[ 2000/12/03 ] Puzzle, autor: Potas, kategoria: tekst

 

Motto: "Czy prawdę mówi ten, kto mówi, że to co robi jest fałszem ?" (logika praktyczna)

 

- Mam 22 lata, zaliczyłem trzy ogólniaki, dwa kierunki studiów po roku i do niczego nie doszedłem... Zwycięży dobro.

 

***

 

- Facet gada tak już od godziny - rzekł lekarz - i trudno z niego wydusić coś ponadto. Wczoraj widziano go jak sprzątał Most Poniatowskiego. Bardzo dokładnie. Inicjatywa własna. Jego przyjaciółka mówi, że chciał zrobić coś dla miasta. Przynieść kaftanik ?
- Poczekaj. Jeszcze trochę. Człowiek naprawdę może tłumić w sobie jakieś konflikty - powiedziała - komuś w końcu zaufa.
- Może księdzu ?! Chichot.
- Dupek z ciebie.

 

***

 

- Tato ? (rytm zapytania spokojny). Czy dziadek był alkoholikiem ?
- Syyyynu...!
- Jak umarł dziadek ?
- Po śmierci babci dziadek został sam. Wymagał opieki, ale był zbyt dumny, żeby o nią prosić. Zaczął pić ... Pamiętasz ? Wyjeżdżaliśmy wtedy na wczasy do Kołobrzegu. Byłeś mały. Trzy, cztery latka. Chciałem zostać z ojcem. Mówił, żebym jechał. Czuł się fatalnie... Przyszedł telegram. Pamiętasz ? Pani Otocka przyniosła mu połówkę. Serce nie wytrzymało.

 

***

 

- Nie wydaje ci się, że to nudny temat na powieść ? - powiedział.
- Nie, myślę, że każdy powinien to przeczytać - odparł ten sam człowiek.

 

***

 

- Twoje książki się nie sprzedają. Nudzą wszystkich. Kto dziś czyta taki chłam ! Przykro mi; nie dostaniesz następnej zaliczki.
Mój wydawca. Jest złodziejem. Kosi na mnie kokosy.

 

***

 

W "Wyborczej" przeczytałem kilka dni temu, że pojawia się coraz więcej scenariuszy, a młodzi ich twórcy potrafią być bardzo upierdliwi. Marność ich prac zbywa się zaliczkami pokrywającymi koszt podróży do warszawki. Jak wiadomo z ogromu materiału reżyser wysącza kilka dziełek i na ekrany wchodzi serial "Fitness club". Obsada: Biedrzyńska i Pakulnis - stara rurka o zgrabnych nogach. Autor felietonu każe młodym gniewnym nie perygrynować w głąb siebie, ale "wyjrzeć przez okno na ulicę". Stąd chwalony scenariusz o chłopcu, który od dzieciństwa marzył o karierze mafijnej. Ulice ostatnio wybuchają.

 

***

 

- Wiesz Banan, LSD, mania wielkości, te rzeczy. To normalne u połykaczy kwasów. Ale naprawdę zakochałem się w dwóch dziewczynach. Jednocześnie. Chociaż na imprezie w pubie zalałem się myśląc o Dorocie, wołałem: tylko Wiolka ! Jedno pragnienie pożądania i duszy wykluczało drugie. Patowa sytuacja. Stąd nigdy nie mogłem zdecydować się na ostry którejś podryw. Wiesz...
- I co zamierzasz z tym zrobić ? Poszukaj jakiejś pracy i rozwijaj się...
- Stoisz w miejscu... (To słowa Moniki)
- Rozrywaj się, chciałaś raczej powiedzieć. Rozwijaj się kulturalnie i duchowo. Są jeszcze prawdziwe wartości. Seks stanowi tylko niewielką cząstkę życia. (To słowa ojca mojego)
- Ale ja chcę się pieprzyć. Fuck.

 

***

 

- Czy w to miejsce chcesz władować jedno z tych koszmarnych opowiadań ? I tak książka będzie o dupiemaryni.
Doradztwo: jak napisać bestseller ? Autorstwa wiadomokogo.

 

***

 

Po pracy na moście wariat zapalił papierosa. Mijały go osoby ludzkie. Jedna pani zostawiła nawet chusteczkę higieniczną. Całą dla niego. Chciała mu pomóc. Cipa. Podziękował. W jego typie była tylko Wiola. I Dorota. No i jeszcze jedna dupa z uczelni. Podobna trochę.
- Wariat ! Kompletny świr !
- To ja. Miło mi.
Światła reflektorów.
- Nieeeeee. To jest do niczego. Powtarzamy ujęcie !
- Ale ja chcę do domu ! Na kolacyjkę i meczyk !

