(opowiadanie o formie niedokończonej)
- Zawsze chciałem jak najlepiej ...
- Ale tylko dla siebie - powiedziała i wyszła subtelnie zamykając drzwi.
Taka była puenta ostatniej kłótni z M. Rozstaliśmy się wreszcie po czterech latach związku. W naszym wieku dwudziestu jeden lat taki dystans to szaleństwo! A jednak, dojrzewając w opiekuńczych wodach ciepłej przystani, nagle zacząłem tonąć.
Początek końca nastąpił kiedy namówiłem ją na wspólne studia na Wydziale Prawa UW (zresztą chyba dużo wcześniej). Dostała się ku mojemu zaskoczeniu. Odtąd zanudzaliśmy się, aż do wystąpienia odruchów wymiotnych na swój widok. Teraz M. była górą; ja miałem poprawkę z logiki, ona spędzała ferie w objęciach mojego kolegi. Czekałem sobie na lepsze zabijając czas w knajpach i zalewając przykre myśli piwem. W chwilach wolnych od rozważań o tym co się stało (M. z Bananem???!!!), śniłem o potędze swej wiedzy. Ciągnąc hasz powtarzałem przed egzaminem wszystkie znane mi związki przyczynowe. Łabądek przy pierwszym podejściu to tylko wypadek przy pracy. I to w jakim fatalnym okresie - dumałem - Teraz dostanę piątkę - starałem się rozumować logicznie. W przeddzień poprawki wsadziłem nos w książki. W samoocenie byłem najlepszy, w praktyce oblałem. Wyrzucili mnie z uniwerku. Znajomi zauważyli, że jestem prześladowany przez pasmo nieszczęść. Niektórzy nawet szczerze współczuli.
- Kurwa mać! - krzyczałem - Kurwa, co jest grane! I postanowiłem, że wreszcie nauczę się jeździć na łyżwach oraz załatwię szereg innych nie cierpiących zwłoki spraw. Póki co szedłem do "Giovanniego", mojego ulubionego pubu dla przeintelektualizowanej gawiedzi. Siedziałem tam godzinami {w ogóle to najlepszy jest www.barmleczny.com }, przepijając większość oszczędności i wpatrując się odważnie w oczy ślicznych studentek. Resztę wydawałem na haszysz.. W tym czasie w domu panował ekonomiczny regres.
Z tą knajpą była niezła heca. Być może ów lokal znacząco przyczynił się do mojej klęski na polu ducha i rozumu {w ogóle to najlepszy jest www.barmleczny.com}. Kiedy po ogłoszeniu wyników kwalifikacji, jako przyszły student, po raz pierwszy schodziłem w jego czeluść, nie sądziłem, że będzie mi drugim domem. Raczej nie sądziłem nic, gdyż byłem w takim stanie, że nie odróżniłbym własnej twarzy od jej odbicia w lustrze. Następnym razem moją bardziej rześką uwagę przykuły barmanki. Przepiękne kruczoczarne anioły. Cztery (sic!) najwyższej jakości towary: Agnieszka, Dorota, Gosia i Viola.
Po cichu obwołałem je swoimi muzami i dostałem schizofrenii pragnień. Po okresie dezintegracji skonsolidowałem pożądanie na jednej. Prawdopodobnie ze względu na podświadome zacięcie do wysokich kobiet, mój wybór padł na Gosię. Ilekroć otrzymywałem z jej rąk kufel "królewskiego" myślałem: niebo, chociaż pub znajdował się w piwnicy, a ciemna karnacja anioła przeczyła powszechnie przyjętym wyobrażeniom. Wkrótce za sprawą niemałych napiwków rujnujących budżet domowy i niekonwencjonalnego zachowania pod wpływem alkoholu i narkotyków, zyskałem mir w knajpie. Jako stały gość byłem rozpoznawany w progu, co objawiało się lekkim szmerem przebiegającym po sali albo w mojej skołatanej marihuaną głowie. Mój flegmatyczny spokój w typie T.Mazowieckiego, wynikający z przekonania, że gdy nawet jakiś zazdrosny facet targnie się na me życie, to i tak będzie to niewielka strata dla mnie, nie mówiąc o ludzkości, wzbudzał uznanie tłumu. Podobnie jak i spektakularne dysputy, które prowadziłem z przypadkowymi ludźmi według zakodowanych kanonów logiki praktycznej Ziembińskiego. Zdarzyło się, że dyskutowałem z doktorem filozofii. Pamiętam, że padł pod stół przekraczając dopuszczalną dawkę promili. Piłem ponoć z basistą "Wilków". Nie ręczę, bo mógł to być keybordzista lub zupełnie ktoś inny. Pewien typek przypomniał sobie, że przemycał ze mną amfetaminę do Niemiec. Kiedyś na mój widok barman wypuścił z rąk dwie szklanki, za co został usunięty z pracy. Dobrze, że nikt nie pstrykał zdjęć. Wyglądałem wtedy paskudnie. Ogólnie robiłem sobie markę.
