[ 2003/02/06 ] D Ż T W, autor: Pan, kategoria: tekst

 

Siedział PAN w pociągu dalekobieżnym i koła miarowo postukujące po szynach kutych przez rzemieślników najmilszych obserwował sobie z zaciekawieniem niejakim. STUK STUK STUK robiły koła, obrotem całym swoim w podróż bezkresną się zamieniając.
Powiecie zdumieni 'A w jaki to sposób PAN PRZENAJŚWIĘTSZY mógł kołom się przypatrywać, kiedy on to w kajucie ciepłej pociągowej spoczywa, koła zaś na zewnątrz do szyn są przypisane?' Zuchwałość tu wasza jest nie na miejscu i niesmaczna wielce. PAN SKOWRONKOWY jako istota najwyższa i najwyższe moce posiadająca w stanie wszystko jest posiąść, nawet moc przypatrywanie się rzeczom w innym wymiarze niż on egzystującym. Ale nie musiał dnia owego upalnego, ciepłem promieniującego na wskroś, sztuk czarodziejowatych swych skutecznie wdrażać. Nie musiał on harym poterem się stać na miarę możliwości swych nieograniczonych niebiosami, nieograniczonych ogniami piekielnymi, niegraniczonych oceanem burzliwością swą niespokojnym. Nie musiał i już.
Sługa jego bowiem, prostacki chłopek Adamem zwany co to od maleńkości robótkami ręcznymi się zajmował i gdyby w czasach jego jakowaś szkoła powstała, a w tej szkole komnaty by ustawili, klasami zwane, a w tych klasach profesorowie by nauki wykładali, a jakiś profesor od zetpetów panem był zwany i nauczał technicznego przedmiotu i gdyby jeszcze Adama na pójście za wiedzą stać by było to na tych zetpetach najlepszym uczniem by był. Taką ci on miał smykałkę do traktowania blaszek, drewienek i śrubek rozmaitych rączkami swoimi modulowanymi. I prostacki chłopek ten konstrukcyjnie uzdolniony jako rzeczono w paragrafie wcześniejszym PANU lusterko specjalne wyczarował i wystawiwszy zwierciadło za pociągową okiennicę PAN PRZESMACZNY koła STUKSTUK robiące bez przerwy mógł na oczy własne, co jak fiołki się w każdym odcieniu niebieskości mieniły, zobaczyć.
I patrzył ON i patrzył i nawet uśmiech niemrawy i maciupki, co go tylko wierne służki wypatrzyć błąkającego się w kąciku ust jagodowych, mogą, zaczął w większy śmiech się przemieniać. Zechciał na widok ten fascynujący zapewne, albowiem wszystko na czym PAN oczki swe modre zawiesi na chwil kilka, fascynujące być musi i możliwość innej nie sposób tutaj przyjąć, słów rzec kilka, lecz tylko głoskę AA wyrzec zdołał, gdy wtem jak świst złowrogi, niczym strzała Wilhelma Tella do celu jabłkowego lecąca głosik z boku niejako doszedł do uszu JEGO mięsistych, kremem przeciwzmarszczkowym z wymion słowiczych w dalekiej krainie uzyskiwanego, potraktowanych. Nie wierzył nikt ze służby w to co głosik ów wypowiada, ale też nikt nie ośmielił się głowy swej podnieść z podłogi poziomu bez uprzedniego zezwolenia. Za bardzo głowę swą cenili ci głupcy i egoistyczne świnie jak to ich PAN czasami pieszczotliwie nazywał w przypływie łaski. Wracając do głosiku to słowa za jego pośrednictwem przekazywane brzmiały 'BILETY BYŁY JUŻ KONTROLOWANE' i wielki znak zapytania głosik ów na końcu pytania tego, które niczym wyrok śmierci dla pytającego brzmiało, stawić śmiał w dodatku. Spojrzał się PAN GROMNY, wzrok swój, przed chwilą jeszcze radosny, teraz już chmurny i nieszczęścia zwiastujący, odwracając na posiadacza głosiku, który niczym nieskrępowany, jakby śmierci się nie bał, pytanie swe po dwakroć jeszcze powtórzył. Słudzy wszyscy, ci co swe głowy na poziomie podłogi trzymają, w obawie