|
|
Archiwum:
[2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień listopad ] [ 2008 ] [ 2009 ] [ 2010 ] [ 2011 ] bene Little boys and little girls Playing parts in little worlds Little girls and little boys Properties are little toys Inside the doll's huse the game begins Girl is the princess and boy's the prince Feeling secure from the ogre who's sitting in the playground They've got a jingle in case they fight That will decide who is wrong or right Gotta be friends and behave if they both are ever going to be crowned Boy's got a toy-gun in case of war And that is just what he's waiting for Girl rocks her doll's pram pretending the Barbie is a baby Boy tries his best to be hard and cool Girl to be soft as cotton wool Prince is a gentleman and the princess is the finest lady They know exactly how to play They know exactly what to say 'Cause they have served their apprentice-ship Prince wants the princess to watch him fight She says that she doesn't think it's right But he wants to show her that she is together with a winner Outside the doll's house the ogre starts Shaking the house till it falls apart Princess and Prince gotta run unless they're gonna be his dinner Running together with equal goals Better be home playing with adults Mum saying: "It's just a game", and they don't have to worry Inside the kitchen the game begins Mum is the princess and Dad's the prince Kids getting bored by watching a copy of the same old story They know exactly how to play They know exactly what to say 'Cause they have served their apprentice-ship love is the drug extended for me bene there is this old woman she lives down the road you can often find her kneeling inside of her hole and i often ask her "are you looking for the mother lode?" huh? no. no my child, this is not my desire and then she said i'm digging for fire [4x] there is this old man who spent so much of his life sleeping that he is able to keep awake for the rest of his years he resides on a beach in a town where i am going to live and i often ask him "are you looking for the mother lode?" huh? no. no my child, this is not my desire and then he said i'm digging for fire [4x] mltr From oldskul with love: Mash-Up – Europejski Wieczór Integracyjny, Kraff (BassKontrass) & mltr (barmleczny.com) Seria sesji "Mash-Up" to mikstura muzyki lat 70, 80, 90-tych oraz ostatniej dekady w jej najczystszej formie. Od soul, funk, lazy jazz przez intelligent pop, trip-hop, downtempo po abstract hh i digi-dub. Tam gdzie Massive Attack spotyka się z Air, a Beastie Boys z legendarnymi płytami Ninja Tune i Warp Records czy ‘Earth’ LTJ Bukem'a, a Anna Jantar z Shirley Bassey mamy "Mash-Up". Pozytywne, odprężające ciało i pobudzające umysł nagrania wyselekcjonowane specjalnie na wieczory "Mash-Up" to rarytasy, remiksy, strony b-singli z kolekcji "Mash-Up Kolektywu", który tworzą znający się od lat dziennikarze muzyczni, animujący niemal od dnia pierwszego warszawską scenę klubową. Europejski Wieczór Integracyjny – chcielibyśmy oprócz krajan przyciągnąć na nasze eventy do Hydrozagadki również obcokrajowców mieszkających w Warszawie i zasymilować ich z Pragą, historią oraz kulturą miasta, w sympatycznej atmosferze klubowej przestrzeni, na jednym z najoryginalniejszych podwórek metropolii. pierwsza sesja 26.11 (czwartek) klub Hydrozagadka ZAPRASZAMY! mltr add this song to your heart: http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&VideoID=62636917 add this song to your life: http://www.youtube.com/watch?v=Z8Y1MalRrDc mltr http://www.youtube.com/watch?v=BM9yCk4IB8w http://www.youtube.com/watch?v=w4-5GbnoWDs&feature=related mltr Zoot Woman - Things Are What They Used To Be płytą roku 2009? ma wszystkie atrybuty. mltr pamiętaj dupo pełnynocnik, TO MY CIĘ UTRZYMUJEMY z podatków i dajemy głos wyborczy. MY - PUBLICZNOŚĆ FESTA. MY - SPOŁECZEŃŚTWO WAWY. NARÓD. mltr świetna ta lalka. a w Plnie B ukochanym grają muzykę miłości. house. ludzie bawią się świetnie. UFO wylądowało na placu 3krzyży, co prawda wmiksowują "Trash" The Whip, o którym pisałem w Laifusie, ale klimat jest nieziemski. alternatywne blondyny w miniówach tańczą "I'm sexy". jest wolność. PANUJE wolność. jest dobrze, a nawet bardzo. śmierdzi czasami Kerouaca. pewnie teraz się rozbierają ;) Razorligt wyjebał wszystko, a pełnomocnik bufetowej mało się nie ze srała z tym swoim głosikiem i "my kcemy być stolycą kultury". spadaj babo. nie podwyższaj czynszów komunalnych o 100% podstawy, to będziesz miała normalne ceny w sklepach w centrum. fakoff! mltr Velafax 75mg + Abilify 15 mg + Bloc Party - Intimacy Remixed (2009 Wichita) daje mi cholerny spokój. DELIKATNOŚĆ. ale nie taką pedalską DELIKATNOŚĆ. DELIKATNOŚĆ, która pozwala rozwierać cipkę opuszkami palców. przed włożeniem języka. CUDOWNĄ DELIKATNOŚĆ. apropos: umówiłem się na Razorlight ze śliczną brunetką, jakieś 20-lat. na jutro (dziś). ona czeka na N.E.R.D.. pewnie wymięknie. zobaczymy. Magda jest zajebista. najlepsza 20-stolatka jaką poznałem w życiu, już widzę jak stawiam dom i kupuję 100metrowe mieszkanie na Ochocie. ;) to był zalążek wzajemnego uczucia. bez pozerki i pieczeniarstwa pieprzonego getta próżności. wawy. w Kulturalnej kilometr kolejki po piwo, poszedłem dalej. ogródek bez kolejki. najmilsza obsługa. WAWUNIA. mltr ezio & LES ONDES Motorbass Barowa BAR MLECZNY PRZESYŁA WSZYSTKIM, KTÓRZY WCZORAJ PRZYSZLI DO POWIĘKSZENIA MEGA UŚCISKI mltr na after z CAM'em zadeklarowała się ponoć Alice Russel i Morcheeba. hehehe :) podobno ludzie jadą specjalnie z Bydgoszczy i Poznania. gites! mltr boję się, łapię niezidentyfikowane lęki egzystencjalne i ten pieprzony melancholijny flow. jest tak jak w pierwszym akapicie mojego opowiadania Miejski chłam. rozmawiam z lekarzem o Syzyfie, a doktor mówi: "Po co pan WTACZA ten głaz? szkoda energii, damy panu komfortową windę!" ale on nie rozumie, że przekroczyłem wszelkie granice akomodacji i na razie nie istnieje enklawa, w której mógłbym się zatrzymać. boję się, że utknę w jakimś poronionym projekcie do końca życia. uwielbiam letnią Pragę w nocy, ci wszyscy ludzie z okolic Stalowej są fantastyczni i niepowtarzalni, mają styl, jakby powiedział Buk, spędzam sporo czasu na rozmowach o nieskomplikowanym życiu. w oparach alko. nocą jest tam wielu chętnych do pogawędek, szczególnie, jak kupisz browara. istota tkwi w prostocie, sens tkwi w miłości. takie wnioski. zrozumiałem, ze miłość polega na budowaniu zażyłości, mnie to nie wychodzi, bo jestem poddawany analizie, czego nie cierpię. pewne rzeczy wykonuję czysto intuicyjnie. po prostu widzę efekt z dużym wyprzedzeniem zdarzeń i intuicyjnie do niego zmierzam. była "żona" błaga mnie, żebym odstawił wszystkie używki i wyjechał na rekonwalescencję pod Puszczę Kampinoską, żebym koniecznie zrobił gruntowne badania stanu fizycznego. ponoć wyglądam na zrytego. dziewczyny w klubach dają mi natomiast 28 lat. zaczynam strasznie chudnąć. czy to się kiedyś skończy? barowa spoko, ludzie się zgłaszają z torbami rzeczy poza konkursem. nie jest źle:) mltr vajlent, byłem dzisiaj w Powiększeniu, pudło zupełnie puste! niedobrze. bradzo źle. trzeba docisnąć działania promocyjne. koniecznie muszę Ci pomóc załatwić to tivi. nacisne Gośkę. nie wydaje Ci się, że Masala to za mało na imprezę finałową? mogę spróbować ściągnąć poprzez Mes Brutaha kogoś z polskiej sceny etno/digi dub. kogoś wysokojakościowego jak cholera. Powiększenie ma jakiś budżet dla muzyków, czy wszystko jest charytatywne? lato to ogólnie grząski teren na wszelkie eventy klubowe. z Bass Kontrass mamy chrapkę zaimportować cały Underworld (szczególnie, że oni ładnie piją trunki ;) i Powiększenie byłoby idealne na event. może zrobimy jakiś ogólny barter? Maja nie zajmuje się programem artystycznym, a potrzebuję mieć tam miejsce na Underworld. każdy spec od programu ma swoje koncepcje, więc szukam przełożeń. zauważyłem, że w Powiększeniu jest nareszcie dobry sound dla publiki, a kiedyś mocno go krytykowałem na jednym koncercie. ale była to raczej wina akustyka, wiedziałem i mówiłem, że nie jest to na pewno wina pomieszczenia, bo tam na dole wszystko jest OK. może ktoś się na mnie obraził? ;) jesteśmy w kontakcie mailowym. barowa skandal??? tak tak skandal!;) barowa pełno francuzów? już się boję;) mltr słaby jest? ;) http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoID=2037772947 http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=10490058&searchid=bc3508a6-1fa0-463b-bb6d-28a28cb57f36 http://www.56.com/u51/v_Mjc2MDI0NzI.html http://www.youtube.com/watch?v=425rOjZ7ejo&feature=related mltr uffff, Bass Kontrass promował Cam'a i Bass Kontrass, ja z Ulką piłem Ciechana rządek dalej. mogłem pozostać diggersem. co prawda "publika" nie dowiedziała się, że ojciec Cam'a jest paryskim restauratorem i zapalonym promotorem jazzu (Birda), a Laurent to grzeczny chłopak po wyższej szkole biznesu i być może nie wydoi z nami polskiej wódki i łiskacza (wydoli) oraz, że selektor i opener są kompletnie wtórne i spóźnione programowo o 2 lata, muzyka zawężą pole poprzez wyeksploatowanie akordów, nut i rytmu i pozostaje już tylko osobowość, charyzma, dusza (mechan) twórcy oraz jego kompletne, bezgraniczne zaangażowanie w projekt, by było to coś. ale git. vajlent, kanał przekazu Kampusu jest dla Ciebie wstępnie otwarty, przekażę Ci mailem namiary. reszta to Twoje działania. Paczka została ruszona. mltr z takiej zapowiedzi jestem w pełni zadowolony: http://fpf.