[ 2006/09/13 ] Wywiad z Maurycym Gomulickim, autor: Allo, kategoria: rozmowa

Maurycy Gomulicki, Foto: Rafał Nowak

 

 

 

Rozmowa z Maurycym Gomulickim o różu, Meksyku, tworzeniu, erotyce zainspirowana wystawą "PINK NOT DEAD".

 

 

 

 

 

 

SEX SHOPY

 

- Jak doszło do projektu sieci sex-shopów w Meksyku?

 

- Do udziału w tym projekcie zaprosił mnie architekt Jorge Covarrubias, z którym wcześniej zrealizowałem szereg projektów ogrodowych. Jego sąsiedzi byli właścicielami sieci sex shopów i myśleli o zmianie wizerunku - propozycja była na tyle atrakcyjna i niecodzienna, że od razu się do niej zapaliliśmy. Uriel Valdez (główny właściciel) okazał się postacią nieszablonową, entuzjastą o otwartej głowie i zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę - po otwarciu pierwszych 2 lokali okazało się, że pomysł funkcjonuje i zaczęła się reakcja łańcuchowa.

 

Erotika Sexhop - wejście, Foto: archiwum artysty- Sex-shopy to erotyka i przyjemność, ale także pornografia, związki z prostytucją i wykorzystywanie kobiety. Nie miałeś oporów przy projektowaniu sieci sex-shopów, że pośrednio uczestniczysz w seksbiznesie?

 

- Żadnych. Sam jestem jak większość facetów odbiorcą pornografii, która niekoniecznie jednak spełnia moje oczekiwania. Jeżeli chcemy, żeby jakieś zjawisko zmieniło swój charakter to jedyną metodą jest uczestnictwo w jego modyfikacji. Negowanie jego istnienia i zakazy są nieefektywne a nieprzyznawanie się do realności takiej potrzeby uważam za totalną hipokryzję. Sex biznes to nie bajka ale jednocześnie zjawisko nie tak jednoplanowe jak chcieliby je postrzegać jego zagorzali przeciwnicy - nie cały zbudowany jest na krzywdzie i wyzysku. W pornografii wiele jest autentycznej pasji, odwagi a nawet i piękna. Wszystkim zainteresowanym polecam wstęp Lucy McKenzie do "Model Release" Richarda Kerna - Lucy była jego modelką jako młodziutka dziewczyna i ma różne ciekawe a mądre rzeczy do powiedzenia na temat tego doświadczenia. Mężczyźni są z natury voyeurami i z prawdziwą namiętnością wpatrują się dziewczynom między nogi. Ja sam w pizdę patrzę jak w tęcze, jak mówiłem to już Paulinie Reiter w wywiadzie do Wysokich Obcasów [klink]. Wątpliwości etyczne związane z produkowaniem pornografii będą tak długo istniały, jak długo będzie ona pozostawała w ambiwalentnej niszy w jakiej się ciągle znajduje. Pornografia zaś, w przeciwieństwie do większości tzw. sztuki erotycznej, pozostanie efektywna i emocjonująca. Na wystawie Pink Not Dead! [klink] prezentuję pracę, która jest próbą pogodzenia gatunków - Cream Pie to obrazek esencjonalnie pornograficzny zrealizowany bez udziału modelki.

 

Cream Pie, Foto: archiwum artysty- Czym się różni twój sex-shop od innych?

- Sex shopy, mimo iż ich oferta bazuje właściwie w 100% na atrakcyjności wizualnej oferowanych produktów, z reguły są zaniedbane od strony projektowej (nawet w Japonii). Wynika to z faktu, że primo popyt jest tak duży, że podaż nie potrzebuje większego wsparcia od strony marketingowej; secundo Sex Biznes ciągle pozostaje jednak w niszy dość plugawej. Chcieliśmy stworzyć oprawę, która byłaby przyjazna dla odbiorcy - wyeliminować poczucie winy związane z momentem przekraczania wyświechtanej kurtynki, ale jednocześnie wykreować przestrzeń esencjonalnie erotyczną, w przeciwieństwie do rozwiązań jakie podjął np. Hustler w stanach. Amerykanom udało się czysto zintegrować z akceptowanym pejzażem handlowym, ale cel ten osiągnęli kosztem swoistej sterylizacji wnętrz - sklepy Hustlera wyglądają dokładnie tak, jak lokale z obuwiem czy odzieżą sportową w wielkich centrach handlowych. Tutaj mamy zbyt mało miejsca, żeby opisać szczegółowo projekt - jeżeli ktoś jest nim bardziej zainteresowany, odsyłam do Exklusiva nr 04/2006 albo na stronę internetową Obiegu [klink].


