[ 2006/10/29 ] "Lucky hole" społeczeństwa otwartego, autor: Rafał Nowakowski, kategoria: tekst

Nie bez powodu współcześni artyści przywołują konstrukcję Panoptikonu, więzienia totalnie inwigilowanego, jako metaforę współczesnego "społeczeństwa otwartego".

 

 

PanoptikonWięzienie, zaprojektowane przez Jeremy Benthama w 1791 było rodzajem rotundy z celami usytuowanymi na planie okręgu, w których okna w ich wewnętrznych i zewnętrznych ścianach pozwalały na ciągłą obserwację więźniów. Równie adekwatną metaforą mogłyby być "lucky holes", popularne w Japonii pomieszczenia do świadczenia usług seksualnych. Są to nieduże pokoje, przedzielone parawanem wyklejonym zdjęciem nagiej kobiety, z otworem w okolicy bioder. Mężczyzna po wrzuceniu monety wsuwa penisa w otwór. Po drugiej stronie znajduje się anonimowa "pracownica seksualna", która oralnie zaspokaja swojego klienta. Coraz bardziej nasze relacje erotyczne przypominają tokijskie "lucky holes".

 

Dziurka1. Koniec cielesnej intymności 
Społeczeństwa otwarte są gotowe nie tylko na to, aby przyjmować obce sobie wzorce, ale także aby uzewnętrzniać (i kwestionować) swoje najbardziej skryte mechanizmy i kody kulturowe. Ponad pół wieku minęło od momentu publikacji raportu Kinseya, dokumentu ujawniającego seksualne zachowania Amerykanów. Przez ten czas "kraje rozwinięte" przeżyły kilka rewolucji obyczajowych, a kwestie aborcji, feminizmu, czy homoseksualizmu pojawiają się jako stałe punkty debat politycznych. Coraz śmielej mówimy o intymnych sferach naszego życia. A wreszcie, jak nigdy dotąd, seksualność staje się kolejnym towarem przetargowym kultury masowej.

 

Osobiście, jako wydarzenie symptomatyczne dla tego procesu, a jednocześnie jako jego tragikomiczną metaforę, wspominam sprawę skandalu obyczajowego z niedawnym prezydentem USA Billem Clintonem. Pracownica Białego Domu Monika Levinsky zdradziła mediom, że były prezydent uprawiał z nią pozamałżeńskie stosunki seksualne. Sprawa stała się tematem rozpraw sądowych w 1997 roku. Wówczas na forum publicznym roztrząsano wszelkie szczegóły intymnego pożycia. Tak więc kilkakrotnie w latach 1995-1996 Bill Clinton dotykał piersi Moniki Levinsky, po czym ona masturbowała go lub pieściła oralnie jego genitalia oraz odbyt, podczas gdy prezydent np. rozmawiał przez telefon z kongresmanem H.L. "Sonny" Callahanem. Prezydent stając przed sądem, przyznawał się po kolei do wszystkich tych aktów seksualnych, a my siedząc przed telewizorami mogliśmy na własne oczy zobaczyć, jak jednostka jest odzierana z wszelkiej intymności.

 

Bill i MonicaObecnie wiele sławnych postaci wykorzystuje skandal dla swoich własnych celów promocyjnych. Chodzi tu o wszelkiego rodzaju tzw. "private tapes", a więc pozornie prywatne nagrania utrwalające stosunki seksualne pewnych znanych osobistości. Przywołajmy jeszcze jeden znamienny przykład. Spadkobierczyni fortuny potentata hotelarskiego, Paris Hilton, stała się sławna głównie za sprawą swojego niedawnego medialnego skandalu. Otóż w sieci "ujawniono" jej prywatne nagranie, na którym uprawia seks ze swoim kochankiem, Rickiem Solomonem. Najgorętszym punktem amatorskiego 38-minutowego nagrania jest ostatnia scena. W 5-minutowym statycznym ujęciu Paris Hilton, widziana z profilu, zaspokaja oralnie Solomona, w pełnym świetle, dość łatwo rozpoznawalna. Film jest dostępny w internecie na stronie www.thrustfundgirls.com, jednak aby go rozkodować, trzeba wykupić abonament. Kwestia manipulacji łakomą widownią wyszła na jaw, kiedy rozpoczęły się dyskusje, kto w rzeczywistości jest właścicielem praw autorskich do tego amatorskiego nagrania...

