[ 2001/08/23 ] Myśli szybkie i stracone, autor: Pola, kategoria: tekst

1.
Był późny ranek. Zapaliła wszystkie światła i wyszła z domu.
Winda już czekała, cicha i skupiona. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Stał tam już kilkuletni chłopiec, synek sąsiadów. Wiedziała, że czekał tam na nią, wiedział już dobrze, o której wychodzi z domu. Odwróciła się do niego tyłem i nacisnęła parter. Winda ruszyła. Czuła wzrok chłopca na sobie, nieokiełznany, jak pierwsze instynkty. Słyszała, jak ciężko oddycha, prawie czuła jak mocno biło mu serce. Była wzruszona jego niewinnością. Winda stanęła. Otworzyła drzwi. Wychodząc spotkała przez chwilę wzrok chłopca. "Do zobaczenia" powiedziała do niego zanim zniknął za drzwiami, które zamknęły się poważnie i z namaszczeniem.
Na dworze było już zupełnie jasno. Podeszła do kiosku, który raził swoją zwyczajnością. "Poproszę bilet i gazetę." powiedziała do otyłego mężczyzny, który uśmiechnął się do niej i oblizał usta. "Tak, Wyborczą. Jest pan tak obrzydliwy, że robi mi się niedobrze kiedy na pana patrzę." Mężczyzna podał jej gazetę i znów oblizał usta. "Jeszcze bilet, zwykły. Co się tak gapisz zboczeńcu. Idź sobie na kurwy jak ci żona nie może dogodzić." Podała mu pieniądze. "Nie mam drobnych. Takich jak ty własnoręcznie bym wykastrowała." Mężczyzna włożył rękę pod ladę, podniósł się na krześle i usiadł znowu. "Dziękuję bardzo, chociaż właściwie szkoda takich słów." Wzięła "Wyborczą" i bilet i odeszła, zostawiając kiosk na pastwę błota, którego bryzy pryskały spod kół przejeżdżających samochodów.
Autobus był pełny i duszny od wiedzy siedzących w nim studentów. Stanęła przy oknie, i rozejrzała się po ich twarzach. Jeden z nich patrzył na nią zza postarzających okularów. Jego wzrok był ciepły i daleki. "Ty jesteś jednym z tych, którzy marzą o dojrzałej kobiecie, prawda?" Student przygłądał się nieporuszony gładząc się jedynie palcem po nosie, w to i spowrotem. "Byłeś już z kobietą, powiedz?" Jego oczy przyciągały jej uwagę. "Nie myślisz jeszcze o kobietach w ten sposób?" Podeszła do niego. "Chciałabym, żeby wszyscy byli tacy"powiedziała. Student, nagle obudzony, spojrzał na nią. "Słucham Panią?" powiedział i lekko przekrzywił głowę. Wychodząc z tramwaju potknęła się na zbyt wysokim stopniu.
Słońce musiało być już wysoko, zza ciężkiej warstwy chmur dawało mleczne światło. Kojąco miękkie, wchłaniało świat w swoją ciszę. Biurowiec w którym pracowała wydawał się w tej poświacie nienaturalnie duży. Weszła do środka. Po chwili była już w swoim pokoju.
