Duszna karczma
Autor zmuszony jest zadedykować niniejszy tekst
Mariuszowi Kopiejce w obawie, że w przeciwnym razie
jedynie nieliczni rozpoznają w nim pierwowzór
głównego bohatera. Autor ważył również możliwość
podania adresu stałego zameldowania bohatera.
Pomysłu tego jednak zaniechał.
Osoby:
Marucha Kopiejkin
smutna ruska dusza - mogłaby być to smutna ruska dusza Kopiejkina, gdyby nie subtelny i oczywisty fakt, że w rodzinie Kopiejkinów nikt nigdy smutnej ruskiej duszy nie miał, a to z tej prostej i również oczywistej przyczyny, że rodzina Kopiejkinów jest dopiero w pierwszym pokoleniu na Rusi, a wiadomo jak w ciężkich czasach, a w takich przyszło żyć Kopiejkinom, wydłużyło się oczekiwanie na przydziałową smutną ruską duszę.
Scena
Smoleńsk, ciężka zima roku 1734, karczma Joska
Karczma jak to karczma: swojski zapach potu i mocnych trunków, żołdacy, dziewki, Josek za kontuarem, czosnek na ścianach i takie tam. Marucha Kopiejkin siedzi smutny i pije okowitę, wszak tylko wówczas pokazać się może smutna ruska dusza. W innych warunkach, co powszechnie wiadomo, dusze ruskie są wesołe i chętne do żartów i różnych psot.
Marucha (naprawdę smętnie):
- Świat się kończy! Dziś w stronę Kazania przejechała tylko jedna trojka! I drzewa takie jakieś... Ech Matuszka Rosija...
Po tym wierutnym kłamstwie, wszak pamiętamy, że Rosija żadną Matuszką dla Kopiejkinów jeszcze być nie mogła, coś w chłopie warknęło, zgrzytnęło i obok Maruchy stanęła smutna ruska dusza. Jakże ucieszył się nasz niemądry bohater na ten widok, dumny że tak pięknie i po rusku zagadnął, aż dostał wcześniej o jakieś pięć pokoleń swoją własną smutną ruską duszę.
Dusza (mówi potwierdzając nasze słowa):
-Ech, głupiś ty Marucha. Zbyt wątłą masz wątrobę. Ani ty, ani twój syn, ani syn twojego syna, ani też syn syna twojego syna o mnie marzyć nie może. Ja jestem duszą tego w rogu. Patrz, zeszło biedaczysko, a sama pić nie mogę przysiądę się na chwilkę, jeśli nie masz nic, przeciwko oczywiście.
Ucieszyło się chłopisko, bo choć smutną wiadomość mu przyniosła, to jednak jak każdy chciałby pić z duszą, zwłaszcza smutną ruską duszą. I piła dusza tydzień z Maruchą Kopiejkinem, aż znów musiała się przysiąść do kogoś innego i trwało to aż do wiosny, pięknej wiosny roku 1735.
Biedny nasz bohater nie mógł przecież wiedzieć, że jego potomek przesiedlony do Polski polegnie w ten sam sposób, spotykając na swej życiowej drodze ułańską fantazję.
Morderstwo w Orient Kotłowni
Autor zmuszony jest zadedykować niniejszy tekst
Marcinowi Palarczykowi w obawie, że w przeciwnym razie
jedynie nieliczni rozpoznają w nim pierwowzór
głównego bohatera. Autor ważył również możliwość
podania adresu stałego zameldowania bohatera.
Pomysłu tego jednak zaniechał.
Osoby:
Stary Palacz
Palarczyk - syn starego Palacza
Scena
Akcja tej zaiste smutnej opowieści rozgrywa się w kotłowni pod restauracją orientalną w małym podhalańskim miasteczku. Wszystkim przecież wiadomo, że są to miasteczka, gdzie przyjezdnym najłatwiej założyć restaurację orientalną, gdyż tylko kuchnia azjatycka zbliżona jest do podhalańskiej. detal, ale za to istotny dla rozwoju akcji: kotłownia ma nieszczelną instalację c.o. stąd wszyscy (zarówno Stary Palacz jak Palarczyk) są nieco nie w formie, a i publiczności może się udzielić ten nieprzyjemny stan (na co liczy autor) i morderstwo w Orient Kotłowni może/powinno wkroczyć na zupełnie nową (za każdym razem nową - na co liczy autor) drogę pomnażając radości płynące z konsumpcji dóbr kultury i czyniąc z autora wielkiego performera. Obydwaj bohaterowie wyglądają niechlujnie, jak przystało na palaczy z dziada pradziada. Odzienie ich upstrzone jest drobnymi wypalonymi dziurkami, w ogóle widok raczej przykry.
