Siedziałem sobie w barze mlecznym na Potoku i przegryzałem dorsza. Zastanawiałem się czy już połknąłem priony wściekłych glonów (MSE) oraz dlaczego nie lubił mnie żaden pracodawca ani żaden nauczyciel. Może tylko pani od polskiego, co pilotowała w rajdach samochodowych i robiła na mnie wrażenie.
Ten bar stawał się coraz bardziej modny - zamyśliłem się obserwując przemykające w drzwiach wielkie, mroczne żeńskie kicze - Niedługo zaczną serwować tu homary albo inne, dajmy na to, afrykańskie gówno.
- Sie masz Ski ! - ktoś rypnął mnie w krzywy kręgosłup, a kawałek ryby wylądował w zupie staruszki z naprzeciwka.
Tembr paszczy wydawał mi się dobrze znany, ale postać? Sądziłem, że już zniknęła pod trawą w ogródku jakiejś mądrej kobiety. Mój kolega Lary zawsze mówił, że takich nie ma. I teraz byłem skłonny mu uwierzyć.
- Ty też tu żresz! Od kiedy! To przecież mój bar!
Był to Diduch. Największy chuj jakiego nosiła ziemia.
- Dawno się nie widzieliśmy Ski! Co się z tobą działo? Pewnie schowałeś się w dupie jakiegoś chłopaczka!
Jak zwykle na wstępie zyskiwał przewagę. A ja żałowałem, że mimo wszystko nie podają tu Chateau Clauss, albo chociaż najpodlejszego Bordo . Chętnie opróżniłbym je z gwinta.
Jednak odkaszlnąłem.
- A ty pewnie w dupie jakiejś nieletniej dziewczynki. - to wszystko na co było mnie stać.
- Cha, cha, cha. Nie bluźnij. Tu są starsze kobiety!
- Pracujesz jeszcze w nieruchomościach? - zmieniłem temat.
- Jasne. Teraz w "Okazie". Jestem szefem oddziału warszawskiego.
Takie pojeby to mają farta - pomyślałem.
- A co u Bety i jak się chowa Angelina? - zalałem go pytaniami, znowu oddając pole.
- Kurwa, Ski, ty pedale jeden, mam na boku zajebistą laskę. Ale to mówię ci: ZAJEBISTĄ!!! Jak ciągnie druta to nie muszę walczyć o bilety na wycieczkę w kosmos.
Słuchałem go z coraz większą uwagą. Czyżby kutas nabrał słownej ogłady. Cóż za metafora. Ale te pedały to mu zostały.
Pamiętam jak na studiach zabierał nas w rajd po klubach. Zawsze kończył w objęciach jakiejś dupy. Ale to zawsze. Gdy my wychodziliśmy sami wyzywał nas od pedałów.
Inna sprawa jeśli chodzi o jakość. Miał na przykład taki numer: czyhał, aż jakaś uwalona dziewczyna pójdzie sama po piwo. I gdy wracała niosąc kufle w obu rękach, łapał ją lubieżnie za cipę.
Oceniłem, że głowę miał jeszcze całą. Znowu pomyślałem o teoriach Larego.
Nigdy nie miał też szczególnie rozwiniętego poczucia humoru. Kiedyś, składając mi życzenia urodzinowe, zapytał poważnie:
- Ski, co byś zrobił, gdybyś dostał od nas milion dolarów?
- Kupiłbym milion kwasów i wywaliłbym się w kosmos!
Pogarda w jego oczach omal mnie wtedy nie zabiła: dostałem spazmatycznego chichotu, który trwał z przerwami kilka dni.
Wróciłem myślami do baru mlecznego.
- Nadal brenzlujesz się myśląc o mojej żonie, Ski, pedale jeden i zboczeńcu!?
- Już mi przeszło. Ma przecież ciebie.
Beta była naprawdę świetną dziewczyną. Przyjechała z Rzeszowa po liceum plastycznym, żeby studiować sztukę. Ale została agentką nieruchomości. Nie miała układów.
Mieliśmy zbieżne poglądy co do życia i co do zabawy. Ale może to jedno i to samo?
Załapała się za Diducha, bo wybrała pewność jutra. Tak jej się przynajmniej wydawało. Szczególnie kiedy urodziła Angelinę. Diduch jednak zawsze był przede wszystkim sobą.
- Kurwa, ale sztuka. - molestowała mnie tymczasem jego fizyczność. - No sam zobacz!
Kiedy wyjął fotkę, fiknąłem kozła.
Diduch zapluwał się śmiechem. A wokół ludzie też patrzyli się na mnie podejrzliwie.
Kurwa, wpadam w paranoję. - pomyślałem. - I to przez takiego złamasa!
