[ 2009/06/14 ] Orgazm, autor: mltr, kategoria: tekst

Ula tej nocy długo nie mogła zasnąć. Leżała w łóżku obok swojego starego, którym od ośmiu lat starała się zachwycać. Kiedyś była młoda i otwarta na uczucia do dobrze rokujących artystów, teraz zauważała głównie rosnące ceny kremów przeciwzmarszczkowych oraz stumetrowych apartamentów na Saskiej Kępie. Marzyła o takim mieszkaniu umeblowanym limitowaną serią ekologicznych mebli z Ikei. Żadnego wycinania drzew i zaburzania ekosystemu, czysty MDF. Panował światowy kryzys gospodarczy, nadszedł czas celnych wyborów. Pomyślała o fatalnym smaku spermy starego. I tak rzadko kończył już w jej ustach, zawalony mikrozleceniami pozwalającymi spłacać raty za czterdziestometrowe mieszkanie na obrzeżach Ursynowa. Co prawda za oknem roztaczał się sielski widok Lasu Kabackiego z polankami na grilla, jednak na osiedlu partery były tak niskie i niezabudowane, że można było stojąc na zewnątrz oglądać „Ranczo" razem z sąsiadami i wspólnie czytać „Fakt". Nie tak miało się skończyć. A przynajmniej rozwijać. „Jestem uwięziona w megakiczowatym plastelinowym kadrze, a gdy próbuję obejrzeć go z zewnątrz, młode matki wpychają się na mnie wózkami z wyjącymi dziećmi, którym ślina spływa na ukochane baletki Repetto." - skonstatowała. „Plastelina zawsze da się formować - zrobiła aluzję do męskiego świata. - lecz zasób kształtów jest w pewnym sensie ograniczony." Znowu niemal dosłownie poczuła wstrętny smak nasienia na języku: „To nie jest Jack Daniel" - przeszło jej przez głowę i szybko odwróciła się plecami do starego, zachowując metrowy dystans.

Na rozrachunkach minionych lat upływały kolejne godziny nocy. Około czwartej pomyślała o penisie kolegi, który odnosił sukcesy grając na giełdzie, potem o języku przyjaciela, wziętego grafika w TVN'ie, między swoimi nogami, a następnie o namiętnym prysznicu ze znajomym dziennikarzem magazynu motoryzacyjnego, któremu rodzice zostawili spory posag przed wyjazdem do Chile. Niestety dwaj byli żonaci, a jeden pedałem, chociaż nie wyglądał tak bardzo zniewieściale. Pamiętała zachwycony wzrok sprzedawczyń, kiedy od niechcenia kupił za 600 złotych spodnie z nowej kolekcji wprowadzonej dwa dni wcześniej do butiku w galerii handlowej. Nie musiał czekać na wyprzedaże, jak większość, ani kupować na Allegro. To wtedy na wspólnych zakupach doradził jej te baletki Repetto, mówiąc, że nawet Gainsbourg chodził w obuwiu tej firmy. Fajny chłopak. Jej stary bał się nawet samodzielnie kupować odżywki do włosów, by ekspedientki nie potraktowały go jak homo. „Dupek, świat się zmienił." - odpowiedziała w myślach z wyrzutem. O piątej rano, dokładnie na trzy miesiące, cztery godziny i pięćdziesiąt dwie minuty przed trzydziestymi urodzinami poważnie zaswędziała ją cipka. „Muszę coś zmienić, ulepić z plasteliny nowy kadr!" - powzięła decyzję.

Szukała go dwa tygodnie, dopóki koleżanka z „Naszej klasy" nie podała jej namiarów. Masażysta przyjmował w gabinecie na Żoliborzu, Ulę bolał kręgosłup od siedzącej pracy przy komputerze. Stary na pewno nie będzie miał pretensji.