Palarczyk:
- Wiesz tatku, chyba zostanę copywriterem...
W ojcu na te bezczelne słowa aż się zagotowało, zwłaszcza że wiele nie trzeba było. Syn starał się go wyprowadzić z równowagi już nie pierwszy raz, a poza wszystkim stał właśnie przy piecu nakładając łopatą węgiel do rozgrzanego brzucha - jak pisał poeta. Niewiele myśląc, zresztą zawsze starał się o tym pamiętać, odwrócił się i walnął, zdawać by się mogło na odlew, ale niestety ostrym kantem, swojego, byłego w tej chwili, syna. Uwaga dla reżysera: w sezonie można spektakl zagrać około 100 razy. Sugeruje się więc używać za każdym razem innego aktora w roli Palarczyka. Musi to jednak być nie byle aktor, gdyż należy zauważyć, że w jedynej kwestii jaka pada ze sceny zawarty być musi cały egzystencjalny tragizm sztuki, nikt chyba nie powie, że pozbawionej roli wychowawczej. Wszak: po pierwsze należy kultywować rodzinne tradycje, po drugie nie należy przerywać swoim ojcom w pracy, po trzecie należy trzy razy pomyśleć nim się człowiek zdecyduje powiedzieć to, o czym wcześniej trzy razy pomyślał i wiele innych ważkich treści.
W upiornym domku
Osoby:
Upiorna Mama - UM
Upiorny Tata - UT
Upiorna Córa - UC
Upiorny Synek - US
Upiorne stadko Kotów - USK
UMCS - chór Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, ewentualnie Upiorna Mama, Upiorna Córa i Upiorny Synek
Scena
Upiorne wnętrze upiornego domku. Na otomance cała upiorna rodzinka przegląda jakieś papiery (niewykluczone, że okaże się nimi tekst niniejszej sztuki). Miny raczej zdziwione. Przy pianinie upiorna córa wygrywa upiorne kawałki.
US:
- Mamo, patrz jakie ten pan napisał dla nas kiepskie dialogi.
UM:
- No, rzeczywiście niedobre...
US:
- Ty nie żyjesz, ja jestem córeczką, a tato ma inną panią.
UT:
Wymownie mdleje.
UMCS (chórem):
- Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
że wedle Bożego przesłania,
Kto dialogi pisał do bani
Nie napisze dobrych i w niebie.
USK:
Ostentacyjnie opuszcza scenę.
Ostentacyjne opuszczanie sceny przez Upiorne Stadko Kotów powinno (autor ma nadzieję, że tak właśnie się stanie) udzielić się publiczności, co przynajmniej dla pierwszych trzech osób musi okazać się życiowym nieporozumieniem. Sądzimy, że osoby chętne do opuszczenia sali myślą, że Upiorny Tato zemdlał z wiadomych przyczyn. Nic bardziej mylącego i każdego, kto tak pomyśli spotkać powinna okrutna, ale nie ukrywamy zasłużona kara. Upiorny Tato niby zemdlony obserwuje jednak z na wpół przymkniętych powiek scenę (uwaga dla reżysera - należy długo ćwiczyć z aktorem technikę na wpół przymkniętych powiek, takich które pozornie są zamknięte jednak umożliwiają baczne obserwowanie sceny, sztuka to nie łatwa ale przecież znana i u starożytnych). W czasie, gdy pierwsze osoby poderwą się do wyjścia, Upiorny Tato oddaje trzy ostrzegawcze strzały w powietrze (oczywiście ślepakami), po czym niezależnie od skutku i wrażenia jakie zrobi na publiczności pakuje resztę magazynku na chybił trafił w widownię, jest to oczywista chybił trafił pozorowane, gdyż ambicją aktora powinno być położenie trupem trzech pierwszych osób, które poderwały się do wyjścia (nie muszę chyba dodawać, że reszta magazynku wypełniona ma być amunicją ostrą, przy czym powodzenie sztuki zależy jedynie od zachowania tych klasycznych proporcji: trzy ślepe, reszta ostrych). Brawurowe zakończenie sztuki, autor ma nadzieję, że stanie się ono wkrótce zakończeniem klasycznym, uczyni jego osobę największym performerem na obydwu brzegach Sekwany.
