[ 2000/11/02 ] Stare, autor: Agnieszka Słodownik, kategoria: wiersz

RECESYWNA cecha moja
wcale nie ustępowa
gen dominujący barwę czerwoną
narkotyczne tablety
to fajne szalety bo spuszczają wraz z wodą
z rezerwuaru świadomość moją

***

Co mnie we mnie
cekiny obchodzą; zachodzi światło
nie ma nic
nawet nicości
widzę niebiesko siną żyłę
między rozciętą skórą
to krok ważny nieważny
taki czy owaki smak słony
mojej wewnętrznej strony
ciężkie powieki

***

Jestem skończonym cieniem
i zmaltretowaną maszyną
do robienia min

***

Egzystencja nocna
krople do nosa
duszenie się
duchota
duszności
brak tlenu
brak wszystkiego
niewyspanie
czekolada, banan, kawa
zajady, zimna
zimno, dreszcze, śnieg, zawierucha
nerwówka, głupota ludzi
egzystencja nocna

***

Nic już być nie może niestety
loki spadają na twarz ponadczasową
zachowaj zawsze minę moją wyjściową
brudne myśli, niebieskie myśli
broń, naładowany ironią język
nie do użycia, wiedziałeś gdzie uderzyć
żebym ciągle była zakneblowana
ty kiedyś na siebie wybuchniesz
jestem naładowana
zobaczysz sam jak okropnie cuchniesz

***

Zabiłam wczoraj
spojrzała na mnie z dna sedesu
i spłynęła
ale jestem głupia
przecież to tylko ryba

***

Szamoczę się
rano
z mordą w talerzu

***

Jest statek kosmiczny mną
kadra siedzi sobie w wieży głównej
i kontroluje świat
wyglądają na niego przez szklane oczy
i kontrolują każdą część statku
reperują awarie i usterki;
i robią ze mną eksperymenty mali ludzie
by obejrzeć wszystko jak się patrzy

***

Nie chce mi się nic mi się nie chce
matematyka sen mnie zwija w rulon i pali
ze mnie skręta
puf puf puf
spać mi się chce !

***

Biustonosz w kwiatki
majtki w ciapki
brudna skarpeta
na mordzie tapeta
oto ja - kobieta

***

Kiedy idę pieszo
boję się czy PIESI mnie nie POWIESZĄ
but ma znaczenie
a nie słyszenie
banalne ważności malutkie
Wysokości
aksamitne papierosy i krótkie włosy
obdarte rozmowy pot krowy
Zenon był idiotą, zmarł zimną listopadową nocą.
O 8:15 go pochowali.
Potem udawali, że się nie znali.
W roku 79-tym
Urodziłam się dzieckiem wątłym
teraz mamy 97-my
odwrotność tamtej nocy
bez mocy
kataklizm
w takie dni jak dziś
mam ochotę wziąć i odgryźć sobie dupę

***

Leżę sobie jak zwierze
bo mnie ochota
na to bierze

***

Słaba nie słaba
zawsze to kawa
nie oszukam tkany
alergia to alergia

***

Kobieta

Nie mam okresu
jeszcze nie mam okresu
wreszcie mam okres
mam okres
jeszcze mam okres
już nie mam okresu
nie mam okresu

***

Mordercy i kochankowie
będą zawsze
końcem
życia

***

Wala się tu jakaś skóra
po podłodze
jest jej także cała fura
na mej nodze

***

Zjem naleśnika z dżemem
każdy ruch obserwowany z najwyższą dokładnością
każdy oddech wywołuje jakieś głosy z pokoju
AAA
potem jadę autobusem i boję się, że ktoś wyda z siebie
głos z pokoju

***

Muszę wstać o siódmej
muszę wstać o siódmej
pacierz na dobranoc

***

Jaka zajebista lampa
ten
księżyc

***

Kazał mi klęczeć
przed sobą
prosić o litość
dawał trochę ciasta
a potem kazał wypluwać
wywyższył się
pokazał swoją wielkość
pozostałam dla reszty
nastoletnią dziewczynką
która nie studiuje
ładna, ale nie studiuje
zgniótł mnie, zatrzasnął w piwnicy
i kazał czekać na jego lepszą
chwilę
smutno mi się zrobiło
ale nie mogłam jeszcze pokazać
jeszcze trwała wycieczka
jeszcze nie byłam u siebie
w pokoju
szturchał mnie
poszturchiwał
a potem 'no co?'
potem pokazywałam swoją niechęć
zwykłym milczeniem
bałam się awanturować
bo mógł uderzyć
jakbym przesadziła
nie mam siły
muszę wracać zawsze do domu
muszę zawsze tam w końcu wrócić
smutne to wszystko
ale nie można pokazać
i nie ma do kogo pojechać

