[ 2005/04/13 ] Wiersze1, autor: Leo Lapinski, kategoria: wiersz

advocatus diaboli advocatus dei

jestem
dzięki ogólnie przyjętej
specyfice
dialektycznego umysłu

ludzkiego
nic w tym
nie
ma

nadprzyrodzone
wszystkie znaki
oraz wie pan
gesty

taki człowiek
jak
ja
bo

ćwiczy
w godziny i minuty
wkłada
pot

jak w kanapkę
wędlinę
i klepie inkantację
mamląc spieczone wargi

od zwykłego niech
pan
wie pan
mnie

zbawi
bo
choć zarzucam panu
brak poczucia humoru

oraz
przewrotne
mieszanie destrukcji z kreacją
w jedno

gówno
też pan wie
według
mnie

nic nie dotyka
nas pańskiego
a już najbardziej
pański

paluch
chyba że ten
niesie
śmierć

więc
może
choć tyle
pan

potrafi
bym nie
cierpiał
przyziemności

nawet wtedy gdy się łasi







autobus

czerwonobrudny
zimnoblaszany
zatrzymany
do połowy

pusty
jestem
około takiej godziny
jak szósta

rano
wstaję
i podróżuję
wśród

męskich ludzi
i kobiecych problemów
i zazdroszczę
prostoty

w formułowaniu myśli
oraz zdań
wcale nie
podrzędnie złożonych

wiesz kaziu
patrze stefan kurwa niesie
dwie butelki
i myśle kurwa dobrze

jest
to takie nieskazitelne
i czyste
wśród facetów

którzy grzebią w śmietnikach
w poszukiwaniu puszek
i szczęścia aż
otwieram usta by

powiedzieć
bądźcie moimi
kumplami
nauczycielami

wolności od
meta filozofii
semantyki
oraz poczucia

grawitacji






bez końca


tępy bezsensowny dźwięk
przesłania mi horyzont
powtarza się powtarza
powtarza

po twarzy
zaczynają rejs
łodzie
nie zagojonych

wspomnień ran i uczuć
górecki
tęsknił za szczęściem
słychać to w drżeniu

palców organisty
i szumie między wierszami
słów w obcym języku
znanym każdemu

kto choć na chwilę
zapomniał
o obowiązkach wobec
a) boga b) ludzi c) miłości

najlepiej żeby
zdradził
a) boga b) ludzi c) miłość
wtedy brak nawet wyrzutów

sumienia które lubi
dogadzać sobie
na trupie
ego

bardzo






bezsens zaprzeczania


a gdyby tak
choć wie pan
jak bardzo nie
znoszę

gdy-
bania
mi od tego
pęka

zupełnie jak od
kiczowatych filmów
gdy
by

tak
każdy z nas
stał się kimś
koniecznie innym

wybrać dzień
przesilenia
zimowo-letniego*
* niepotrzebne skreślić

wiem proszę pana
że nic by to nie ułatwiło
a może nawet
skomplikowało

i tak już zagmatwane
nasze współrelacje
ale nareszcie
posiedlibyśmy na

własność
to cudownie
podniebienne
uczucie bezkarności

wiem proszę pana
że to niemożliwe
choć
może tu powinienem

pozostawić świętą
trójcę
trzykropka
niedopowiadacza

jest taki sposób
powiem panu
w najbardziej
strzeżonej

tajemnicy
życia
że chodzi o
umieranie

wtedy to
w błysku oka
i skrzepie krwi
stajemy się inni

...







błaganie o litość

proszę nie mam
aż tyle siły by
tak
w zwyczajny dzień

sprostać wam wszystkim
może od święta
ubrany jako
elegancki człowiek

ale nie tak po
prostu
pozwólcie mi się
schować

nie dawajcie
łamigłówek
zabawek
czynności do wykonania

czuję że
coś
w moim umyśle
mimo całej siły

woli
zsuwa się po równi
pochyłej
o wzorze tangens równa się

alfa
i omega
oto docieram
do końca i początku

tak
po prostu
pozwólcie mi się
schować

w ciszy







blaski


bla
bla
bla
blaski

cie
cie
cie
cienie

ma
ma
ma
marzenia

na
na
na
nasienie

te
te
te
teraz

wszy
wszy
wszy
wszystko

po
po
po
powtarza

się







bohater


tragiczno
liryczno
fałszywy
jak pies

scooby-doo
z kreskówki
jest ciągle nawiedzany
przez

potwory demony strachy
zupełnie jak
ja
tylko tak

chciałbym
zaznaczyć
jakoś inne
te nasze strachy tak

mało wspólne
bo moje
widzi
pan

mają oblicze
pociągnięte
pociągle
piękne

a nie takie
jakieś
jak czarci niby
chwost

moje
proszę pana
mają
twarze dzieci

mojej żony
i jej
i straszą mnie
że odejdą za taki

patetyczny czarny horyzont
rozciągnięty w
oczekiwaniu
na okazję

do ucieczki







brak chyba


jest mi
głębokości
by się utopić
i spocząć na dnie

jest mi
źle z niedosytem
by się nażreć
i położyć i beknąć

jest mi
nieswojo
by się nie-zestarzeć
i położyć w trumnie

jest mi
wszystko jedno
by się dać złapać
i zerżnąć czyjeś krocze

brak chyba własnego ciepła






braki


mam wie pan
w pewności
siebie
i w pisaniu

tego co
a. pan
b. pani
czyta

teraz
nie pokoi mnie
forma
moich wierszy

bo boję
się
niewidocznych gołym okiem
braków

zrozumienia
wiedzy
słów
czasu

by napisać to
co chcę
i powiedzieć to
co i jak

mój dobry znajomy
choć tak podobny
do ojca
to bliski

opowiadał dziś
jak dwóch ludzi
polonista i operator jakiejś maszyny
może nawet tokarki


kłócili się o
zasadność
moich małych
liter

polonista (pijąc piwo):
bo że niby błędy
tokarka (pijąc piwo):
ale przecież dobre

polonista (paląc):
ale wie pan panie operatorze stylistyka
tokarka (pijąc piwo):
panie docencie pan nie docenia

wyobrażam sobie
niedopałki puste
butelki
i stolik oraz krzesła

i całą sytuację
i jestem
szczęśliwy
bo wiem że przez krótką chwilę

mogłem być kimkolwiek






święty paweł to kłamca i wszarz


a gdybym miał
miedź brzęczącą
a miłości bym nie miał
byłbym bogaty

a gdybym władał
wszystkimi językami
a miłości bym nie miał
byłbym mądry

a gdybym zostawił
majętność dla siebie
a miłości bym nie miał
miałbym zajęcie

miłość niecierpliwa jest
zazdrosna
gniewna pełna pychy
bezwstydna

miłość nigdy nie ustaje
w szukaniu dziury
w całym
i dokładaniu cegieł w murze

kompleksów i słabości
aby potem
lec w pocie spermie
i wyrze

kiedy paweł myślał
jak dziecko był
usprawiedliwiony
kiedy zmężniał to

tylko mu się
wydawało
bo nadal był dzieckiem
tyle że z owłosionym

łonem



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 5 i 7 *:  
* - pola obowiązkowe.