 

Paris Paris

 

A jest to tylko czubek góry lodowej. W Japonii można zobaczyć w telewizji dla dorosłych całe konkursy seksu oralnego dla nastolatek. W Japonii non-stop chwyta się podglądaczy, którzy umieszczają swoje kamery w toaletach, czy przebieralniach. Pornobizness przeżywa obecnie załamanie ze względu na ogromny zalew wszelkiego rodzaju amatorskich produkcji. Kultura podglądactwa stała się codziennością w internecie. Amatorskie nagrania porno, amatorskie zdjęcia erotyczne, intymne blogi "dziewczyn z sąsiedztwa"”, które spisują swoje seksualne przygody stały się znaczącą zawartością tego globalnego, choć zindywidualizowanego medium, jakim jest Internet.

 

2. Erotyka i status quo 
W tym ekshibicjonistycznym świecie seks należy do lifestyle'u, stylu życia, kompleksu zachowań, który wszczepia się jednostkom, a który zwykle łączy się ze wzmożoną konsumpcją pewnych dóbr. Nieprzypadkowo zarówno seksuolodzy, jak i dziennikarze piszą o różnych trendach w zachowaniach seksualnych, o "sexual lifestyles", "sexual scripts" itp. Jaka jest więc współczesna wyzwolona erotyka? Wystarczy przejrzeć wydawnictwa pornograficzne, pisma dla kobiet i mężczyzn oraz tzw. "magazyny lifestyle'owe". W latach 60. tryumfy święcił seks grupowy i różnego rodzaju orgie. W owym czasie mówiło się tak wiele o orgazmie łechtaczkowym, aż niektórzy publicyści pisali o "pogoni za orgazmem". Lata 80 i 90 zdominował fetyszyzm i techniki sadomasochistyczne, a więc erotyczna moda "bizarre" (najczęściej skórzana i lateksowa bielizna), sposoby bezpiecznego zadawania bólu, różne techniki bondage'u (krępowania partnera) etc. Obecnie, jak się wydaje, najbardziej popularny jest heteroseksualny seks analny i to taki, w którym kobieta jest zarówno stroną pasywną, jak, i to coraz częściej, stroną aktywną. Coraz częściej też mężczyźni przyznają się do satysfakcji osiąganej w wyniku pieszczot analnych (dużo mówi się o męskim punkcie G, czyli prostacie), wiele kobiet wprost uwielbia penetrować odbyty swoich partnerów, niektóre posiadają nawet specjalne sztuczne penisy zapinane wokół bioder. 

 

Oczywiście do wstydliwej, pogardzanej czy wręcz karalnej sfery intymności będą przez pewien czas należeć różne zachowania ekstremalne, jak pissing, koprofagia, pedofilia itp. Jednak już teraz stają się one częścią zręcznie manipulowanego, częściowo potępianego, a częściowo skrycie propagowanego "bad lifestyle'u". Warto nadmienić, że pedofilia niepokojąco współgra z nowym trendem w kulturze masowej, który każe wszystkim, zarówno dzieciom jak i dorosłym, wyglądać jak nastolatki, zachowywać się jak nastolatki i bezkrytycznie konsumować życie jak nastolatki. 

 

W rzeczywistości nasze zachowania seksualne są tylko pomnożonym narcyzmem. Przeglądając pornografię "hard core" można odnieść wrażenie, że mężczyźni uwielbiają patrzeć na swoje genitalia podczas stosunku (co zgadza się ze zdaniem Freuda, że "penis jest prototypem fetysza"), natomiast zgodnie z czasopismami dla pań, kobiety noszą seksowną bieliznę nie dlatego, żeby podobać się mężczyznom, ale żeby samemu "czuć się seksy". Jak powiedziała pewna projektantka bielizny w wywiadzie dla "kobiecego" programu telewizyjnego Club: "Niektóre kobiety zakładają seksowną bieliznę dla swoich partnerów, ale obecnie większość kobiet ubiera się tak, aby samemu czuć się atrakcyjnymi". Atrakcyjnymi wobec kogo? W "krajach rozwiniętych" narcystyczny seks traktowany jest na równi z innymi cielesnymi przyjemnościami, o czym świadczy choćby najnowsza moda na lewatywę. Otóż piękne dziewczyny, modelki i tancerki uwielbiają robić sobie lewatywę, ponieważ po niej czują się równie dobrze jak po satysfakcjonującym stosunku. Ta narcystyczna przyjemność płynie z dobrego samopoczucia cielesnego, a jednocześnie z niezależności erotycznej. 