Śmierć, dziewczyna i poeta ewentualnie śmierć, poeta i dziewczyna, w ostateczności 5:0 w meczu Anglia -Polska
Osoby:
Śmierć - postać świata fikcjonalnego, mająca tę przykrą właściwość, że czasem staje się postacią świata rzeczywistego
Poeta - depozytariusz jedynej prawdy, kreator śmierci, przedmiot czynności twórczych tejże, nieszczęśliwy miłośnik pieśni ludowych, wierny widz spotkań towarzyskich reprezentacji Polski
Dziewczyna - modrooka, bladolica, jutrzenka
Akcja rozegra się na Państwa oczach. Dlatego wszystkich niewrażliwych prosimy o przejście do tekstu następnego: Rzeźnik i jego lubieżne igraszki. Autor nie ukrywa, że jeszcze dziś, kiedy od opisywanych wydarzeń minęło sporo czasu, łza mu się w oku kręci i wcale nie jest pewnym, czy tekst ów dokończy czy też zaleje się rzęsistymi łzami pozostawiając Czytelnika /Widza w przykrym stanie... Rodzice wychowali autora na przyzwoitego człowieka i uczciwego obywatela, dlatego jeżeli zauważy on, że jego historia w czymkolwiek może zaszkodzić dobru publicznemu, bądź po prostu zmącić spokój współobywateli, z miejsca przejdzie do opisu dramatycznego spotkania Polska - Anglia. Autor ubolewa nad tym, wie bowiem, że strategia taka uspokoi obywateli, na pewno jednak pogorszy kondycję przynajmniej jednego ze swoich bohaterów, zrobi to jednak dla niego właśnie, w innym przypadku, kondycja jego byłaby jeszcze gorsza.
Scena
Dziewczyna robi sceny, rzucając Poetę - zgodnie z tym, co wcześniej o niej napisaliśmy. Niewykluczone, że przyczyną jest też dość żenujące położenie Poety w chwili przybycia Dziewczyny. Stoi on mianowicie na krześle, jest pod krawatem, czego wcześniej nigdy nie praktykował. Wszystko byłoby w porządku, można tylko pytać, nie uzyskując odpowiedzi, dlaczego jeden koniec krawata zdobi szyję bohatera, drugi zaś przymocowany jest do dość wątpliwej jakości haka, raczej haczyka, zamocowanego (?) pod sufitem. Towarzystwa Poecie dotrzymuje fikcja literacka, która, jak wiemy, nie jedno ma Imię. Tak więc Dziewczyna, której brak słów - sic! -rzuca Poetę. Poeta nie ma w zwyczaju zwracać uwagi na drobne przeciwności losu. Wręcz przeciwnie, one właśnie upewniają go co do słuszności raz obranej drogi. Nie ukrywamy tego, co i tak wszyscy wiedzą - jest w błędzie, ale to ani jego pierwszy ani ostatni.
Poeta:
Patetycznie
- Śmierci nie ma. Czyż ja umrę, przecież jeżeli nawet zdarzy mi się ten przykry stan, na co wcale dowodów wystarczających nie ma, wszak nie wszyscy jeszcze żyjący umarli, nie wszyscy umarli jeszcze się narodzili, to czy moje dzieło nie będzie wieczne?
Poeta może mieć rację. Ma przecież na swoim koncie parę tomów (...) poetyckich o nakładach zapewniających mu nieśmiertelność.
Śmierć:
- To jest drogi Panie bezczelność. Siedzimy przy jednym stoliku pijąc kawę i paląc papierosy a Pan mi tu. Gdyby nie sprawa, którą mam do Pana dawno bym sobie poszła.
Poeta:
- Pani wybaczy... Być może faktycznie zbyt obcesowo Panią potraktowałem, ale czy nie przyzna mi Pani racji, że położenie Pani jest raczej kłopotliwe.
Śmierć:
- Raczej nie przyznam...
Poeta:
- Bo wie Pani: ja się próbuję wieszać...
Śmierć:
- Proszę sobie nie przeszkadzać ja właściwie wychodzę. Ale czy haczyk wytrzyma?
