[
2005/12/08 ]
Wiersze3, autor: Leo Lapinski, kategoria: wiersz
gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy gwiazdy
gdzieś się
zapodziały
zapomniane
zostały
w dworcowej
poczekalni
o zapachu
papierkowych
hamburgerów
i innego wysoko
kalorycznego
pożywienia
nam potrzeba
idealnego
materializmu
i okruszków chleba
powszedniego
spowszedniałego
spod podszewki
kołdry
oplatają nas
niewiarą
a poduszki
ścielą się
kamieniami
ochotę mam wie
pan w nie-
nich rzucać
choć nikt
nie
zasłużył sobie
na karę
chyba że
ten co mami
życiem
wiecznym
piórem obdarza
pierwszych dziesięciu
klientów
dla dzieci
zniżka
by nam wszystkim
się przydała
jak na przykład
światowy dzień
bez grzechu
nie żeby
zaraz
nie popełniać
ale choć
raz
nie definiować
nie piętnować
nie krzyżować
dobra piękna
i prawdy
wszystkich ludzi
razem
i z osobna
chciałbym
pożegnać
i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu i znowu
tu siedzę
chociaż miękko
i biało
i ciemno
słucham
odliczam
zadzierzgnięte
elementy
rozbieżne
myśli i daty
papierosy
i kubki
do połowy
pełne
atomy
i ich ostatnie
powłoki
oczu i uszu
otwarte
na oścież
kiedy
samemu
proszę pana
pozostaję
jest dużo
łatwiej tak trwać
pogrążonym
w absurdzie
w istnieniu
w niespójności
wszystkich
wyżej wymienionych
i nieporadnym
zaprzeczaniu
wszystkich zmysłów
na przekór
na nic to wszystko
inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna inna
kobieta
może
nie byłaby do tego
zdolna
ale nie
nie ona
która
znosi
mężczyzn na plecach
na brzuchu
w dół
po schodach
na górę
po piętrach
ułamków
odłamków
cierpliwie
w wolnych
chwilach trenując
na sucho
płacze
bez
łez
prawie
wie
pan
ona
nie
wynosi ich
z pożaru
a może
z pożaru
tylko nie domu
a serc
i umysłów
i ciał
ma tego dość
ale
się dumą
unosi
wszystkich na
raz
dwa
trzy
tych mężczyzn
bliskich sobie
a czasem tak
oddalonych
jakby żyli w
innych
czasach
i kobietach
pan rozumie
że
o miłość tu
chodzi
czasem
w kółko bo
już nie
może
czasem
pomyśli
że nie warto
że nie powinna
że nikt tego nie
widzi
a nawet nie
potrzebuje
przecież
ciepła
stabilizacji
koherencji
wspólnoty
wiedzy tajemnej
i wie pan
ciał
ochłapów
jak mężczyzna z mężczyzną jak mężczyzna z mężczyzną jak mężczyzna z mężczyzną
pan, proszę pana, to
za dużo
pali
już trzeciego papierosa
wiem że to trudne tak
wyciągać
flaki z siebie
szczególnie
że mamy
deszcz
i chmury
wyżęte nad pańską głową
ale
ja do pana
nic
nie mam
panu do powiedzenia
bo gdyby to była
moja wina
to co
innego
ale wie pan ja jestem
czysty
cyniczny
do szpiku
do dna
butelki
to nie moja
wina
proszę pana
że ona mnie
wie pan
pokochała
na to nie
ma lekarstwa
są tylko proszki
ja tam nie
chcę
takiej miłości
bo widzi pan
trzeba wtedy
odpowiadać
komuś
i przed kimś
rzeczy piękne
i wzniosłe
a ja proszę pana
jestem
tu
nisko
zły
do szpiku
na do
widzenia
rzeczy pewnych
powiem panu
że mój
strach
jest lepszy od
pańskiego
kiedy jeszcze nie kiedy jeszcze nie kiedy jeszcze nie kiedy jeszcze nie kiedy jeszcze nie
pani mi kogoś przypomina
chyba mnie
samego
o tu na zdjęciu
dni zanim pani się pojawiła
były zimne
puste
długie
a potem
pani list
polecony do mnie
napisany na kopercie
jeszcze spotkanie
pośród autobusów
i szumowin miasta
na deser rozmowa
pani była naga
uwielbiała profanować
niedaleko zasłonił nas
park
on nie mógł zobaczyć
był zajęty
uprawianiem ego
i poczucia winy
wygląda pani jakby
bała się
a może dołączymy do
