[ 2001/06/11 ] Bio (chemia, fizyka, biologia), autor: Potas, kategoria: tekst

Postawienie diagnozy, co mi jest, zajęło mi 6 lat. W międzyczasie jakaś niezbyt rozgarnięta doktor psychiatrii obwieściła mojej najbliższej rodzinie, że to schizofrenia. Rodzina była zapatrzona w nią jak w obraz, a widząc moje wymięknięcie po zastrzyku z roztworu litu, przyjęła to nieszczęście w ciszy i skupieniu. Co prawda nie wcielili mnie z tego powodu do armii, ale pozostałe konsekwencje takiego dictum były dużo mniej przyjemne.
Gdy pojawiałem się na szerszym gremium rodzinnym, ród patrzył na mnie z jakimś dziwnym pobłażaniem i niejakim politowaniem. Samemu nie odczuwałem stanu innego jak mocne przygnębienie, potocznie zwanego "głębokim dołem", ale zacząłem podejrzewać się o paranoję. W swojej naiwności nie spodziewałem się przecież, że moje zachowanie pokątnie zostało omówione na szerokim forum publicznym z sąsiedztwem włącznie. Nikt poza mną samym nie wiedział, co dzieje się w moich neuronach, za to każdy wiedział, co to jest schizofrenia. Schizofrenik równa się wariat.
- Cip, cip, cip, cip, świruś. - wyciągały do mnie paluszki dziatki, matki dziatek i ich dziadki.
A ja schodziłem głębiej, głębiej i coraz głębiej. Przez 133 dni nie opuściłem mieszkania. I nie robiłem tego za milion złotych. Kto by to, kurwa ścierpiał. Ja też nie! I kiedy wreszcie schodziłem po schodach pulsowało we mnie:
- Jesteś wolny, wolny, wolny !- Nie tam jakieś głupie freedom Świetlickiego !
Ale na końcu schodów były drzwi na zewnątrz, a na zewnątrz ŻYCIE, od którego tak długo byłem odizolowany. Zawróciłem więc na górę, a potem jeszcze raz na dół, i znów na górę i znowu na dół. Najlepiej czułem się pomiędzy klatką (klitką), a ŻYCIEM, kiedy się w nim zanurzyłem, mało się nie porzygałem.
Codzienny trening czyni jednak mistrza, a mistrzowie miewają niestety kontuzje. No i dzisiaj mistrzowie muszą się wspomagać, bo konkurencja jest silna, a i stawki wysokie. Każdy trenuje ŻYCIE do upadłego, w różnych dziedzinach, ale zawsze najwydajniej jak może. Pani hetman-doktor Chmielnicka, notabene anielska Angela w drugiej fazie pokwitania, zaleciła mi przejście na emeryturę. Kocyk, książeczka, komputerek, bez stresów nagród i kar. STABILNOŚĆ, STABILNOŚĆ i MARAZM. Bez zbytniej radości i bez dużego smutku.
Ale ja kochałem TEN SPORT. Nie znalazłem swojego psychologa ani psycholożki. Wybrałem chemię. Pernazyna, Haszysz, Tisercin, Wóda, Lexomil, LSD, Koaxil, Lorafen, Remeron, Bordeaux. Piwo spożywałem na posiłek.
Falowałem tak kilka latek nie zaznając miłości, skazany na potępienie, przytulając się do muzyki i kobiet poznanych w niewyjaśnionych okolicznościach, zgłębiając bezużyteczne kierunki studiów i załatwiając dziwne transakcje. Często podczas najbardziej wzmożonych wysiłków sportowych moja ostatnia czysta komórka zauważała, że inni zawodnicy drwią ze mnie i ta ostatnia komórka zaczynała napawać się kontrszyderstwem, wylewała je na zewnątrz, ale, co najgorsze, i tak na końcu stawała do mnie okoniem:
- Ha, ha, ha, ha - ty głupi, nieokrzesany pojebie.
I zauważałem, że to ja chichram się sam z siebie. JA, całym mną, sam z siebie wśród innych i z innych samych.
I przestałem lubić ludzi, co nie znaczy, że nikogo nie lubię lub nie lubię jakiejś określonej grupy społecznej. Nie lubię przebywać wśród kast i dualnych komórek hermetycznie zespolonych w dążeniu do kontynuacji bytu i realizujących opisane przez socjologów cele. Jestem wolnym elektronem, który chciałby się gdzieś przysłużyć.
- Nie nadajesz się do tego, nie nadajesz się do tamtego.
- CO TO BĘDZIE, jeśli do czegoś się nadam !???
Teraz wiem już wszystko o DEPRESJI, nawet takie historyjki jak tak, że Diesel, ten od silników, cierpiał na nią przez całe życie i w końcu nie docierpiał. Słucham sobie pięknej muzyczki miłości i wraca we mnie pogoda. W turboprzyspieszeniu uwalniam się od kolejnych zużytych blokad nijakości i oddycham świeżym powietrzem. NIC mnie NIE OGRANICZA. To JA mam czerpać, a nie poddawać się czerpaniu. Plus 20 stopni.
I nagle, kiedy kończy się płyta, dochodzi mnie zza okna zduszony falset dwudziestoletniego marihuanisty:
- Kurwa, Monia, co ty wiesz o życiu, kurwa.



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 1 i 1 *:  
* - pola obowiązkowe.