[
2002/01/01 ]
Opowieść noworoczna, autor: Pan, kategoria: tekst
- puk puk - rozległo się nieśmiałe pukanie w okienko komnatowe.
To nowy rok dwatysiącedrugi do PANA po poradę i łaskę przyszedł.
- proszę PANA mojego, najodważniejszego o łaski ociupinkę o litości odrobinkę i o pozwolenie na roku starego zwolnienie - łasząc się do stóp PANA, rok nowy skamlał cichutko niczym psina w potrzaski schwycona.
I tu rzekł PAN i gwiazdy zgasły przerażone i ciemność zapadła. I na nic się zdała, gdyż źrenice PAŃSKIE jak pochodnie zabłysły.
I tak jasno świeciły one, że na polach elizejskich jaśniej niż za dnia, nie o nocy mówiąc być zaczęło.
Lud francuski, paryżanie zwłaszcza, ze strachu przeogromnego zapasy hamburgerów na trzy miesiące naprzód kupować się rzucili myśląc zapewne, że to świata koniec albo i co gorszego.
I jak już wspomniano, TU RZEKŁ PAN - Ty roku nie będziesz rokiem następnym, ty dwunastu swych synów nie będziesz chować pozwolony jeśli życzenia kapryśnego mego najkapryśniejszego nie spełnisz.
Ja boso po mych podłogach z chałwy ciosanych poruszać się już znudziłem. Ty mi sandały w prezencie spraw w try miga !!
I pomknął rok do sklepów departamenckich na poszukiwania obuwia wymyślnego i rozpłakać się musiał już w pierwszym supermarkecie.
Sandały i owszem lecz w lato kochany - tak mu rzekli gdyż zapewne nie wiedzieli, że jest on rokiem nowym i dla PANA on prezent ten zmyślny chce uczynić.
I rzucił się on za wody, za rzeki na miejsce dekadowe o kształcie okrągłym, od dziesięciu lat odwiedzane i w tłum żądnych wymiany pieniężno-towarowej ludzi się rzucił.
I zakupił on sandały klapkami nazywane lecz sponiewierali go tam okrutnie i brudny on do pałacu powracał. Lecz myśląc tylko o PANU i uciesze JEGO nie pomny był odzieży steranej niejako.
I PAN go ujrzał w stanie splugawionym i rzekł - Nie lękaj się roku, ja sandały przyjmę, lecz ciebie nawet do kata oddać nie estetycznie to jest. Udaj się na okres czyszczenia co do ładu cię doprowadzi i wróć wówczas i do nóg się mych rzuć i o łaskę błagaj i kwiaty tulipanowe na głowie miej za opaską osadzone i JA cię wtedy za nowy rok uznam.
I popłakał ponownie się nowy rok i w diabły poszedł.
I zastępcę swego przysłał, który, choć oprawy wizualnej mu nie było brak, to o rokowaniu pojęcia nie miał.
I tak wierni się tuzin miesięcy męczyli z tym rokiem nierokiem, a PAN, którego zwykłe regulacje nie obejmują, mleko pił z rumem i zagryzał granatami koszernymi patrząc z tronu, zbudowanego trochę jakby w stylu art deco, swego, na tych wszystkich, którym rok dziwny się wydaje.
Nie smucić się oni jednak muszą, gdyż myśli o PANU głowy ich zajmować winny, a uśmiech szczery uzębienie odsłaniać w całości.

Brak komentarzy