[
2001/07/02 ]
Wzbudzenie (short dub remix), autor: Marcin Cecko, kategoria: wiersz
przebudzenie potrząsanie głową
zanim oczy rozszerzą swoje powieki i
widok rozklei się po ścianach słońce
wysyła zdania bez zbędnej interpunkcji
przebudzenie potrząsanie głową bez
gry wstępnej bez umizgów bez tytułu
bez dzień dobry wykrzyknik dobry wieczór
wykrzyknik
przebudzenie bez zbędnej interpunkcji bez muskania lizania
gry wstępnej dotykania opuszczonymi opuszkami
bez przyciągania jak fale bałtyckiego morza przyciągają
nieopalonych polskich turystów i ich żony turystki
oraz ich dzieci małe turyściątka
które jeszcze nie dojrzały nigdy w życiu
morza ani nie dojrzały by być pełnoprawnymi konsumentami
wszystkich mokrych morskich produktów takich jak ryba z frytkami
wódeczka piwko wódeczka lufka lufka dwa machy
mamo wykrzyknik
mamo piasek wszedł mi między nogi krzyczy na plaży bałtyckiego
morza dziewczynka o nieopalonej świeżej skórze
pachnącej ekologicznymi warzywami bez genetycznej modyfikacji
mamo wykrzyknik piasek mam w majtkach kropka drobne ziarenka
kwarcu bezmyślne małe twarde stworzenia takie jednolite
takie spokojne że mama wspomina swoją młodość która
również wydaje się monolitem twardą skałą przyjemności
i uciech jakie darował jej świat w ramach powszechnego kredytu
studenckiego życia kropka mama obficie go doświadczała o tak pieścili ją
młodzi studenci i młode studentki również ją pieściły mama
nie przyznaje się do tego od dziesięciu lat ale
teraz kiedy słońce gorące przecieka przez
jej kostium z lajkry albo innego jedwabiu kiedy roztapia
wyschnięty naskórek języka jej męża nieobecnego w niej
obecnie słońce teraz przypomina mamie jej dawną jędrność którą
teraz musi zastępować kostium i oto scena jaką rosyjski
satelita rozkochany w bałtyckich falach polskiego morza
precyzyjnie fotografuje uwiecznia i udowadnia
w rozdzielczości tysiąc dwieście na tysiąc sześćset
pikseli ziarenek drobnych kwarcowych kawałków świata
dwukropek oto dziewczynka kładzie się na rozgrzanym
ciepłem promieni uv ręczniku powoli i ostrożnie
rozszerza swoje coraz bardziej opalone nogi
które mama z wpisywanym w nią przez lata matczynym
profesjonalizmem oczyszcza z ziarenek głaszcze młodą
skórę i wspomina gładkie pachnące peerelem koleżanki
z roku z pokoju z kalendarza z korytarza z klubu
jazzowego z zabawy zza rogu z innego miasta z pociągu
innego świata cudzysłów chciałam mieć życie wolne
i swobodne chciałam móc robić to czego pragnę chciałam być artystką
chciałam prowadzić ruch wyzwolenia kobiet spod wszechpanującej
tyrani szowinistycznych penisów chciałam mieć piękne mieszkanie
i choć nigdy nie oglądałam katalogów cicho marzyłam o meblach
z ikei kropka jednak nie wyszło nie udało się gdzieś się zgubiłam nie
wiem kiedy to się stało że zgubiłam się i nawet tutaj na piasku leżaku
pod słońcem obok siorbiących stopy fal bałtyckiego morza czuję
się ostatnią jedyną zagubioną samotną kobietą poza
czterdziestką wykrzywioną karykaturą śmiechem nieudolnego
poety czuję się taka słaba taka mała kiedy to się stało znak
zapytania może jak poszłam
do pracy może jak wyszłam za mąż za mężem stanęłam sama nie wiem
kiedy umarłam kiedy roztopiłam się i od kiedy już nie istnieję od kiedy
niczego nie dotykam niczego nie czuję nawet moja córka jest taka nieprawdziwa
składa się z małych pikseli piasku który ścieram z niej pracowicie i już
jej nie ma kropka koniec cudzysłowu
przebudzenie skupienie roztrząsanie
metro ta churgocząca dżdżownica
zawiozła mnie do ciebie przez mały tunelik
wężyk światła wężyk powietrza wężyk pustki
dziurki w środku myślnik dowiozła mnie daleko
na zawistny ursynów na zgryźliwy imielin
przyszedłem nie przywitałem się dałem
prezent przedstawiający zamyślenie skupienie
patrzenie w okno
za oknem cieknie mleko gęsta biała farba
która ubrudziła mnie zimnem tak srogim że
boisz się zbliżyć kładę swoje obolałe ciało