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=34:dj-cam-w-hydrozagadce&catid=16:news bardzo dobrze zrobione. amen. ;) mltr aha, vajlent, masz oczywiście free wjazd na CAM'a z bardzo limitowanej listy i zasiadasz w vipkowej antresolce Hydro obok artysty. będzie pełno Francuzów mieszkających w wawie via Instytut, więc raczej czyści ludzie ;) sam występ to gratka w Polsce, tuż przed premierą nowego longa. abstract hip-hop/jazz/downtempo. podobno Hydro ma wypożyczyć podwójny do normalnego soundsystem. jakie winko Pani przynieść i w jakiej ilości? :) cała przyjemność po mojej stronie :) [i doszły mnie, kurwa, słuchy, że będziemy się musieli wyprodukować z Kraffem również w tivi, uduszę ich, NIE CIERPIĘ! ;)] mltr i spróbuję coś wtrącić, mam pewną koncepcję :), ale nie wiem do końca co tam Kraff "zakontraktował", może zrobię jakiś zachęcający skandal? ;) Dieu Reconnaîtra Les Siens, czyż nie? ;) Barowa byłoby miło. będę się starać o takie historie od przyszłego tygodnia, ale jeśli tobie się uda coć załatwić, to też git. mltr dobra, zobaczymy, co da się wtrącić i nawiązać. :) ale postaram się załatwić Ci jakiś osobny czas antenowy w Kampusie na propagację Pudła. podobno Bass Kontrass mają tam przyjazne relacje, a Kraff jest megazajebistym amigo :) barowa byś też wspomniał o pudle i imprezie w powiększeniu;) mltr fakfakfak, mam jutro godzinną audycję radiową nt występu DJ Cam'a w warszawskiej Hydrozagadce, a jestem kompletnie w innych tematach. chyba zacznę opowiadać o sprzedaży mieszkań w nowym apartamentowcu na Saskiej Kępie dla Francuzów. za duży rozrzut spektrum działań ;) fakfakfak! love and other catastrophes cudowna, szkoda że... http://k4j.pewex.org/ love and other catastrophes " Lawrence Grobel: - A czego mężczyźni nie znoszą u kobiet? Marlon Brando: - Myślę, że w gruncie rzeczy mężczyźni boją się kobiet. Bierze się to z poczucia uzależnienia od nich. To przecież kobiety wychowują mężczyzn. We wszystkich społeczeństwach mężczyźni stworzyli instytucje, do których kobiety nie mają wstępu. Szczególnie znane pod tym względem są wszelkiego rodzaju instytucje wojskowe. Wynika to ze strachu przed kobietami. W historii ciągle spotyka się różne uwagi na temat kobiet, a na przykład, że są złe albo niebezpieczne. W Biblii mówi się o kobietach z lekceważeniem. Jak choćby tam, gdzie czytamy, że kobieta powstała z żebra mężczyzny, jako jakiś dodatek. Ego męskie czuje się zagrożone przez kobiety. Wszyscy pod tym względem mamy nieczyste sumienie. Większość mężczyzn patrzy na kobiety przez pryzmat uprzedzeń. Zawsze wydawało mi się, że nie mam uprzedzeń, ale z perspektywy czasu widzę, że byłem w błędzie. (...) Lawrence Grobel: - Czy myśli pan, że stosunek mężczyzn do kobiet kiedyś się zmieni? Marlon Brando: - Tak, na pewno. Kiedyś palili czarownice, teraz my palimy ludzi napalmem nazywając ich komunistami, więc to już jest chyba jakaś zmiana." [wywiad z Marlonem Brando na jego archipelagu wysp Tetiaroa na Haiti, czerwiec 1978 rok] love and other catastrophes "Kafka i Kierkegaard byli wspaniałymi indywidualnościami; zwiedzili najdalsze zakątki psychiki ludzkiej, w które nie odważył się wniknąć żaden inny pisarz przed nimi, i dla wielu to oni są bohaterami, a nie [taki] Elvis Presley." [M.B.] vicki cristina barcelona "Higiena oczywiście jest wskazana, ale przecież seks jest w swej istocie całkowicie niehigieniczny." Morze męskich łez wylano z tego powodu, że "ona nie chce tego zrobić, bo się krępuje albo brzydzi". Mało zaś osób zastanawia się nad tym, czy mężczyźni są skorzy do tego, by zadowalać swoje partnerki za pomocą języka. Kobiety przecież tego nie powiedzą, nie będą się skarżyć i lamentować na forach lub przy kawie w gronie koleżanek. Nie będą? Ha, ha! Ojej! Nie zrobił ci minety? Jaki podły! Rozpoczynanie tych rzeczy od miłości francuskiej ma kilka dobrych stron. Po pierwsze ona zaraz będzie gotowa, po drugie mało która kobieta tego nie lubi, po trzecie może jej się to tak spodobać, że będzie już chciała zawsze. Ten ostatni punkt można rozpatrywać z różnych punktów widzenia; nie każda ze stron będzie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Istotne jest jednak to, że włożenie jej głowy między nogi upraszcza wiele spraw. Jednak wielu mężczyzn uważa, że coś takiego jest dla nich skrajnie poniżające i za nic nie będą robić tego swojej dziewczynie, nawet jeśli ją kochają, bo to przecież ona powinna ich stymulować w ten sposób. Do głosu dochodzi tu męskie ego. Jest ono szczególnie głośne u dzieciaków w wieku przedmaturalnymi u różnych byczych karków z ogolonymi głowami. Takie rzeczy po prostu nie mieszczą się w ich mózgach. Laska musi, a on nie musi, bo jest panem i władcą. To nic, że trochę śmierdzi mu z gęby i nie zmienia majtek od tygodnia, ale za to jest bardzo męski i fajny, bo koledzy mu tak powiedzieli. Opory przed robieniem minety mają swe źródło także w kobiecej fizjologii. Nie każdemu podoba się wydzielający się przy tej czynności śluz i nie każdy lubi jego zapach. Niestety trudno byłoby w ogóle mówić o jakimkolwiek seksie, gdyby nie ów produkt uboczny męsko-damskich uniesień; jest to prawda dość oczywista, dlatego nie sposób zrozumieć oporów mężczyzn tłumaczących swoim dziewczynom, że "nie mogą, bo im brzydko pachnie". Brak zaangażowania facetów w ten rodzaj aktywności seksualnej wywołuje spore frustracje, a nawet poczucie totalnego seksualnego niespełnienia, szczególnie gdy w pobliżu są inne kobiety, które nie zachęcane przez nikogo opowiadają o tym, jak świetnie pracuje ustami ich nowy chłopak. Tego rodzaju przechwałki potrafią zniechęcić nawet najsilniej zaangażowaną uczuciowo kobietę zaniedbywaną przez partnera. Chodzi mi o to, aby język giętki… Nie jest łatwo zadowolić kobietę za pomocą języka, więc jeśli ktoś ma jakieś opory przed takimi ekstrawagancjami lub nie jest pewien swych sił, to lepiej, by nie próbował mierzyć się z tym zadaniem. Może się bowiem okazać, że jego starania poszły na marne lub jeszcze gorzej - rozsierdziły tylko dziewczynę, która zdenerwowana nieporadnością i słabą dynamiką pieszczot gotowa iść sobie do domu, nawet się uprzednio nie ubrawszy. Ślamazarność lub jakieś połowiczne rozwiązania, ewentualnie niemrawe albo zbyt słabe ruchy warg i języka spowodują, że biedna dziewczyna tylko się do nas zrazi i nie będzie miała potem ochoty już na nic. Może się także zdarzyć, że ona po prostu nie lubi takich rzeczy. Bo nie wszystkie kobiety to lubią i nie wszystkie gustują w facetach, którzy potrafią z wprawą posługiwać się językiem. Niektóre po prostu wolą, żeby nie zbliżać się do ich waginy z zębami. Mają jakieś opory i już. Powody takich niechęci mogą być różne, od zwykłego obrzydzenia (a tak!) do lęku przed zarażeniem się opryszczką lub brodawczakiem. To ostatnie stało się modne, bo jakiś zespół naukowców ogłosił, że seks francuski przyczynia się do powstania nowotworu. To działa w obydwie strony i może budzić lęki także u mężczyzn. Nie należy jednak przesadzać. Każdy ma jakąś florę bakteryjną i przenosi ją na innych rozmaitymi drogami. Higiena oczywiście jest wskazana, ale przecież seks jest w swej istocie całkowicie niehigieniczny. Bardzo rzadko, ale zdarza się, że kobiety po prostu wstydzą się, kiedy facet zabiera się do nich od tej właśnie strony. Zwyczajnie nie wiedzą, co robić w tak niezwykłej sytuacji i jak się zachować. Zamknąć oczy czy patrzeć na niego w trakcie. Od razu powiedzmy, że lepsze jest to pierwsze. W czasie opisywanych tu czynności człowiek nie wygląda jakoś szczególnie pociągająco i gapienie się na niego nie pomaga w osiągnięciu satysfakcji seksualnej żadnej ze stron. Kontakt wzrokowy jest jednak ważny A wielu seksuologów twierdzi, że wręcz najistotniejszy w czasie seksu oralnego. Tyle że najlepiej, by doświadczały go pary z pewnym stażem, które dobrze się znają i nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Kiedy od patrzenia sobie prosto w oczy zaczynają nowicjusze, może wyjść z tego niezła komedia. Pozwólmy sobie więc na początek na odrobinę dyskrecji i najlepiej zgaśmy światło. Kiedy już się z tym wszystkim oswoimy, będzie można je znowu zapalić. Zanim facet zabierze się do robienia minety, powinien się ogolić na gładko - takie jest moje zdanie i będę przy nim obstawał do końca. Zarost, szczególnie jeśli jest trzydniowy, może poważnie nadszarpnąć relacje pomiędzy partnerami. Nikt nie jest zadowolony, kiedy ktoś szoruje mu po kroczu czymś na kształt szczotki ryżowej, a do tego właśnie sprowadza się robienie minety, gdy się ma szczecinę na twarzy. Może troszkę lepiej jest, kiedy broda jest dłuższa, ale też nie za bardzo, bo zarost mimo wszystko kłuje i dla kobiety jest to po prostu nie przyjemne. Bywa jednak i tak, że pochylający się nad swoją robotą facet może zatrzymać się niepewnie, spojrzawszy pomiędzy nogi swojej nowo poznanej partnerki. Ta chwila wahania następuje najczęściej wtedy, gdy pomiędzy tymi nogami kłębi się gąszcz porównywalny z brodą Karola Marksa, znaną z popularnych portretów noszonych niegdyś w pochodach pierwszomajowych. Cóż robić w takiej chwili? Wielu odpowie - wiać. Zjeżdżać do domu, włożywszy wcześniej garderobę, a dziewczynie powiedzieć głośno i kategorycznie, że ma się ogolić, to może następnym razem coś z tego wyjdzie. Cóż jednak, gdy jesteśmy na poważnie zaangażowani uczuciowo? Czy możemy od tak porzucić pole bitwy i z przekleństwami na ustach wybiec? O nie! Nigdy! Miłość jest przecież ważniejsza, jest najważniejsza na świecie. Trzeba się