 

Przesyt technik seksualnych doprowadził do popularyzacji abstynencji seksualnej, co w Stanach znane jest jako "powtórne dziewictwo". Ale przecież nie tylko seks rządzi intymnymi relacjami. Zawsze przecież pozostają związki erotyczne oparte na uczuciu "miłości". Nie sposób wyjaśniać w tak krótkim tekście historii czy choćby definicji tego pojęcia, wspomnijmy tylko o znaczeniu miłości dla struktury społecznej dawniej i dziś. 

 

Dante wg Blake'aAnalizując pobieżnie nowożytną literaturę europejską, dochodzimy do wniosku, że miłość i erotyzm zawsze były postrzegane jako siły anarchiczne, wywrotowe wobec ustalonego porządku społecznego. Ani rodzina, ani państwo, ani oświeceni obywatele nie ulegali potędze miłości. Klasycznym już przykładem jest fatalny związek Tristana i Izoldy. W "Boskiej Komedii" Dantego miłość jest nieujarzmioną siłą, która utrzymuje świat w ruchu, ale jednocześnie niszczy wszelkie zastane struktury. O ile w najwyższym kręgu Nieba Dante spotyka swoją miłość Beatrycze, o tyle przemierzając Piekło pisze (Pieśń XII, w. 40-43):

 

"Drgnęła w posadach dolina cuchnąca, 
Tak iż sądziłem, że to wszechstworzenia 
Dreszcz i że Miłość świat odradzająca, 
Jak niegdyś, naprzód w chaos go zamienia
"... 

 

W dzisiejszych czasach rolę czystej miłości, uczucia nieskalanego żądzą przejął homoseksualizm. Można powiedzieć, że miłość heteroseksualna umarła śmiercią naturalną. Obecnie jeśli mówi się o miłości, to tylko o miłości homoseksualnej. Czystą miłość czują do siebie jednostki tej samej płci ponad narzuconymi rolami społecznymi, ponad ograniczeniami ciała, ponad ustalonym zwyczajem. Najłatwiej prześledzić to na modelach miłości przedstawianych w kinematografii. O ile jeszcze francuska "nowa fala" lat 60. ukazywała miłość między mężczyzną a kobietą jako siłę burzącą mieszczański porządek (choćby w filmie "Do utraty tchu"), o tyle współczesne francuskie filmy jak "Baise-moi" czy "Nieodwracalne" pokazują związki heteroseksualne jako rodzaj niebezpiecznej walki płci. Natomiast coraz większą popularnością cieszą się takie filmy, jak amerykański "Tajemnica Brokeback Mountain", opowiadający romantyczną historię homoseksualnych kowbojów. Mistrzem w ukazywaniu niewinnej homoseksualnej miłości represjonowanej przez heteroseksualny (właściwie patriarchalny) system społeczny był angielski reżyser Derek Jarman. Teraz jego awangardowe filmy należą do klasyki kina. Wedle współczesnych artystów czułość, sentyment, przywiązanie możliwe są już tylko między dwoma osobnikami tej samej płci. Choć można oczywiście przypuszczać, że jest to stary dobry mechanizm artystycznej prowokacji...

 

Broke

 

3. Wstydliwy obserwator 
Wracając do intymności, zastanówmy się, czy intymność jest nam w ogóle potrzebna? Wydaje się, że, paradoksalnie, dla jednostek intymność nie jest koniecznym warunkiem egzystencji, oczywiście jeśli zrezygnują z niej dobrowolnie. Dowodzą tego różne eksperymenty społeczne, jak hippisowskie komuny, związki trioliczne, czy liczne sekty. Jeżeli te eksperymenty kończyły się fiaskiem, to głównie ze względu na naciski z zewnątrz. Uczucie wstydu, "potrzeba prywatności" jest potrzebna natomiast społeczeństwu, aby utrzymać jednostki w ryzach. Człowieka najłatwiej kontrolować wykorzystując jego słabości, czułe miejsca, wstydliwe punkty. A wstydzimy się zwykle tego, co odróżnia nas od innych. I na tym bazują społeczeństwa konsumpcyjne, na zręcznym manipulowaniu ludzkimi słabościami z jednej strony, a na wytwarzaniu nowych potrzeb z drugiej. 

