Z serii "Seksualne Sali przypadki"
Spotykałam się wtedy z trzema. Ten pierwszy zawiązek związku już się kończył, bo coś było nie tak. Okazało się po pewnym czasie, że Zygmunt trwał w kazirodczym stosunku ze swoją matką i tylko z nią mógł uprawiać seks, a ze mną nie. Znaczy nie do końca, bo na początku wszystko szło dobrze, a po pewnym czasie fiut mu wiądł i nici z ejakulacji, a ja lubię najbardziej. Zygmunt chciał skończyć swój związek z matką, ale niestety chyba go jakoś emocjonalnie szantażowała, bo nie mógł się od niej oderwać. Nienawidziła mnie oczywiście i czasami wchodziła w naszą przestrzeń w momentach naprawdę dosyć intymnych. Jakoś nam się udawało tak robić, żeby nie zobaczyła mojej dupy. Na przykład. Podejrzewam, że robiła mu po moim wyjściu niezłe awantury i musiał ją wypierdolić. Pewnie z całkiem mocnym strumieniem plemników. Później dowiedziałam się, że mamusia i synek zachowali się względem mnie bardzo perfidnie: obydwoje to zaplanowali. On spotykał się ze mną, ja go podniecałam, wytwarzałam zastępy plemników, których nie chciał mi dać, bo zachowywał je wszystkie dla mamusi. Powód dlaczego ja go musiałam podniecać był prosty: ja byłam młoda i jędrna, a mamusia już stara i zwiotczała, więc zgadzała się na to, żeby synka podniecała obca osoba, chociaż była strasznie zazdrosna i cierpiała katusze. Musieli posunąć się do takiego rozwiązania, gdyż najbardziej perwersyjne filmy pornograficzne, na które stracili fortunę już mu nie stawiały. Potrzebna była istota realna, z krwi i kości, a że mi się akurat podobał z innych względów też, to znalazłam się w takim chorym układzie: wykorzystywana do produkcji plemników i zupełnie tego nieświadoma.
Drugi (Waldek) był nieźle popierdolony. Można też powiedzieć, że był ekscentryczny. Ale to nie była ekscentryczność w moim klimacie i po prostu mnie denerwowała. Przysyłał mi opowiadania masturbacyjne, mówił, że nigdy nie pozwoli, żebym mówiła mu po imieniu, tylko zawsze będziemy dla siebie pan i pani. Zadawał mi mnóstwo pytań, np.:
Co pani je na śniadanie? (Opiekuńczość i dostosowanie!)
Ilu pani mężczyzn w życiu miała? (Seksualna otwartość!)
Czy czytała pani Pynchona? (Intelektualista!)
Co pani sądzi o Tarantino? (Kinoman!)
Widzę, że chodzi pani z walkmanem, jakiej muzyki lubi pani słuchać? (Meloman!)
Bardzo chciał być ze mną, ale zakochać to się skurwiel nie zakochał!
Opowiadał mi o zastosowaniu masturbacji w twórczości artystycznej, o eksperymentalnych onanistach, o szukaniu przez masturbację prawdziwego siebie, o wstrzemięźliwości mastubacyjnej, o mistycyzmie mastubacji, o jej oświeceniowej mocy. Te intelektualnie odpierdolone gadki wcale do mnie nie przemawiały. Dla mnie masturbacja była po prostu przyjemna, a nie żeby o niej tak dywagować dyskursywnie? Ba, nawet robić doświadczenia! O sensie, pięknie i czarach masturbacji więcej mówiło mi to, co mi brat opowiadał kiedyś, że raz na wsi będąc pojechał do miasteczka nieopodal w trampkach i krótkich spodenkach, siedział na rynku, pił piwo, gapił się na laski, a potem wsiadł w autobus, wrócił na wieś i leżąc w zbożu walił konia myśląc o tych laskach, jakby miał znowu 12 lat u dziadka na wakacjach.