maskarady
teraz może pani tańczyć
razem ze mną
może pani liczyć kroki
i oddechy
ale ja już pani nie chcę
nie chcę
nie chcę
nie
bo widzi pani życie
tak dziwnie się
układa
że nigdy nie wiemy
do końca
czego szukamy
wszystko takie
zaplątane i gnuśne
ja, proszę pani, ja
będę w tym tarzał
siebie
i swoje libido
a mogło być
tak różowo
kiedy pani musiała to
wszystko powiedzieć
zbyt późno
teraz
mogę napisać
słowo o przyjaźni
komórka dzwoni
i dzwoni mi w
głowie niestety muszę
panią tu
zostawię
wypełnioną niespójną miłością
mam nadzieję że walczyć pani
będzie
paznokciami zębami choć
nieprzyzwyczajona do przemocy
niech pani pamięta
o mnie
tu
klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer klezmer
pańska muzyka
brzmi
zbyt chaotycznie
i okazjonalnie
dla mnie
liczą się
odmienne cyfry
dni
widzi pan proszę
pana
ofiara
została odrzucona
nie -
dojrzałość
to dla mnie
brak
inspiracji
której potrzebuję
jak powietrza
i prawdy
i zrozumienia
oraz porozumienia
z męskim
pierwiastkiem
pierwszym
i ostatnim
na mojej, nie
uwierzy pan
tablicy
seksualnej chemii
dziesięciu
przykazań tworzenia
tak,
ma pani
wiekuistą
rację
ogarnia mnie
rozpacz
z powodu brzemiennej
wiedzy
iż nie wiemy
jak nawzajem
uczynić z nas
szczęśliwych
już nigdy
nie będę zlizywał
pani
zapachu
z mojej skóry
ani pani
nigdy nie
połknie
mnie całego
raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz raz
po raz
prześladuje mnie
drżący obraz
wie pan
na którym ja
w osobie
samej+własnej=
niepodzielnej
zaczynam zdawać
sprawę sobie
i innym z faktu
że kończą mi się
kołysanki
za chwilę
taką
krótką zobaczymy
proszę państwa
jak ten oto mężczyzna
taki nie za przystojny
stanie się
przed nami
nago
bo skończy mydlić
twarz
i nasze oczy
i wie pan wszystko się
tak kolebie na boki
i wiem że zaraz się obudzą
z ostatniej
rzewnej pioseneczki
dla grzecznych-małych dzieci
i trzeba się będzie gęsto
tłumaczyć
kończyna kończyna kończyna kończyna kończyna kończyna kończyna kończyna kończyna
wyma-chuje mi
przed oczami
sobą
samą
ręką
i niczym więcej
bo widzi pan
ludzie cały czas
patrzą na zegarek
i gniotą zawzięcie
genitalia-gnotalia
i machają
odciętymi
kończynami
by znowu mi coś
dać do
zrozumienia
zarobienia
zwężenia
zżź
i kiedy coś im się oderwie
od tej ich kończyny
i tak spadnie pod nogi
nam
obojgu robi
się głupio niedobrze
i mają zmieszaną
minę
i tak niby od
niechcenia
kopią to pod szafę
i potem unikają mojego
wzroku
kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł kozioł
ofiarny
prowadzony
na ołtarz
do pana
słowa płynące
znad
koziej bródki
adresuje
że chciałby trawę
skubać
bo wiosna idzie
i budzi
ludzi
i cały inwentarz
do życia oraz
kopulacji
już nawet bym
wyrzec się
mógł
ale
dla pana
to
bez
znaczenia
nabiera
ofiara która
przecież jest
niezbędna
dla spokojnych
snów płynących
z głów
i myśli leniwie
na wiosnę
kiedy niekontrolowana
energia
krystalizuje się
w postaci kostek przemocy
kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek kroczek
malutki
od nicości
do pełni
jest
jasne że o tej porze
wszyscy wychodzą
z psem
na spacersiku
więc mają czas
by zrobić
takich
kroków
dowolną ilość
i pokonać
niebyt
małym palcem u nogi
nie wiem proszę pana
lewej czy prawej
ale wiem
że patrzę
z balkonu jak dokonują
rozdziału
pomiędzy sensem
a bzdetem
a następnie wypowiadając
inkantacje dotyczące
wiadomości telewizyjnych
dopełniają
przeznaczenie

Brak komentarzy