Mimo przychylności gruntu, moja wrodzona nieśmiałość na pół ze skostniałą moralnością nie pozwalały mi porwać Gosi w wir rzeczowych rozmów i spełnić seksualnych pragnień. Co mówię?! Nie dawały nawet wydusić z gardła w miarę sensownej pogawędki dłuższej niż trzydzieści sekund. Manifestowałem bierność. Kiedyś, w dniu wolnym od pracy, usiadła obok mnie przy barze. Oznajmiła koleżankom, że wybiera się do "Sherwood", jednocześnie mocno kopiąc moją łydkę. Wybiegłem za nią, ale zrezygnowałem z powodu bólu nogi i dwudniowej bielizny. Nadal pozostawałem z Gosią w stosunkach towarowo-pieniężnych. Gdy jej nie było moje podziemne niebo rozjaśniały kuflami browaru trzy pozostałe ciemne gwiazdki.
I w końcu stało się! Do Gosi skutecznie przymilił się znajomek z prawa. Poszła fama, że bardzo ją zadowala. Mimo skomasowania mocno spóźnionych ataków, bliżej poznałem Małgorzatę dopiero podczas jej ostatnich minut pracy, kiedy szef wywalał ją na zbity pysk za defraudację dóbr konsumpcyjnych na rzecz swojego kochasia, razem z którym stałem bynajmniej nie całkiem prosto pod biurem, sypiąc zastraszającymi paragrafami z kodeksu pracy. Pozostałe muzy były nadal wolne i gotowe mnie obsługiwać. Nie zakazano mi wstępu do pubu. Twarz stałego klienta z naciąganą gangsterską przeszłością to potęga!
To zdarzenie zbiegło się z rozejściem z M. i wydaleniem mnie z uczelni. Wszystko razem wpłynęło na wzrost sprzedaży piwa marki "królewskie" w opiewanym lokalu, jak i na przypływ gotówki u okolicznych dilerów. Wybitnie nadszarpnęło moją kieszeń. Rodzina posiwiała, a nawet rwała włosy z głowy, lekko łysiejąc.
Podjąłem robotniczą harówkę w restauracji "Pizza Hut". Zostałem kucharzem pełniącym obowiązki pomywacza. Oszukiwany na umowach-zleceniach eksternistycznie szkoliłem prawo. Przegryzając "hot'n'spacy", kosiłem kasę na dalsze balety. "Giovanni" wciąż tętnił życiem i grzmiał moimi napiwkami. Sytuacja zaczynała się niebezpiecznie stabilizować. Resztki uczuć wyższych do M. przegoniłem dźwiękami Rage Against The Machine. Przypadkiem chyba z miłością do kobiet w ogóle. Czarne anioły zamieniły się w zwyczajne dziewczyny. Odpadła Viola, która znalazła swojego amanta. Agnieszka związała się z jednym z barmanów. Mogłem już tylko wzdychać do Doroty, gdy pojawiła się nowa Agnieszka. Kolor włosów - rudy. Pierwszy wyłom w imidżu lokalu. Następnym było zamalowanie na biało ścian zdobionych w graffiti i zakaz mazania pod karą grzywny oraz zwyżka cen piwa. Coraz częściej zaglądałem do konkurencji. Zaczynałem też nadrabiać luki w wiedzy przed wstępniakiem na Politykę Społeczną. Haszysz wietrzał szybko, a ja prułem żyły dla akcjonariuszy PepsiCo. Kreślony w fachowej literaturze obraz krajowego społeczeństwa przerażał mnie. Przez pięćdziesiąt sekund deklarowałem się nawet jako komunista.
Nowa Agnieszka okazała się przemiła i bardzo zmysłowa. Ponadto mieszkała kilka ulic za moim domem. Nie mogłem się jednak zakochać i, jak dowodziła pani psycholog w kąciku porad w jednym z poczytnych tygodników, brakowało mi ciepła przekazywanego w procesie przytulania mężczyzny przez kobietę. Zgroza! Przeziębiłem się i stałem się oziębły. Nocami wałęsałem się po Powiślu cytując artykuł Żołędowskiego o mniejszościach narodowych. W każdej chwili spodziewałem się ciosu bagnetem między żebra. Stałem się melancholijny i jak pies myśliwski węszyłem perfum Gosi, która mieszkała gdzieś w tej paskudnej dzielnicy. Kostniałem!
Rozgrzała mnie dopiero pewna Karolina ocierając swoim kroczem moje udo i wsadzając brutalnie język w moje składane przez chirurgów ucho. Działo się to na balandze w całkiem przyzwoitym otoczeniu. Niestety ; parametry pomieszczenia, brudna klatka schodowa, a szczególnie obecność stróżów moralności uniemożliwiły dopełnienie aktu. W rewanżu za skuteczną kurację wysłałem róże. Znów byłem romantyczny! Ale chciałem się pieprzyć.
Robiło się ciepło. Rósł popłoch wśród pań. Wraz z wiosennym wiatrem wessały mnie wargi sromowe kelnerki PepsiCo. Potem jej usta zaproponowały dłuższy związek. Interesowało mnie tylko ciało. Musiałem się wymknąć.
Olśnienie przyszło wraz z odnowieniem kontaktów z Marasem. W wyniku renowacji przyjaźni wylądowaliśmy w "Zielonej Gęsi" bardzo pozytywnie mentalnie nakręceni. Tam po raz pierwszy zobaczyłem Monikę. Model wyczynowy, dla koneserów. Stan cywilny: wolna. Przyszły zawód: filolog słowiański........
(jeśli chcecie więcej dopiszcie coś sami, albo wyślijcie zapotrzebowanie na jeszcze do mojego mecenasa artystycznego - barmleczny_małpa_barmleczny_kropka_com)