Najgorszy rodzaj mądrości to taki, którego nie da się wykorzystać. Michael Jordan, którego poznałem kiedyś na imprezie, powiedział mi, że łatwo jest dawać ludziom rady, ale trudno samemu według nich żyć. Rozklejaliśmy się nad sobą, bo obydwaj byliśmy pijani - Jordan na pewno nic nie pamięta. Historia, którą zamierzam tutaj przedstawić jest przeze mnie trochę ubarwiona i z góry uprzedzam, że nie pochodzi z ust Michaela, dużo dopowiedziałem sam i dużo zapomniałem, zresztą nieważne, przecież to Michael Jordan!
Wyobrażam go sobie - żeby jakoś zacząć - jak wraca z treningu do domu Wysoki, ciemny człowiek kroczy po mokrej ulicy w ciemnych okularach - żeby nikt go nie rozpoznał. Pada deszcz, on w kapturze, w dresie, w dużych białych adidasach i z torbą zarzuconą na ramię. Michael Jordan. Nieliczni biegną przesłaniając twarz gazetą, a on, wykorzystując chwilę, kiedy nikt go nie rozpoznaje, spaceruje po swojej okolicy. Wchodzi do domu, na szyję wskakują mu dzieci, żona krzyczy z kuchni, on zdejmuje mokre ubranie i ciągnie uwieszone na nim potomstwo do pokoju, gdzie zaraz dostaje obiad i słucha od wszystkich naraz, od całej rodziny, co chcą, co robili itd. Tak sobie go wyobrażam, znaczy pamiętam, że mówił, że chciałby mieć rodzinę.
Wspomniał też o swojej żonie. Powiedział, że często się kłócą, że różni ich temperament. Na przykład on lubił przytulać się do swoich dzieci i był pewien, że odziedziczyły po nim ogólny spokój i pozytywne nastawienie do życia odzwierciedlające się w tym, że każdą wolną chwilę spędzałyby leżąc, a wszystko co trzeba zrobić to nie potrzebny obowiązek. Jego żona była odmiennego zdania. Uważała, że dzieci odziedziczyły po niej chęć życia, ciągły niepokój w działaniu i kiedy tylko Michael leżał sobie przytulony do dzieci, ona wchodziła do pokoju i zagarniała ich do roboty. Brzmi dziwnie, ale to całkiem normalne, zależy jak dla kogo. W każdym bądź razie ta różnica temperamentów utrzymywała ich przy życiu!
Jordan prowadził intensywny tryb życia, więc pragnął odpoczynku. Był w ciągłym ruchu, pod presją publiczności, trenera, drużyny i żony. Ona żyła chyba równie intensywnie, ale męczyło ją to jakoś mniej. Jordan, na przykład, sięgał po narkotyki: szybkie, intensywne chwile rozkoszy w odróżnieniu od ciągłego napięcia sprawiały mu radość, a kiedy już się upiliśmy - drugi przykład tej samej kategorii - powiedział mi, że żona go tłucze. Spojrzałem z niedowierzaniem, bo był ode mnie o dwie głowy wyższy.
- Jak to, bije cię? - spytałem - jest jeszcze większa niż ty?
- Znaczy lubię, jak mnie bije - tłumaczył zalany do nieprzytomności Jordan - nie boli mnie to, ale lubię, jak mnie ciągnie za włosy, lubię jak mnie drapie. Lubię, kiedy się mną zajmuje. Potrzebuje tego, dlatego z nią jestem (na pewno nie dlatego).
- O stary... - zgadzałem się z nim, ale bez przesady. Miałem podobny charakter.
- Wypijmy jeszcze po jednym i wracajmy do domu - Jordan ocknął się, kiedy zdał sobie sprawę, jakie rzeczy mi opowiada. Przypomniał, że jest międzynarodową gwiazdą koszykówki.
- Raz pokłócili się na serio. Poszło o napad na sklep jubilerski.
Wrócił pewnie do domu, jak zwykle zmachany bieganiem za piłką, skupiony na swojej karierze. Dzieci złapały go, zaciągnęły do pokoju, dostał swoją kolacje i usłyszał:
- Brałeś dzisiaj udział w napadzie?
- Nie, przysięgam nie - wystraszył się Jordan - cały dzień byłem na boisku, mam świadków.
- Nie wyszedłeś na chwilę, zrobić sobie przerwę, obrabować mały sklepik, zwędzić kilka pierścionków? Co? - ciągnęła pani Jordan - znam cię Jordan, wiem, że lubisz szybko, intensywnie się rozewać. Mnie nie oszukasz, lepiej mi powiedz czy to zrobiłeś.
- Pewnie wolałabyś wiedzieć, gdzie są te pierścionki. Niestety, nie obrabowałem nikogo, grałem cały dzień na boisku.
- Lepiej mi powiedz, bo wezwę policję.
- Jestem niewinny, daj spokój.
- Mam tego dość, muszę rozwiesić pranie, zastanów się co ci powiedziałam - Jordan był duży, często się pocił, prania było dużo.
- Daj spokój... - dodał jeszcze, kiedy wychodziła z pokoju. Dzieci, przyzwyczajone leżały wzdłuż na koszykarzu, a on uraczony tym ciężarem wtapiał się w fałdy kanapy. Tego potrzebował. Rodzinnej sprzeczki i ciężaru małych dzieci na swoim torsie. Po chwili żona wróciła do pokoju z jego torbą w ręku.
- Co to jest? - wyciągnęła z torby czarny, aksamitny woreczek.
- Grzebałaś w moich rzeczach? - Jordan podniósł się odkładając dzieci na kanapę. - Powiedziałem, nie wolno ci dotykać moich rzeczy.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie pijąc ostatniego drinka. Pijany w sztok rozmawiałem z drugim pijanym w sztok facetem, nawet go nie znałem. To znaczy on mnie nie znał, ja piłem z Michaelem Jordanem. Starałem się być elokwentny.
- Mnie też dziewczyny wkurzają, nic nie kumają zupełnie. Kompletnie
- A najgorsze jest to, że ty i ja wiemy jak z nimi rozmawiać, ale jak już rozmawiasz... po prostu się nie da.
- Właśnie o to chodzi - przytakiwałem.
- To najgorszy rodzaj mądrości - mówił Jordan - taki, z którego nie da się zrobić użytku.
- Właśnie racja.
- Muszę wracać do domu, muszę...
To była długa noc. Wsiedliśmy do taksówek i rozjechaliśmy się do domów. Przyjęcie było nudne, było kilka znanych osób i dużo alkoholu, ale to nie wystarcza. Miałem zły humor (nie byłem w szampańskim humorze) i myślałem o tym, co przed chwilą usłyszałem. Wysiadłem więc dwa skrzyżowania wcześniej i przeszedłem się jeszcze po swojej okolicy. Zapaliłem papierosa i szedłem, jak Michael Jordan. Myślałem o tym, czego pragnę od życia. No, nie miałem najlepszego humoru. W końcu wszedłem do siebie. Wszyscy już spali. Rozebrałem sie powoli i cicho, umyłem zęby, wszedłem do łóżka.
Obudziłem się w fatalnej formie, ale dozyskałem właściwe mi poczucie humoru. Krzyknąłem do żony krzątającej się gdzieś w kuchni.
- Grzebałaś w moich rzeczach? - Jęknęła coś w odpowiedzi. -Nie wiesz gdzie są czyste skarpetki?