Bowiem "kraje rozwinięte" funkcjonują nie tyle dzięki temu, że produkują, ale dlatego, że konsumują. I, jak już dawno temu zauważyli sytuacjoniści, o ile społeczeństwo przemysłowe charakteryzowało się alienacją pracownika wobec środków produkcji, o tyle "społeczeństwo spektaklu" charakteryzuje się alienacją konsumenta wobec "czasu wolnego". W rzeczywistości nie spędza się "czasu wolnego" na swobodnym przeżywaniu życia, ale konsumuje się "czas wolny" wedle narzuconego modelu, takiego jak klubbing, sporty ekstremalne, czy turystyka. W owym "wolnym czasie" jednostka jest biernym widzem, obserwatorem spektaklu, którego "gwiazdą", obiektem jest produkt. Guy Debord pisze: "we wszystkich swych poszczególnych formach: w informacji lub propagandzie, w reklamie lub bezpośredniej konsumpcji rozrywki, spektakl stanowi obecnie m o d e l społecznie dominującego życia. (...) Jako niezbędna dekoracja produkowanych obecnie przedmiotów, jako ogólna wykładnia racjonalizmu istniejącego systemu oraz jako zaawansowany sektor ekonomiczny, który bezpośrednio kształtuje rosnącą mnogość przedmiotów-obrazów – spektakl jest p o d s t a w o w ą  p r o d u k c j ą obecnego społeczeństwa". 

Najgorsze, że nie należy spodziewać się jakiegoś planu czy spisku kryjącego się za tymi procesami. Rządzi nimi ślepa zachłanność, i to nawet nie określonych ludzi, ale abstrakcyjnych ekonomicznych tworów, znanych jako "korporacje". Korporacje przypominają bezgłowe drapieżniki, wielkie jamochłony pochłaniające coraz większe połacie życia. Autorzy wstrząsającego dokumentalnego filmu "Korporacja" pokusili się o paranaukowy eksperyment. Skoro korporacje mają "osobowości prawne" autorzy filmu postanowili sprawdzić, jakie typy charakterologiczne pasują do tych osobowości. I niestety wedle wszelkich analiz, wynik był jednoznaczny: jest to typ patologicznego, psychotycznego zbrodniarza... 

 

4. Intymność wirtualna 
Jednak świat wciąż kroczy dalej. Wedle Paula Virilio Rewolucja Informatyczna zintegrowała wszelkie środki produkcji symbolicznej. Obecnie jesteśmy świadkami post-symbolicznej Rewolucji Wirtualnej, która określa same środki percepcji. Nasze środowisko naturalne staje się rodzajem ekranowego interfejsu, a świat – interaktywną symulacją zdalnie sterowaną "w czasie rzeczywistym". Zastanówmy się, co w tym post-symbolicznym świecie wirtualnym może być wstydliwe, a co przejmie "intymne" funkcje seksu... 

Sądzę, że wstydem napawać będzie wszystko, co kojarzy się z chorobą, starością i śmiercią. Już teraz to, co brzydkie i niedoskonałe jest uporczywie spychane w cień. Jako ciekawy przykład wspomnę tutaj rodzaj teleturnieju pt. "Łabędziem być". W programie tym sfrustrowane kobiety niezadowolone ze swojego wyglądu dostają szansę przemiany w olśniewające piękności. Uczestniczki poddają się torturom bolesnych operacji plastycznych, wyczerpujących kuracji odchudzających i praniu mózgu za pomocą psychoterapii tylko po to, żeby potem przejrzeć się w lustrze (przez okres "dojrzewania" przeglądanie się w lustrze jest im wzbronione). Konfrontacja z lustrem stanowi największą, symboliczną nagrodę w tym "łabędzim" wyścigu ku piękności. Bardziej powszechny jest przykład powszechnego usuwania chorych i cierpiących, odgradzania ich parawanami sprzętu medycznego i zamykania w domach opieki społecznej. Z kolei jeśli chodzi o godną i świadomą śmierć, następuje coraz większe "zdziczenie obyczaju". Niemal zupełnie zanikła tradycja domów śmierci i czuwania przy zmarłych, można ją zobaczyć jeszcze jedynie na peryferiach Europy (osobiście widziałem czuwanie przy zmarłych w Portugalii i Grecji). Niemal już nigdzie nie praktykuje się umierania w domu, w otoczeniu bliskich. Zapomniano kompletnie "ars moriendi", sztukę umierania, która była domeną nie tylko Tybetańczyków i Egipcjan, ale także chociażby średniowiecznej Europy. 