Miał na imię Erazm, co przy odrobinie wysiłku woli mogło kojarzyć się z orgazmem. Posiadał wiele dyplomów z kursów na całym świecie. Rozebrała się w przedsionku obok, położyła na specjalnym stole wytwarzającym pole magnetyczne i przykryła pupę ręcznikiem. Erazm był mistrzem w swoim fachu i kapitalnie masował zastane kręgi. Za drugim razem wyszła kompletnie rozluźniona. Wizje plastelinowych kadrów odpłynęły na przeciwległy koniec miasta.
- Robi mi naprawdę dobrze! - powiedziała do siebie zjeżdżając windą - Jemu też coś się należy, bo pewnie nie często trenuje młodą trzydziestoletnią dupę. Howgh! - krzyknęła w zamkniętą małym prostokątem ścianek przestrzeń elewatora.

Na trzecim masażu zaczęli rozmawiać o życiu. Okazało się, że Erazm wyciąga piętnaście tysi miesięcznie, ma nowe Audi i niedawno kupił dwustumetrowy loft na Bielanach. Co roku lata z żoną na wakacje do Singapuru i Tajlandii, teraz planują safari w Kenii. Kiedy popatrzyła na niego przed wyjściem, wiedziała już, że punkt G ma w kręgosłupie, szybko reagującym pod delikatnymi palcami Orgazma. Do jej ust wrócił smak Jacka Daniela, a sutki pod cienką bluzką zalotnie zaczęły sterczeć. Pocałował ją na pożegnanie w policzek. Nacisnęła jak zwykle zero w elewatorze, ale ten gest był jak naparcie grubego, sztywnego prącia na rozgrzany do czerwoności otwór między nogami, pośród odwiniętych na boki warg sromowych. Wydawało jej się, że leci do góry zamiast zjeżdżać na parter. Zatrzymała windę między piętrami i palcami dopieściła mokrą cipkę. Erazm stał się pełnoprawnym Orgazmem.

Zawaliła zlecenie i miała pieniądze już tylko na ostatnią, czwartą wizytę. „Mam trzydzieści lat, jestem zgrabna, nie muszę za to płacić. - pomyślała. - Zresztą Zara wypuściła w tym sezonie taki model kurtki, że jacierpiedolę!, a stary męczy tylko, bym dołożyła się do rat kredytowych." Znowu pojawił się plastelinowy kadr z osiedla, który nie dał się nijak uformować przez nadchodzących sto dwadzieścia miesięcy życia, a dzieci w wózkach młodych matek wyciągały nachalnie rączki z tysiącami pojemników coraz to nowych kremów rewitalizujących skórę. „A jeżeli będę potrzebowała wkrótce liftingu?" - pomyślała z niepokojem.

Tym razem była zdenerwowana, ale przecież leżała twarzą odwróconą do powierzchni stołu. „Erazm nic nie zauważył." - pocieszała się i zastanawiała jak to rozegrać. Kiedy skończył masaż, wychodził jak zwykle do aneksu kuchennego, by mogła swobodnie się ubrać.
- Słuchaj! - podniosła jakoś nienaturalnie głos. - Zapomniałam dzisiaj portfela, spieszyłam się...ale...może ty też się...odprężysz? - dokończyła siadając na stole i jednocześnie zrzucając ręcznik z pupy na podłogę. Kiedy się odwrócił miała rozłożone na bok uda i delikatnie masowała ogoloną podczas domowej kąpieli cipkę. Była już mokra, bo magiczne palce Erazma na kośćcu zawsze przynosiły wilgoć podbrzusza.

Erazm nie był zniewieściałym metroseksualistą, tylko rasowym chłopakiem po AWF-ie. Podszedł i włożył członek w jej usta. Szybko osiągnął wzwód, a Ula marzyła o Jacku Danielu. Zerżnął jej krocze bez ceregieli, bez kondoma, jednocześnie ściskając nabrzmiałe sutki, a potem przewrócił dziewczynę na brzuch i wszedł ostro między nerki. Jęczała pieszcząc wzgórek dłonią. Spuścił się w jej odbyt z głuchym pomrukiem. Nie doczekała się zapachu whiskey, za to między pośladkami ściekało cenne dla skóry białko.
- Wiesz, tak naprawdę już dawno nie układa mi się z żoną i chyba powinienem się rozwieść. - odpowiedział z zalotnym uśmiechem, kiedy odwróciła głowę w jego stronę.