więc w skupieniu pochylić i dokończyć to, co było w planach tego wieczoru. Nawet jeśli będziemy mieć potem kaca przez dwa kolejne dni. ;) Marlon Brando I wish to complain about this Book of Complains and Proposals. It quotes me too often. Natalia Oleksak o skargę na Beata Majka ukradła mężowi dzieci a ona jest mocno chora perdurabo "Duma jest chorobą. Nie pozwala przegrać, każe zawsze wygrywać. Sam się tak długo zachowywałem. Ludzie, którzy zawsze muszą wygrywać są pełni lęku, żyją w wiecznym strachu." [Marlon Brando] Jak powiedział kiedyś Orson Welles, nie musisz się powtarzać, by udowodnić, że jeszcze coś umiesz. Wystarczy to, że już to robiłeś. perdurabo Brando. „(…) W ciągu całej swojej kariery Brando wolał rozmawiać na temat doniosłych kwestii społecznych niż na temat swoich filmów i swojej sztuki aktorskiej. Kwestiom tym poświęcał się bynajmniej nie dla zachowania pozorów. Brał aktywny udział w marszach i wiecach na rzecz Żydów, Murzynów, amerykańskich Indian, uciskanych i biednych. Występował przeciwko karze śmierci, fanatyzmowi, wyróżnieniom większości polityków i organizacji społecznych wtedy, gdy uważał, że naruszały one PRAWA i WOLNOŚCI JEDNOSTKI. Z ramienia UNESCO odwiedził Indie w czasie klęski głodu; w stanie Waszyngton został aresztowany za uczestniczenie w nielegalnym połowie ryb zorganizowanym przez Indian w celu zaprotestowania przeciwko krzywdzącym ich przepisom; w Gresham, w stanie Wisconsin, wspólnie z radykalnie nastawionymi Indianami ze szczepu Menominee narażał się na ogień karabinowy w trakcie walki o zwrot ziemi, której własność stała pod znakiem zapytania. Shana Alexander, chcąc dać odprawę tym, którzy twierdzili, że Brando kieruje się nieszczerymi pobudkami, napisała W Newsweeku: „Poza Marlonem Brando, żaden ze znanych mi Amerykanów nigdy nie włożył tyle własnego wysiłku w czynienie świata bardziej sprawiedliwym, i żaden nie cierpiał więcej z tego powodu.” (…) Młoda podówczas Pauline Kael pamięta, że czuła zażenowanie patrząc na niego: - Spojrzałam i wydawało mi się, że jeden z aktorów dostał ataku szału na scenie. – Dopiero potem zdała sobie sprawę z tego, że Brando GRAŁ. (…) Reżyserem, który wywarł na niego największy wpływ był Elia Kazan. Reżyserował ‘Tramwaj zwany pożądaniem’, ‘Viva Zapata!’ I ‘Na nabrzeżach’. Nazwał Brando „jedynym geniuszem, jakiego spotkał wśród aktorów”. Kim Hunter, grająca rolę jego żony Stelli w ‘Tramwaju’, zwróciła uwagę na jego „NIEZWYKŁE POCZUCIE PRAWDY. W jego obecności wszystko, co nie jest absolutnie prawdziwe, od razu okazuje się fałszem.” [Lawrence Grobel – „Rozmowy z Marlonem Brando”] pieprzony Bird Parker kina. perdurabo ej, vajlent, "Gra w klasy" to 1963 rok. teraz to coś jak... powieszenie (się) linucha... w jabłku pestka od brzoskwini... pięć pokerowych pików trzy razy pod rząd... bmw uderzyło w zachrystię... człowiek pogryzł psa... pies pogryzł aligatora... aligator połknął stado piranii... Crowley dostał raka skóry od słońca... słońce przypaliło papierosa... ;) [za chuja ujmiesz, ale nie słowami ;))] barowa ze niby ten piorun to milosc wlasnie?;) phi perdurabo szukałem, szukałem i znalazłem :) vajlent, odpowiedź dla Ciebie: „Ale miłość, takie słowo… (…) słuchając cynicznego Horacia, który szuka miłości-paszportu, miłości-przepustki, miłości-klucza, miłości-rewolweru, miłości, która by mu dała tysiąc argusowych oczu, wszechobecność, ciszę, od której poczynałaby się muzyka, korzenie, od których możnaby zacząć splatać nowy język. Głupio się składa, bo wszystko to po trochu drzemie w tobie, wystarczyłoby zanurzyć cię w szklance wody, abyś niby japoński kwiatek niepostrzeżenie zaczęła wypuszczać kolorowe płateczki, nabierać form, obrastać w piękność. (…) (…) Stąd bierzesz jakąś myśl, z drugiej półki jakieś uczucie, związujesz to ze sobą przy pomocy słów – czarnych suk i z tego wynika, że chcę ciebie. Częściowa suma: chcę ciebie. Ogólna suma: kocham cię. Tak żyje wielu moich przyjaciół (…), przekonanych o miłości, którą-czują-dla-swoich-żon. Od słów do czynów. Przeważnie bez ‘verba’ nie istnieje ‘res’. To, co wielu ludzi nazywa kochaniem, polega na wybraniu jakiejś kobiety i ożenieniu się z nią. Wybierają ją! – przysięgam ci, sam widziałem. Tak jakby w miłości mogło się wybierać, tak jakby to nie był piorun, który strzela w ciebie i zostawia cię zwęglonego na środku patio. Powiedz, że wybierają, bo-je-kochają, ja myślę, że jest na odwrót. Nie wybiera się Beatrycze. Nie wybiera się Julii. Nie wybierasz ulewy, która zmoczy cię do suchej nitki, gdy wracasz z koncertu. (…)” [Julio Cortazar – „Gra w klasy”] perdurabo Spółka Ordo Templi Orientis z ograniczoną odpowiedzialnością za poczytalność ma zaszczyt zaprosić Państwa: 17/07/2009 – Piątek, Hydrozagadka, Warszawa-Praga ul. 11 listopada 22 DJ CAM (Inflamable/Paris) afterparty: Harper (Beats Friendly), Sesiz (Bass Kontrass) hip hop, jazz, funk soul, trip hop, elektronika Klub Hydrozagadka zaprasza: 17.07.09 (piątek) wystąpi DJ CAM !!! afterparty: Harper (Beats Friendly), Sesiz (Bass Kontrass) start: 21:00 wstęp: 25 zł w przedsprzedaży, 35 zł w dniu koncertu bilety: www.shortcut.pl Kolejna odsłona imprez cyklu Bass Kontrass tym razem prezentuje legendę francuskiej i światowej sceny hh. CAM to DJ i producent, założyciel label'a Inflamable, pionier i twórca stylu opartego na instrumentalnym hip/trip-hopie z elementami jazzu, funku, soul, muzyki lat 70-tych. Debiutował w 1994 roku albumem „Underground Vibes” (1994), z miejsca stając się czołowym nie tylko europejskim ale i światowym specjalistą od szeroko pojętego terminu turntabliizmu. Porównywany od samego początku z innymi wielkimi specjalistami od tzw. „abstrakcyjnego hip-hopu” jak DJ Krush, DJ Shadow czy DJ Spinna – sam wypracował swój unikalny, niepowtarzalny styl. Z „Underground Vibes” pochodzą niezapomniane arcydzieła i jego pierwsze klasyki „Dieu Reconnaitra Les Siens” czy „Mad Blunted Jazz”. Momentalnie zostaje zauważony przez James’a Lavella nagrywając/wydając remiks kawałka formacji Air „Modular”, który wypuszcza legendarna wytwórnia Mo’Wax. Potem publikuje już współpracując z Columbia Records kolejną pozycję, która podbija serca światowej publiki – chodzi oczywiście o LP „Substances” (1996), torujący drogę do nagrania mixu „DJ Kicks!” dla berlińskiej oficyny K7! Kolejne albumy to: “The Beat Assassinated” (1998), “The Loa Project Vol.1/Vol. 2” (2000) i “Soulshine” (2002) ze szlagierowym “Summer in Paris” i pamiętnym “Voodoo Child”, w którym pomagali mu Afu-Ra i DJ Premier. Poza wydaniem w ostatnim czasie wielu składanek, miksów jak: „The French Connection”, „My Playlist” czy ostatnio „DJ Cam Quartet” i „“Xtasy For Ladies” znalazł czas na remiksowanie tracków takich artystów jak: Nas („Made You Look”) , Cypress Hill („Highlife”), Macy Gray („Do Something”) czy Michael Jackson („Rock My World”). W 2006 wydał również kolekcję swoich nagrań, które zremiksowali m.in. Thievery Corporation, Kenny Dope, Kid Loco, DJ Premier i Bob Sinclar. Obecnie kończy pracę nad nowym albumem (o tytule „Seven”), który ma zostać wydany we wrześniu 2009 roku. Jego ekskluzywny set w klubie Hydrozagadka supportują – Harper (Beats Friendly) i Sesiz (Bass Kontrass). www.myspace.com/djcamrecall www.inflamable.com Info: bilety: www.shortcut.pl www.myspace.com/basskontrass perdurabo zajebisty był, szkoda, że tak krótko żył: http://www.youtube.com/watch?v=-r2aOSoRsoE&feature=related a jak rysował! demon. perdurabo miodzio: http://www.youtube.com/watch?v=4Mg-aTtphKw&feature=related pampampampapam :) perdurabo WIĘCEJ GRAFIKI! aj ;) perdurabo madame dam ci mieszkanie rzucę na papier dokumentu prawnego jak wyraz pogardy dla wartości zamkniętych w papierze banknotów które zawsze można wymienić w sklepie z jabłkami na macbooka nie Buka wszyscy mają ziemię mam i ja wsypałem ją do doniczki z czarną lilią na grób dziadka miałem 6 lat uwielbiałem go był jak muzyka dzieci słońca perdurabo hehehe: http://www.youtube.com/watch?v=J7kUiDaVYwc&feature=related [fajny utworek w podkładzie] [tak na koniec] mechan ok ... tworczość in progress... please wait barowa relax? never! ;) dawaj te grafike to bedzie :)) na razie zapowiada sie mala sesyjka foto mechan relax barowa relax :) zgłaszam wniosek o zwiększenie ilości ciekawej grafiki w barze. barowa mechan coz za dramatyzm a myslalam ze w polsce wiosna mechan martwa książka skarg i wniosków, martwa strona barmleczny.com martwa żaba przy drodze perdurabo ;) widocznie to złe słowo, zbyt wyświechtane i przeorane, dla określenia przyjemnego odmiennego stanu świadomości ;) nie byłaś w nim? w takim stanie? nigdy? nawet orgazm jest wtedy o wiele silniejszy. ;) zamieńmy je na... pasję ;) ale pasja może być nieprzemijająca, a miłość czasami trwa... tydzień. ;) [już nie gadam, znikam perdurabić swoje pasje ;)] [jestem kurewsko zmęczony lobotomią ;) dowidzenia się z państwem ;)] barowa barowa? zakochana? ;) perdurabo oczywiście, że w młodzieży. dobrze wychowanej. np. przez bar mleczny ;) miłość to nie znaczy zawsze to samo ;D miłość do literatury, miłość do muzyki, miłość do pięknych samochodów, miłość do kobiety, seks... ;) konstrukt społeczny ;) w ogóle liczba desygnatów jest ogromna ;) ale to może nieuchwytna siła sprawcza ludzi 'twórczych'?, coś jak bóg dla katolików, wierzą w niego, ale nie istnieje, nikt go nie widział, chociaż podobno niektórym pomaga, ale też doświadcza ;) mózg produkuje miłość, jak i boga ;) barowa, nigdy nie byłaś zakochana?? ;) barowa bis w ogole