Trzeci (Andrzej) podobał mi się po prostu. Lubił się pieprzyć bez zbędnych pytań i gadania, zawsze i wszędzie. Pasował mi najbardziej, ale niestety, jak to w tamtych czasach bywało wybierałam tylko takich czubów, dla których niemożliwe było emocjonalne zaangażowanie, bo emocjonalnie to byli zaangażowani gdzie indziej. Pewnie przez tatę. Skrzywdził mnie i podświadomie szukałam emocjonalnego odrzucenia. No to prostymi słowami: Andrzej miał i żonę i kochankę, dla której rozwodził się z żoną. I jakoś tam był bardziej emocjonalnie zaangażowany.
W każdym razie, wtedy właśnie spotykałam się naprzemiennie z tymi trzema, gdy koleżanka (Zuzia) pewnego wolnego, letniego i piątkowego wieczora zaproponowała, że może pójdziemy zupełnie same do kina, a potem na piwo (a nadmienić warto, że też była w tamtym czasie z dwoma). Po filmie zupełnie nieważne jakim postanowiłyśmy wstąpić do Pamaniego na piwo (a było to w dawnych czasach, kiedy Pamani jeszcze miał ten swój specyficzny klimat). Idąc tam, na Krakowskim spotkałyśmy tego Zuzi drugiego (Michała), w którego się emocjonalnie zaangażowała, a on w nią nie i była na niego zła, że nie dzwoni skurwysyn jeden! Ale spotkanie oczywiście ją ucieszyło, tylko nie chciała, żebym sobie poszła, bo chciała mu pokazać, że jej wcale na samotnych spotkaniach nie zależy i tak tylko przyjacielsko z koleżanką (mną) sobie na piwo pójdą. A, że nie umówiłam się akurat z żadnym z trzech, bo już byłam dosyć skonfudowana i zaczynała mi się chyba jakaś dysocjacja z pomieszaniem to bardzo chętnie oczywiście z nimi poszłam. Z ciekawości głównie.
W Pamanim piwko jedno drugie trzecie robiło się coraz przyjemniej i niektóre osoby zaczęły chyba odczuwać ten popęd, którego nawet wzbudzenie jest przyjemne. Michał powiedział, że ma wolne mieszkanie i postanowiliśmy: nocny, wódka, coca-cola, miła domóweczka. Pijana byłam i dlatego z nimi poszłam - już mi czajenie sytuacyjne wysiadło i włączył się egocentryzm nastawiony na wrażenia.
U Michała - wiadomo - oni poszli niedługo dosyć się pieprzyć, a ja oglądając pornole mastubowałam się. Odgłosy z pokoju obok przypomniały mi jak będąc małą dziewczynką nie chciałam długo zasnąć, żeby słyszeć jak mamusia z tatusiem uprawiają seks. Od tych bardzo podniecających dźwięków zaczynałam dotykać swojej cipki w jednym miejscu, a wcześniej przeczytałam w pewnej książce dla dorosłych, że to masturbacja i stosuje ją aż 99% chłopców i tylko 20% dziewczynek (ta!) i że jest zdrowa. Od dziecka lubiłam robić zdrowe rzeczy, żeby sobie równoważyć chore, bo chore też lubiłam robić, więc wiedziałam, że onanizm jest w porządku. Podnieciłam się tymi dźwiękami, poszukałam w telewizji kablowej jakiejś nagości i zaczęłam się masturbować.
Wtedy zobaczyłam jak w jednej chwili zeszli się we mnie moi trzej. Zygmunt, bo oglądał pornole przed pierdoleniem mamusi, Waldek, bo zadając mnóstwo pytań był też amatorem masturbacji (pokazał mi nawet kremik, którego używał do smarowania prącia), a Andrzej uprawiał seks wszędzie, gdzie tylko się dało i była okazja.
Ja przed pornolem (Zygmunt), masturbuję się (Waldek), w przypadkowym mieszkaniu na przypadkowej sofie (Andrzej).
W momencie orgazmu poczułam się emocjonalnie odrzucona i zrozumiałam, że muszę ich zostawić.