***

Prawie nic we mnie dziś nie ma
wraz ze zwymiotowaniem obiadu
pomieszanego z alkoholem
zwymiotował się umysł
oraz wszelkie emocje
wdychanie dymu
wydychanie charakteru
pozbywanie się jakiejś ochoty
i nie-ochoty
a i z ciała pozostaje
jedynie cienka powłoka na kostkach
brzuszek taki malutki
odzyskanie delikatności
i subtelności
właściwej formy kobiety
kruchość
spokój i milczenie
mmm

***

Męczy mnie nawet
proces jechania tramwajem
na żoliborz
tłum
emeryci, emerytki, kobiety
w ciąży
śmierdzący fetorem mężczyźni
wrzeszczące dzieciaki
gapie
na gapę jadący

***

Tak, tak, wiem
jestem śliczna
piękna
doskonała
jasną skórę mam
i piękne usta
i krótkie włosy i chuda jestem
i piegi mam na ramionach
i długie nogi mam
i w ogóle, kurwa, jestem zajebista

***

Rzygać się chce na tę
okoliczność
nie przyczyniać się do
przeludnienia
nie niszczyć
jednostki osobowej
naleciałościami
rodzinnymi
psychologicznymi
nie powielać
złych wzorów

***

Boli neuron
i komórka z tkanką razem wzięte
umiera palec
nie mieszczę się w fasonie buta
i nogawki
nie umiem ryczeć
nie umiem rozpłakać się
zwyczajne sobie tak popłakać
potem wytrzeć twarz
stwierdzić, że już mi lepiej
zabudowaną mam skorupę żółwia
bez otworu na łapy i głowę
bolą mnie żuchwa i ucho
i kolano uwiera mnie w głowę
no co ja mam do cholery
zrobić
mamusiu-kot
tatusiu-telefon
płaczę tylko kroplami do oczu

***

Ja teraz chce żywej osoby
a nie jakiś tam rozmów
z obcymi twarzami
jakiś komputerowych badziewiastych
nieznajomości
beznadziejnych naciąganych
obcych
żeby fizyczność mnie
przytuliła po prostu

***

Czuję słabą egzystencję
na dnie każdego członka
w każdym z dwudziestu paznokci
jeżeli zaraz nie znajdę się w kloszu
to porzygam się łzami po twarzy
jeżeli zaraz stąd nie ucieknę
to umrę znowu dziś umrę
po raz kolejny
patrzą się gapie
o wielkiej gapiącej się łapie
dupki

***

Chyba włos
ale z grzywki
ale za krótki
jednak rzęsa

***

Kiedy będę sama
sama sobie wskoczę na barana

***

Jest tu takie, koło bloku i parkingu
no... jakby pole
no tak
bo tam są chwasty, szkło się wala, śmieci, pety, paczki po papierosach,
strzępy gazet, plastikowe syfy i trawa
rośnie też
dziś szłam przez ten kawałek zieleni
i odczułam dziwną przyjemność,
że podłoże było nierówne
i w każdej chwili można było wyrżnąć orła

***

Bluzka z wielgachnym dekoltem
pozostanie jednak na wieszaku
nie będzie wyjazdu
nie będzie kuszenia Adama
nie będzie adoracji
jestem nikim w golfie

***

Rzeczy
wylatują mi z rąk
wymykają się
bo się zagapiam

***

Ludzie z kościołów
ja ze skarpetą w ręku
wywieszam pranie
na balkonie

***

W moim domu
nastąpiły
drastyczne zmiany
ojciec kupił nowy kran
i wymienił ten stary
co to miał
uszczelkę jakąś nieszczelną
i przeciekało
w łazience nad zlewem
ten nowy jest
taki fajny i ładny
że od razu się rzuca w oczy
po wejściu do łazienki
łeeeeeeeeee

***

Agnieszka Pomykała
Agnieszka Osiecka
Agnieszka Cudna
Agnieszka Niewiadomska
Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Gacka
Agnieszka ta Święta
Agnieszka Słodownik
same, kurwa, agnieszki !?!
(staram się na to patrzeć ze świetlickim spokojem)

***

Without my body
would I be nobody ?