 

Po drugie, można przypuszczać, że to właśnie konsumpcja stanie się rodzajem intymnej relacji erotycznej. Wybór, jakiego dokonujesz w sklepie, jest w rzeczywistości potwierdzeniem twojej identyfikacji, tożsamości ujawniającej się w konsumenckich preferencjach. To dlatego wszelkie tzw. "dane osobowe" stają się pilnie strzeżoną tajemnicą. Mamy do czynienia z coraz ściślejszym "stargetowaniem"produktu, wyprofilowaniem go pod kątem bardzo określonego odbiorcy. O ile jeszcze 10 czy 20 lat temu produkty miały za zadanie trafić do jak największej grupy docelowej, miały mieć jak najszerszy, powszechny zasięg, o tyle teraz w rozwiniętym społeczeństwie liberalnym, przy ogromnej nadprodukcji i całkiem nowym modelu dystrybucji, konsumpcja bazuje na zróżnicowaniu produktów i klientów. W tekstach promocyjnych mówi się o "niszowym" produkcie, "stargetowanej" produkcji, "zindywidualizowanym" kontakcie z klientem. Jest to już kontakt nieomal erotyczny. Specjaliści od reklamy wmawiają klientowi, że nie uczestniczy on w masowej konsumpcji, ale że jego wybór stanowi jego indywidualną sprawę, jest potwierdzeniem jego niepowtarzalnej tożsamości. Dobrym przykładem są reklamy samochodów przeznaczone dla kobiet, a bazujące na ich kompleksach wobec mężczyzn i rozpaczliwej potrzebie niezależności. Choćby ostatnia (luty 2006) reklama samochodu, w której kobieta ucieka sprzed ołtarza, by zasiąść za kierownicą swojego wozu (z obyczajowego punktu widzenia to jeszcze dosyć subtelna historia). Dawniej to para ludzi, hołdując zasadzie przyjemności wbrew zasadzie wstrzymania (wg terminologii Freuda), stała poza kulturą, była wyzwolona od kultury, tego źródła cierpień. Obecnie taką niezależną parę, unoszącą się na skrzydłach swobody, stanowi konsument i produkt (co potwierdzają hasła reklamowe typu: Free Yourself, albo Feel the Power). Problem w tym że ta intymna relacja konsumencka jest manipulowana od samego początku. Związek erotyczny jest siłą wywrotową wobec kultury i społeczeństwa, relacja konsumpcji jest siłą alienującą jednostki wobec nich samych. Pozostajesz w intymnym związku z produktem mówiącym "weź mnie, a poczujesz się doskonale", który w rzeczywistości jest tylko rodzajem narcystycznego autoerotyzmu. 

Angielski pisarz David Mitchell w powieści "Cloud Atlas" przedstawia futurystyczną wizję społeczeństwa totalnej konsumpcji, gdzie ludzie nie skupiają się pod flagami państw, ale pod godłami wielkich korporacji, zamiast Boga wzywając Świętą Korpokrację. Ci konsumenci przyszłości jeżdżą fordami, na nogach noszą nike'i, robią sobie nikony z Logomanami swoich korporacji, kontrolują czas swoimi rolexami, słuchają sony i oglądają AdVy, a spotykają się w mcdonaldach na burgerach. Nikt nie pracuje, bowiem wszystkie zajęcia wykonują fabrykanty – czyli klony. To oczywiście wizja artystyczna, ale wiele wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości kraje rozwinięte będą składać się z niekończących się przedmieść zabudowanych jednorodzinnymi domami. A wewnątrz tych jednakowych domów otyli ludzie, bez względu na wiek i płeć wyglądający jak nastolatki, będą siedzieć przed interaktywnymi ekranami, oglądając programy fitness i pokazy mody, logując się pod fałszywymi tożsamościami na internetowych forach dyskusyjnych i konsumenckich grupach zainteresowań, odbierając newslettery swoich korporacji zamiast wiadomości i oczekując na dostawy nowych towarów. 

W owym post-symbolicznym świecie wirtualnym najbardziej intymną sferą każdej jednostki staną się... kody dostępu, hasła, passwordy, elektroniczne podpisy, pin-kody, szyfry kart magnetycznych czy kart kredytowych. Już teraz nie możemy ich zdradzić nawet osobom, z którymi sypiamy. A wkrótce cały przeszywający dreszcz zakazanego erotyzmu zawrze się w ciągu niepowtarzalnych numerów... Jednostka kołysana w ciepłym, wygodnym łożysku reklam będzie uprawiać autoerotyczny seks z samą sobą pod postacią produktu, wirtualnego lustra, które projektować będzie wyidealizowany, oswobodzony z ograniczeń fizycznej egzystencji obraz jej samej. A czujnie strzeżonym czarnoksięskim sercem tej interaktywnej symulacji rzeczywistości będą szeregi cyfr i liter, szyfry, hasła i kody dostępu, tajemny język konsumenckiej miłości. 

* * *



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 2 i 7 *:  
* - pola obowiązkowe.