Erotika Sexhop, Foto: archiwum artysty- Jak się pracuje dla właścicieli sieci sex-shopów w porównaniu z kuratorami galerii sztuki?

 

- Ani kuratorów, ani właścicieli sex shopów, nie produkuje się w fabryce i pracuje się z nimi rożnie, w zależności od tego, jakimi są ludźmi. Wszystko jest kwestią inteligencji, wrażliwości, autentyczności. Jeśli chodzi o ostateczny efekt pracy, to liczy się przede wszystkim kompatybilność idei i gustów, no i oczywiście dyscyplina.

 

 

DZIEŁO / SZTUKA

 

- Dzieło reprezentujące sztukę współczesną jest często kompletnie nieznaczące, nie niesie w sobie treści. Dopiero po nadaniu mu ideologii w postaci słownej, typu katalog, notka przywieszona obok, wprowadzenie przez samego artystę, zaczyna mieć jakiś sens. Czy to nie jest zarzut wobec sztuki współczesnej, że sama się nie broni, tylko musi być jakoś "werbalnie" wspierana, tak jakby była zbyt słaba, aby mówić sama za siebie? Że musi mieć nadany przez autora / kuratora kontekst, inaczej jest nieczytelna?

 

- Primo myślę, że w tym pytaniu jest zawarty pewien błąd już na wstępie: nie można postawić znaku równości pomiędzy nieznaczące a nieczytelne. Myślę, że nie ma nieznaczących dzieł sztuki - nawet najbardziej abstrakcyjna praca zawiera w sobie komunikat polegający na ewaluacji języka, kodu wizualnego, symboliki etc. Jeśli zaś chodzi o lekturę dzieła, to wymaga ona zawsze pewnego przygotowania i na pewnym poziomie pozostaje otwarta. Sztuka to nie propaganda - jej lektura zawsze będzie zależna od indywidualnej kultury i kontekstów, jakimi dysponuje odbiorca. Zasadniczym zadaniem sztuki jest prowokowanie do refleksji, a nie serwowanie gotowych modeli myślenia. Tekst kuratorski to z reguły propozycja interpretacji nie zawsze zgodna z ideą autora, zaś statement autorski raczej precyzuje intencje twórcy, niż ogranicza pole interpretacji. Sztuka nie jest dziedziną nauk ścisłych, tylko żywą przestrzenią interakcji, co wydaje się być jednym z jej najciekawszych aspektów.

 

Pink Niagara - mural (MG), Foto: Piotr Woźniakiewicz- Nie zajmujesz się kwestiami politycznymi, społecznymi, religijnymi (np. antyglobalizm, anty-konsumpcjonizm), a raczej afirmacją erotycznej przyjemności . Czy według ciebie sztuka nie powinna już mówić o sferze publicznej, kwestiach politycznych, związkach z władzą, tylko skupić się na sferze prywatnej?

 

- Absurdem wydaje mi się mówienie o tym, jaka powinna być sztuka, tak jak gdyby konieczne było sformowanie tu jakichś sztywnych reguł. Sztuka to przede wszystkim możliwość - komunikacji, dialogu, manifestacji. A w obrębie jakiej przestrzeni: publicznej czy prywatnej, krytycznej czy afirmatywnej te będą się odbywać, to już kwestia indywidualnych predyspozycji i decyzji twórcy. Dobra sztuka powinna przede wszystkim być intrygująca.

 

 

WYSTAWA / RÓŻ

 

Betonowa Koronka (MG), Foto: archiwum artysty- Jaki dźwięk wydaje róż, jak smakuje, jaki jest w dotyku i jak pachnie?

 

- To już są pytania, na jakie każdy powinien sam sobie odpowiedzieć. Dla mnie najistotniejszy w nich jest fakt, że zostały sformułowane, co implikuje wieloplanowość zjawiska. Jedną z podstawowych intencji projektu Pink Not Dead!, obok eksploracji kwestii takich jak rozkosz, szczęście, raj i ich powidoki, było pokazanie, na przykładzie specyficznego zjawiska, które z pozoru wydaje się banalne i łatwe w interpretacji, jego wielowymiarowości. Życie jest nieprawdopodobnie bogate, a mało co w nim pozostaje jednoznaczne. W wieloznaczności zawiera się istota życia i kultury - ich permanentna ekspansywność. Uświadomienie sobie wielowymiarowości świata otwiera możliwości eksploracji, a więc ekspansji doświadczenia, a w konsekwencji powiększa przestrzeń życia, a przecież tego wszyscy chcemy - żyć - jak najwięcej i jak najbardziej. Jako alternatywę mamy śmierć albo jeśli chcesz nie-życie, bezruch, pustkę, absencje myśli, uczuć i zdarzeń.