 

***

 

- I tak wygra Legia. (z absolutnym przekonaniem)
- Nie, zwycięży dobro
Mówimy na dwóch różnych płaszczyznach słownych i myślimy o czymś innym.
- Powiedziałeś przecież, że zwycięży Legia. To samo miałem na języku, no nie ?
Zjazd.

 

***

 

- Tato. Powiedz mi dlaczego krzyczysz tylko na nas, a podlizujesz się obcym ?
- Zawsze byłem nieugięty. Nie należałem do żadnej partii, nie byłem za komunizmem, stroniłem od "Solidarności"...
- Pamiętam jak kazałeś mi chować tygodnik z tyłu biurka, które dotykało do ściany.
- Tak synu, bałem się. Bałem się prześladowań, bałem się więzienia. (ton martyrologiczny)

 

***

 

- Byłeś śmieszny tato. Jesteś dalej. To dziwna odmiana lęku. Z jednej strony zachowujesz się jak szary obywatel, nic ponad przeciętność, zero życia społecznego. A z drugiej z kolei odczuwasz strach, że to akurat ciebie wybierze na swoją ofiarę urząd skarbowy.
- To nie ja synu. To M.Gil, były agent SB. To nie ja.
- Boisz się odpowiedzialności, tato.

 

***

 

- Broda, czy Wioletta pracuje jeszcze w pubie ?
- Z tego co wiem, to od lipca w teatrze "Syrena".
- Czy jest oficjalnie zaręczona, czy ktoś robi ze mnie wała ?
- Nie. Raczej ktoś robi z ciebie wała. Ale to na pewno nie ja.
- Dziękuję.

 

***

 

W "Hadesie" wyrwaliśmy fajne cipki. Chciały się.
- Zawsze miałem problemy z wolnością mieszkania.
- A u mnie dzisiaj siedzi ojciec.
- A dom na Marysinie ?
- Odpada. Zajęty przez konsula.
- Zróbmy to na stacji metra - powiedziała Basia.
- O tej porze jest zamknięta. Trzeba ją otworzyć.
- Miło osłania od wiatru.
- Nie uchodzi ! - odparła Jola - Jestem praktykującą katoliczką! Nie robię tego na podłodze, na stole, przy ścianie, na muszli, krześle biurowym, itp. Tylko w łóżku, w czystej pościeli.
- Kurwa, nie stać mnie na hotel, tylko na kurwę !
Kolega do Basi:
- Bierzemy tylko ciebie.
- Jestem zmęczona jak na dwóch.
- Za długo skakałaś. Przeskakałaś się.
Rezygnujemy. Mamy dziś pecha.

 

***

 

Impreza przy ognisk u. Gdzieś na południowym wschodzie Warszawy.
Grupa ludzi siedzi. Podchodzi pojedynczy osobnik.
- Człowiek z lasu - głos męski (dupek).
- Potas przedstaw się - głos damski (Monika).
- Cześć. Potas. Człowiek z lasu. (lekko uniesione ręce).
- Dlaczego wyszedłeś z lasu ? - pytają - Widzieliśmy. Szedłeś, szedłeś, zniknąłeś i wyszedłeś z lasu. Dlaczego?
- Byłem się odlać.
Zagadka okazuje się płytka.

 

***

 

- Chodź ze mną do pani doktor. Pani doktor jest dobra. (ojciec)
- Boję się i nigdzie się stąd kurwa nie ruszę. Mam lęk. (syn ma 22 lata i według ojca niewiele mówi)
- Proszę cię, chodź.
- Nie, nie, nie! Nawet zważywszy, że zwycięży dobro dobrej pani doktor.
- Synku, przecież wiesz, że trzeba nam iść.
- Boję się i mam lęk! Idź ty! (ostatecznie to ty jesteś popapranym rodzicem)
- Proszę cię, chodź!
- Nie. Najwyżej zadzwonię. Daj numer.
- Telefon jest w mieszkaniu na dole.
- Aparat. To my mamy teraz dwa mieszkania ?
- Co ?!
- Chodzi mi o numer telefonu do przychodni-poradni dla świrów.
- Idę po numer.
Nad tym dialogiem unosi się woń Mrożka. Śmierdzi Sławomirem. Na milę!
Ojciec wraca za pięć minut.
- No nie wiem, nie ma.
Tutaj urywamy ten nudny dialog, pozostawiając miejsce na rozwiązujące akcję zakończenie według Twojej inwencji, czytelniku.
- ............................................. (miejsce na wpisanie dialogów jak w książce do nauki języków obcych)

 

***

 

- "Ciągle przemykam się przez tyle murów przez tyle rąk"....... (osoba 1)
- "Gdzie jestem nie wiem już"...... (osoba 2)
- "Tak dużo śladów, tak dużo dróg"..... (osoba 1)
- "Dniami rozstania, a nocą powroty"..... (osoba 2)
- "Ja właśnie za to kocham koty."..... (osoba 1)
- "Twoje ciało"..... (osoba 2)
- "Jedna całość." (osoba 1 i osoba 2 razem, ogólne pieprzenie)

notatka ołówkiem na marginesie, podpisana przez dr med. Psychiatra xxxxxxxxxx: on nie jest pedałem acz zoofilem.
Szeroki uśmiech. Śmiech.
Zjazd.