Zdejmowała płaszcz. Był zupełnie bez stylu, kupiła go właściwie przypadkiem. Do drzwi ktoś zapukał. Nie czekając na zaproszenie wszedł mężczyzna. "Cześć, kochanie"powiedział. "Cześć" odpowiedziała mu. "Nie licz na to, że ci odpuszczę, dlatego, że tu przychodzisz. Takiego piepszonego lenia jak ty w życiu nie widziałam. Nawet, cholera, w łóżku jesteś leniwy. Jakbyś wczoraj pracował zamiast się ślinić do Grażyny to mógłbyś to zrobić dwa razy, nie wkurwiaj mnie. Nie ma mowy, musisz to zrobić dzisiaj, i tak jesteśmy spóźnieni z papierami, a poza tym jak ci dam luz to potem albo ja cię wywalę albo mnie wywalą. Chociaż może to dobry sposób na to, żeby się ciebie pozbyć. Czy ty nie mógłbyś zacząć używać odświeżacza do ust? A zęby się myje, wydłubywanie nic ci nie da. Nie mogę dzisiaj, mam tyle roboty, że jak wrócę do domu to padnę. Wino... Wino jest po prostu najprostrzym sposobem na to, żebym zapomniała do czego się zniżam. Jak chcesz to siedź, ale do cholery nie wmawiaj mi, że się za mną stęskniłeś, to żałosne. Nie chce ci się pracować, ot i wszystko. Nie mam zapałek, nie palę, przecież wiesz, a poza tym już ci mówiłam, że zęby się myje. Szczoteczką a nie zapałką. Co za idiotyczne pytanie, słychać u mnie to samo co zawsze, a dzisiaj mam akurat dużo pracy i nie mam czasu na takie rozmowy. Tak, wracaj do pracy, tylko nie zapomnij gdzie jest twój pokój, możesz sobie rozmawiać z Grażyną, ale jak skończysz pracę, a jak cię wcześniej u niej znajdę to ciężko tego pożałujesz, nie będę już pracować za ciebie, zapomnij o tym, każdy miałby już dość. Na razie. " Zamknął za sobą drzwi i na korytarzu słychać było jeszcze jego ciężkie kroki.
Próbowała skupić się nad stertą papierów, która czekała na zatwierdzenie, kiedy drzwi znowu się otworzyły. "Ten dupek znów u ciebie był?" Zapytał wchodzący mężczyzna. "Tak, ten dupek znów u mnie był. Dzień dobry kochanie, jak ci się spało, nie wkurwiaj mnie. Myślisz, że na nikogo lepszego już mnie nie stać. Jeszcze ci pokażę, jeszcze zobaczysz, jak tylko będę miała trochę czasu dla siebie. Ta twoja laleczka, myślisz, że pana Boga za nogi złapałeś bo małolata na ciebie leci. Trochę poczekaj, aż wyrośnie ze swoich nastu lat, wtedy pogadamy. Nie szkodzi, mogę wrócić tramwajem. Co, mścisz się za wczorajsze? Wrócę sama, nie potrzebuję twojej łaski. Ciekawe, co cię tak w niej zachwyca, wypielęgnowane paznokietki, czy to, że nic nie mówi. Nie mówi, kochanie, bo nie ma nic do powiedzenia, ale dla ciebie nie to jest ważne, prawda? Nie, wcale nie myślę, że to po wczorajszym, daj spokój, nic mi się nie stanie jak wrócę tramwajem. Przynajmniej nie będę musiała znosić twojego towarzystwa w samochodzie. Dla ciebie liczy się to, czy umie się zachować w restauracji, najważniejszy wskaźnik wartości człowieka. Posłuchaj, to nie ja ci zrobiłam scenę przy koledze, tylko ty mi zrobiłeś, nie pozwolę się tak traktować przy nikim, a jeśli koniecznie mysisz pokazywać swoją władzę, to wyżyj się przy tej małej. A ty idioto wciąż myślisz, że ja nic o niej nie wiem, jesteś debilem, nie wiem co ja w tobie widziałam. Nigdy nie przestanę żałować tego, że za ciebie wyszłam. Chyba nigdy. ... Idź już, chłopaczku, do firmy mamusi, zarabiaj pieniążki, dzięki nim możesz przynajmniej myśleć o sobie, jakim to jesteś wspaniałym, jaki wartościowym człowiekiem. Zrobię zakupy, przypominasz mi jakby to była dla mnie jakaś nowość. Dobrze, mogę ci kupić nawet pięć piw, abyśmy tylko nie musieli ze sobą rozmawiać, a właściwie mówić do siebie, bo nie jest to nawet rozmowa. Nie martw się o mnie, nie udawaj, że się o mnie martwisz. Cześć, do zobaczenia w domu." Mężczyzna już w drzwiach przesłał jej odruchowo buziaka, bezduszne cmoknięcie.