 

- Czy w Meksyku konotacje różu są takie same, jak w Polsce?

 

- Interpretacja danego zjawiska zawsze zmieniać się będzie w zależności od kontekstu geo-kulturalnego i historyczno-politycznego, w jakim formowała się świadomość tak indywidualna, jak kolektywna odbiorcy. Róż w Indiach na przykład będzie kolorem równie klasycznym/szlachetnym jak w Europie purpura. Meksyk to Ameryka Łacińska, rzeczywistość słońca a więc i koloru, w efekcie dużo bardziej otwarta na doświadczenia zmysłowe i mająca głęboko zakodowaną kwestię przyjemności jako istotnego integralnego elementu życia i kultury. Róż jest tam kolorem dalece i od dawna zasymilowanym. Polska dla odmiany jako rzeczywistość refleksyjno-krytyczna, melancholijna, żeby nie powiedzieć cierpiętnicza, ma z nim zasadnicze problemy. W Polsce róż w świadomości kolektywnej najczęściej będzie kojarzony z fałszywą wizją szczęścia, z czymś powierzchownym, pozbawionym ciężaru gatunkowego, a więc jeśli nie godnym potępienia, to przynajmniej nie wartym uwagi. Jeżeli w Polsce uważamy, że to co miłe, słodkie i przyjemne, jest nie lub mniej istotne, to myślę, że mamy problem i to jest punkt do refleksji.

 

- Dlaczego róż? Jak powstał pomysł wystawy poświęconej kolorowi różowemu (tribute to pink)?

 

- W poprzednich pytaniach chyba już w pewien sposób opowiedziałem na tę kwestię. Interesują mnie takie kategorie jak przyjemność i rozkosz a także ich fantasmagorie czy deformacje - generalnie ich potencjał. Róż stwarza doskonałe pole do ewaluacji tych kwestii, a jednocześnie gwarantuje impakt wizualny. Różowa manifestacja jest jednocześnie formą kontestacji pewnej zastanej rzeczywistości kulturowej. Jeżeli mówimy o dynamikach buntu czy prowokacji i towarzyszących im nieuchronnie rutynach, to mogę się ciebie tylko spytać, co będzie taką postawą w rzeczywistości polskiej - deklaracja wobec cierpienia i brzydoty czy rozkoszy i urody?


Mina - Jeronimo Hagerman, Foto: Albert Zawada- Na wystawie dużo jest prac mówiących w jakiś sposób o bliskości i dotyku, m.in . twoje prace robione techniką cyfrową. Przy bardziej tradycyjnych technikach malarskich, rzeźbiarskich albo instalacjach zachodzi bezpośredni kontakt artysty z dziełem (dotyk), a przy komputerze nie - nie ma zapachu i faktury, jest tylko cyfrowy przekaz. Myślę, że to ważne w kontekście tematów twoich prac: bliskość, seks, zmysłowość. Czy według ciebie istnieje znacząca różnica między dziełem, które ma fakturę i zapach a takim, które jest zrobione na komputerze i między odbiorem takich dzieł? Czy o intymności można mówić za pośrednictwem komputera?

 

- Zmysłowość to nie jedynie kategoria fizyczna ale i wizualna (tu możnaby szerzej porozmawiać tak o pornografii, jak i zmysłowości formy, przedmiotu w oderwaniu od kontekstu ściśle erotycznego) i w tym świetle kwestia, czy dana praca została zrealizowana technikami tradycyjnymi czy cyfrowymi (które wkrótce będą równie tradycyjne) przestaje mieć znaczenie. Mnie interesują wszelkie media i różnorodność zjawisk - tak to, co nieporadne, jak to, co idealne. Fascynują mnie tak idealizacje jak perfekcyjność, doskonałość i tu matematyka nie ma sobie równych.

 

- Czy swastyka w Meksyku ma taki sam silny kontekst jak w Polsce?