milosc? jaka znowu milosc? co to niby znaczy? to nie jest konstrukt spoleczny aby?;) barowa ja natomiast uwazam, ze cala nadzieja w mlodziezy;) perdurabo aha, mechan jest git. [POWAŻNIE] ma oręż ostry jak prosto z elektrycznej temperówki pracującej jedynie z brzegu ;) MIŁOŚĆ jest wartością absolutną. tylko MIŁOŚĆ. od niej zaczyna się WSZYSTKO. perdurabo Czy 19-latek aby na pewno umie czytać? Nie wiedzę z literatury, lecz właśnie to sprawdzała matura z polskiego. Protestują nauczyciele, krzyczą politycy. Żeby zdać tegoroczną maturę z polskiego wystarczyło umieć porównać Zosię z Telimeną czy napisać, jak stary Bylica odnosił się do córek. Wszystko na podstawie fragmentów tekstów, poza które zapewne tzw. klucz odpowiedzi i tak by nie pozwolił wyjść. W porównaniu z wypracowaniami na 10 stron, w których trzeba było wykazać się pamięciową wręcz znajomością wielu dzieł z różnych epok, brzmi to jak zadanie dla kompletnego idioty. To moje wczorajsze wrażenie, jak się okazuje, podzielają eksperci. Na przykład poloniści z krakowskich liceów, którzy są oburzeni takim poziomem matury. Kpina. By zdać taką maturę trzeba jedynie umieć czytać, mówi krakowskiej "Gazecie Wyborczej" Renata Jarosz, polonistka VIII LO. To zadania na poziomie szkoły podstawowej, dodaje kolejna polonistka. I wyliczają: wypracowania były na skandalicznie łatwym poziomie, od uczniów nie wymaga się już nic, wszystko czytają we fragmentach, a potem jeszcze mają podane odpowiednie kawałki na egzaminie. Krakowscy nauczyciele myślą nawet o wysłaniu pisemnego protestu do ministerstwa edukacji. Przeciw głupocie. Ale czy to coś da? W "Dzienniku", który prowadzi krucjatę przeciwko odmóżdżającemu kluczowi, można z kolei znaleźć wypowiedzi różnych znanych osób na temat matury. Pisarzy, publicystów, polityków. Janusz Korwin-Mikke wali prawdę z grubej rury: Mamy całą grupę ludzi, którzy mają matury zdane, a tymczasem są to głąby kompletne. Według niego wszystko przez to, że resort edukacji chce, aby maturę miało jak najwięcej osób. Z roku na rok obniżano więc poprzeczkę, aż doszliśmy do absurdu. Nie musisz już nic umieć, nie musisz znać żadnych lektur, nie musisz nawet myśleć. Wystarczy, że potrafisz zgadnąć, o co chodziło twórcy klucza. A chodzi mu zwykle o najprostszą wersję rzeczywistości, o najbardziej oklepaną interpretację. Oczywiście, takie pisanie pod klucz jest umiejętnością, której nie można nie doceniać. Wszak dzięki niemu młodzież szybko się orientuje, że życie nie polega na harówce, lecz na kombinowaniu. To cenna wiedza, być może nawet cenniejsza niż znajomość dzieł literackich. Ale czy tego właśnie powinna uczyć matura z polskiego? http://www.pardon.pl/artykul/8558/matura_jak_dla_idiotow_bo_dzis_i_glab_musi_miec_dyplom vajlent, ja jestem po 'lobotomii' i sam się na nią zgłosiłem, aby uciec od huśtawki whiskey-antydepresanty. nie warto już nic pisać, jak dla mnie. wycofuję się z tego procederu. i tak piszę szybko, niestarannie i bezwartościowo, zresztą zawsze potrzebuję silnego impulsu (negatywnego, pozytywnego, obojętne). stawiam na małżeństwo ;), pogoniłem demony w pizdu :D zamierzam zająć się hodowlą trufli na zgliszczach spalonych kościołów. może zarobię na ukochane ferrari Enzo ;) co prawda: "nigdy nie mów: nigdy", absurdy również skłaniają do 'wypowiedzi literackiej'. absurdy wewnątrz ludzi inspirują. co do cytowanego artykułu: byłem niedawno z 21 latką. wytrzymałem tydzień. grzecznie mówiąc: absolutnie nie mogliśmy się dogadać. w barze masz wielu świetnych autorów i ogromny potencjał twórczy w sobie. jesteś kapitalną dziewczyną. w barze leży 'poczętych' ;) wiele doskonałych wątków do rozwinięcia. zróbcie z tego mentalne ZAMIESZANIE :) zawsze będę kochał bar i Ciebie. dziękuję za umożliwienie wypowiedzi. barowa kafka tez w praktyce spoleczny analfabeta we wstepie do metamorfozy gdzie urywki z jego dziennika w kontrze do malzenstwa stawia pisanie ale sie chyba wahal;) skoro dwa razy sie zareczyl z ta sama kobieta i dwa razy z nia owe zareczyny zerwal pisanie poza tym tez porownuje do smierci wspomina tez o diable mam tylko po ang to: "kafka's increasing awareness of the sacrifice that literature demands and the sense that writing does not lead necessarily to expansive states but to a kind of living death" barowa buk sie chwali moc truch leje perdurabo "Apostrofy" to program dyskusyjny pokazywany w publicznej telewizji francuskiej. Prowadził go Bernard Pivot, słynna postać we Francji, a liczba widzów liczyła kilka milionów.. Telewizja tak bardzo chciała mieć Bukowskiego w programie, że opłacili lot z Los Angeles jemu i Lindzie Lee [żonie Buka] oraz ulokowali ich w Paryskim hotelu. (...) (...) Wyciągnął słuchawkę z ucha, podniósł się niepewnie i odwrócił do wyjścia. Pivot pożegnał go galijskim gestem - jednocześnie zrobił "pff", uniósł brwi i wzruszył ramionami. Pozostali goście patrzyli zaskoczeni. Bukowski potknął się, odzyskał równowagę opierając się na głowie siedzącego obok mężczyzny i wyszedł chwiejnym krokiem, podczas gdy widownia i tłumacze zanosili się od śmiechu. Zszedł na dół do recepcji, kiedy spotkali policję. - Kiedy Hank ich zobaczył, dostał małej jazdy, że niby wróg się zbliża - mówi Linda Lee. Wyciągnął kosę, mały nóż myśliwski, który zawsze nosił przy sobie i zaczął nim wymachiwać w ich kierunku. Doszło do małej szamotaniny, ale Linda Lee zachowała spokój i uważała na ręce Bukowskiego. Wyrwała mu nóż i oboje wyszli. Takie wystąpienie telewizyjne [program szedł na żywo] było bardzo w stylu punk, w czasie kiedy ta muzyka i kontrkultura były modne w Europie. (Dzień wcześniej wywiad z Bukowskim robił punkowy dziennikarz, który zjednał go sobie prosząc o heroinę - Bukowski odpowiedział, że nie nosi przy sobie - i mówiąc, że lubi "pollution" [heroina, ale też polucja], co Bukowski uznał za bardzo zabawne). W efekcie wygłupy w "Apostrofach" trafiły na czołówki francuskich dzienników. Niektórzy uznali całą sytuację za skandal. Inni byli zdania, że Bukowski wniósł powiew świeżego powietrza do wpływowego programu. - Byłeś świetny - powiedział podekscytowany dziennikarz, który zadzwonił z "Le Monde". - Nie pozwoliłeś im się onanizować. - A co ja zrobiłem? - spytał Bukowski, który z powodu kaca nie pamiętał wydarzeń z poprzedniego dnia. - Nic nie pamiętał, oczywiście, ale cała Francja popędziła do księgarń, żeby kupić jego książki - mówi Barbet Schroeder. - Zniknęły w kilka godzin. TAKA JEST SIŁA AUTENTYCZNOŚCI :) video z "Apostrofów" poniżej: http://www.youtube.com/watch?v=fSrUpEp68KI&feature=related perdurabo i jeden z ulubionych wierszy Buka: Van Gogh obciął sobie ucho dał je prostytutce która je wyrzuciła z totalnym obrzydzeniem. Van, dziwki nie chcą uszu one chcą szmalu. pewnie dlatego byłeś takim wielkim malarzem: nic nie rozumiałeś z innych spraw. [dedykowany... hm... pewnej... KOBIECIE ;)] amen :D perdurabo tak wyglądał GENIALNY autor cierpiący podobno na CHAD (psychozę maniakalno-depresyjną) w zaawansowanym alkoholizmie, który zmarł na skutek związanych z nim powikłań: [nie pijcie dzieciaki, nie pijcie :)] http://www.youtube.com/watch?v=kOMyzslIP-o&feature=related plus http://www.youtube.com/watch?v=fBvKSiljieo&feature=related :) "Chińscy święci upijają się na ryżowych polach i nigdy nie gubią choćby jednej rzeczy, prócz może własnej dumy." [Jack K.] perdurabo - Dlaczego Bóg obdarzył swym głosem taką kreaturę? - to pytanie, które Salieri kieruje do księdza na początku "Amadeusa" - filmu Milosa Formana. Dla jasności dodam, że pytanie dotyczy Mozarta. Ksiądz nie znalazł na nie odpowiedzi, a przecież odpowiedź istnieje. I to bardzo prosta: cóż, Bóg zazwyczaj obdarza swym głosem takie kreatury. Mozart, tak w filmie Formana, jak i w rzeczywistości, był człowiekiem pozbawionym podstawowych umiejętności życia pośród ludzi. Brakowało mu stabilności psychicznej, powagi, był nieokrzesany, czasem chamski. I co zdumiewające to samo dotyczy wielu innych wybitnych twórców. Tak jakby Bóg upatrzył sobie na swoje ukochane dzieci takie kreatury. Albo zmieniając perspektywę na ludzką - jakby Mozart podwójnie i paradoksalnie odstawał od normy - nieudolny geniusz... Pozostawiając niezbyt obiektywną ocenę Salieriego, dodać należy, że Mozart za swą życiową nieudolność płacił słoną cenę. Żył na skraju nędzy, zadłużony, wyprzedawał to, co ktoś mu ofiarował, kiedy zimą zabrakło mu pieniędzy na opał, tańczył ze swą żoną, by ją i siebie rozgrzać. I znów zbiegiem okoliczności (czy tylko?) nędza była problemem wielu uznanych twórców. Nie, nie napiszę o przewrotności ludzkiej, która najpierw nie docenia swych geniuszy, by wielbić ich po śmierci - to zresztą Mozarta nie dotyczy, był w Wiedniu całkiem popularny (vide film Formana...). Powiem po prostu, że tacy właśnie są często geniusze, nieudolni w rzeczach zwykłych i proszę nie zrozumieć mnie opatrznie - nie jest to najważniejsza oznaka geniuszu. Ktoś powie, że to cena za talent - mają coś czego nie mają inni, więc sami również są czegoś pozbawieni. Logika to dość okrutna, zwłaszcza że na co dzień nie dostrzegam przejawów takiej sprawiedliwości. Ale wróćmy na chwilę do filmu. Jego akcja rozgrywa się w domu wariatów, gdzie Salieri, po nieudanej próbie samobójczej, spowiada się młodemu księdzu. