[ 2001/08/31 ] Bracia w szatanu, autor: Wojtek Pakier, kategoria: tekst

Kiedy nad miastem pojawiało się to lustrzane orbitujące zjawisko poczułem się trochę nieswojo. Kolejny raz czuję, że kiedy tylko zaczyna zapadać zmrok coś dziwnego się dzieje z moim ciałem. Po pierwsze: przybieram na wadze. Nie widać tego, ale czuję się ciężki. Podnoszę rękę z trudem, a opuszczam ze świstem. Po drugie: zbiera mi się zaraz brud za paznokciami, staram się trzymać je krótkie, a w nocy zawsze mi się coś pod nie wślizgnie. Po trzecie: po trzecie nie mogę rozczesać włosów, zbierają się w dwie kupki symetrycznie na mojej głowie, wydaje się jakby chciały przykryć jakieś rogi, czy guzy może. Po czwarte: zaczynam się jąkać i nie chce mi się patrzeć w telewizor. Ogólnie: coś się za mną dzieje. Nie jest to nic dobrego. Czy jestem szatanem? Kiedy się to - do diabła - skończy?
Pamiętam jak cały ten koszmar się zaczynał: słyszałem w głowie głosy. Ciemna strona mocy posiadania kusiła mnie: " Zabierz tego batonika, oni mają ich tak dużo, nikt nie zauważy, że jednego brakuje." Potem, kiedy przyłapano mnie na kradzieży ciężarówki, postanowiłem, że będę te głosy ignorował, z powodzeniem. Skończyłem kraść, znęcać się nad słabszymi i przeklinać. Odłożyłem na bok papierosy i alkohol - zająłem się sportem. Jednak kiedy trener powiedział przy wszystkich: "co ty, diabeł w ciebie wstąpił?" Zostawiłem sport i ukryłem się w małym mieszkaniu na odludziu, z powodzeniem. Wyglądało, jakby Diabeł tamtędy nie chadzał. Do czasu jednak, do czasu. Kiedy właśnie zaczynał wychodzić na niebo księżyc zapukał do moich drzwi:
Puk-Puk.
- Kto tam? - spytałem melancholijnie.
- Wujek Szatan. - odpowiedział ktoś melancholijnie.
- To musi być pomyłka, nie znam żadnego wujka Szatana, poza tym źle się czuję - dodałem dla pewności.
- Przyniosłem ci lekarstwa.
- Odejdź ty Diable ty - zaintonowałem do drzwi zdenerwowany.
- Sam odejdę, diable!
I te słowa, jakby jakieś hasło, jakby tylko słowa, obudziły we mnie żądzę poznania empirycznego z samym wujkiem Szatanem. Otworzyłem drzwi i stanąłem oniemiały. Szatan - proszę sobie wyobrazić - wyglądał całkiem przystojnie jak na Szatana. Rzucił się do środka, by uścisnąć moją rękę.
Zrobił to tak, jakby należała do niego, po czym rozgościł się: wytarł pantofle o dywan i poprosił o herbatę. Powiedziałem co miałem na sumieniu, to co chciałem już od dawna mu powiedzieć osobiście:
- Szatan, ty, kurde bele, ja ci tu dam, tak mnie kusić, nu-nu-nu. Niedobry Szatan.
Na co on, przyjmując stanowisko defensywne:
- Nie, nie, to nie jest tak jak myślisz, nie, ależ skąd. Ty myślisz, że ja tutaj... jakieś diabelskie sztuczki, no coś ty?
Coś do czegoś i doszliśmy do porozumienia. Powiedziałem, że mam tego dosyć. On powiedział, że dziś jest dzień próby, że dziś się zaczyna. Powiedział, że na czterdzieści cztery dni mam wystawić gołą dupę przez płot. Jeśli wytrzymam - czar pryśnie, jeśli nie, to zostają z nim bratem w szatanu. Poszło o zakład.
Pierwszego dnia, mój Szatan oprowadził za pieniądze trzy wycieczki pokazując im mój goły tyłek wystający przez dziurę w płocie. Niektórzy zrobili z nią sobie zdjęcia. Innego dnia zakochana para wydrapała mi swoje imiona w serduszku, jeszcze innego ktoś mnie zakleił plakatem, ale Szatan zaraz go zerwał. Dało się jednak wytrzymać, tłumaczyłem sobie, że to dla mojego dobra. Trzymałem, aż ostatniego dnia przyszedł do mnie Szatan, klepnął mnie zadziornie w tyłek i powiedział:
- Dobra stary, a teraz wszyscy moi koledzy użyją sobie w ten sęk. - urosły mi rogi, zdziczałem znowu i zabiłem drania, a co.



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 1 i 3 *:  
* - pola obowiązkowe.