 

- To chyba pytanie trochę retoryczne - oczywiście nie - swastyka nigdzie nie ma równie mrocznego kontekstu jak w Niemczech i na słowiańszczyźnie . W Meksyku, który praktycznie nie brał udziału w drugiej wojnie światowej i gdzie Oświęcim jest legendą, swastyka i nazizm w ogóle funkcjonują dużo silniej jako elementy pop-kultury, czytelne oczywiście na poziomie lektury: zło, śmierć, ale należące bardziej do sfery fantazji niż do rzeczywistości. Bardzo mnie interesuje proces absorpcji rzeczywistości przez fantazje, ale to temat na osobną rozmowę. Jeżeli chodzi o obecne na wystawie prace wykorzystujące kody nazistowskie, to różowej swastyki Miguel Ventura używa raczej jako elementu anarchistycznego w swoim specyficznym dyskursie na temat strategii i balastów sztuki współczesnej. Tutaj możemy wrócić to twojego wcześniejszego pytania o czytelność - nie wątpię, że taki komunikat Miguela umyka widzowi nie dysponującemu specjalistyczną wiedzą z zakresu historii sztuki i nie mogącemu odczytać nawiązań do Albersa czy Judda, mnie natomiast w kontekście polskim interesował stricte nazistowski aspekt pracy - pokazując swastyki Ventury , chciałem przypomnieć, że u podstaw każdego piekła stworzonego przez ludzi istnieje prawie zawsze obietnica raju. Jeżeli chodzi o moją pracę Antonimy zunifikowane (różowy krzyż i różowe runy SS), interesowała mnie wspomniana wyżej kwestia absorpcji i manipulacji rzeczywistości w świecie fantazji. Czerwony krzyż i SS to dwie skrajnie spolaryzowane XX-wieczne instytucje, posiadające niezwykle silny wizerunek korporatywny w czasach , kiedy terminy logo i korporacja nie były jeszcze integralnymi składnikami rzeczywistości . Dziś, w chwili, kiedy króluje demon korporacji, posiadający niemalże monopol na obietnice szczęścia, warto to sobie przypomnieć i zauważyć, że oba te wizerunki zmutowały i przeniknęły na trwałe do uniwersum fantazji erotycznych.

 

Miguel Ventura "Language 6 according to Albers (1929)" - Switters, bohater książki Toma Robbinsa "Kalekie dzikusy z gorących krajów", zna określenia cipki w kilkudziesięciu językach. Na wystawie wyraźnie widać twoje zafascynowanie tymi sprawami, m.in . w obrazkach-waginetkach. Jakie jest najdziwniejsze określenie tych części, jakie znasz? (Najśmieszniejsze znane mi to Beatrycze.)

 

- Język polski jest nieprawdopodobnie ubogi jeżeli chodzi o kwestie seksu. Pizda i cipa brzmią ciężko niczym wór kartofli rzucony w błoto, zaś termin vagina jest całkowicie historyczno-techniczny. Hiszpańskie pucha, chocho, chango, cono też mnie nie zachwycają, wole concha czy francuskie chatte, ale zdecydowanie najczujniejsi wydaja mi się (nie jestem poliglotą, poruszam się w obrębie 3, maksymalnie 5 języków) jednak Anglosasi: pussy, cherry, fanny są soczyste i mile brzmią dla ucha.

 

- Na wystawie odczułam zaskoczenie oddziaływaniem filmu, który nie miał nic wspólnego z porno, a był jedną z najbardziej erotycznych prac. Dlaczego zwykłe całujące się pary mogą się okazać bardziej erotyczne niż porno, w którym nie pozostawia się nic wyobraźni i fantazji?

 

- Masz na myśli Kissng Fields Ilian Gonzalez. Film ten zaspokaja na swój sposób ciekawość intymności i zmysłowości, nie prowokując u odbiorcy poczucia winy - jest ewidentnym, że ludzie eksponują się w nim z cala świadomością i przyjemnością. To jest chyba odpowiedź na twoje pytanie. Natomiast stwierdzenie, że porno nie pozostawia nic dla wyobraźni i fantazji byłbym skłonny kwestionować. Dobre porno jest przede wszystkim katalizatorem, a nie substytutem seksu.

 

Ilian Gonzalez "Kissing Fields"- Róż w Polsce kojarzy się nie tylko z erotyką i głupiutką kobiecością - to także dziecięctwo. Na wystawie ten aspekt odnalazłam w różowych trumienkach, które wydały mi się lekko makabryczne i mocno kontrastowe z całą resztą, która mówiła raczej o erotycznych przyjemnościach. Skąd pomysł różowych dziecięcych trumienek?