Pustka, która nastąpiła po jego wyjściu, jak zjawisko fizyczne przyciągnęła własne wypełnienie. Drzwi do pokoju znowu się otworzyły. "Witaj moja piękna. Jak zawsze wyglądasz wspaniale. Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam?" "Ależ skąd, oczywiście, że nie. Przecież wiesz, że nawet gdybyś mi przeszkadzał... Wiesz dobrze, po prostu to wykorzystujesz. Usiądź, proszę. Co cię sprowadza? Oprócz próżności, ma sę rozumieć. Nic innego, prawda? Jasne, że nic. Najnormalniej w świecie bawisz się moim kosztem. Ale uważaj mały, bo jeszcze mnie nie znasz, jeszcze nie wiesz, że potrafię być twarda. I kiedy w końcu doprowadzisz mnie do rozpaczy, to, wierz mi, że będziesz tego żałował, będziesz bardzo żałował. ... Co ja w tobie kocham? I po co mi to było. Kompletna bezmyślność. I żebym chociaż przez chwilę myślała, że ty mnie kochasz... Ale nie. Żebym mogła mieć jakąś nadzieję. Ale też nie. Zresztą, nawet gdybyś się we mnie zakochał... Moniki i tak byś nie zostawił, nawet byś mnie pewnie nie dotknął, ale... To już by było inaczej. Dlaczego? Sama nie wiem. To bez sensu... Rzeczywiście, nawet widzimy się ostatnio rzadko. I nie mamy już o czym ze sobą rozmawiać. A twoje kokietowanie nie na wiele starczy. Może to i dobrze. Niech się wypali, niech samo zgaśnie. Może po tobie w końcu zmądrzeję. Chociaż chyba nie. Chyba nawet nie chciałabym zmądrzeć. Co w tym jest? Znęcanie się nad samym sobą? Chyba rzeczywiście lepsze niż kompletna pustka. Zawsze lepiej kochać kogokolwiek, niż nie kochać wcale. Lepiej kochać, niż nie kochać, lepiej kochać niż nie kochać, lepiej kochać... A gówno. A nic mnie to nie obchodzi. Sluchaj, przepraszam cię, mam dzisiaj strasznie dużo do zrobienia. A nie lepiej. Chociaż właściwie, może poszedłbyś ze mną na kawę. A może lepiej. Miałbyś dla mnie trochę czasu? Chyba nie jesteś specjalnie zawalony robotą?" Mężczyzna wyglądał jakby właściwie nie wiedział co do niego mówiła. "Ostatnio mam mało czasu" powiedział. Po jego wyjściu zapadła głupia cisza.
Podeszła do okna. Niebo nie było już tak zachmurzone. Ostrzejsze teraz światło odbijało się od resztek śniegu w miejscach, gdzie nie był jeszcze brudny od miejskiego błota. Nie było na czym zawiesić wzroku. Wszystko, co można było stamtąd zobaczyć to stylizowana na secesyjną uliczna latarnia, w tej właśnie chwili bezczeszczona przez wielkiego kundla i świecąca pustkami kawiarnia po drugiej stronie ulicy. Tak, to był dobry moment na to, żeby napić się kawy. Ubrała się i wyszła z pokoju.
