[ 2000/11/30 ] Powolne zwijanie się zwojów, autor: Katarzyna Książek, kategoria: tekst

Nad zlewem rzeź się tajemnicza rozgrywa
Nikt nie wie, co ofiara jej teraz przeżywa

Wylałam barszcz, tylko wylałam stary barszcz
Utkwiłam oczy w tym punkcie, żeby zaczepić się gdzieś, byle gdzie

I wydobywam
Z zera mnożąc przez wielokrotności - powstaje litera
Spada ze mnie ściana mokra od grzyba albo i od łez

Weź co chcesz, ale proszę cię, nie odmawiaj, weź

Lubię, nic nie poradzę na to, że lubię, no mogę poradzić, oczywiście, ale nie chcę, bo przecież lubię to uczucie rozkładających się procentów we mnie, przetaczanych razem z moją nieczystą krwią, łączących się z nią,
trudno się nie powtarzać, kiedy naprawdę lubię, gdy nic mi nie każe, czyli jestem wolna na chwilę jedynie - czyli mogę się rozpłynąć całkowicie w tej zmroczonej krwistej rzece, której nie mogę obłaskawić ani pojąć odrobinę lepiej, ani zapanować, umodlić, ukoić, zaspokoić, ale lubię, przynajmniej tyle mogę sobie zrobić przyjemności o zmroku, o godzinie 22.05. nie mniej ani nie więcej odrobinę, tylko tyle, żeby odczuć, że gdzieś, kiedyś i nie wiadomo dla kogo, może nawet i dla mnie świat jest zupełnie kolorowy i bajecznie, niewyobrażalnie wprost nie mówiąc już że zajebiście niezwykły

Chciałam zadzwonić, nie będę może już dzwonić, potem trzeba zapłacić astronomicznie niebotyczny rachunek, a nic więcej nie zostaje oprócz pustej kieszeni i wnętrza wypłukanego doszczętnie, może lepiej tym razem nie dzwonić,
odpuścić sobie wszystko i pierdolić
głupoty tak jak inni każdego dnia czując się okropnie kimś niesamowicie ważnym
kończy mi się alkohol oraz odporność organiczna na wszelkiego rodzaju sytuacje, czyli życie, mówiąc w wielkim skrócie szykuje dla mnie nowe niespodzianki, o których dawno wiem, że nadejdą, bo muszą nadejść, tylko że tak bardzo nie chcę, ani się nie przygotowałam na nie, ani się nawet nie zamierzam i nie przygotuję, bojąc się że będą, a nawet gdy czuję
ich bliską obecność, udaję, że nie obchodzi to mnie zupełnie, tylko odrobinę frustruje nieznośna ewentualność,
jestem zakłamana do szpiku kości, choć staram się zazwyczaj mówić prawdę, chyba że idę w gości, to wtedy trzeba schronić się za fasadę czasem nawet wymuszonej grzeczności, ale ja przecież nigdzie specjalnie nie chodzę, to nie ma o czym mówić, trzeba pójść się
napić? położyć? kąpać? czytać? a może i zabić?
Napiłam się, dzięki temu zrobiła się
Już całkiem inna godzina; od 22.05 dzieli ją już minut dziewiętnaście, czyli tyle, ile lat miałam, kiedy się za niego wydałam, wiedząc, że nie będę i nie jestem z nim szczęśliwa wcale,
to dopiero głupi banał by powiedział wieczny krytyk, który mieszka sobie bardzo wygodnie w moim rękawie
posunęłam się już w latach, grzbietach, zmarszczkach, a nawet nie czuję, żebym choć dotknęła świata. Może to i dobrze, bo pewno by mnie oparzył boleśnie.



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 2 i 1 *:  
* - pola obowiązkowe.