 

***

 

- INWENCJO ! Dodaj mi skrzyyyyyyydeł ! Red Bull.

 

***

 

- Chłam, szajs i śmieć! Gówno, gówno, gówno!!! Wycofane z druku.
Jakoś to przełknąłem.
- Mogę rzucić pawiem przez biurko?
- Nie, z zasady nie rzucasz ptakami.
- Czytałeś mój list, śmierdzielu!
- Wszyscy go czytali ! ha, ha, ha.
- Pieprzona alkoholizja. Fuck.
- Dnia pierwszego kwietnia roku bieżącego - podśpiewuje wesołkowato doktorek-wydawca. Jakoś musimy przeanalizować Twoją osobowość. Zbyt często wymykasz się z szufladek.
- Fajansiarze.
- Nie martw się. My mamy najlepszych specjalistów.

 

***

 

- Inżynierze, dlaczego nie powiedzieliście towarzyszowi Potasowi, że jest maszyną ?
- Zimna wojna, tajno, takie czasy.
- A potem co ?
- Zapomniałem, wodzu.
- To ja robię w majty, że jestem ostatni do dekonspiracji, atu to indywiduum.
- To nie jakieś tam indywiduum, z całym szacunkiem do wodza, ale najgenialniejsza maszyna myśląca. Obłożona tkanką, obciągnięta dermą, naskórkiem gdzieniegdzie i, naturalnie, pokryta włosiem. Plany prototypu zwinięte kosmitom podczas drążenia Jowisza.
- No to pa. Ulżyło mi. Ostatni gasi światło.

 

***

 

Schodzę do Giovanniego.
Kiedy tam zszedł wszystko okazało się jawnie normalne i przejrzyście jasne.
- Masz naćpaj się na maksa. Łykaj kwaśniaki nieograniczenie. Prezent na Gwiazdkę 1994. Od jutra rozpoczynamy detoksykację. Wietrzenie mózgu.
- Nie, ja nie chcę OD kwasa. Ja to lubię, uwielbiam, kocham. Czuję kosmos i jedność w kosmosie !
- Bla, bla, bla. Jutro koniec i koniec. A jeśli nie to doktorze lecz się sam ! Wtedy zginiesz. Nikt nie interesuje się z nerwicą. Taki osobnik jest nie do wytrzymania i nie do utrzymania. Będziesz jadł własne pawie.
- Sinatra był na sponsorowaniu mafii.
- Nie jesteś Frankiem. Jesteś sobą. Więc jesteś kiepski. Niknie twoja zdolność kameleonowania i wchłaniania cudzych życiorysów. Zrobimy z ciebie człowieka. Ostatecznie nawet takie ścierwo jak ty należy do naszego gatunku.
- "Dzikie dzieciaki - Tak bardzo nabrani - Jesteście ZRĄBANI. Kasa zabrana, koniec, wysiadam".
- Poczekaj ! Twoja reszta!

 

***

 

Tego dnia słońce wzeszło jak co ranka. Wstał z łóżka, umył się, ogolił, wysrał i wysikał, zrobił sto pompek, po czym wolno przeżuł uprzednio przygotowane śniadanie, popił je zimną herbatą, oblizał się umył zęby, uczesał, odział, a następnie obuł.
I wyszedł.
Przyszedł.
Zdjął buty, zawiesił kurtkę i rozdział resztę. Umył ręce, wysrał się i wysikał, po czym znowu umył ręce (należał do ludzi przesadnie schludnych), zjadł uprzednio sporządzoną kolację, popił chudym mlekiem dla kota, oblizał się, umył zęby, wykąpał się i nawet założył piżamę, położy�ł się i zasnął. Tego dnia zmierzch przyszedł jak co wieczór.
ZAGADKA: co i gdzie jadł na obiad ?

 

***

 

- Podobno Vian to bardzo dobry pisarz, a Tarantino wyśmienity reżyser.
- Ja też czytałem "Wstęp do opowiastek" i oglądałem "Pulp Fiction" - rzekł jego interlokutor.
- Niczym nie nożna cię zaskoczyć. Znasz się na sztuce !
(Warto dodać, że rozmowa odbyła się w języku chińskim.)

