienia.
Jarek to "aktywny młody człowiek, który wielkomiejskie trasy pokonuje nie autobusem, lecz przez SIEBIE WŁASNORĘCZNIE skompletowanym rowerem, wartym tyle, co wynajęcie kawalerki na pół roku w Warszawie." - czytam panią redaktor Zuzannę Wrońską, która o nim pisze.
Jak Ci się to, Jarek, podoba?
Rozbierzmy panią redaktor Zuzannę Wrońską na czynniki pierwsze.
Po pierwsze: ile ona ma lat, że tęskni tak za "aktywnymi młodymi ludźmi" płci męskiej, co mają kasę? Bo rower drogi.
Z drugiej strony, czy drogi, to już inna sprawa. Epickie porównanie z ceną kawalerki w Warszawie, w centrum na pół roku nie dla wszystkich jest przekonujące. Naprzykład dla mnie nie.
Dlaczego?
Bo nie wiadomo czy wynajętej od prywatnego właściciela lokalu, czy od miasta. Na Grochowie centralnym (zgodnie z podziałem administracyjnym wawki - gmina Centrum, a więc idąc dalej - Centrum) można wynająć 38 m2 (po podłodze d.w. pani redaktor) za 102 zł na miesiąc.
Tu nasuwa mi się taka konkluzja: pani redaktor nie zna wawki, bo napisałaby Śródmieście o tym co uważa za Centrum, nie bardzo może odnaleźć się w lokalówce i ma chyba jakieś silne problemy seksualno-mieszkaniowe, pisze bełkot w powolnym rytmie, wykazuje pierwsze symptomy zmęczenia zimą i prawdopodobnie trzeba ją zerżnąć, żeby pisała z sensem kropka
Gdyby kiedyś zajrzała do baru mlecznego, niekoniecznie na Potoku, (gdzie to jest? w Sopocie?) mógłbym postarać się rozwiązać jej problemy: lsdrower@wp.pl
Stosując matematykę humanistyczną, dla mnie rower Jarka kosztowałby więc 612 zł, ale nie będę się wygłupiał. Kupię sobie za trzy dychy, jeśli ktoś oczywiście zachował go w lodówce.
Jarek ma kasę, to dobrze, bo widocznie dobrze robi to co lubi, czego ja nie mogę powiedzieć o sobie.
Czuje miętę, lubi rośliny i szlaja się po nocach. Bardzo ładnie.
Niedobrze tylko, że nadużywa kawy, bo to strasznie szarga nerwy.
"Jest samodzielny i niezależny" (pani redaktor! czy pani trochę nie przesadza z tymi marzeniami! - "i mógłby zerżnąć mi cipkę" - przypisek T.S.)
"Wynajmuje ze znajomymi mieszkanie na Bielanach" "i razem z nimi mógłby spowodować, że pisałaby pani szybkie krótkie zdania.porwane.powyrywane.jak włosy.na cipce.mojej dziewczyny.będą.niedługo." - T.S.
Jarek ma telefon komórkowy i wydał tomik wierszy. Zajebioza. Cóż za zestawienie.
I teraz moje ulubione:
"Za to w jego twórczości nie odczuwamy jakoś pędu współczesności i nowych tematów, raczej zamyka się on w sobie, budując własny hermetyczny, intelektualny świat, w którym dominują obiekty rozpoznane wcześniej gdzie indziej w młodości, dojrzewaniu, lekturach szkolnych, akademickich, idolach literatury i kultury."
Jak Ci się to podoba Jarek? TO ORYGINAŁ ZUZI WROŃSKIEJ. Cała wielka poziomka. Jakież nagromadzenie środków wyrazu, przymiotników, rzeczowników i czego tam jeszcze nie ma. Ja nawet pogubiłem się w przecinkach. O Boże! Pani redaktor znalazła chyba najczulszy punkt w swojej cipce.
Ona Cię kocha. Naprawdę. Zejdź w końcu z tej biednej Podgórnik. Przewieź Zuzię Wrońską na rowerze. W nocy. Przez Most Świetokrzyski.
I tu nastąpił nieznany mi szczegół. Spojrzałem na lewo od początku tekstu w "Machinie" z marca. I dowiedziałem się, że Jarek Lipszyc "w ogóle nie istnieje".
RESPECT to Jarek