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby wcześniej trafił tam Mozart...Powodów do leczenia nie brakowało, więc... Tylko jedna odpowiedź nasuwa się sama - nici z Requiem. Ale to pół biedy. Los znacznie gorszy spotkałby Mozarta, gdyby miał szczęście żyć w naszych czasach. Dziś bowiem psychiatria mogłaby się szczycić wyleczeniem Mozarta, przywróceniem go społeczeństwu, jemu samemu przywracając równowagę psychiczną, wyrywając go z uścisku depresji, stępiając jego wrażliwość...A Mozart w tym stanie mógłby może napisać kolejną część "Eine kleine Nachtmusik", melodii całkiem ładnej i z pewnością bardzo pogodnej... ty zaś nie usłyszałbyś nigdy Lacrimosy... Zabrzmiało złowieszczo, aż ciarki przeszły mi po plecach...Powróćmy na ziemię - Lacrimosa istnieje, podobnie jak film Milosa Formana... Pozostaje jednak pytanie: czy tacy jak Mozart powinni być leczeni. A jeśli nie to jak ich rozpoznać? Po dziełach, szaleństwie, czy nieprzystosowaniu? Pozostaje pytanie o zdrowie psychiczne. Powszechnie uważa się, że zdrowie psychiczne, to stan niezmienny, bezkonfliktowa pogoda ducha, umiejętność radzenia sobie w życiu codziennym. Na pierwszy rzut oka przekonanie to wydaje się zresztą być prawdziwe, zwłaszcza w konfrontacji z negatywnymi odchyleniami od normy (pozytywnym jest geniusz, ta jednak zdaniem większości dotyczy ich samych, więc też jest normą). Nerwowość i nadwrażliwość utrudniają życie, są objawem niedoskonałości, cechą którą nikt się nie szczyci, a ci którym została oszczędzona, jak się zdaje, wygrali los na loterii. Ale czy na pewno? Profesor Kazimierz Dąbrowski, twórca teorii dezintegracji pozytywnej, uważał inaczej. Zdrowie jako stan niezmienny było dla niego zdrowiem zwierzęcym, prawdziwe zaś zdrowie psychiczne to zdolność do rozwoju. Cóż, człowiekiem nie wystarczy się urodzić. Trzeba się nim stać i jak się okaże, trzeba siebie stworzyć, jak wiersz, albo obraz. I właśnie w procesie autokreacji, niezwykłą rolę odgrywają konflikty wewnętrzne. Nerwice i nadwrażliwość, paradoksalnie nie są objawem choroby i regresu, ale rozwoju i duchowego wzrostu. Jak wiadomo życiem człowieka żądzą dwa determinanty - społeczny i fizjologiczny. Rodzimy się w określonym miejscu i czasie, określeni przez czynniki ekonomiczne, czy struktury socjalne, w dodatku we własnym ciele, dziedzicząc wszystkie mechanizmy fizjologiczne właściwe całemu gatunkowi. Jesteśmy na siebie skazani i nie mamy wyboru... Zdaniem prof. Dąbrowskiego to nie prawda. Wskazał on na istnienie jeszcze jednego determinantu (tym razem wewnętrznego), który nazywał po prostu Czynnikiem Trzecim, bądź zdolnością do autokreacji. Czynnik Trzeci jest wyrazem buntu i niezgody na zastany stan rzeczy. Osobowość zaś - zdaniem Dąbrowskiego - byłaby jednocześnie "celem i rezultatem procesu dezintegracji" byłoby to "zdrowie stale rozwijające się". Niejasne jeszcze pojęcie "dezintegracji" jest kluczem do teorii rozwoju osobowości, zwłaszcza osobowości twórczych i jednocześnie kluczem do zrozumienia mechanizmu psychonerwic, mylnie branych za zjawiska chorobowe. Wybitni twórcy często byli nerwowi, konfliktowi, nieudolni, czy wręcz niezrównoważeni psychicznie. Przykładów jest wiele: Kafka, Unamuno, Camus, Sartre, Poe, Słowacki, Leonardo, Michał Anioł i wielu innych, aż strach pomyśleć, co by się stało gdyby ktoś zaczął ich leczyć. Byli ludźmi nieprzeciętnymi, czego nikt chyba nie zaneguje - trudno jednak twierdzić, że tylko dziełem przypadku kondycja psychiczna tych ludzi odbiegała od normy. Widać w tym pewną prawidłowość. Zdaniem prof. Dąbrowskiego rozwój psychiczny dokonuje się poprzez rozkład środowiska wewnętrznego pod wpływem napięć psychicznych powodujących nerwice i konflikty wewnętrzne, i stworzenie (Czynnik Trzeci) nowego, doskonalszego systemu wartości. To oczywiście uproszczenie, które pozwala zrozumieć pojęcie dezintegracji pozytywnej - rozkład jest pozytywny, bo warunkuje powstanie nowych, wyższych struktur. W rozwoju osobowości, który prowadzi od prymitywnej integracji przysługującej człowiekowi jako zwierzęciu (poziom pierwszy), przez różne formy dezintegracji (jednopoziomowa, wielopoziomowa spontaniczna, wielopoziomowa zorganizowana) do, nie zawsze osiąganej, integracji wtórnej, doniosłą rolę odgrywa sztuka, a zwłaszcza poezja. Jednak teoria ta nie dotyczy jedynie twórców, jest adresowana do większości ludzi. Rozwój jest możliwy niemal w każdym przypadku, nie zawsze jednak prowadzi do wybitności, czy geniuszu. Jednostki znajdujące się na poziomie pierwszym są agresywne, sprawne życiowo, cechuje je jednostronny rozwój intelektualny i niedorozwój uczuciowy, ich inteligencja jest na usłudze ich popędów. Brak im empatii i konfliktów wewnętrznych. Następnym poziomem rozwoju jest dezintegracja jednopoziomowa. Jednostki znajdujące się na nim cechuje sprzeczność popędów i działania, przejawiają zdolności do rozwoju, choć niewyraźne i nie ukierunkowane ze względu na brak hierarchii wartości. Poziom trzeci to dezintegracja wielopoziomowa spontaniczna, impulsywna i niedostatecznie zorganizowana, która jest wyrazem stopniowego odbiegania od pełnego uzależnienia od faz rozwojowych. Na tym poziomie właśnie dochodzi do największych napięć psychicznych, jest to związane z wstępowaniem na wyższy poziom rozwoju. Uaktywnia się na nim również Czynnik Trzeci, który jest spontaniczny i nie zaprogramowany, działa bardziej jak determinant niż autodetrminant (chociaż jest reakcją wewnętrzną na czynniki zewnętrzne). Wreszcie poziom czwarty to dezintegracja wielopoziomowa zorganizowana i usystematyzowana z dość znacznym uspokojeniem psychicznym, organizacją i systematyzacją rozwoju. Na tym poziomie następuje bardzo wyraźne przekroczenie dynamizmów fazowych i przejście do czynności przejawiających znaczną niezależność od prymitywnych czynników biologicznych i automatyzmów rozwoju. Jest przekroczeniem cyklu biologicznego człowieka i jego typu psychologicznego. I wreszcie poziom piąty - integracja wtórna, której cechami są odpowiedzialność, samoświadomość i empatia, ukształtowanie wszystkich ważniejszych talentów i uzdolnień, można by rzec pełna realizacja własnego ideału osobowości. Rozwój psychiczny jest więc przejściem od determinizmu biologicznego, do autodetrminizmu moralnego, wyraża się w osiąganiu coraz wyższego poziomu indywidualnych właściwości zainteresowań i uzdolnień, w dziedzinie wyłącznych, niepowtarzalnych związków uczuciowych, oraz w świadomej identyfikacji z historią swego rozwoju i świadomej projekcji tego rozwoju w przyszłość. Piąty poziom rozwoju nie jest jednak możliwy w każdym przypadku. Zdarza się, że dynamizmy i pasje rozdzierające duszę są zbyt silne, by scalić je w wyższą jedność. Warto dodać, że osobowość, która jest celem rozwoju, nie ma granic empirycznych, że tak długo jest zdrowa jak długo się rozwija... Na poziomie piątym dochodzi do kolejnych napięć tym razem pomiędzy dwiema wypełniającymi osobowość esencjami - indywidualną (zainteresowania, trwałe związki uczuciowe, świadomość własnej tożsamości i historii rozwoju) oraz społeczną (empatia, odpowiedzialność, wysoki poziom świadomości społecznej). Czy Mozart powinien być leczony? Profesor Dąbrowski skonstruował szereg testów pozwalających laboratoryjnie odróżnić osoby twórcze, nadwrażliwe ("psychoneurotyków") od osób chorych. Gdyby tylko ktoś chciał dziś z nich w Polsce korzystać... Dawno temu Norwid powiedział, że aby Polak mógł być doceniony w Polsce, musi najpierw zostać doceniony na zachodzie. Niestety prof. Dąbrowskiego to nie dotyczy (niestety dla nas, bo On mógł z tym żyć, chociaż próbował do nas dotrzeć publikując sporo książek w Polsce), był niezauważany, bądź przemilczany. Nie mnie oceniać dlaczego tak się stało, chociaż historia życia Kazimierza Dąbrowskiego pokazuje, że nie chodziło o wartość merytoryczną jego teorii. Został doceniony na zachodzie i dzięki temu jego teoria nie uległa zapomnieniu. Był członkiem Rady Wykonawczej Światowej Federacji Zdrowia Psychicznego, Francuskiego Towarzystwa Medyczno - Psychologicznego oraz Królewskiego Towarzystwa Medycznego w Londynie. Popularyzował swoje teorie w USA (Nowy York, Chicago, Harvard University w Bostonie), we Francji (Centre National des Recherches Scientifiqus w Paryżu) i w Kanadzie. Teoria dezintegracji pozytywnej była przedmiotem trzech międzynarodowych konferencji: w Quebec (1970), Montrealu (1972) i w Miami na Florydzie (1980). Po śmierci (26 listopad 1980), której w Polsce właściwie nikt nie zauważył Archiwum Federalnego Rządu Kanadyjskiego w Ottawie, uznając dzieło Dąbrowskiego za ważny wkład w naukę światową, zwróciło się do rodziny profesora z prośbą o przekazanie publikacji i rękopisów jego prac. Prośba ta została spełniona, dzięki czemu z materiałów zostawionych przez profesora korzystają dziś uczeni i studenci w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Kiedy po swej spowiedzi Salieri jest prowadzony korytarzem domu wariatów, wykrzykuje między innymi : "Jestem królem wszystkich miernot", co zdradza pewne objawy rozpadu środowiska wewnętrznego... Kto wie, może gdyby miał więcej szczęścia i czasu, mógłby stworzyć coś, co zaskarbiłoby mu pamięć u potomnych nie tylko dlatego, że żył i tworzył w tym samym czasie i miejscu co Mozart. Niestety, pasje które w nim szalały, były jak burze w szklance wody - sztuczne i skalkulowane na zimno. Mozart zaś płonął, jego pasje były kataklizmami, które nie tylko zapewniły wieczność jego dziełom, ale zwyczajnie go zniszczyły... Na zakończenie przypomnę słowa Goethego, który nigdy nie czytając prac Dąbrowskiego napisał, że jeżeli ktoś nie uwierzy w własny rozwój, na zawsze zostanie tylko szarym przechodniem. http://esensja.pl/magazyn/2002/03/iso/14_02.html * [czas twórczy 'wiersza' poniżej ok. 5 minut, first take] perdurabo jedno oko zamknięte szeroko wszedłem do wnętrza Słońca wlewałem do gardła Bestii whiskey i czekałem co wypadnie z jej odbytu Aleister rzekł: „duszy nie ma. jest intuicja”. tylko tyle pijany prorok męsko-damskiej jedności potem gdy Słońce zaszło znalazłem się w dziwnym miejscu pełnym geniuszy cwaniactwa wyłudzających papierosy pieniądze miłość w celi podawano mi preparaty kuracja zakończona powodzeniem istota społeczna chemicznej lobotomii koncernów farmaceutycznych poddana socjalizacji Słońce grzeje mi twarz na ulicach miasta w pędzie zatrzymuję punkt widzenia i widzę prymitywne dążenia niepokojąco przenikliwie Aleister, wlałem w Ciebie tyle whiskey a Ty zapieprzyłeś mi intuicję a ona duszę, której nie ma kobieta ale wiem, że to wróci jestem po prostu sobą cukr żesz wreszcie świeżutka Wiedźma w zupie. schło we mnie od środka. prawie już wyżymało. mechan boing mechan barowa! za bardzo? napisz dlaczego "za bardzo" grozi nam jakies niebezpieczenstwo? cos na nas czycha? barowa chyba sie za bardzo zblizyliscie jak mnie nie bylo perdurabo Spółka Ordo Templi Orientis z ograniczoną odpowiedzialnością za poczytalność ma zaszczyt zaprosić Szanownych Państwa na: DUBSTEP NIGHT: Va_Version 001: Kadubra, Hatti Vatti, MesBrutah dub, dubstep, digidub 28.03.2009 (sobota) Hydrozagadka, ul. 11 listopada 22 start: 21.00 wstęp: 10 zł www.hydrozagadka.waw.pl Zapraszamy na pierwszą imprezę z cyklu VA_VERSION mającą na celu prezentację najciekawszych artystów związanych ze sceną jak i w ogóle zjawiskiem, jakim jest szeroko pojęta muzyka dub! Dub był kamieniem milowym i podwaliną pod współczesną muzykę elektroniczną wraz ze wszystkimi jej obliczami. Zapoczątkowany przez dwa wybitne muzyczne umysły King Tubby’iego i Lee ’Scratch‘ Perry’ego na Jamajce pod koniec lat 60tych. Oni pierwsi zaczęli używać wszelkiej maści efektów, pogłosów i delay’ów w sposób, o jakim nikomu się wtedy nie śniło. Ich genialne wyczucie podczas pracy w studiu oraz głębokie zaangażowanie we wszystko, co robili sprawiło, że niczym pielgrzymi, zaczęli za nimi podążać kolejni dubowi wyznawcy. Zjawisko to okazało się na tyle silne, że tylko kwestią czasu było rozprzestrzenienie się jego wpływów na dalsze obszary. Tak dub dotarł na początku lat 80tych m.in. do Wielkiej Brytanii, Francji czy Polski. Dziś dub przeżywa swoją drugą młodość za sprawą wysokiej fali popularności dubstep’u. Jednocześnie wciąż popularne są jego starsze odmiany digidub i uk steppas a także klasyczny dub z lat 70tych. Równolegle w innych miejscach na ziemi rozwinęły się charakterystyczne interpretacje dub’owej filozofii. Jednym z takich miejsc był Berlin gdzie w znacznym stopniu swe początki miały dubtechno oraz click/glitch. Współcześnie na całym świecie spotkać można też różne wariacje na temat minimal/elektronicznego dub’u. Mocnych dub’owych korzeni nie można odmówić również muzyce drum & bass i jungle. Dub powraca z potężną siłą! Będziecie mogli przekonać się o tym na własnej skórze już 28 marca w warszawskim klubie Hydrozagadka. a zagrają dla Was: Kadubra – mieszkający w Gdyni muzyk, DJ i producent. Debiutował w 2001 na składance Dub Out Of Poland. W jego dyskografii znajduje się szereg autorskich wydawnictw w większości winylowych. Autor remiksów dla Habakuka, Wszystkich Wschodów Słońca, Vavamuffin i wielu innych. Współpracował z czołowymi polskimi wokalistami (Jarex, Symeon Ruta, Pablopavo, Bobone, Junior Stress) a także muzykami z zagranicy (między innymi: Tippa Irie, Echo Ranks, Vibronics, Earthground Combination). Jest współtwórcą duetu minimal - dubowego - Echo_TM oraz członkiem zespołu Ras Paddy & The Rockas (ex Rocka’s Delight). Zagrał dziesiątki imprez i koncertów u boku czołowych gwiazd muzyki dub i reggae z zagranicy i kraju w największych polskich klubach, festiwalach oraz na licznych soundclash'ach. Hatti Vatti – producent i DJ związany z brytyjską wytwórnią "Mindset". W swojej muzyce i występach na żywo łączy fascynacje dubstepem z minimalistycznymi dźwiękami dub-techno. Niebawem na Wyspach powinna ukazać się jego debiutancka 12" (współwyprodukowana z Studio As One). Na swoim koncie ma współprace z wieloma artystami, w tym również z tymi wydającymi i tworzącymi w UK, jak producenci Synkro (Z-audio / Mindset) i Kontext (Immerse Records / ~Scape) czy wokalista Echo Ranks (Scoops / Universal Egg). Na scenie i w studio stale współpracuje z wokalistką Sarą Brylewską. W ramach live-actów występuję jako projekt audio-wizualny wraz z VJ'em, którym jest grafik i twórca teledysków - Maciek Salamon. M.in. w takim składzie Hatti Vatti gościł na kilku festiwalach (w RAW Tempel w Berlinie, na Regeneratoriuos na Litwie i Kontruderzeniu w Poznaniu), jak i w wielu polskich klubach. Prowadzi własny label winylowy. oraz gospodarz cyklu... MesBrutah – znany wcześniej jako DJ Ganja Ninja, na scenie od 2002 roku. Od samego początku mocno zafascynowany muzyką dub. W swoich produkcjach oscyluje wokół nurtu click&cut oraz minimal techno, co sam lubi określać jako microdub. Dotychczas, nakładem rodzimych netlabeli ukazały się EP’ka ‘Personality Disorders In Organic Mater’ (enypnion 09) oraz pojedyncze utwory na składankach dla telescope i qunabu. Twórca projektu Experimenthal Dubbing Sessions, charakteryzującego się live act’ami granymi wyłącznie z hardware’owych urządzeń oraz gościnnym udziałem muzyków. Występował na wspólnych imprezach z takimi legendami gatunku jak Zion Train (Universal Egg), Rhytm & Sound (Burial Mix) czy Pole (~scape). W niedalekiej przyszłości planowane jest winylowe wydawnictwo dla kanadyjskiej wytwórni Silent Season. perdurabo ok, dzięki za pozytywne słowo :) właśnie na tym to polega, że mam ogólnie kłopoty ze zrozumieniem w tym kraju. widzisz, chciałbym kiedyś dostać taką notkę: "Ta książka zrodziła się z gniewu; gniewu na duchową niemoc, metafizyczną pustkę i wszechogarniającą konsumpcję, na łatwiznę liberalizmu i obłudę religii - a nade wszystko na naszą niezdolność do szczęścia. Pisana z perspektywy dalekiej przyszłości historia dwóch braci, biologa molekularnego Michela oraz Bruna, seksoholika na krawędzi obłędu, to szokujący portret społeczeństwa w stanie rozpadu, gdzie pociechę może stanowić jedynie rozpasanie seksualne. Radykalne sądy autora, skrajnie niepoprawne politycznie, lecz przy tym przeraźliwie śmieszne, wymierzone są głównie w "pokolenie 68" i wywodzący się z niego francuski establishment, jednak w gruncie rzeczy dostaje się wszystkim: lewicy, prawicy, białym, czarnym, hipisom, grubasom, narodowi Brazylii, Salmanowi Rushdie, Aldousowi Huxleyowi, a także niemieckim różokrzyżowcom. - Co, nie podoba się? - powiada autor. - No i bardzo dobrze!" niestety skonstatowałem, że tutaj, w Polsce, taka książka powstać nie może, jeżeli inteligentna część społeczeństwa oddała większość głosów na taką partię jak PO. ważę sobie w głowie tę dornowską definicję tzw. krajowego "wykształciucha" i jej realność mnie przeraża. być może naszą kulturę cały czas trzeba mozolnie wykuwać cepem, chociaż jeszcze kilka lat temu było o wiele gorzej. muszę dowiedzieć się, czy można prawnie zrzec się obywatelstwa polskiego, zostać bezpaństwowcem i wyjechać. do Afryki, do zajebistego kumpla, z którym spędziliśmy naprawdę fajnie czasy młodości w liceum, i któremu wiatr w oczy nie wieje. pracuje w Lagos. potem spadówka do ukochanego Buenos Aires. właśnie dzisiaj wraz z płatkami marcowego śniegu podjąłem ostateczną decyzję o zamianie i zdilowaniu mieszkania, rozliczeniu się z byłą i ucieczce w pizdu ;) jestem rozczarowany kulturą europejską w Polsce, płytkością relacji międzyludzkich i tym, że za każdym włączeniem telewizora nie słyszę od rządu: dziękujemy wam Obywatele, Narodzie, że nas wybraliście, i w ciężkich czasach składacie swoje podatkowe zaskórniaki z gównianych robótek np. w hipermarketach, na nasze pensje. zrobimy wszystko, by was zadowolić, zgodnie z polityką miłości i oszczędności, a Donek wejdzie nawet w pupę bez wazeliny. dziękujemy Ci, Narodzie, bo szanujemy pojęcie demokracji i Twoją wolę. ja już wolę złapać sidę od jakiejś przyszłej Alek Wek w Afryce ;), bo telewizja i pogoda w kraju robi się coraz bardziej depresyjna i nie wiadomo, który rodzaj destrukcji fajniejszy ;D oprócz tego, że robię to, o czym tu piszę, moje życie przedzielone jest na cykle picia whiskey i whisky oraz zaleczania antydepresantami, co robi się coraz bardziej niebezpieczne dla zdrowia. zamiast dociekać przyczyn depresji (jak wyżej opisane), lepiej wygrzać się na słońcu, nawet sprzątając ulice. Afryka, ta "czarna" jest idealna dla dochodzenia do zdrowia, chociaż Buenos my love. wyobrażam sobie pozytywnie bezpretensjonalność życia Europejczyka na afrykańskich ulicach, w zupełnie innej kulturze i docieranie do jej prawdziwego sedna. pozdro mechan, powodzenia. mechan stay cool :) nie rozumiem Cie , ale widze energie wiec tak trzymaj.. Pozdr perdurabo huraaa! mamy przyklepane bilety lotnicze i nocleg dla DJ Cam'a od Instytutu Francuskiego! jak dalej będzie taka współpraca to ściągnę kogoś z Kitsune i Ed Banger. a potem M. dla M. czyli Muscles dla M., jeżeli będzie na tournee w Europie, najlepiej w Berlinie. Preseci co chwila tam grają. w ogóle warto porozmawiać z jakimś attache kulturalnym przy Ambasadzie Australii i załatwić import całej ekipy z Modular. na takich warunkach jak z Francuzami mogą sobie lecieć nawet z Australii :) jak to zrobię będę