Poeta:
- Wie Pani, sam wbijałem...
Śmierć:
- Wiem, dlatego pytam. Jeśli Pan nie ma nic przeciwko, powieszę się pierwsza.
Poeta:
- Pani kpi. A potem wszyscy będą mówić - to jeszcze pal sześć- ale i pisać, że Ona powiesiła się pierwsza, a On dopiero po niej. He, he nie ze mną te numery Brun.... Jak Pani właściwie ma na imię?
Zmuszeni jesteśmy przejść do dramatu oswojonego, który co prawda nie przestaje być dramatem, ale oszczędzi zdrowia ukochanym Widzom / Czytelnikom.
I znów biało-czerwoni zawiedli. Miliony Polaków zgromadzonych przed odbiornikami mogą czuć się oszukane. Po widowisku, którego nie nazwałbym pięknym, pozostaje, jak pisze poeta noblista, gorycz i litość. Gdzie czasy kiedy stadiony całego świata recytowały z pamięci Stepy Akermańskie. Minęły, bo nie ma nic trwałego pod słońcem - jak też ktoś pisał.
Rzeźnik i jego lubieżne igraszki
Osoby:
Rzeźnik - klasa średnia, pracoholik, uczynny, niewrażliwy (to wierutna bzdura, piszę tak, by usatysfakcjonować Czytelnika / Widza, któremu zrobiło się mdło przy lekturze tekstu Śmierć, poeta ...), wzorowy ojciec i mąż.
Wątróbka Drobiowa - część żywego kiedyś drobiu.
Scena
Zaplecze sklepu mięsnego. Rzeźnik, facet słusznych rozmiarów, w białym fartuchu uwalanym juchą międli coś, co okaże się Wątróbką Drobiową, w dłoniach. Co pomiędli, to przyciśnie do serca. Wzdycha namiętnie, wzrok mu ucieka jak egzaltowanej panience.
Rzeźnik:
- Kochana, najdroższa... (proszę nie sądzić, że ktoś, kto mówi w ten sposób do wątróbki, nie może być równocześnie wzorowym ojcem i mężem). Jeszcze parę dni i uciekniemy razem, tylko ty i ja, w Bieszczady (region geograficzny, gdzie schronienie znajdują liczne sekty i rzeźnicy ze swoimi ukochanymi wątróbkami. Ostatnia kwestia Rzeźnika każe mi się jeszcze raz zastanowić nad tym, czy ktoś taki może być wzorowym ojcem i mężem. Na usprawiedliwienie dodam, że nie jest to pierwsza lepsza Drobiowa Wątróbka, ale Wątróbka z Zakazanego Tuczu Gęsi, co chyba jednak w jakiś sposób usprawiedliwia naszego bohatera...). Popatrz (?), w tej walizce mam oszczędności całego życia, wszystko dla nas Kochanie, powiedz tylko a odpalę Wartburga i nikt nas więcej nie zobaczy. Kupimy sobie malutki domek, konika, krówkę, będziemy sadzić byliny, budzić się o wschodzie a zasypiać o zachodzie słońca, tylko słowo Kochana...
Wątróbka Drobiowa:
- Kocham innego...
Rzeźnik wpada w histerię, po czym zakochuje się w dramstiku, który godzi się z nim zamieszkać w Poroninie. Pomyśleć, że jeszcze przed chwilą chciał z kimś takim, jak Wątróbka Drobiowa, spędzić resztę życia, to drodzy Państwo niewiarygodne, niewdzięczność Wątróbek Drobiowych nie zna granic. Dlatego niech los naszego bohatera pozwoli nam uchronić się przed podobnie niefortunną przygodą. I pamiętajmy: uczucia uczuciami, ale Wątróbka Drobiowa najlepsza jest z cebulką. I jeszcze jedno: niech nikt nie wierzy, że rzeźnicy to ludzie bezduszni i okrutni. Aha, jeszcze jedno: tekst ten, w sensie moralnym, jest jedynie transpozycją tekstu wcześniejszego. Czytelnik / Widz skrupulatny mam nadzieję nie weźmie mi tego za złe - wzrusza go przecież los jednostkowy. Dla Czytelnika / Widza, który spiesznie skorzystał z mojej zachęty, by tekst wcześniejszy sobie darować, będzie to nauczka.