Architektura kawiarni była dość skomplikowana, na wnętrze składał się szereg sal i korytarzy rozmieszczonych nieco chaotycznie. Przy stoliku w głównej sali bokiem do wejścia siedział mężczyzna. Odwrócił się kiedy weszła, uśmiechnął i podszedł do niej. Pocałował ją w rękę. "O rany, ledwo cię poznałem. Ileśmy się nie widzieli? Chyba z osiem lat, co? Poczekaj, ostatnio na ślubie u Bolków, chyba w dziewięćdzisiątym. Szmat czasu. Ale wiesz co? Wyglądasz rewelacyjnie. Ten nowy image naprawdę ci pasuje." Miał uśmiechnięte oczy. "Dziękuję ci bardzo, komplememt od ciebie to rzecz niebywała, chyba, że się przez te ostatnie lata zmieniłeś aż tak bardzo. Nieprawdopodobne, jak mało się zmieniłeś poza tym. Wyglądasz dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy się w tobie kochałam. Ja też się bardzo cieszę, że cię widzię. Zdążyłam cię już zapomnieć, wiesz? Tak, pracuję tutaj, jestem z Lalkiem, tylko nie pytaj jak jest. Wzięliśmy ślub dwa lata temu. Chociaż poczekaj, to już prawie trzy lata. Tak, prawie trzy. Trzy lata... Niesamowite spotkanie, bardzo się cieszę... Chociaż wiesz? Zupełnie tego nie rozumiem, ale nie działasz już na mnie tak jak kiedyś. A byłam przekonana, że to co do ciebie czułam było niezniszczalne. Jednak czas naprawdę może wszystko. Masz kogoś? Jesteś sam... Więc udało mi się wygryźć Kaśkę i nie skorzystałam z tego. Zabawne. Mogłeś być szczęśliwy z nią albo ze mną, a teraz pewnie nie będziesz już szczęśliwy z nikim. Może właśnie dzięki mnie będziesz szczęśliwy... Bzdury. Ciekawe, czy winisz mnie za to, czy nadal myślisz, że to był przypadek. Ale nasze rozmowy... Nigdy ich nie zapomnę. Może właśnie one są moim przekleństwem. Teraz czekam na mężczyznę który by tobie dorównał, a wiem, że się nie doczekam. ... Dlaczego nie mogłeś mnie kochać. Mogłoby nam być ze sobą naprawdę dobrze. Albo po kilku miesiącach okazałoby się, że już nic nam już nie pozostało, i męczylibyśmy się ze sobą do końca życia z nienaprawialnym rozczarowaniem. Chociaż nie, ty byś ode mnie odszedł, prawda? Nie męczyłbyś się i nie pozwoliłbyś mi się męczyć. Tak naprawdę nie wiem, czy chcę się z tobą spotykać. Chyba wolałabym zostawić sobie na pamiątkę twój wizerunek z przeszłości. A i rozmowa nam się już nie klei. Nie tak jak dawniej. Ciekawe czemu... Dobrze spotkajmy się. Zadzwoń do mnie. Chciałabym czekać na twój telefon tak jak przed laty. Ale już chyba nie potrafię... Na razie..." Mężczyzna szedł do drzwi zygzakiem, między stolikami, zaczepiając płaszczem o stojące przy nich krzesełka.
Już w drzwiach wpadł na niego otyły starszy pan, co było o tyle dziwne, że już sama fizjonomia tego mężczyzny wskazywała na to, że nigdy się nie śpieszy. Starszy pan natychmiast ją dostrzegł przy stoliku pod ścianą i bez wahania, choć powoli, skierował się w jej stronę. Przywitał się z głębokim ukłonem. "Dzień dobry pani szanownej. Czy ja mogę do pani się przysiąść?" Uśmiechnęła się szeroko. "Ależ oczywiście, panie Leonie, proszę bardzo. Zawsze tak miło pana widzieć. Czuję się zaszczycona, mając takie u panan względy. Pan też na kawę? Tylko na chwilkę... Naprawdę żałuję. Tak niewiele jest na świecie takich miłych ludzi jak pan. Jest pan naprawdę jedną z niewielu osób w moim życiu, przy których wciąż się uśmiecham. Chciałabym, żeby mój tata był taki jak pan. ... Ciekawe, czy jest pan szczęśliwy. Stary kawaler, wciąż jeszcze pan wie jak zdobywać względy kobiet, a nie ożenił się pan nigdy. Ciekawe czemu, czy to pana wybór, czy wybór losu. Czy pan żałuje. ... Tak, rzeczywiście, trzeba wracać do pracy. Ja też tylko dokończę kawę i wracam do biura. Do widzenia panu." Był śmieszny i przemiły ze swoją otyłością, kiedy tak kroczył do drzwi co kilka kroków odwracając się by uchylić kapelusza.