***

Adoruję cię
i wychwalam pod niebiosy
żadne twoje ciosy
nie trafią w moje nosy
(gdybyś próbował odtrącać)

***

dla siebie wyuczę się
nowego języka
i wyliżę podłogę
tej całej jebanej
PIWNICY ŁEEEEEEEEEEEE

***

O KURWA !
oddać się tamtej piwnicy
i sobie drzwi od środka
zakluczyć
i złych nawyków
się ODUCZYĆ !

***

Niosę swoją twarz przez miasto
niech sobie napatrzą
niech mają przeżycie metafizyczne

***

Jestem ojcem
dziś na śniadanie znowu zjadłam szczypiorek
znowu złapałam kota za ucho
znowu nerwowo się zaśmiałam
dziś nawet nerwowo wygrałam
dziś nawet nie jestem sama
boję się sama coś zadecydować
nie dobrze i gorzej
jutro pewnie przytyję
a pojutrze zostanę prezesem LOTu

***

Bardzo chcę się lubić
sama siebie tulić
całować się w ucho
kłaść pod poduchą
i myśleć jak to miło
jest być dziewczyną
pić wodę
jeść sałatę
oglądać brzuszek ( jaki ładny )
i nogi i siebie całą
będę konkretną istotą
człowiekiem-kobietą

***

Wyjechali
deszcz sobie pada
kawa z mlekiem
golf
szare kłębiska chmur
idylla

***

Śpię pół dnia
para leci mi z ust
( maj )
polowanie niecelne
jakieś dziwne myśli
( w ogóle myśli ? )
jakieś niejasne cele
( jeżeli cele.......)
po prostu szaleństwo i bałagan

***

Znowu jakiś wyimaginowany typ
znowu chce mi się przez niego żyć
typek najwyższego lotu
kolejnego wymyślonego sobie wzlotu !

***

Ok. 14-tej
staję się mumią
wyłażące ślepia
nie mrugają
stoją utkwione w punkcie
( ściana, spinka, okno, plama na oknie )
a potem 17-ta
mrug
koniec mumiowania
ożywienie
o 3:22 zaczynają terkotać ptaszyska
doba jest pełna stanów

***

Betonowy prostokąt
topi się w deszczu
ot - przeżycie metafizyczne

***

Krzywa Pizza w wieży siedzi
I od wczoraj w nic nie wierzy
wiara opuściła serce
tak jak czystość na mej ręce

Pizza żyje już w zagrodzie
ulegając nowej modzie
pali trawkę nie zważając
że zaraz będzie skakać jak zając

Zmienia mody i nastroje
jakby było w niej ich troje
nigdy się nie ustatkuje
bo...ona nic a nic nie czuje !

***

Wyrzucam moje resztki
obcięte paznokcie
i włosy wypadające rzęsy
naskórek
katar
sedes
cała jestem ciałem

***

Czasem czuję się jak fenomen
wyjdę tylko na ulicę
a wszyscy ah !
co za objawienie
tak jak dziś
już nie da się być piękniejszym

***

Jesień mi
liściem spadła
na głowę brązowym
wraz z żółtym ciepłym
światłem
wraz ze swetrem
bo u nas ta jesień to naprawdę..

***

Od czasu do czasu
globalne golenie
i skarpetkowe takie żarty
z rajstopami
i spódnicą

***

Wstałam o 7:30
zjeść, umyć się, ubrać i pójść do OTIRO
wstałam, zjadłam, do połowy się ubrałam
usiadłam
pomyślałam
wstałam znowu usiadłam
chwilę pomyślałam
nie, zostaję w domu, może później
na razie państwu podziękujemy
deszcz pada a ja mam katar i jest wiatr
i kaszel
mnie się na tyle nie chce
żeby na taką jasność się wystawiać
na to maksymalne światło
może za miesiąc, dwa jak wszystko się uspokoi
a na zewnątrz będzie już naprawdę ciemno
ciągle ciemno jak to w listopadzie, grudniu
no i co z tym wszystkim będzie
pewnie nic, znając życie



Brak komentarzy

Imię i nazwisko *: 


Email (nie będzie publikowany)*: 


Komentarz *:

Dodaj 2 i 5 *:  
* - pola obowiązkowe.