antybohatera sitkomu na zachodniej licencji
na materacu i słucham jak trzeszcząc prawda
wychodzi na jawę ale trzeszczy tylko w moim uchu
i moim mózgu tylko tam te dźwięki
potem od razu mnie prostujesz do ostatniego metra
zostaje niewiele czasu ale i tak jest mi wszystko jedno
nie oddam ci ani grama swojej energii z której mogłabyś ulepić
coś żyjącego i bełkoczącego nie oddam ani grama
taki jestem narkoman że nawet pół gramika ci nie oddam
całość zatrzymam dla siebie całość swojej promienistej energii
elan vital czy co tam jeszcze można na to wymyślić i
dam się wyrzucić z mieszkania które było biurem twojego
byłego faceta tego cwanego biedaka któremu z całego szczerego
serca chociaż całe z zawrotną pewnością nie jest szczere
współczuję i chętnie zbratałbym się z nim w cierpieniu w
porzuceniu w zimnie ursynowa którym teraz mnie częstujesz
i okładasz jak twardym wałkiem nowej generacji o dużej sile
wrażenia kropka niestety nie dane jest nam się zbratać
bowiem jak podejrzewam on nieco inaczej zrozumiałby
to pojęcie ten przyjacielski termin i miałbym sine odciski
w męskich miejscach takich jak na przykład oczy czy
policzki czy skronie takie spięcie między kulturą a kulturystyką
więc postanowiłem że nie oddam razem tak postanowiliśmy
żadnych wytrysków pomyślałem sobie dobrze
odpracuję żałosną historię męskości w której
mężczyźni bojąc się posądzenia o pedalstwo zmuszeni
byli bezwzględnie wykorzystywać bez mrugnięcia bez mlaśnięcia
płaczliwą wrażliwością odpracuję i odpokutuję wolno ubierałem się
pracując nad smutkiem każdego ruchu najwięcej problemu sprawiło
zakładanie skarpetek ale i z tego wybrnąłem z klatki schodowej z klatki
poręczy z klatki podręcznych szkolnych macanek wyszedłem dawno
w ciemny żar mrozu w oślizgłą czeluść bytu z daleka trzy długie kropki
przypomniałem sobie sen
jestem w mieszkaniu babci na kole
nagle telefon dzwoni i mówisz mi że właśnie jesteś
w hiszpanii i że pojechałaś z mariuszem a kropka
organizatorem warszawskich dni letniego jazzu
co za absurd oczywiście przypominam że propozycja
wyjazdu do hiszpanii ufundowanie takiej wycieczki
to wycieczka osobista to osobista propozycja
to zobowiązanie związanie zacieśnienie relacji
sugestia pokonania intymnej przestrzeni jaka
chroni cię przed złymi ludźmi przed takimi
osobistymi wycieczkami do hiszpanii myślę
że trzeba się obudzić i łudzę się
tyle jeszcze zostało
zostało kilka ostatnich minut dnia
tej otwartej do późna w centrum miasta
szpilki światła szpilki która wbita lokalnie
w autoryzowany punkt serca potrafi rozbudzić
mnie z ostatnich nocy z ostatnich błędów
stłuczek wypaczeń rozgrzeszyć nawias
chociaż bardziej rozgrzeszać się już nie mogę nawias
te wszystkie zaułki wyobraźni w których ciągle ostatnio
przebywam opatulony i opatrzony wszelkimi używkami
otumaniony opuszczony opustoszony słaniający się
wracający pierwszym lub ostatnim nocnym wracający
prosto do ciepłej kołderki do bezpiecznego bo pustego łóżka
tyle jeszcze zostało powracającego z obudzenia z rozbudzenia
z obrzydzenia powracającego w sen
i tak to się kończy ta solarna zbrodnia
ostatnim świadomym oddechem
który swoją siłą odgania ostatniego
szpiegowskiego satelitę w nowiu a nie w pełni
sprawny na umyśle podmiot oddala się
od dnia a dzień oddala się w stronę
nocy w tę negatywną stronę mocy
oczy bez śladu widzenia
oczy w niepamięci
oczy w zamknięciu
oczy w klatce
schodowej na twoje piętro gdzie
drzwi kiedyś będę czekać na mnie ze
stanowczym otwarciem stanowczym
powitaniem przytulnym
stanowczym byciem stanowczym
postanowieniem wyjazdu nad patriotyczne morze
bałtyckie wspólnie z córką o której istnieniu
jeszcze nie mamy pojęcia jak będziemy już poza światem
poza kolejną dziesiątką lat ubrani w jędrne kostiumy
pamięci objęci w ciepłe zasłony słońca fal
ruszających się miarowo stylistycznie
równo rytmicznie powoli spokojnie

Brak komentarzy