miszcz :) Kraff zapowiedział 3 Francuzki i Kanadyjkę na parapetówce u mnie. podobno śliczne :) co za gość. same pozytywy! super płodny dzień. miód. [Barowa*****] perdurabo no fak! najtrudniejsze jest miksowanie pozornie nieprzystających do siebie utworów w różnych stylach, o różnym rodzaju bitu. może tylko minutowe fragmenty? ale dajcie mi miesiąc, a Soulwaxi rozejdą się po łokciach! ;DD mechaniu, sądzisz w końcu, że umiem pisać, czy jednak nie? jeżeli miałbym napisać powieść twoim zwięzłym stylem (a i tak piszę dosyć zwięźle i klarownie, bez waty), zajęłaby z 10 stron. byłaby to tzw. "novella" w odróżnieniu do opowiadania. kto zapłaci trzy dychy za 10 stron tekstu "książki"? ;) w Polsce nie ma koneserów sztuki, niewielki rynek. w większości koneserzy jedzenia, chlania, ruchania i mody ;) trzeba przystosowywać sztukę do specyfiki rynku, by zdobyć odbiorców. a poważnie: co ty tam robisz w Amsterdamie? stały dżob na emigracji na spłatę mieszkania? jak dtk? [trzymaj się facet!] mechanika maszyn? może znasz jakiś program do równego składania bitu nieprzystających stylistycznie utworów? chciałbym na początek zobaczyć jak bezduszna ;) maszyna radzi sobie ze składaniem minimal techno i indie rocka w jeden ciągły wątek. albo łączy Dylana z Trentemollerem. może "mechanicznie" jest to proste jak budowa cepa, a ja się zastanawiam jak baran z duszą ;) naprawdę przydałby mi się taki program w celach dydaktycznych :P perdurabo hey people! pay attention! ;) [ponieważ utrzymuje mi się 38 z hakiem temperatury i chyba dostałem w końcu raka z sidą do akwarium ;D, popykam sobie] impreza na mieście trwa 3 dzień. wpływam i wypływam do domu. wchodzę na stację przy Dalekiej zrobić zakupy. w mieszkaniu leży już około trzydziestu puszek po Dębowym z tejże stacji i butelka po łiski. (zauważam to na czwarty dzień dopiero). obudzony facet-sprzedawca (jest 4.00) pyta: "a pan to w ogóle śpi?" "czasami się zdarza" - odpowiadam. siedzimy z K. na starym filmie Wajdy za 5 zł w Lunie. bardzo dobry. nagle w pierwszych rzędach klapnął jakiś starszy upieprzony facet i coś klnie na całe kino. młodszy koleś mówi w miarę kulturalnie, żeby się zamknął i dał oglądać. staruch podnosi się urażony, staje z pierwszych rzędów twarzą do całej publiki i krzyczy coś jak: "co wpierdol, chodź!" spokojny głos z zaciemnionego kina: "ale nas jest więcej!" Mindless Self Indulgence "Get It Up" Gentleman, screwing in moderation, screwing is such a bore None of that time is wasted I do that shit on tour! Ohh ya, all right, ohh yea , all right! I wanna make some babies, I wanna get it up! I wanna make you horny, but I can't get it up! I wanna make some money, but I don't want no job, I wanna make you horny, but I can't get it up! Get it up get it up get it up , get it up!(why can't you get it up?) It must be your face, or your body If it ain't your body then it must be your face! Screwing in moderation, screwing is such a bore None of my time is wasted, Ill do that shit on tour! Ohh ya, all right, ohh yea , all right! I wanna make some babies, I wanna get it up! I wanna make you horny, but I can't get it up! I wanna make some money, but I don't want no job, I wanna make you horny, but I can't get it up! Get it up get it up get it up!(why can't you get it up?) Uhh, Jesus, hah, I've never had this problem before, it's just ..hold on a second Ahh give it a minute, give it a minute.Alright, just give it a minute Uhh...Do something sexy, I don't care do something sexy Just whatever you do, DON'T talk about your FUCKING BOYFRIEND WHILE WE'RE HAVING SEX, HOW ABOUT THAT?! Ohh ya, all right, ohh yea , all right! I wanna make some babies, I wanna get it up! I wanna make you horny, but I can't get it up! I wanna make some money, but I don't want no job, I wanna make you horny, but I can't get it up! Get it up get it up get it up!(why can't you get it up?) [Barowo, wyczyść ten syf, poszła już butla łiski. zaraz zejdę po estazolamie ;)] perdurabo MSI - "Revenge" *Girls talking* Girl saying: Ok, alright, people! Pay atteontion. Girls, come on. I hope everybody remembers the cheer, because certain people last time, did not remember the cheer. So let's get it together, okay? We've got a game next week. Alright, one *clap clap clap* two *clap clap clap* Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na! Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na! This... is... My... Re... venge I'm a little tease Watch what i do Heres a little taste of how its gonna be from now on Yo - Fuck me and my friends Yo - my friends and me Never special enough To make a case for Jealousy Fuck the secret sauce I'm Gothalicious with cheese and all the gay things I say make such a pretty melody Im gonna say all those bad things about you that ain't true Intimate things so everyone hates you This... is... My... Re... venge I'm a little tease Watch what i do Heres a little taste of how its gonna be from now on Fuck me and my friends Yo - my friends and me Never special enough To make a case for Jealousy Fuck the secret sauce I'm Gothalicious with cheese and all the gay things I say make such a pretty melody Im gonna say all those bad things about you ..about you I'll make up things so everyone hates you This... is... My... Re... venge I'm a little tease Watch what i do Heres a little taste of how its gonna be from now on This... is... My... Re... venge is... my... re... venge Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na! Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na!!! This... is... My... Re... venge I'm a little tease Watch what i do Heres a little taste of how its gonna be from now on This... is... My... Re... venge is... my... re... venge Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na! Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na na Na na na na na na na! perdurabo test, opowiadanie dla CKM-u, prapremiera. [czas twórczy cirka 2 godziny] Orgazm. Ula tej nocy długo nie mogła zasnąć. Leżała w łóżku obok swojego starego, którym od ośmiu lat starała się zachwycać. Kiedyś była młoda i otwarta na uczucia do dobrze rokujących artystów, teraz zauważała głównie rosnące ceny kremów przeciwzmarszczkowych oraz stumetrowych apartamentów na Saskiej Kępie. Marzyła o takim mieszkaniu umeblowanym limitowaną serią ekologicznych mebli z ikei. Żadnego wycinania drzew i zaburzania ekosystemu, czysty MDF. Panował światowy kryzys gospodarczy, nadszedł czas celnych wyborów. Pomyślała o fatalnym smaku spermy starego. I tak rzadko kończył już w jej ustach, zawalony mikrozleceniami pozwalającymi spłacać raty za czterdziestometrowe mieszkanie na obrzeżach Ursynowa. Co prawda za oknem roztaczał się sielski widok Lasu Kabackiego z polankami na grilla, jednak na osiedlu partery były tak niskie i niezabudowane, że można było stojąc na zewnątrz oglądać „Ranczo” razem z sąsiadami i wspólnie czytać „Fakt”. Nie tak miało się skończyć. A przynajmniej rozwijać. „Jestem uwięziona w megakiczowatym plastelinowym kadrze, a gdy próbuję obejrzeć go z zewnątrz, młode matki wpychają się na mnie wózkami z wyjącymi dziećmi, którym ślina spływa na ukochane baletki Repetto.” – skonstatowała. „Plastelina zawsze da się formować – zrobiła aluzję do męskiego świata. – lecz zasób kształtów jest w pewnym sensie ograniczony.” Znowu niemal dosłownie poczuła wstrętny smak nasienia na języku: „To nie jest Jack Daniel” – przeszło jej przez głowę i szybko odwróciła się plecami do starego, zachowując metrowy dystans. Na rozrachunkach minionych lat upływały kolejne godziny nocy. Około czwartej pomyślała o penisie kolegi, który odnosił sukcesy grając na giełdzie, potem o języku przyjaciela, wziętego grafika w TVN’ie, między swoimi nogami, a następnie o namiętnym prysznicu ze znajomym dziennikarzem magazynu motoryzacyjnego, któremu rodzice zostawili spory posag przed wyjazdem do Chile. Niestety dwaj byli żonaci, a jeden pedałem, chociaż nie wyglądał tak bardzo zniewieściale. Pamiętała namiętny wzrok sprzedawczyń, kiedy od niechcenia kupił za 600 złotych spodnie z nowej kolekcji wprowadzonej dwa dni wcześniej do butiku w galerii handlowej. Nie musiał czekać na wyprzedaże, jak większość, ani kupować na Allegro. To wtedy na wspólnych zakupach doradził jej te baletki Repetto, mówiąc, że nawet Gainsbourg chodził w obuwiu tej firmy. Fajny chłopak. Jej stary bał się nawet samodzielnie kupować odżywki do włosów, by ekspedientki nie potraktowały go jak homo. „Dupek, świat się zmienił.” – odpowiedziała w myślach z wyrzutem. O piątej rano, dokładnie na trzy miesiące, cztery godziny i pięćdziesiąt dwie minuty przed trzydziestymi urodzinami poważnie zaswędziała ją cipka. „Muszę coś zmienić, ulepić z plasteliny nowy kadr!” – powzięła decyzję. Szukała go dwa tygodnie, dopóki koleżanka z „Naszej klasy” nie podała jej namiarów. Masażysta przyjmował w gabinecie na Starym Mokotowie, Ulę bolał kręgosłup od siedzącej pracy przy komputerze. Stary na pewno nie będzie miał pretensji. Miał na imię Erazm, co przy odrobinie wysiłku woli mogło kojarzyć się z orgazmem. Posiadał wiele dyplomów z kursów na całym świecie. Rozebrała się w przedsionku obok, położyła na specjalnym stole wytwarzającym pole magnetyczne i przykryła pupę ręcznikiem. Erazm był naprawdę mistrzem w swoim fachu i kapitalnie masował zastane kręgi. Za drugim razem wyszła kompletnie rozluźniona. Wizje plastelinowych kadrów odpłynęły na przeciwległy koniec miasta. - Robi mi naprawdę dobrze! – powiedziała do