Tymczasem do kawiarni wszedł mężczyzna i ciekawie rozglądał się po sali. Po chwili podszedł do jej stolika. "Przepraszam, czy pani jest z biura?" Cóż, biuro wróciło do niej. "Tak, pan... a tak, już wiem, Grażyna mówiła mi, że pan przyjdzie. Mówiąc szczerze, spodziewałam się pana później. Ale właściwie to lepiej, będę to miała z głowy. Rzeczywiście, przystojny, ale żonaty. Co ona zamierza? Facet, nie patrz się tak na moje piersi, bo się za chwilę zapadnę pod ziemię. Wiem, że piersi to nie moja najmocniejsza strona. Już nigdy nie założę tej sukienki. W tym formularzu proszę wstawić datę. Chociaż jakby się nad tym głębiej zastanowić, to co z tego, że żonaty. Za to przystojny i miły. Nie. Grażyna by mnie zagryzła. Nie ma za co. Niewykluczone, może spotkamy się u Grażynki. Do widzenia panu." Podpisywanie bezdusznych papierów, taka praca.
Było wciąż jeszcze jasno, gdy wychodziła z pracy. Ale półmrok opadał na miasto ciężko i nieodwołalnie. Kiedy dotarła do domu było już zupełnie ciemno. Otworzyła drzwi i zgasiła wszystkie światła. "Kochanie, ja czytam" powiedział mąż. "Przecież do czytania ci światło nie potrzebne" odpowiedziała.

2.
Był późny ranek. Zapaliła wszystkie światła i wyszła z domu.
Winda już czekała, cicha i skupiona. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Stał tam już kilkuletni chłopiec, synek sąsiadów. Odwróciła się do niego tyłem i nacisnęła parter. Winda ruszyła. Chłopiec dotknął jej nóg. Delikatnymi dłońmi przesuwał po nich, coraz wyżej. Pieścił je z najwyższą czcią i zatracił się w tym bezgranicznie, ale nie miał odwagi sięgnąć majtek. Winda stanęła. Otworzyła drzwi. Wychodząc spotkała przez chwilę wzrok chłopca. "Kocham Panią" powiedział cicho i zniknął za drzwiami, które zamknęły się poważnie i z namaszczeniem.
Na dworze było już zupełnie jasno. Podeszła do kiosku, który raził swoją zwyczajnością. Poprosiła o bilet i gazetę. Otyły mężczyzna uśmiechnął się do niej i oblizał usta. "Wyborczą?" zapytał. Przytaknęła."Złotówka. Ależ ty masz usta laleczko. Tak, w tych ustach..." znowu się oblizał "i jeszcze bilet, złoty czterdzieści. Otwórz buźkę mała. Ale bym ci go wsadził." Podała mu pieniądze. "Wzięłabyś go? No powiedz? Reszta dla pani." Włożył rękę pod ladę, podniósł się na krześle i usiadł znowu. "Ty jesteś z tych co ciągną, nie. Lubisz to, mała kurewko. No pokaż języczek..." Wzięła "Wyborczą" i bilet i odeszła, zostawiając kiosk na pastwę błota, którego bryzy pryskały spod kół przejeżdżających samochodów.
Autobus był pełny i duszny od wiedzy siedzących w nim studentów. Stanęła przy oknie, i rozejrzała się po ich twarzach. Jeden z nich patrzył na nią zza postarzających okularów. Jego wzrok był ciepły i daleki. Przygłądał się nieporuszony gładząc się jedynie palcem po nosie, w to i spowrotem. Jego oczy przyciągały jej uwagę tak, że w końcu poszła za nimi. "Chciałabym, żeby wszyscy byli tacy"powiedziała. Student, nagle obudzony, spojrzał na nią. "Słucham Panią?" powiedział i lekko przekrzywił głowę. Wychodząc z tramwaju potknęła się na zbyt wysokim stopniu.
Słońce musiało być już wysoko, zza ciężkiej warstwy chmur dawało mleczne światło. Kojąco miękkie, wchłaniało świat w swoją ciszę. Biurowiec w którym pracowała wydawał się w tej poświacie nienaturalnie duży. Weszła do środka. Po chwili była już w swoim pokoju.