wielkiej przed złością co nie tylko na sprawcę trosk PAŃSKICH spada, ale po prostu na każdego co się pod rękę mocarną nawinie, gryźć podłogę zaczęli, chcąc dziury wielkie poczynić i głowy swe jeszcze poniżej poziomu stóp PAN ZŁEGO usadowić. Może PAN przebaczy i zamiast na męki piekielne zesłania skarci lekko za pomocą batogowych razów przez oprawców swych prezbiteriańskich rozdawanych. Lecz nie od razu zaczął PAN apokalipsę uruchamiać, patrząc na człeka tego w czapce za dużej z napisem PKP na otoku, który patrząc na postać PANA zaczął rozumieć, że nie jest to sytuacja do jakich przywyczajon był bilety regularnie sprawdzając na dalekobieżnej trasie Toruń-Warszawa, co to magistralą jest zwana. Myśl PANU zaświtała w głowinie jego światłej i żart zapragnął kolejarczykowi spsotać, gdyż do okrutności JEGO już się słudzy przyzwyczaili, PAN zaś zaskakiwać lubił lud swój co niemiara Myśl zaświtawszy w słowa płynące z ust WIELKIEGO WIELEBNEGO NAJWIELEBNIEJSZEGO takie się zamieniła:
'TAK, BILETERIĘ NASZĄ JUŻ SPRAWDZAŁA KONDUKTORSKA POSTAĆ W OKULARACH'
Usłyszawszy to kolejarczyk pechowy o swym zaniepokojeniu początkowym wywołanym widokiem dziewięciostopowej postaci PANA zapomniał i w te słowa do WŁADCY ISTOT WSZELAKICH I TYCH NAJMARNIEJSZYCH RÓWNIEŻ się zwraca: 'W OKULARACH? W JAKICH OKULARACH?', gdyż konduktorska brać w okularowych szkiełkach zabronione poruszanie się miała, albowiem stłuczeniu podczas interwencyj ulegały one zbyt łatwo. I rzekł na to PAN, dochodząc do sedna żartu swego: ' A W TYCH OKULARACH' - wskazując na szkła diamentowe w oprawce z mamuciej kości osadzone, które na nosie JEGO smacznie sobie spoczywały - 'KONTROLA WEWNĘTRZNA' dodał do tego PAN i nic już wyrzec więcej nie musiał, bo kolejarczyk smętny prawdę w tym momencie poznał. Okrutnie maluczki i bezbronny się poczuł prawdę strachliwą poznawszy, wiedział już bowiem, że samopasu pociągowego kres nadszedł i beztrosko się obijać w drodze z wagonu do wagonu nie będzie mógł więcej. Ale dalej myśli jego strachliwe głos chrapliwy przerwał albowiem niczym sokół bezkresne niebo przecina, tak PAN ciszę znienacka zakończył mówiąć w te słowa:
'MARNY CZŁECZE, PIERZASTY ŚLIMACZKU, TYŚ MNIE NIE ROZPOZNAŁ PONIEKĄD. JAM NIE Z KONTROLI JEST POCIĄGOWY TY WYKOLEJEŃCU, JA PANEM TWYM, PANEM WIELBICIELEM KÓŁ PO SZYNACH DOSTOJNIE PĘDZĄCYCH JESTEM. JA TWYM KOŃCEM. JA TWYM POCZĄTKIEM. JA TWYM ŚWIATEM CAŁYM'
I wymówić nic już kolejarzynka nie zdołała, ni ruchu wykonać żadnego gdyż w tym momencie sługowie co to od chwil paru dziury rzeczone w posadzke marmurowanej wygryzali na wylot przegryźli dziurę wielką wokół kontrolerowego pechowca tworząc. I słowa wymówić z przestrachu i zaskoczenia niezdolny wpadł on dziurzysko z oczu PAŃSKICH znikając na chwilę wieczną. A PAN tylko poprosił umyślnego Adama, który tak pięknie w robótkach ręcznych wprawiony był, aby ten w try migi podłogę załatał, ale tak aby znać nie było. I pomknął pociąg z PANEM na pokładzie w bezkresie nieskończone STUKSTUK kołami czarownymi co chwiluńkę głośno robiąc. I tylko słudzy co ich cała sytuacja kolejarska w przedziale przestronnym zastała rozmyślali, jak takie pokłady bezczelności są możliwe, aby PANA o bilety do kontroli poprosić, i pod nosem skryto się uśmiechali, że na szczęście oni też gratisowo podróżować mogą.

 



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 3 i 3 *:  
* - pola obowiązkowe.