[
2001/07/12 ]
Dirty Lary (and his girl too), autor: Potas, kategoria: tekst
Dzisiaj rano zadzwonił do mnie Lary. A ja starałem się nigdy nie zaczynać pracy przed dziesiątą. Naprawdę bardzo się starałem.
- Cześć Ski! Co tam u was? Sprzedajecie coś?
Był od rana głodny sukcesu. Chociaż słuchowo. A mnie po prostu chciało się jeść.
- Wiesz, jest recesja, Lary. Pracujemy nad jedną akcją po trzy miesiące i zgarniamy 10 tysięcy.
Pominąłem, że częściej bywa gorzej.
- Przez następne trzy próbujemy z tego wyżyć. Itakdalej.
- No nieźle, nieźle.
(Powinien jednak wiedzieć, że częściej bywa gorzej).
Wyczułem, że bardziej niż brak zajęcia doskwiera mu chyba coś innego. Ponieważ byłem zaspany zadałem mu standardowe pytanie:
- A jak tam z Joanną?
Lary miał słabość do lasek o dziesięć lat młodszych. Być może wynikało to z tego, o czym kiedyś mi opowiedział. Kiedy poszedł pracować do znanej firmy spodobał się pewnemu dziewczęciu. Ale dziewczę, zanim zaczęło flirt, dyskretnie wypytało się, czym jeździ i jaką ma komórkę, a to na zawsze zraniło wysublimowaną duszę Larego.
- No... nic, jakoś się kręci...- odrzekł o swojej gwiazdce. A była naprawdę ładna. I do tego miła i sympatyczna.
- Ale wiesz Ski... zwróciłem się ostatnio do doktora Przewalskiego, tego ginekologa, któremu sprzedałem mieszkanie..., bo Joanna jakoś nie chce się rypać..., boli ją cipka ... i ... chyba ... kurwa ... złapała jakiegoś syfa.
Przełknąłem ślinę zbyt wyraźnie. Jak dla mnie. Bo jego łącze tego nie wypluło.
I się zaczęło.
-Wiesz ..., nie ... wiem ... jak ... to ... się ... mogło ... stać... Ale ... ona ... zaczepiła się jako hostessa ... u ... jakiegoś ... Egipcjanina ... i ... on ... ją ... wynajmuje ... do ... jakichś imprez biznesowych ... a ja nie mogę ... się tam dostać... I może ona ...
- Nieeeeee tam. Coooo ty? - musiałem przerwać to jęczenie Larego.
Mimo wszystko nie byłem taki naiwny. Ja też zwróciłem się do doktora Przewalskiego z podobnym problemem. Ale nie z cipą, tylko z butelką. Był znajomym moich znajomych, a ja nie miałem w kogo tego wlać. I wylać z MOIM problemem.
- Słuchaj, Lary, kobiety czasem tak mają, gruczoł Bertolliego czy coś takiego. Może zaropieć. I to strasznie je boli. Narząd puchnie ... To się zdarza. Ogólnie trzeba czysto.
(Wtedy do głowy przyszła mi, nie wiedzieć czemu, piosenka jakiejś laski, która śpiewała, że seks to najbrudniejsza rzecz pod słońcem.)
- Wiem, wiem - rozpromienił się Lary na całego.
Dodałem mu, kurwa otuchy ...
- Doktor powiedział mi właśnie ... - I tak dalej, i tak dalej - snuł Lary swoją diagnozę. Ja w tym czasie zjadłem śniadanie, odlałem się pierwszym porannym strumieniem i nakarmiłem kota.
Uspokajałem się razem z Larym, odprężałem, rozbudzałem (ze snu).
Ale przez cały dzień wydzieliłem więcej potu niż murzyński boysband.
Bałem się łikendu. I to, kurwa, jak się bałem!
I pamiętam, że weszli razem do "Vajoletu". A ja trzymałem się jakoś na nogach. I nawet bardzo dobrze się czułem. Przywitali się. I wtedy ona zapytała:
- Ski przejedziemy się dzisiaj windą po tym pustym biurowcu?
- Wszyscy - odpowiedziałem i wyrzygałem się na nią. Spuściłem mój żołądek do końca. Stałem się pusty.
Lary był jednak moim przyjacielem. A przynajmniej bardzo dobrym kumplem.

Brak komentarzy