Ale wiedziałem swoje. Na zdjęciu stała najlepsza kurwa, jaką kiedykolwiek wypełnił Lary, mój kolega, który naprawdę dużo mi wybaczył. Kurwa urzędowała kiedyś w mieszkanku na Krymskiej, a Lary wystawiał kolegom weksle. Do dziś mam ich kilka.
- Ski, nie wiedziałem, że jesteś jednak heteroseksualny! Zawsze wierzyłem, że najlepsza dupa postawi nawet pedałowi!
Nie chciałem słuchać już tego głupka. Miałem plan. Masterplan.
- Diduch, wpadłbym do was na jakąś imprezkę! Twoja kizia przywróciła u mnie biblijne odruchy rozpłodowe! Wyjebista laska! I zaproś takich więcej!
- To świetnie się zjechało! Bo w piątek organizujemy balecik. Męski, ale będą też mężczyźni dla prawdziwych mężczyzn, Ski! Znasz nasze stare patenty: klucze od gościa, co wyjeżdża z kraju i chce opchnąć lokal. Przy okazji pokażę ci niesamowitą chatę na Mokotowie, jeśli cię to oczywiście jeszcze interesuje - popadł w mentorski ton szefa szefów od nieruchomości.
- Wszystko mnie interesuje, Diduch, wszyściuteńko. I błogosławię cię za moje nawrócenie! Dawaj namiary!
***
Byłem tam punktualnie o 22. Otworzył mi sam Wielki Okaz Szefa. I nawet wyglądał na ucieszonego. Nie uchachanego.
- A ty jak zwykle sam, Ski. Nic nie szkodzi. Marta ma fajne koleżanki.
Zachowywał się nad wyraz łagodnie, bardzo łagodnie. Ale wiedziałem, że laska ze zdjęcia umie wypuścić z faceta wszystkie plemniki. Nawet te, które schowały się gdzieś miesiąc temu.
- Przyszedł Ski, mój stary znajomy.
Zaczął mnie przedstawiać tym, którzy stali najbliżej drzwi.
- To jest kierownik A, a to B, a to C. To pani X, to Y, a to Z.
- Marta! Choć poznasz tego starego zboka - wydarł się.
Marta. Miała na imię inaczej. Na różyku wciąż można zmienić tożsamość.
- Nie męcz się, Diduch. Sam się rozejrzę.
Szedłem sobie powoli i zastanawiałem się nad konfrontacją. Znałem Renatę, bo Lary po dobrym dilu mieszkaniowym rzucał się na podróże. Jeździliśmy jego Dełu nad morze, a czsami tylko do lasu. Brał Renatę i oczywiście mnie. Reszta się podłączała.
Renata stała w kuchni razem z innymi, jak to smacznie, ale nie dla zawałowców, nazywał laski bardzo popularny obecnie facet, wieprzowinami.
Była tam jednak owcą. Czarne włosy (długie, bardzo długie), figura Salmy Hayek, i ta dziecięca buźka nie pasująca do wulgarnych ust starej kurwy. Niby nic 1,60 wzrostu, ale energia transsyberyjskich parowozów. Różowo-czerwona obcisła sukienka.
No pięknie. - pomyślałem. - bajkowa sielana.
- Cześć Renata, przepraszam, Marta. Mylą mi się nazwy kobiet, bo szukam chłopców.
Jej twarz zapadła się nagle w dupę, ale w okamgnieniu wróciła na swoje pierwotne miejsce. Twarda sztuka. Zawsze wiedziała do czego dąży.
- Cześć! To ty jesteś Ski, ten śmieszny koleś, o którym mówił Rafał!?
- Niektórzy mówią na mnie K-a. Ale takie literki pasują raczej do lasek, jak ty.
Napięła mięśnie twarzy. Tylko na chwilkę.
- Chodź, pokażę ci mieszkanie.Wyje-bi-ste.
Wypowiadała to w sposób, który uwielbiam w ustach kobiet, z akcentem na bi.
- Rafał mówił mi, że pracujecie w jednej bran-ży.
W moich jądrach wzmogła się produkcja.
Prowadziła mnie za rękę przez cały 300 metrowy loft na Tynieckiej. Zazdrościli mi wszyscy faceci na tej przestrzeni. Ale oni nie wiedzieli o niej tego, co wiedziałem ja. Ale gdyby wiedzieli, być może zazdrościliby mi jeszcze bardziej.
Dotarliśmy do garderoby wielkości mojego pokoju w mieszkaniu mamy, przepędziliśmy jakąś parę lesbek i zamknęliśmy dokładnie drzwi.
- Wiesz, Renata, nadal przyjaźnię się z Larym, a on szukał cię już wszędzie. Nie znalazł. Płakał miesiąc. I szukał dalej. Tam też cię nie było. Płakał rok. I szuka dalej. A ja mam najwspanialszy prezent na jego urodziny. I muszę mu go dać, bo to koleś, który dużo mi wybaczył. Zbyt dużo.