Gdy wyszła po prysznicu, Erazm dokładnie zamknął gabinet, a potem wsiadł do dwunastoletniej Hondy Civic. „Pieprzona dziwka. - myślał - Ale było mi tego potrzeba." Wrócił do starej, do czterdziestometrowej komunałki w Śródmieściu, o przechodnich pokojach i kuchni wydzielonej z łazienki sąsiadów.
- Kochanie, jestem kompletnie zjebany robotą, rozluźnij mnie, jak zwykle. - zawołał do Ewy piekącej w dresach kurczaka. Rozebrał się do naga i uklęknął na stoliku Ikei z MDF-u, z limitowanej, ekologicznej serii, jedynym ciekawym meblu w mieszkaniu. A potem przywarł głową do jego blatu, wystawiając szeroki tyłek. Ewa zrzuciła ubranie, założyła stringi z grubą atrapą penisa i włożyła plastik między jego pośladki posuwistym ruchem.
- Mocniej, mocniej! - charczał z otwartymi ustami i zmróżonymi oczami. - Bardziej do góry! - A konkubina wkładała sztuczny penis z zaangażowaniem. Kiedy doszedł, czuł się jak Ula po jego masażu. Erazm stał się pełnoprawnym Orgazmem. Tym razem wyłącznie swoim orgazmem, tylko dla siebie.

Robili tak odkąd masażysta znalazł w Internecie stronę barmleczny.com i doczytał się w felietonie znanego autora i podróżnika o orgazmie prostatowym. Erazm nigdy nie miał zapalenia tego gruczołu i zawsze odczuwał przyjemność. Lubił stal, plastik, MDF i drobne podniety. Jego świat nie wznosił się z miękkiej plasteliny.

Ula dojechała metrem na Kabaty. Kiedy weszła do domu jej zapracowany stary znienacka pocałował ją w usta:
- Na twoje trzydzieste urodziny jedziemy do Berlina. Kupiłem bilety na pociąg w necie, gdy byłaś na masażu. Jak kręgosłup? Lepiej, kochanie?
Ula wyjrzała przez okno wprost w gardło mażącego się wniebogłosy i puszczonego samopas dzieciaka i pomyślała, że wydaje dźwięki jak zwierzę na safari w Kenii. Ciepłe słońce nad głową berbecia podkreśliło błękit jej głębokich oczu.


Autor pragnie podkreślić, że wszelkimi zasobami słów, myśli i zachowań rządzi czysty przypadek, a świat jest ograniczony.



mltr, 14/06/2009 18:53

z zamętów undergroundu ;) podziękowania dla Vajlent, która mocno wierzy w moje pisanie, dając napęd :*

Vihar, 14/06/2009 19:43

He he he ...mocno sie ubawilam . Podobalo sie mnie !

ciech, 15/06/2009 10:23

o wlasnie

rude_fag, 15/06/2009 16:50

i mikrozleceniami mozna sie zwalic. smakowalo .pzdr.

lucky me, 16/06/2009 01:02

miodzio:)

Paweł, 16/06/2009 01:31

dziękuję - wieczorne szukanie w google hasła "znudzony" mi się znudziło, a bar mleczny mnie nie zawiódł

AKIP, 16/06/2009 14:05

Dobre mltr! Proszę o więcej

elno, 16/06/2009 20:55

so nice :)

sucz, 11/11/2009 04:02

mltr kocham cie, bylam w hydro ale cie nie bylo. znam cie dobrze. chcesz sie przespac z fajna 2o tka. czytalam wszystko. jestes zajefajny. love.

mltr, 14/11/2009 18:29

ja nie mieszkam w klubie. można będzie nadziać się na mnie w Hydro 26.11.2009. zapraszam. :)

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 2 i 9 *:  
* - pola obowiązkowe.