[
2002/07/18 ]
Wolne miejsce, autor: Tomasz Wilk, kategoria: tekst
Bajki na dzień dobry
Wolne miejsce
Mijaliśmy puste pola. Znowu śniła mi się dolina cedrowa w słońcu skąpana. Jechałem pociągiem. Na przeciw mnie siedziała młoda kobieta. Młoda, zmęczona kobieta. Odespała pół godzinki, po czym schyliła się do swojej skórzanej walizeczki, z wali-zeczki wyciągnęła skórkowy pokrowczyk, a z pokrowczyka małą, poręczną, podróżną dyscyplinę. Skinieniem głowy wyraziłem zgodę na pomoc. Odwróciła się do mnie plecami, a ja rozpiąłem zamek jej sukni. Kulturalnie odwróciłem głowę, bo jestem kulturalnym i dobrze wytresowanym mężczyzną. A ona... Ona chyba zacisnęła zęby, bo nawet nie pisnęła. Do moich kulturalnych uszu raz po raz docierały odgłosy biczo-wania, świst rzemienia i głośne klaśnięcia, ale nie usłyszałem ani krzyku, ani wycia, ani małego pisku, ani nawet malutkiego westchnienia. Znaczy: profesjonalistka.
Mijaliśmy puste pola. Tylko wychudzony kundel robił z wysiłkiem kupę na skraju polnej drogi. Tylko mała i stara zakonnica przejeżdżała na wielkim i skrzypiącym ro-werze. Ledwo dosięgała pedałów. Jedną ręką trzymała kierownicę, a w drugiej ści-skała wielki kawał kiełbasy. I jadła, w piątek, dzień Męki Pańskiej, na złość nam, na złość psu, na złość całemu światu. Spojrzała na mnie, kiedy ją mijaliśmy. Pokazała mi język...
Oprzytomniałem nagle. Strzelanie pasków dyscypliny ustało. Domyśliłem się i bez słowa zasunąłem zamek w sukni pasażerki, naturalnie odwracając wzrok na ścianę, bo jestem kulturalnym mężczyzną. Kobieta schowała biczyk do pokrowczyka, pokrow-czyk do walizeczki, a wyciągnęła z niej inną skórkową torebeczkę, z której dobyła zgrabne, podróżne lusterko i zestaw do makijażu. Wytarła łzy, które spływały cicho, kiedy ja gapiłem się w okno. Poprawiła fryzurę i pomalowała szminką usta. Patrzyła na mnie swoim zmęczonym choć spokojniejszym już wzrokiem. Tarła wargą o wargę rozprowadzając wiśniowy kolor na swoich ustach. Uśmiechnęła się. Potem rozmawia-liśmy jakąś chwilę. Poczęstowałem ją cukierkiem. Odpowiadałem uśmiechem na jej uśmiech. I nie przyznałem się, że mam w domu taką samą dyscyplinę i że również re-gularnie jej używam. Jakoś nie miałem odwagi. A poza tym, czy to jest w dobrym to-nie opowiadać o czymś takim nieznajomej kobiecie?
Mijaliśmy puste pola...
-Przepraszam pana bardzo, czy to miejsce jest wolne?
-O które miejsce panu chodzi?
-Jak to o które - o te, na którym pan siedzi.
-Skoro pan widzi, że właśnie na nim siedzę, to dlaczego pan pyta, czy jest wolne? Do czego to podobne!
-Niech pan się nie unosi. Dobrze wiem, że pan siedzi na tym miejscu. Ale nigdy nie zaszkodzi zapytać.
W pociągu stanęli nade mną pewni bardzo mili państwo. Rozmawiać zaczęli i roz-mawiali tak przez całą drogę. Przeszkadzała mi ich gadanina, bo stali tak i nadawali jak radio, którego się nie da wyłączyć. Więc... skuliłem się. Robiłem się coraz mniej-szy i mniejszy i mniejszy... Aż w końcu byłem już taki mały jak biedronka, a ponie-waż przez całe życie za ch... nie nauczyłem się fruwać, wyrwałem przed siebie wszystkimi sześcioma nóżkami, żeby zdążyć przed wielką nadciągającą z nieba i nie-uchronnie zbliżającą się do siedzenia dupą.

Brak komentarzy