- Nie zrobisz mi tego, Ski, prawda, nie spierdolisz mi życia, co-o? (kurwa, co za usta)
Pomyślałem, że zrobię tak jak Lary. Zdjąłem spodnie.
- Pocałuj. - powiedziałem. Ona znała ten tekst na pamięć i wiedziała JAK robić dalej.
Potem pomyślałem, że gdybym jednak wygrał te bilety na Księżyc, to lekką ręką przehandlowałbym je za fiuta Diducha.
***
Do urodzin Larego zostały dwa tygodnie, a ja cały czas byłem w rozterce. Spotykałem się z Renatą na Tynieckiej codziennie. Ja, w przeciwieństwie do Diducha, byłem agentem bez firmy. Andergrandowym, a raczej blisko gruntowym. Bliżej pod niż nad. Wykańczała mnie recesja. Ale za to czasami miałem dużo niczym nie ograniczonego czasu. Teraz jak znalazł.
Piłem sobie jego winko i pożyczałem jego kurwę. Wiedziałem, że ona daje się pożyczać.
To mogłoby potrwać jeszcze trochę. Miesiąc. Może dłużej.
Na dwa dni przed urodzinami Larego, jadąc Trasą na Grochów, popatrzyłem na Grubą Kaśkę objętą przez słońce.
I powiedziałem stop. Lary to facet, który dużo mi wybaczył, a Beta nie będzie już skarżyć się swojej jedynej przyjaciółce w tym mieście, że zrobiły jej się rozstępy i markować roli żony takiego bęcwała jak Diduch.
Chuj mu w dupę i oby się spełniło.
***
- Wszystkiego najlepszego Lary, mam dla ciebie piękny prezencik!
- Kurwa, Ski, pierdolę twoje hausy. Mam dosyć twoich chujowych płyt. Nie zmienisz mnie. Zawsze będę słuchał tylko psychodeliczno-izilisteningowych soundtraków francuskich, włoskich i hiszpańskich, z późnych lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. W grę wchodzi jeszcze Eumir Deodato i składanka Blue Brazil One.
- Nie Lary, mam coś naprawdę specjalnego.
- Pewnie dubowe nagrania Gainsbourga, zarejestrowane na Jamajce ze Slajem i Robim.
- Znalazłem Renatę.
Chyba pierdolnął komórką o chodnik.
***
Był u mnie dosłownie po chwili. Wleciał jak ptak i nie wiem czy nie od strony balkonu.
- Gdzie ONA jest!!! No, GDZIE!!!
- U Diducha.
Wstrząsnął się chyba tak samo jak jego komórka.
***
Lary znał Diducha tak dobrze jak ja. Wszyscy razem studiowaliśmy prawo na tej samej uczelni, a potem razem pracowaliśmy u Polońskich. Powodzenie zachował tylko Dupek.
Lary nie umiał walczyć z Diduchem, nie krzyżował z nim rękawic, za to chętnie ukrzyżowałby go walcem drogowym, żeby wyglądał tak jak kot, którego zeskrobywaliśmy nocą z Grochowskiej, i który tak go ciekawił. Ja lubiłem i koty i Larego.
***
Przekonałem Renatę, żeby spotkała się z Larym. Najbardziej zainteresował ją dom zapisany Laremu przez ojca, adwokata. I jego wyjazd do Londynu do Times Valley na studia MBA.
Swoją drogą obrotna była ta dupa i wiedziała jak obracać facetami.
Po cichu żałowałem, że taki dobry kumpel przepadnie mi gdzieś na tej wilgotnej wyspie i wymyślałem scenariusze chryj, w jakie mógł zamienić się tam ten związek.
Do wykonania pozostała jeszcze najważniejsza część Masterplanu.
***
diduch.szef@okaz.pl
Witaj Diduch.
pamiętasz Larego? nasz kolega ze studiów.i z pracy też.nie pedał niestety.dostał dom na Or-Ota i imprezkę robi początkową.czuj się zaproszony.ale może Beta by się rozerwała tym razem.zaszczycisz?
pa
Ski
Odpowiedź nadeszła po godzinie. Tylko trochę nerwów.
ski@barmleczny.com
sie masz ski.oczywiście, że się czuję i zaszczycę.Lary to jest gość,nie taki degenerat jak ty.a Betę zobaczysz.oddała anioła mamie na kilka dni.a ta laska zniknęła.zbieram znowu na lot na księżyc.dawaj namiary.
pedale
Diduch-Szef
To już jesteś nasz - pomyślałem.
