[
2002/07/08 ]
Jeść, żeby żyć, autor: Sophie Sadistic, kategoria: wiersz
[ Plagiat tożsamy z ]
- Alicją uciekającą z krainy współczesnej zbiorowej edukacji w krainę zbiorowych perwersji -
Alicja - niegrzeczne dziecię
wytaplane w czekoladowym płynie do kąpieli
pomiędzy zwałami tłuszczyku i bałwanami bitej piany upolowała
( pac ! po ręce - dzieci nie powinny jeść słodyczy pomiędzy szparami w zębach )
grzyba.
a grzyb był
halinkolucynkogenny.
Alicja polizała Kapelusza
uszczknęła grzyba z tej strony co się zmniejszyła
czknęła
i
pstryk
i
pac!
Dostała packą od muchy
latawicy której kiedyś wyrwała odnóża i pozostawiła skrzydełka
czoło zabolało chwyciła ręką rozpalone
czołem namacała butelkę z obłą zimną szyjką
a butelka była
nafaszerowana szampańsko się bawiącymi bąbelkami
damskiego alkoholu.
Alicja ręką zawartość wlała do usteczek
kropla stoczyła się z tej strony brody co się zwiększyła
języczkiem kroplę z warg uszczknęła
czknęła
i
pstryk
i
plink-plonk-pac !
Dostała fortepianem po kolanach
i etiudami pełne dłonie
i palce na tych dłoniach tyle duże na tyle
żeby na ich konarach wbitych w ziemię
przysiadały drzewne motyle
i spacerowały po deptakach klawiszy
i grały w klasy i w szachy
na podłużnych kafelkach czekolady
i czarnych i białych.
Szalony Kapelusznik wraz z Szalonym Fryzjerem
( najlepsiejsi
męscy
szowinistyczni
powiernicy niegrzecznych dziewczynek )
i Szurniętą Kosmetyczką - ( Susłem
bo śpi kiedy budzą się dziewczątka wyzwolone )
przycinają nożyczkami nos Alicji
równo z kapeluszem
prosto pod linijkę.
Nie dali jej jeść tam na Ziemi ze względu na figurę
w zasadzie przez jej brak
więc Alicja chwyciła watę chmurki chmurkopodobnej
Pod język jak tabletkę na sen wetknęła przełknęłą
czknęła
a chmurka była
drobnopylasta
prześnieżnobiała
i sama wchodziła długimi kolumnami do nosa
wybijając rzęsisty rytm kolanami
i
pstryk
i
o-cholera-boli-pac!
- Alicjo, przestań gapić się w to okno.
Wystaw rękę, dziecko.
Ukarzę Cię w imieniu Edukacji.
- demiurgiem jestem, demiurgiem [nie kobietą] -
Niech się stanie przeze mnie nudność.
I się stanęła
i widziałam, że jest dobra
a co najmniej jest na nią zapotrzebowanie
i koniunktura .
I odpoczywałam intelektualnie przez dni pięć .
A szóstego dnia stworzyłam ruch
i pulsujący taniec
i widziałam, że był dobry
i czułam to w udach moich
stworzonych na podobieństwo Boże .
A siódmego stworzyłam popołudnie
i popołudniowy proces opierdalania się
w cieple rajskich pleców
i myślałam że to było dobre
ale Bóg za lenistwo zrzucił mnie z łóżka
w dywanu siódmy krąg piekielny .
I stanął Anioł z opuszczonymi spodniami
i rzekł - wnijdź ze mną
do królestwa w Niebiesiech
a tak w ogóle to zrobiłem Ci kawę cynamonową.
- autoerotyk -
gorzkie migdały to ja
nie niebieskie, nie lubię niebieskiego
w ogóle przeraża mnie
przestrzeń i ogrom powietrza do objęcia płucami
lewym - prawym;
ale z drugiej strony klaustrofobia nie pozwala
na spotkania intymne w łupince
co robić - co robić ?
oddawać się oddychaniu z przyjemnością
jak ladacznica
wdech - wydech
a sutki jak migdały
a piersi jak ciasto które gniotę
co sobotę
schrupię się
obedrę z łupiny oddam na pastwę
moździerza do ucierania bakalii
albo Twoich oczu wielki Cukierniku
- letnie ew. względnie ciepłe śniadanie -
Jeżeli wychylę się z okna
a kiedyś to zrobię - na pewno
chociażby to był parter
i malwy krzyczały - nie !
to wtedy krótko zwięźle i treściwie
nakarmię kanapką kota który zbłądził
dawno temu - w marcu i
krzyczał wniebogłosy
pocałuję parapet w łopatkę
( chuderlakowi coś oprócz doniczki się należy )
a wściekłą malwę w nos
zaśmieję się słońcu
prosto w jego pijacką twarz
zmrużę swoje pijackie oczy
i rozszerzę źrenice - dla paradoksu
na powrót Męża
bo wrócił Mąż marnoczastrawiący
z plecakiem Czasu jako premią na dzień dobry
ugryzę jabłko i ucho Męża
i sąsiadkę w nos
(jako i my wybaczamy naszym winowajcom)
smacznego śniadania Kochanie
uszczypnij tylko malwy
żeby krzyczały - nie !
zagłuszą nasze poranne jęki
i szczęk sztućców masakrujących pieczywo
- a kiedy dzień wstanie -
A kiedy na dzień dobry zabłysną ściany denaturatem
i wschód słońca obejmie płomieniem podłogę
na której drzemałam niespokojnie,
połamane słowa przedwczorajsze zeschnięte,
jak chleb nasz Panie codzienny ale przedwczorajszy,
one pójdą marszem przez głodne żołądki
dzieci i studentów i studentów-wyrośnięte dzieci
i dzieci wyrośniętych wiecznych studentów
i spojrzę w płonące
niebo płonące
fioletem zaspokojenia gardła alkoholika mieszkańca naszego społeczeństwa
i wtedy wycierając chlebem naszym codziennym Panie kawę zbożową z
fili
granowej
fili
żanki
poproszę chłonnymi rączkami
o jeszcze kilka kroków chleba codziennego o Panie na dzień dobry
i podziękuję za sen niespokojny,
dlatego ponieważ posiadałeś dłoń pomiędzy moimi nogami ,
dzieląc zeschniętą kromkę podłogi
z wieczną niedoszłą własnoręcznie
życiową studentką

Brak komentarzy