Bajka o królewnie, która mówiła "nie" i szczęścia przez to doznać "nie" potrafiła
Dawno temu, daleko od twojego małego łóżeczka, był kraj rządzony przez mądrego i dobrego, ale bardzo zapracowanego króla. Król ten miał córkę, którą - jako iż była najsmutniejszą osobą w całym królestwie - nazwano Żakistą. Królewna nigdy nie patrzyła się nikomu w oczy, nie posłała nikomu miłego uśmiechu. Rzadko wychodząc ze swej królewskiej komnaty, chodziła ze spuszczonym wzrokiem i wypiętym wysoko garbem. Król przejmując się dobrem całego państwa miał mało czasu, by porozmawiać ze swoją córką, której oczu nie widział praktycznie od śmierci żony, królowej i matki smutnej Żakisty. Przyjął po prostu do wiadomości, że córka bardzo przeżyła śmierć matki, postanowił to przemyśleć i zaczekać na samoistną poprawę.
Nikt w całym zamku, a także w całym królestwie, nie rozmawiał z królewną, bo kiedy tylko ją o coś poproszono, czy coś jej proponowano smutna królewna zawsze odpowiadała "nie". Mówiła "nie " do ciastek z kremem i do cukierków karmelowych. Osobne "nie" dla przejażdżki konno po królewskim parku i inne, również stanowcze "nie" dla próbujących się zaprzyjaźnić, czy porozmawiać. Żakista "nie" reagowała na aktorów bawiących ją w deszczowe wieczory, nawet na nich "nie" spoglądając.
Wszyscy się w końcu do tego przyzwyczaili i postanowili "nie" zwracać na Żakistę uwagi. Kiedy królewna weszła w wiek dojrzewania, a pobudzone w niej hormony, dla pięknego, smutnego biustu zaczęły przebijać klatkę piersiową, Żakista dostała na urodziny drewnianego pajaca, do którego zawsze zwracała się oczywiście "nie". Tak też on się więc nazywał, tylko z wielkiej litery: Nie. Dziewczynka rosła dalej, Nie leżał na szafie i patrzył jak Żakista zamienia się w kobietę. Patrzył jak "nie" przyjmuje ręcznika od służki i jak "nie" może już wytrzymać tego swojego przyzwyczajenia. I pewnej nocy pajac Nie przemówił do Królewny, a ta myśląc, że śni zaczęła z nim normalnie rozmawiać. Mówiła mu, co czuje, opowiadała jak spędziła dzień, a przede wszystkim mówiła o tym, że chce już skończyć z tym swoim "nie". Pajac, tak naprawdę, rzadko odpowiadał - raczej przytakiwał, w każdym bądź razie był dobrym słuchaczem i sypiał teraz z księżniczką co noc. Zostali przyjaciółmi, a Żakista od czasu do czasu chyba się nawet uśmiechała. W końcu, czując się ze sobą bardzo swobodnie, królewna i pajacyk Nie pocałowali się. Najpierw tylko raz, a potem wiele, wiele razy. Zdjęli ubrania i pajacyk czuł, jak miękkie i delikatne ciało dziewczyny muska jego wyszlifowane biodra. Zawsze jednak księżniczka prędzej czy później mówiła pajacykowi "nie" i prędzej czy później zasypiali rozgniewani na to stare przyzwyczajenie.
Traf chciał, iż pewnej nocy służka usłyszała w jej pokoju jakieś dziwne szmery. Weszła więc, by sprawdzić co się stało i nakryła smutna parę.
- Co to? - Spytała służka zdziwiona tym, że kochanek królewny jest z drewna.
- Nic. - Odparła królewna i w ten sposób przestała mówić "nie".
- Następnego dnia, jak tylko wstało słońce, służka opowiedziała całą historię królowi (który zawsze wstawał o świtaniu, przez co w zimie mógł spać dłużej). Król wysłuchał i zrozumiał, po czym wziął się do pracy, bo spraw miał na głowie bardzo dużo, była to przecież głowa królewska. Kilka dni później poszedł jednak do córki by porozmawiać:
- Dzień dobry córeczko - powiedział król, by zacząć rozmowę.- Dzień dobry ojcze - powiedziała zaspanym głosem, tak jakby głos budził się w niej do życia.
- Widzę, że przestałaś mówić "nie".
- Przestałam.
- Aha. - Ucieszył się. - Podobno spotykasz się także z jakimś chłopcem.- "Nie" - odparła Żakista i spuściła wzrok. Dalsze pytania i prośby króla oczywiście były zbywane, więc, by nie marnować swojego królewskiego czasu poszedł zajmować się sprawami swojego królestwa, których miał bardzo dużo. Tymczasem królewna wróciła pod pierzynkę i przytuliła swojego pajacyka.
- Będziemy musieli zamykać drzwi na klucz, Żakisto.- "Nie" - westchnęła na to - będziemy musieli wziąć ślub, jestem w ciąży.