***
Impreza ciągnęła się jak impreza. Pan A, B, C, Pani X, Y, Z. Beta miała śliczną czarną sukienkę i rude włosy, a żadnych rozstępów nie zauważyłem. Tylko jej twarz stała się jakby bardziej pusta, ale zarazem dojrzała. Rozmawialiśmy o prozakach i remeronach. I o tym, że chciałaby znowu rysować, może też przy pomocy komputera. Powiedziałem jej o moim pomyśle na okładkę pierwszego numeru pisma, które będzie wydawał dtk. Grafika miała przedstawiać człowieka siedzącego przed telewizorem, na którego ekranie widać by było tego samego człowieka siedzącego przed tym samym telewizorem i tak x-razy ile to możliwe.
Podobało jej się.
Tymczasem Lary przygotowywał drinka swojego życia. Zmieszał co się tylko dało i dawało jakiś smak i wrzucił tam tyle kwasów ile było trzeba. Chcieliśmy podać kiedyś taki koktajl profesorowi Falandyszowi, ale przyszedł naczesany sam i wstawiał wszystkim co chcieli.
Próba kwasu miała nadejść dopiero teraz.
Ten chuj nie zasługiwał na szacunek.
***
I w końcu zostaliśmy we trzech: Larry, ja i Diduch. Z szefem wyraźnie było coś nie tak. Miał raczej niemiłe zwidy, bo strachał się, jąkał, śmiał i bąkał. Popijaliśmy czystą z gwinta. Jak za starych studenckich czasów.
Postanowiliśmy wyprowadzić walec z garażu.
- Marzena to Renata, a Renata to Marzena.
- Ła , ło, łu-Wy...
- Dziwka to kurwa, a kurwa to dziwka. Renata była kurwą, a Marzena była dziwką.
- Cu, ło, dyy... pedły!
- To mu zawsze zostanie.
- Marzena to Renata, a Renata jest z Larym.
- Gu gu, ło ooooo!
- A ty jesteś ścierwem i do tego ukrytym pedałem. Zaraz ci to udowodnimy.
Lary zadzwonił do umówionego lachociąga z Centralnego. Nie byliśmy źli tak do cna. Zafundowaliśmy mu testy na sidę i kupiliśmy gumki.
Kiedy przyszedł był trochę spłoszony, ale daliśmy mu koko i blanta. Ja, żeby było śmieszniej, sylwestrową maskę bardzo znanej, politycznej postaci.
- Dymaj go ile możesz, nie musisz się spuszczać. Wyobraź sobie, że rżniesz tych wszystkich gości, którzy kazali ci robić laskę - poinstruował Lary i włączył kamerę.
Trwało to, z przerwami, kilka godzin. Nie mogłem zbyt długo na to patrzeć i poszedłem spać. Wcześniej się porzygałem. Lary natomiast filmował do końca z zaciętą twarzą.
***
Lary pojechał na Wyspy. Zabrał ze sobą swoją laskę. Kiedy wyjeżdżali wyglądali tak pięknie jak zakochane poziomki. Tylko, że narzeczona miała zachwaszczoną przeszłość. "Ale cywilizowanym facetom to nie przeszkadza" - to usłyszałem w drodze na Okęcie. Ciekawe jak długo będę musiał czekać na kolejne mądrości Larego?
***
Kasetę wysłał Lary do zarządu "Okazu" i do fabryki pornosów pod Hamburgiem. Po miesiącu przelał na moje konto 6000 DEM, które otrzymał za swoje dzieło.
Długo zastanawiałem się co z tym zrobić.
Potem zacząłem przeglądać informatory o rekrutacji na studia.
Poszedłem do Bety. Siedziała sama z Angeliną w wynajętej kawalerce na Bródnie i dłubała coś w starych szkicach. Była przybita, ale spokojna. Jej oczy nabierały blasku.
- Od września rozpoczynasz naukę grafiki komputerowej. Opłaciłem ci licencjat. Co dalej to już twoja wola. A od poniedziałku widzę cię u mnie w biurze.
Była naprawdę szczęśliwa. Tak jak kiedyś, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ją w agencji Polońskich.
A Diduch? Chuj go wie. Wyrzuciliśmy go z Larym pod tym śmietnikiem koło pętli, na dole Centralnego, gdzie nocuje zawsze kilku lumpów.
Kiedyś wydawało mi się, że widziałem go poprzez tłum miasta w towarzystwie kilku nurków.
Podobno już wrócił do domu. Miał kiedyś rodzinę, ale nie umiał jej nic od siebie zaproponować.
Zrzuciliśmy go tak głęboko, ale znając jego kurewską siłę młota, prawdopodobnie za kilka lat nas prześcignie.
Niestety.
Uwaga: Autor zastrzega, że wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń nie jest celowe. Niech nikt nie poczuje się urażony!