[ 2002/10/08 ] Idę ja sobie ulicą i on też idzie, autor: Doc, kategoria: tekst

idę ja sobie ulicą, wchodzę już na podwórko, zatrzymuje się samochód I wysiada z niego mężczyzna, iść zaczyna, jakoś tak koło mnie idzie, prawie że ze mną idzie; ale pewny nie jestem więc idę dalej jakby sam, ale on kroku dotrzymuje, takim samym krokiem idzie co ja; sam już nie wiem dlaczego tak obaj idziemy, kiedy każdy idzie sam i dla siebie; i jakoś boleć zaczyna ta symetria, iść szybciej czy wolniej, przyspieszam jednak, ale wciąż razem idziemy, nerwowe to moje przyspieszanie, jakiś sygnał dla tamtego, że to jednak nie razem, że nie chcę tak; ale dlaczego to tak, kiedy to wszystko przypadkiem! tak z tego samochodu wyszedł i po prostu poszedł, a ja niechcący i przypadkiem szedłem i idę tak samo; głupie, każdy idzie swoje i zmienić musi, bo dalej tak niby osobno się już nie da, głupio jakoś; przyspieszam ale to za szybko dla mnie, wyściguję i idę pierwszy, tamten nie odpuszcza, idzie swoje i nie widzi, że to już nie tylko dla siebie, ale też i dla mnie idzie; jak się z tego wymigać? stanąć to za dużo, nie mogę stanąć, zmęczyć się muszę i to jeszcze tak, że niby od niechcenia; koszmar, koszmar; ale nagle skręcać zaczyna a że idzie tuz obok to na mnie się pcha, więc ja jeszcze szybciej muszę, bardziej szybko, o Jezu, ręce pełne siatek, już nie mogę, nie mogę już, ale dałem rade, zmieścił się za mną, poszedł w prawo, w pizdu; teraz już zwolnić mogę, bez konsekwencji, tak jak przyspieszałem z konsekwencjami, teraz już bez, tak sam dla siebie zwalniam i idę, idę sam dalej do domu z siatkami z brokułami



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 7 i 6 *:  
* - pola obowiązkowe.