Zdejmowała płaszcz. Był zupełnie bez stylu, kupiła go właściwie przypadkiem. Do drzwi ktoś zapukał. Nie czekając na zaproszenie wszedł mężczyzna. "Cześć, kochanie"powiedział odruchowo. "Co masz dla mnie na dzisiaj? Ależ mnie wkurwia to twoje szefostwo. To ja powinienem być tu szefem, ale ja nie mam pozycji. Tylko nie przesadzaj, wczoraj nie zdążyłem ze wszystkim. Ta sukienka kompletnie nie jest dla ciebie. Masz za małe piersi, do takich sukienek. W ogóle piersi nie masz najładniejszych. Słuchaj daj mi trochę luzu, charuję jak wół i w dodatku robię twoją robotę. Ale za to dupeczka. Kochanie, na samą myśl mi staje. Spotkamy się dzisiaj? Mogę nawet kupić wino. Jesteś niezła jak trochę wypijesz. Posiedzę jeszcze trochę u ciebie, dawno się nie widzieliśmy. I kurewsko mi się nie chce wracać do papierów. Powinnaś sobie kupić coś do wybielania zębów. Właśnie, masz jakąś zapałkę? Coś mi wlazło do zęba i nie mogę cholerstwa wydłubać. Co u ciebie słychać? Głupie pytanie w twoim przypadku. W twoim życiu nie dzieje się nic interesującego, tak jak ty sama nie jesteś interesująca. Ale twoja dupeczka... ... No dobra, trzeba wracać do pracy. Nie chce mi się iść do roboty. Muszę się odlać i pójdę jeszcze do Grażynki." Zamknął za sobą drzwi i na korytarzu słychać było jeszcze jego ciężkie kroki.
Próbowała skupić się nad stertą papierów, która czekała na zatwierdzenie, kiedy drzwi znowu się otworzyły. "Ten dupek znów u ciebie był. Nigdy nie miałaś stylu, jak ja mogłem tego nie widzieć. Gdyby nie mama dawno bym się z tobą rozwiódł. Nie odwiozę cię dzisiaj do domu. Powiedz, ty z nim sypiasz? Sypiasz z tym idiotą? A właściwie to mnie to nie interesuje. Ja też kogoś mam, jeśli chcesz wiedzieć. Nigdy nie myślałem, że zniżę się do czegoś takiego. Nie myśl, że cię nie odwiozę po wczorajszym. I wiesz co? Bardzo żałuję, że to ona nie jest na twoim miejscu. Ona nie jest wiecznie zmęczona, tak jak ty. A właściwie to właśnie po wczorajszym cię nie odwiozę. Wieczorem bez makijażu wyglądasz tak, że można się ciebie bać, a o żadnym podnieceniu nie ma mowy. Jesteś makabryczna z twoimi maseczkami na twarzy i zrzynaniem skóry ze stóp. A w nocy normalnie puszczasz bąki, tak, że nie można wytrzymać. Ja nie wiem co ty jesz. Twoje jedzenie. Żadnej kultury, jakbyś się nie wiem gdzie wychowała. Jak mogłaś zrobić mi taką scenę przy koledze, jak mogłaś. To cała spuścizna twojego wychowania. Tatuś był na utrzymaniu u mamusi, to ci się wydaje, że ty możesz traktować mnie tak samo. Tylko nie zapominaj, że to ty jesteś na moim utrzymaniu. Mogłabyś się powstrzymać z niektórymi wydatkami. Jesteś jak każda kobieta, zarabiać nie lubisz ale wydajesz garściami. Zrób zakupy po drodze. I kup mi piwo. I nie idź na skróty, bo tu jest niebezpiecznie." Już w drzwiach przesłał jej odruchowo buziaka, bezduszne cmoknięcie.
