[
2001/02/07 ]
Muchy w nosie - Bar Mleczny w kłopocie, autor: Strzałka, kategoria: tekst
- Tyle tu much! - krzyczał klient do ekspedientki za ladą baru mlecznego. Chciałem coś zjeść ale apetyt mi odebrało!
Moje stadko. Piękne, kolorowe i tłuste aż miło patrzeć! Wyjadały z talerzy jakby nie jadły od miesięcy. A przecież napychają się od samego rana!
- Jak Pan taki wrażliwy to jedz Pan w Belwedere - fuknęła ekspedientka odganiając stadko much zataczające krąg nad jej głową. Pan pogada z tym Panem - wskazała na mnie - on je tutaj sprowadza.
Dwa pociągnięcia nosem ( to nasz znak) i zlatują się do mnie jak na zawołanie. Wychodzimy. Od razu robi mi się cieplej i przyjemniej. Jak w rodzinie. I czuję się silniejszy i odważniejszy. Jak w grupie. Brzęczą sobie cichutko dodając mi animuszu. Idę ulicą i pogwizduję sobie - to mi się wcześniej nie zdarzało.
Dlaczego ja i mój nos? Nie wiem. Wybrały właśnie mnie.
I żylibyśmy sobie tak szczęśliwie jeszcze przez długi czas, gdyby nie ona... Przyszła któregoś dnia do baru mlecznego. Taka zamyślona. Usiadła przy sąsiednim stole. Obserwowałem ją przez kilka dni. Grzebała godzinami łyżką w zupie. Moje stadko też zaczęło się nią interesować. Podfruwały do stołu, zaglądały do talerza, zataczały koła nad jej głową coraz niżej i niżej... Siadały na ręku, na łyżce, na brzegu talerza... Nie zwracała na nie uwagi...
Aż któregoś dnia, po moim sygnale (podwójne pociągnięcie) nie przyleciały... Próbowałem jeszcze kilka razy i też nic... Zostały przy niej... Chciałem wyjść i trzasnąć drzwiami ale nie mogłem. Usiadłem obok.
A one ośmielone moją obecnością zaczęły zaglądać jej do nosa. Najpierw jedna, potem druga. Za chwilę wszystkie się tam znalazły. Też miała wielki nos. Poruszał się teraz falując to w jedną to w drugą stronę. Kiedy wszystkie już wleciały i ułożyły się do poobiedniej drzemki chwyciła się mocno za nos i wstrzymując oddech zaczęła je powoli wciągać do gardła i połykać. Siedziałem zupełnie oniemiały. Nie wiem ile to trwało. Może minutę, może dwie. Dla mnie całą wieczność.
- Pani tu podejdzie do kasy! - krzyknęła ekspedientka. Należy się parę groszy tak jak umówione.
A ona wstała, zabrała pieniądze i wyszła. I już jej więcej nie widziałem. Ani mojego stadka. Ani baru mlecznego, który podpaliłem następnej nocy.
Ale się palił!!

Brak komentarzy