[ 2001/02/06 ] Wydzierane, autor: Monika No, kategoria: wiersz

 

wstał. rozejrzał się. poszedł bo tam było cieplej
skrycie, zamknięcie i brak otwarcia
niestety
a wygląda inaczej

 

Szłam do niego prosto ścieżką.
Stał dalej.
- Ale masz krótkie nóżki - powiedział gdy przyszłam.
Kopnęłam go w kostkę aż zawył.

 

dlaczego ty na głowę włożyłeś dziś beret zielony
czemu nie niebieski lub czerwony
Kochasz mnie?

 

niecierpliwię się
ciągle myślę, że to ten
że to on mi pomoże
zobaczyć zboże, żyto, zorze

 

zdecydował jednak że
dzisiaj nie najebie się
dzisiaj pozostanie w trzeźwości
dla wszystkich tych możliwości

 

a on znowuż sam cóż
czy czuje zapach czerwonych róż

 

nie poszłam znowu do kina
znowu
gdzie tkwi przyczyna
gdzie serce me
przy kim lśni
czekając trochę lepszych dni

 

zmienia mi się obraz na świat
na lepszy

 

czy ja to tutaj tkwię
mieszając wiatr i sny i ćmy
zapominam się

 

Czy ta kamizelka zielona będzie cokolwiek szalona?

 

malutka kochana już nie śnij
na jawie gdzie nie ma baśni
gdzie skutek i przyczyna
swą piosnkę rozpoczyna
raz dwa lewa raz dwa lewa
idzie sobie skutek i piosenkę śpiewa
znajdzie się przyczyna
znajdzie się jak nic
bo tak nie można
w nieświadomości żyć
hej

 

przyczyno daj mi zaistnieć
w rzeczywistości przewinień
gdzie nie mogę odnaleźć
tej samotności zawinień
i głowię się
głowię
zadręczam
męczarnią jestem dla
siebie

 

i leży sobie na plaży
i nawet już nie marzy
nie spogląda tęsknie w chmury
bo obok spełnienie wichury
co trwała całe nowie
w jego sercu
w jego chuju
w jego głowie

 

czy gwiazdy spełnią me marzenia
dla dwójkowego wreszcie istnienia
dobrego radosnego
ze wszech miar
i tylko miłego

 

ty się mnie boisz dlatego
uciekasz ode mnie tak daleko
bo gdybym tylko język wysunęła przed usta
padłbyś na twarz jak plastikowa butelka pusta

 

Szłam do niego prosto ścieżką.
Stał dalej.
- Ale masz piękne włosy - powiedział gdy przyszłam.
Rozpięłam mu rozporek i pocałowałam w penis.
- Gdy siedzieliśmy tam w środku i patrzyłem na ciebie jak pijesz piwo to przez cały wieczór chciałem być butelką. - powiedział

 

Myślę, że ten szalik czerwony
tak naprawdę był zielony

 

mijamy się jak śliwki w kompocie
pewnie byśmy wpadli

 

to jest zupełnie niesamowite, że tak odmienia życie
nastrój
coś tak efemerycznego
na przykład mój dzisiaj chujowy
chyba urwanie miałam głowy

 

Sama w domu przebywając
mogę się nie opierdalając
chodzić jak nurrr skończony
straszliwie nawalony

 

Jestem w jakimś dziwnym sosie
Niemo-cichym i śliwkowym
Z wolna dłubię sobie w nosie
W bufecie siedząc dworcowym
Wspominając sos łagodny
którym polana była rozmowa
niebiesko różano cynamonowa

 

nie umiem być z ludźmi i z telewizorem
albo albo

 

Siedziała w barze promocja
gdy przyszła do niej emocja
że może ta myśl o strachu
nie była taka do piachu
że była zbawienna
wcale nie była denna
była piękna i pusta
nie głupia jak kapusta
wtem on powiedział do niej
nie przemyślaj przemyśleń swoich
bo w głowę uderzysz się tak mocno
że zobaczysz gwiazdy jak nocą
a twoje myśli ulecą
na Merkurego rakietą

 

tego dnia nie zdarzyło się nic więcej
nikt mnie nie wziął za ręce
nie poprowadził gdzie jeszcze nie byłam
nawet nie przyszedł tam gdzie tkwiłam

 

On zupełnie o tym nie wie

 

podnieście do góry ręce wysoko
tam gdzie zatrzęsienie obłoków
pogrzebcie poszukajcie
trochę ze sobą pogadajcie
pomlaszczcie się trochę po czasie
w jakimś górskim szałasie
poklaszczcie razem w ręce
przy jakiejś ładnej piosence
pokochajcie się na sianie w stajni
i zobaczcie jak może być fajnie
zanurzcie głowy w czerwonych winogron kiście
i zobaczcie jak może być zajebiście
na tym prostym zwykłym świecie
który tak często w dupę gniecie

 

człowiek się naje
i pada
jak zdechła czekolada

 

byłeś wiosna łagodną brzęczącą w oddali
byłeś lgnieniem olśnienia co krzyk w nas rozpalił
twoje słowa tłumiły moich lęków łkanie
które bardzo wyraźnie widziały rozstanie

 

kiedy przyjdziesz
kiedy się pojawisz
czarnoksiężniku
z krain jakich przybędziesz
kiedy się na ten prosty krok zdobędziesz

 

chroniona jestem miłości wodospadem
na wakacje do Ugandy jadę

 

ale jesteś oporny fiucie niełaskawy!

 

leżąc na brzuchu hamburgera jadłam
i pomyślałam, że mógłbyś mnie od tyłu wychędorzyć

 

dzisiaj nawet rozporka nie zapięłam
tak o tobie intensywnie myślałam
dnia następnego spodnie mi się w kroku rozpruły

 

gdybym mogła coś na zawsze zatrzymać
chyba wcale nie byłabym taka szczęśliwa
gdybym mogła zatrzymywać chwile jak na widele
chyba wcale nie przydarzałoby się tak wiele
gdybym mogła unurzać się w chwili niezwykłej
chyba wcale nie byłoby mi tak zajebiście

 

rany! dlaczego ona tak chce uciekać
od tego co teraz, tak bardzo daleko
dlaczego wzrok odległy tak często w niej widzę
o czym ona wtedy rozmyśla strasznie chcę wiedzieć
i dlaczego gdy patrzę na nią z pełną miłością
ona właśnie wtedy dławi się morszczuka ością

 

dziwny świat mnie otacza z każdej strony

 

kiedy idzie w bokserkach i drapie się w kształty pośladek
na Marsa od razu na penisoidalnej rakiecie jadę

 

pamięć mnie zawodzi konstantnie i na każdym kroku
ale to tylko złudzenia
jakieś zniekształcenia wzroku

 

to lustro pokazuje co tylko chce
czasem ładnie uśmiechnie się
czasem popatrzy zbitym wzrokiem
czasem anielskim spłynie obłokiem
to lustro wie czym jestem czy nie jestem
to lustro widzi największe moje dreszcze
to lustro rozumie mnie jak nikt
pewnie przyniesie też następny świt

 

bardzo bardzo bardzo bardzo

 

czuję się dobrze
bardzo różowo
bardzo przejrzyście widzę
i kolorowo
bardzo szybko się budzę
na największe przeżycia
bardzo szybko się zmieniam
jak fazy Księżyca

 

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 3 i 9 *:  
* - pola obowiązkowe.