Pustka, która nastąpiła po jego wyjściu, jak zjawisko fizyczne przyciągnęła własne wypełnienie. Drzwi do pokoju znowu się otworzyły. "Witaj moja piękna. Jak zawsze wyglądasz wspaniale. Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam? Nawet gdybym ci przeszkadzał nie powiedziałabyś, prawda? Nic nie jest dla ciebie ważniejsze niż spotkanie ze mną, prawda? Lubię to twoje bezgraniczne oddanie. Ej, mała, nie rób takich smutnych oczu. Chcesz we mnie wzbudzić poczucie winy? Wiem, że trochę cię wykorzystuję, ale co w tym złego, wszyscy tak robią, a ja nie robię nic czego byś sama nie chciała. Wiesz ja cię bardzo lubię. Tak, lubię to odpowiednie słowo. Może nawet bym się w tobie zakochał, gdybym miał taką okazję. Wiesz, tak jak jest teraz, to nie ożeniłbym się z tobą, nawet gdybym mógł. Ale dobrze jest myśleć o tym, że mnie kochasz. Dawno się nie widzieliśmy. Tęskniłaś, co? Widzę to w twoich oczach. Oj, daj już spokój z tym smutkiem, zaczynasz mnie wkurzać. Jak tak dalej będzie, to przestanę do ciebie przychodzić. Chociaż nie, szkoda by mi było. ... Słuchaj, wyjaśnijmy to sobie. Czego ty ode mnie oczekujesz? Chcesz, żebym się dla ciebie rozwiódł? Zapomnij o tym, wiesz, że tego nie zrobię. Chcesz być moją kochanką? Nie moja droga, mój system wartości nie pozwoliłby mi na to. ... Chociaż właściwie, to nie. Chyba ze względu na siebie nie miałbym większych skrupułów. No ale Monika, wiesz, nie mógłbym jej tego zrobić. Chyba, że z zemsty za tego gówniarza w wakacje. W gruncie rzeczy ona też o to nie dba. Sama przespałaby się z każdym, kto mięśnie nieco większe od przeciętnej. To dlaczego ja nie miałbym robić tego samego. Właściwie to sam nie wiem dlaczego. Muszę się nad tym zastanowić. Tak, muszę o tym pomyśleć w wolnej chwili. A ostatnio mam tak mało czasu." Po jego wyjściu zapadła głupia cisza.
Podeszła do okna. Niebo nie było już tak zachmurzone. Ostrzejsze teraz światło odbijało się od resztek śniegu w miejscach, gdzie nie był jeszcze brudny od miejskiego błota. Nie było na czym zawiesić wzroku. Wszystko, co można było stamtąd zobaczyć to stylizowana na secesyjną uliczna latarnia, w tej właśnie chwili bezczeszczona przez wielkiego kundla i świecąca pustkami kawiarnia po drugiej stronie ulicy. Tak, to był dobry moment na to, żeby napić się kawy. Ubrała się i wyszła z pokoju.
Architektura kawiarni była dość skomplikowana, na wnętrze składał się szereg sal i korytarzy rozmieszczonych nieco chaotycznie. Przy stoliku w głównej sali bokiem do wejścia siedział mężczyzna. Odwrócił się kiedy weszła, uśmiechnął i podszedł do niej. Pocałował ją w rękę. "O rany, ledwo cię poznałem. Ileśmy się nie widzieli? Chyba z osiem lat, co? Poczekaj, ostatnio na ślubie u Bolków, chyba w dziewięćdzisiątym. Szmat czasu. Ale wiesz co? Wyglądasz rewelacyjnie. Ten nowy image naprawdę ci pasuje. To co wcześniej robiłaś z włosami nie było najlepsze, ale czego można było wymagać, wtedy wszystkie tak wyglądałyście. Słuchaj, strasznie miło cię widzieć. Co u ciebie słychać? Słyszałem, że pracujesz tu po drugiej stronie. Tak, ty zawsze spadałaś na cztery łapy. Jakeś to sobie załatwiła? Lalek ci załatwił? Słyszałem, że się ochajtnęliście. To jedna z największych zagadek mojego życia, żeby dziewczyna taka jak ty poleciała na dobre nazwisko. Wiesz, naprawdę wspaniale