 

***

 

- Jesteś śmieciem i trzeba cię sprzątnąć ! Od dwóch lat nie wydałeś żadnej mojej pozycji ! Nie zamieściłeś nigdzie nawet wierszyka ! Parszywy z ciebie dupas, gówno nie wydawca !
- Zapomniałeś, że to ja mam kontakty ze śmieciarzami, a ty jesteś tylko twórcą wziętym pod moje skrzydła !!!? Więc radzę ci: staraj się, oj staraj. Tymczasem może kwasika ?
- Dziękuję.
- Na zdrowie.
A więc; czy ta rozmowa nastąpiła w psychiatryku, czy w języku polskim, kochani odbiorcy ?

 

***

 

Mały wtręt:
To dzieło musi mieć epicki rozmach. Inaczej trafi na makulaturę. Prawdopodobnie wszystkie inne moje utworki rozdawane nieśmiało znajomym lub zapisywane na paczkach papierosów trafiających do kosza już nie istnieją i jak tu wykładać na języku polskim że literatura i słowo mówione śpiewane jest największym kulturowym bogactwem narodu ?

 

***

 

- Wiesz Kasiu, gdybyś dała mi się wcześniej wypieprzyć, mogłabyś pomóc mi rozwiązać wewnętrzne węzłowisko konfliktów - powiedział.
- Wiem - odparła - ale nie jestem terapeutyczną kurwą altruistką, pocieszycielką zdziecinniałych chłopczyków. Poza tym jestem spod Lwa.
- Wówczas - kontynuował jakby nie słysząc - wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. I dzisiaj grzalibyśmy dupy gdzieś na Kajmanach.
- Albo w okolicach atolu Muroa.
- Nie tam. Osobiście nie lubię atomu i opadu, ale być może jestem egomaniakiem. Gusta są różne i trzeba je szanować, nie ?
- Masz rację zdałabym się na twój wybór.
Narrator pragnie dodać, że w chwili obecnej są to mrzonki.

 

***

 

W dzisiejszych czasach trzeba mieć naprawdę bardzo silną wolę, żeby nie dać się sprzedać.
Bezkompromisowość wzbudza niechęć otoczenia.
(Nota wydawcy).

 

***

 

"Celem niniejszej książeczki jest wyprowadzenie z błędu opinii publicznej poprzez zanegowanie twierdzenia, iż literatura współczesna ma jeszcze szanse rozwoju. Nie ma żadnych, nie oszukujmy się. Wszystko już było, więc pozostaje tylko synkretyzm twórczy czyli słowne puzzlowanie.
Bohaterem (...) jest 22 letni frustrat, leń i obibok, słowem pasożyt społeczny, a ściślej: rodzinny, niemniej człowiek neurotyczny o typie schizoidalnym, nieśmiały, znerwicowany i niezajawiony. Słowem: DEGENERAT, nie nadający się do resocjalizacji. Odbywa on rozmowy z własną osobowością oraz z różnymi barwnymi postaciami, które próbują mu to uświadomić....."
(Z artykułu krytycznego zamieszczonego w "Prawdzie Chrześcijańskiej")

 

***

 

Jedni lekarze przekazywali go w ręce drugich, a drudzy w macki trzecich. Nikt nie potrafił stwierdzić na co właściwie jest chory. Wydano więc wyrok: hipochondria (a przecież to też choroba) i oddano w zrezygnowane objęcia rodziny.
Wreszcie jakiś dupek z kupioną specjalizacją wpadł na pomysł, że to nowość, tzw. Kameleonizm wtórny. W periodykach lekarskich opublikowano obszerne opisy. A przecież już Nietzsche stwierdził, że każdy ma taką moralność jaka jest mu potrzebna. (w danej chwili)

 

***

 

- Cóż zostało nam co wszystko znamy,
Dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza.
Jaka jest przeciw włóczni złego Twoja tarcza
Człowiecze z końca wieku
- głowę zwiesił niemy.
PIĘKNE, PRAWDA ?
- I wrzucił LSD.
- Zawsze spłycasz akcję - odparł z lekką nutą drwiny.

 

***

 

Mógłbym napisać książkę jak Borroughs. Wtedy powstałby esej o moim wychodzeniu z nałogu kiepskiego życia.
Może...
Mógłbym napisać scenariusz jak Tarantino. Wtedy... wszyscy by mnie kochali.
A tak może jeszcze tylko Wiola. Brunetka o gęstych, delikatnie kręconych włosach, wysoka, jakieś 1,70 wzrostu, szczupła, cudowna dziewczyna, o dużych cyckach i pięknej pupie. Śliczna miła cipka...
- Ona tu już nie pracuje.
Zjazd.

 

***

 

Jestem dobrym człowiekiem. I WIERZĘ W BOGA. Na swój własny sposób.
A LOVE SUPREME
(John Coltrane)

 

Potas

paździerrnik 1995 / rekonstrukcja grudzień 2000

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 7 i 5 *:  
* - pola obowiązkowe.