 

- Dzieciństwo, szczególnie wczesne, to niewinność, chłonność i (jeśli nie pochodzimy z rodziny patologicznej) jednak moment życia, kiedy stan emocjonalny , jaki można nazwać szczęściem, jest daleko częstszy niż w tzw. życiu dorosłym. Elementów i kodów ze świata dziecięcego na wystawie nie brakuje: miniatury, makiety, klocki, kolekcja gadżetów etc. Jeżeli chodzi o różowe trumienki, to interesował mnie perwersyjny aspekt a jednocześnie potrzeba konwersji aktu ekstremalnego cierpienia (śmierć dziecka) w zdarzenie estetyczne - funkcyjność piękna i manipulacja pięknem. Na koronkowej roboty białe dziecinne trumienki natrafiłem w czasie zbierania materiałów do przygotowanego wspólnie z Jeronimo Hagermanem albumu Funebre, który drukuje się w tej chwili w Hong Kongu. Uwiodła mnie rodzinna atmosfera w tym upadającym już biznesie, zaproponowałem proste ćwiczenie, dostarczyłem materiały. Państwo zareagowali na piątkę i, jak myślę, sami byli zadowoleni z zainteresowania dla ich pracy i odmiany w codziennej rutynie.

 

Pink Sorrow (MG), Foto: Albert Zawada- W projekcie toalet w Fabryce Trzciny są wyraźne związki z wystawą. Czy traktujesz go jako część projektu? Czy istnieją jeszcze inne obiekty, które są częścią projektu?

 

- W Fabryce Trzciny wyłącznie wkleiłem obrazki przy okazji nocy promocyjnej Fluidu, który prowadzony wtedy przez Michała Wolińskiego był naprawdę otwartym forum, a ja dużo w nim publikowałem. Była to improwizacja - zobaczyłem miejsce: industrialne klimaty lubię, ale bardziej jako kot dachowiec niż jako wnętrza klubowe - ta estetyka wydaje mi się już trochę zbytnio wyeksploatowana. Natomiast pomysł na przeniesienie futurystycznych kibli wprost z Eurocity do klubu wydał mi się strzałem w dziesiątkę . Tutaj jednak podkreślam: kredyty należą się komuś innemu - ja te kabiny po p rostu zastałem na miejscu i była to miłość od pierwszego wejrzenia - dziewczyny zresztą mają fajniej - u facetów jest szaro. Mam nadzieję, że jakieś sikory całują się tam od czasu do czasu. Jeśli chodzi o inne instalacje, to zdecydowanie na pierwszym miejscu lokuje się sieć sex shopów w Mexico DF - przy czym są to różne realizacje, a ja miałem nieregularnie wpływ na kontrolę ich jakości. W tej chwili otwierają się też dwa kina porno i jeden bar dla swingersów, przy których mam nadzieję pracować. Jeżeli chodzi o bardziej efemeryczne wydarzenia, to na pewno jazda po Warszawie różowym kabrioletem z różowymi boginkami u boku była mocnym akcentem. Dostałem również zgodę Pałacu Kultury i Nauki na oświetlenie budynku na różowo, ale projekt upadł ze względu na budżet - może uda się go reaktywować przy okazji prezentacji albumu - mam nadzieję za rok. W listopadzie będę brał udział w wystawie w Cuernavaca, gdzie chciałbym zrealizować trzy groby z różowej mozaiki.

 

Foto: Albert Zawada- Co dalej z wystawą? Jakie są dalsze plany akcji "Pink not dead!"?

 

- Do końca życia nie będę ciągnął tego projektu - moja namiętność do różu jest wielka, ale nie chciałbym w końcu zanudzić siebie ani odbiorców . Myślę, że jeszcze rok - w planie album, a więc na razie walka o fundusze. "Pink Not Dead !" został również zaproszony do Sztokholmu, co cieszy mnie ze względu na możliwość oświetlenia śniegu na różowo, no a horda platynowych blondynek też pasuje idealnie do projektu. Jeśli chodzi o pobożne życzenia, to jeszcze jedna wystawa - najchętniej w Azji, z preferencjami na Szanghaj, Hong Kong albo Seul. Moskwa też nie byłaby od parady - zamienić na jedną noc Plac Czerwony w Różowy byłoby prawdziwą frajdą.

 

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 6 i 9 *:  
* - pola obowiązkowe.