cię widzieć. Pamiętam jak świetnie nam się zawsze rozmawiało. Miałem zawsze wrażenie, że ty myślisz dokładnie w ten sam sposób jak ja. Tak, jakbyśmy się dopełniali w naszych rozmowach. Po spotkaniu z tobą wracałem do domu i miałem o czym myśleć. Byłaś jedyną taką osobą w moim życiu. Gdyby nie ta cała chryja z Kaśką pewnie nadal byśmy się przyjaźnili. Choć z drugiej strony, jeszcze teraz obwiniam cię za to, że ona ode mnie odeszła. Mogłaś coś zrobić, coś jej powiedzieć, zwykłą prawdę, wiele od ciebie nie wymagałem, a ty po prostu pozwoliłaś jej odejść ode mnie. Wiesz, do tej pory nie mam nikogo. Jakieś tam tylko przelotne znajomości, no wiesz, męskie potrzeby, ale nic stałego. Nie wiem, czy nie zostanę starym kawalerem. ... Słuchaj, tak dobrze mi się z tobą rozmawia, może spotkamy się któregoś dnia, na jakiejś kawie czy herbacie? No bo teraz muszę już spadać, sorry. Trzymaj się mała." Mężczyzna szedł do drzwi zygzakiem, między stolikami, zaczepiając płaszczem o stojące przy nich krzesełka.
Już w drzwiach wpadł na niego otyły starszy pan, co było o tyle dziwne, że już sama fizjonomia tego mężczyzny wskazywała na to, że nigdy się nie śpieszy. Starszy pan natychmiast ją dostrzegł przy stoliku pod ścianą i bez wahania, choć powoli, skierował się w jej stronę. Przywitał się z głębokim ukłonem. "Dzień dobry pani szanownej. Czy ja mogę do pani się przysiąść? Nie chciałbym się narzucać, ale jeśli pani tylko pozwoli, to z radością dotrzymam pani towarzystwa. Pani wie, jak bardzo sobie cenię pani towarzystwo. Gdybym wiedział, że pani tutaj pija kawę częściej musiałaby pani mnie znosić. Nie ma mi pani za złe, prawda? Pani dobrze wie, co ja do pani czuję. Ale ja swoje miejsce znam, stary jestem, nie dla takiego pierwiosnka jak pani. A pani i mężatka, to mi nawet nie wypada pani nagabywać. Ale pani wie, jak dla mnie takiej drugiej jak pani to na świecie nie ma. ... No dobrze, my tu gadu, gadu, a do pracy trzeba wracać. A swoją drogą to nie ładnie, tak żeby w godzinach pracy do kawiarni. Rączki pani całuję." Był śmieszny i przemiły ze swoją otyłością, kiedy tak kroczył do drzwi co kilka kroków odwracając się by uchylić kapelusza.
Tymczasem do kawiarni wszedł mężczyzna i ciekawie rozglądał się po sali. Po chwili podszedł do jej stolika. "Przepraszam, czy pani jest z biura? Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, ale byłem umówiony na dzisiaj, przyszedłem trochę wcześniej, a bardzo mi zależy, żeby mi to pani podpisała jak najszybciej. Zresztą, nie powinienem się tłumaczyć, pani obowiązkiem jest siedzieć w biurze w czasie godzin pracy. Ale tak pięknej kobiecie wszystko można wybaczyć. Wspaniałe piersi. Ile ja bym dał, żeby moja Hania takie miała. Jeszcze tutaj. Tak, to już wszystko, dziękuję pani bardzo serdecznie. Może jeszcze się kiedyś spotkamy, bardzo bym sobie tego życzył. Do widzenia pani" Podpisywanie bezdusznych papierów, taka praca.
Było wciąż jeszcze jasno, gdy wychodziła z pracy. Ale półmrok opadał na miasto ciężko i nieodwołalnie. Kiedy dotarła do domu było już zupełnie ciemno. Otworzyła drzwi i zgasiła wszystkie światła. "Kochanie, ja czytam" powiedział mąż. "Przecież do czytania ci światło nie potrzebne" odpowiedziała.



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 9 i 9 *:  
* - pola obowiązkowe.