|
|
[ 2007/03/14 ] Wybory, autor: Paweł K., kategoria: tekst Czy cieszysz się, że masz gorączkę? No tak, lepsze to niż kiła.
I znowu ptak, a jak ptak to ptasia grypa pewnie się szykuje, ale Donald to kreskówka, co nie tak łatwo będzie gumką zetrzeć. Nie, nie głosowałem, a wstałem z zamiarem.
Pierwszy raz obudziłem się w niedzielę rano, w klubie, gdzie party było grane. Otwieram oko, dłoń w majtki: dupa nierozjebana, luz, bo i tak bym nic nie pamiętał, buty równo ustawione. Pani z panem, sprzątajacy stoliki czyszczą. "Proszę nie czyścić tego białego, ja wyczyszczę, zliżę natrę sobie węzły chłonne" - nie posłuchali. Potem się okazało, że to Jehowi w rybie ucho dymani, że jak sprzątają, to sprzątają. No chuj, wstałem i do domu, na Floriańską, słońce napierdala po gałach, szczyna z bramy jebie w nos. Pod pomnikiem Czterech Śpiacych zastanawiam się czy nie zostać z chłopakami, a ludzie napierają, nigdy niedziele nie były takie ludne. Idę pod pomnik kapeli i wysyłam sms, a po chwili
Ledwo do domu, moi dobroczyńcy już na nogach, a ja do pokoju, nie, nie wiem gdzie jest Wojtek, a nie przyszedł ze mną?? Odwracam się, żeby się upewnić... Trochę leżę, zamykam oczy. Scena w jakimś klubie, a ja poprawiam sukienkę, czarna obcisła, coś mi nie gra, podchodzę do perkusisty, patrzę mu w talerze, a on: "no co ty Aga tak się lampisz w te gary, weź dawaj czadu. NO dobra i słyszę: Chylińska, Chylińska, Chylińska. Oż kurwa, jak ja mam śpiewać, przecież żeby, ale jadę:
Nie rozumiesz mnie
Gdy na szyi fakt, może to jest znak, że nie można już
Brawa i jeszcze raz brawa, a ja dumna, że nawet bez zęba są brawa.
Budzę się albo otwieram oczy, patrzę w sufit nuda, patrzę na podłogę, bałagan. Szybka kąpiel i na wybory, na Saska Kępa, do technikum kontrwywiadu, do Łączności, ale najpierw się podjebać z lekka, żeby skreślić. Pierwsza wódka w Bistro, ależ kurwa ciepła, do tego awanturka, kurwa ja nie mam zęba, za twarda. Spacer Nowym Światem i do baru na wódkę wiśniową, ale bar za 40 minut otwierają, więc trochę mi się nerwowo robi. I nagle genialny pomysł, najlepsze aftery są w Lustrze. Idę się przejrzeć. Jest czternasta, piekło za piętnaście zeta. A tam dudni wesoło, że się sam uśmiecham do siebie, bo nie ma do kogo.
Chudzi chłopcy, dziewczyny z Serocka co za torbę stawiasz jej klocka, ale mi się jakoś nie chce srać tej pięknej październikowej niedzieli. Ktoś mi stawia wódkę. Zagaduje ze mną. Młodzież i koledzy bliżej mojego wieku. Wybieram kolegów z mojego przedziału. Wiesz, mowię, dymać mi się chce, a on że tak to już jest. Ja, że nie rozumiem, że co on proponuje. On wskazuje dupę opiętą miniówą, ta za torbę daje. Kurwa, znowu za torbę, co to kurwa kolekcjonerka torebek, a za plecak by dała, albo za pończochy lub za kosmetyczkę ze stadionu, co jeszcze jest otwarty. Nie chcę się puścić z torbami. Dupa się odwraca, puszcza oko, łapię je w górze, a ona żebym oddał, ja że oddam jak na dymanko pójdzie ze mną i z moim kolegą poznanym, co hetero, ale już się dał wymacać w kiblu. Ona się namyśla, a ja już oko chowam. No dooobra. Ty, lolo, szturcham łokciem, dupa wilgotna chce się dymać ze mną i z tobą. Wchodzę. Oddaję oko, nie będę dymał cyklopa. Wychodzimy w światła Warszawy, to tu obok, mówi koleżka, co se cały czas chuja przez spodnie ugniata, idziemy do kamienicy z widokiem na Nowego Świata. Torba na stół, nachy w dół. Zaraz się porzygam, gdzie jest fotograf z magazynu PARTY. Wychodzę do kuchni, włączam radio: za trzy godziny punkty wyborcze zostaną zamknięte, masz ci jacku placek. Wracam do pokoju. Kolo wypięty, dupa z chujem przypiętym liże mu rowa. Podchodzę zdrowa ślina na rękę i trzy palce w dupę, nie tak znowu rozjebaną, przecież to heteryk. Dawaj mała, dawaj, lolo z popersem przy nosie. No dobra, więc wyjmuję chuj na brodę, a ojciec dzieciom już połykiem zadowolony. I ciągnie w ten wyborczy wieczór, co będzie pamiętał długo i tak jakoś ciągnie i mu się podoba, że mówi, żeby dupa sobie do kuchni poszła i poczytała, co tam znajdzie, a ona się drze z kuchni, że tam nic oprócz Nowej Wsi z 87 roku nie ma. To zobacz, czy tam matki zdjęcia nie ma. Nie ma. Chłopak mówi, że on już z chujem z plastiku się jebać nie będzie, czy załaduję mu prawdziwego. Mówię, że mój taki średnio prawdziwy, jak ja sam, ale dam radę. Nabijam i jadę zaczynam jak WKD do Brwinowa, a kończę jak karuzela na wesołym miasteczku, co nie ma zmiłuj nie wysiądziesz, a zapierdala równo, całe szczęście mam tylko jeden żeton, a on z chuja zeskoczył i dawaj ciągnąć, a ja nie wiem o co chodzi, zapominam jak Bogacka ma na imię. Obraza uczuć symbolicznych. Łyka to wszystko jebany, ach żeby to twoja żona widziała, codziennie byś łykał. Na koniec z chujem w ręku, czy mu nie obciągnę, a ja, że stary ząb mi wyjebali i rana otwarta, sam rozumiesz, ja tam się nie pytam, czy do Tajlandii na drug queen down syndrom turystykę nie jeździsz. Nic tu po mnie. Łykaj zdrów!
A potem Saska Kępa, gdzie zasypiam i już nic mi się śni, Marta mnie budzi o jedenastej, wstawaj, wstawaj nie ma pisu, jedziemy pić, a ja patrzę, czy ona chuja z plastiku gdzieś tam nie ma, żeby mnie wydymać za głosu nie oddanie. Taksówka i znowu w te same rejony, kokos spada z palmy, rozbija mi się o uszy. Justyna Steczkowska zapierdala goła Nowym Światem, Szczepanik za ręke z Bliźniakiem, Dałkowska przeprasza. Willas powróci, będzie mieszkała u Szczepkowskiej. Anty-pisowska kwiaciarka rozdaje kwiaty, wielka Terentiew na gmachu telewizji jak godzilla. Już nie puści, już nie będzie pościć. Jutro znowu dentysta. A dzisiaj gorączka, w śpiworze z termoforem, z laptopem na kolanach. Fabryka herbaty. Już drugi dzień nie poszedłem do pracy, ale zaraz się zbiorę i pójdę nawet jeśli miałbym zarażać, bo za chorobę płacą 14jebanych za dzień, ale nie mam siły. |