siebie zjeżdżając windą – Jemu też coś się należy, bo pewnie nie często trenuje młodą trzydziestoletnią dupę. Howgh! – krzyknęła w zamkniętą małym prostokątem ścianek przestrzeń elewatora. Na trzecim masażu zaczęli rozmawiać o życiu. Okazało się, że Erazm wyciąga piętnaście tysi miesięcznie, ma nowe Audi i niedawno kupił trzystumetrowy loft na Bielanach. Co roku lata z żoną na wakacje do Singapuru i Tajlandii, teraz planują safari w Kenii. Kiedy popatrzyła na niego przed wyjściem, wiedziała już, że punkt G ma w kręgosłupie, szybko reagującym pod delikatnymi palcami Orgazma. Do jej ust wrócił smak Jacka Daniela, a sutki pod cienką bluzką zalotnie zaczęły sterczeć. Pocałował ją na pożegnanie w policzek. Nacisnęła jak zwykle zero w elewatorze, ale ten gest był jak naparcie grubego, sztywnego prącia na rozgrzany do czerwoności otwór między nogami, pośród odwiniętych na boki warg sromowych. Wydawało jej się, że leci do góry zamiast zjeżdżać na parter. Zatrzymała windę między piętrami i palcami dopieściła mokrą cipkę. Erazm stał się pełnoprawnym Orgazmem. Zawaliła zlecenie i miała pieniądze już tylko na ostatnią, czwartą wizytę. „Mam trzydzieści lat, jestem zgrabna, nie muszę za to płacić. – pomyślała. – Zresztą Zara wypuściła w tym sezonie taki model kurtki, że jacierpiedolę!, a stary męczy tylko, bym dołożyła się do rat kredytowych.” Znowu pojawił się plastelinowy kadr z osiedla, który nie dał się nijak uformować przez nadchodzące sto dwadzieścia miesiący życia, a dzieci w wózkach młodych matek wyciągały nachalnie rączki z tysiącami pojemników coraz to nowych kremów rewitalizujących skórę. „A jeżeli będę potrzebowała wkrótce liftingu?” – pomyślała z niepokojem. Tym razem była zdenerwowana, ale przecież leżała twarzą odwróconą do powierzchni stołu. „Erazm nic nie zauważył.” – pocieszała się i zastanawiała jak to rozegrać. Kiedy skończył masaż, wychodził jak zwykle do aneksu kuchennego, by mogła swobodnie się ubrać. - Słuchaj! – podniosła jakoś nienaturalnie głos. – Zapomniałam dzisiaj portfela, spieszyłam się…ale…może ty też się…odprężysz? – dokończyła siadając na stole i jednocześnie zrzucając ręcznik z pupy na podłogę. Kiedy się odwrócił miała rozłożone na bok uda i delikatnie masowała ogoloną podczas domowej kąpieli cipkę. Była już mokra, bo magiczne palce Erazma na kośćcu zawsze przynosiły wilgoć podbrzusza. Erazm nie był zniewieściałym metroseksualistą, tylko rasowym chłopakiem po AWF-ie. Podszedł i włożył członek w jej usta. Szybko osiągnął wzwód, a Ula marzyła o Jacku Danielu. Zerżnął jej krocze bez ceregieli, bez kondoma, jednocześnie ściskając nabrzmiałe sutki, a potem przewrócił dziewczynę na brzuch i wszedł ostro między nerki. Jęczała pieszcząc wzgórek dłonią. Spuścił się w jej odbyt z głuchym pomrukiem. Nie doczekała się zapachu whiskey, za to między pośladkami ściekało cenne dla skóry białko. - Wiesz, tak naprawdę już dawno nie układa mi się z żoną i chyba powinienem się rozwieść. – odpowiedział z zalotnym uśmiechem, kiedy odwróciła głowę w jego stronę. Gdy wyszła po prysznicu, Erazm dokładnie zamknął gabinet, a potem wsiadł do dwunastoletniej Hondy Civic. „Pieprzona dziwka. – myślał – ale było mi tego potrzeba.” Wrócił do starej, do czterdziestometrowej komunałki w Śródmieściu, o rozkładowych pokojach i kuchni wydzielonej z łazienki sąsiadów. - Kochanie, jestem kompletnie zjebany robotą, rozluźnij mnie, jak zwykle. – zawołał do Ewy piekącej w dresach kurczaka. Rozebrał się do naga i uklęknął na stoliku ikei z MDF-u, z limitowanej, ekologicznej serii, jedynym ciekawym meblu w mieszkaniu. A potem przywarł głową do jego blatu, wystawiając szeroki tyłek. Ewa zrzuciła ubranie i założyła stringi z grubą atrapą penisa i włożyła plastik między jego pośladki posuwistym ruchem. - Mocniej, mocniej! – charczał z otwartymi ustami i zmróżonymi oczami. – bardziej do góry! – A konkubina wkładała sztuczny penis z zaangażowaniem. Kiedy doszedł, czuł się jak Ula po jego masażu. Erazm stał się pełnoprawnym Orgazmem. Tym razem wyłącznie swoim orgazmem, wyłącznie dla siebie. Robili tak odkąd masażysta znalazł w Internecie stronę barmleczny.com i doczytał się w felietonie poczytnego autora i podróżnika o orgazmie prostatowym. Erazm nigdy nie miał zapalenia tego narządu i zawsze odczuwał przyjemność. Lubił stal, plastik, MDF i drobne podniety. Jego świat nie wznosił się z miękkiej plasteliny. Ula dojechała metrem na Kabaty. Kiedy weszła do domu jej zapracowany stary znienacka pocałował ją w usta: - Na twoje trzydzieste urodziny jedziemy do Berlina. Kupiłem bilety na pociąg w necie, gdy byłaś na masażu. Jak kręgosłup? Lepiej, kochanie? Ula wyjrzała przez okno wprost w gardło mażącego się wniebogłosy i puszczonego samopas dzieciaka i pomyślała, że wydaje odgłosy jak zwierzę na safari w Kenii. Ciepłe słońce nad głową berbecia podkreśliło błękit jej głębokich oczu. Autor pragnie podkreślić, ze wszelkimi zasobami słów, zachowań i myśli rządzi czysty przypadek, a świat jest ograniczony. perdurabo mam taką impresję: w tym roku jest i dobrze obsadzony Selector i Opener i taniutki Audioriver także. leci kasa na pobyt, nie tylko za wejścia. rynek się zagęszcza. jeżeli wszędzie przyjedzie po 20.000 tysi ludzi... to gdzie się podział kryzys? te festy będą jego wyznacznikiem w branży rozrywkowej. zagraniczni artyści dobrej marki biorą już po 1000 EUR za pojedyncze gigi w Polandzie, chociaż taki Bob Sinclar dał zapór do pewnego zacnego letniego klubu w wawie na 30.000 EUR :D ale ogólnie wszyscy chcą grać, bo wtedy rynek się kręci. na dobrze zorganizowanej polskiej bibie można zebrać 2000 tysi dziennie z wejść po 5zyli, ale faktycznie ludzie zaczynają kupować mniej niż dawniej alko w barach. gdzie tkwi środek? jesteśmy nadal zabawowymi Słowianami czy europejskimi domatorami? jak zebrać kasę i rozdysponować ją na rozwój sztuki, muzyki, a jednocześnie dać swoim laskom kremy, perfumy, ciuchy i udane wakacje? :)) czy upadnie ślepe pożądanie przedmiotów na rzecz wartości intelektualnych i odbudowy szczerych relacji międzyludzkich. balans między frommowskim "być czy mieć" staje się coraz bardziej wyrazisty, silniej celebruje się dokonywanie wyborów. jeżeli gdzieś czytamy, że udany związek może upaść przez kryzys finasowy (a nie np. przez nudę w łóżku), to następuje najczytelniejsza deklaracja świata materialistycznego. jeśli sztuka jest także zabawą, a nie jedynie intelektualną igraszką twórcy, nawet ci, którzy do końca jej nie rozumieją, mają szansę na kontakt podczas aspektu zabawy. wybory, wybory, sztuka wyborów i... poszukiwania desygnatów słowa "miłość" staje się zatem, poprzez kryzysową refleksję, wciągająca niczym gra złudzeń i pozorów. zwana życiem. nadaje mu oczyszczającej realności. [to tylko solidna refleksja, nie tekst.] perdurabo ciekawa konstrukcja słowna, mechan! jesteś heterofaszystą? ;D ja uwielbiam smak lepkiego soku z małży ;) do Amsterdamu grand buffet puścił bezpośredni pociąg z centrala. nie ma to jak jazda pociągiem i przygod(y)ne znajomości w podróży tymże. wszystko się może zdarzyć. samoloty są zbyt bezpieczne i bezrelacyjne. UWAGA! po katolickich świętach wielkanocnych w każdą środę wieczorem w klubie Hydrozagadka WAWA-Praga ul. 11 listopada 22 Eclectic Sessions czil i pląs Kraff (BassKontrass) & mltr (O.T.O.). zapraszamy innowierców! ;) oprócz tego nawiązaliśmy wstępną współpracę z Instytutem Francuskim i Ambasadą Francji w sprawie organizacji seta/live actu DJ Cam'a + ew. Lexusss & Harper (?). turntablizm nie wychodzi nigdy z mody. :) a w ogóle to Mindless Self Indulgence rządzą płytą "If" ! byłby dobry koncert: Mindless Self Indulgence + Street City Nomads & MassKotki. mechan ... jak facet? mowi do faceta na pozegnanie PA to mnie krew zalewa... mechan Takie hasla dzis sobie wymyślilem... Zniewieściałym samcom mówimy NIE !!! Agresywnym amerykanskim samicom nalezy strzelac w pysk. Zepsute miasto ten Amsterdam... wyprowadzam sie. perdurabo "(…) w 1965 roku Bob Dylan (…) na Festiwalu Folkowym w Newport przedstawił swoją muzykę w brzmieniu elektrycznym. Posunięcie to uznano później za symbol wyjścia kultury „podziemnej” na powierzchnię. (…) - Dylan to straszny przebojowiec [idzie przebojem] – mówi Nat Hentoff. – Był zresztą taki od czasu, gdy po raz pierwszy pojawił się w Nowym Jorku, ja zaś znałem go już od dość dawna. Przypomina on pewnych znanych mi ludzi z „podziemia”, tak długo bowiem łgał, pchał się w górę i przybierał różne wcielenia, że bardzo możliwe, iż nie wie już, kim, u diabła, jest naprawdę; myślę nawet, choć nie mogę przedstawić dowodów, że nie wie o tym na pewno: ciągle wkłada przecież nowe maski, co zaś kryje się ostatecznie za pierwszą z nich, patrząć od końca… sądzę, że zupełnie to zatracił. Nie wierzę już ani jednemu jego słowu. Powiedział mi kiedyś, jeszcze w latach sześćdziesiątych, że jego wczesne rzeczy, to znaczy, wiesz, pierwsze piosenki, pieśni walki o prawa obywatelskie, naprawdę wywindowały go w hierarchii sławy, bo dobrze trafiły w ducha czasu. Oto dokładnie, co powiedział: „Wykombinowałem te rzeczy w taki sposób, bo wiedziałem, że ludzie chcą słuchać czegoś w podobnym stylu, i stwierdziłem, że tą drogą najszybciej dojdę do jakiejś forsy.” W chwili obecnej nie sądzę, by to była prawda; nie wydaje mi się też, by to była prawda wtedy, choć całkiem możliwe, iż on uważa teraz, że był wówczas absolutnie szczery. - Czy nie myślisz, że zwyczajnie robił cię w konia? – pytam. - To całkiem prawdopodobne: chciałem powiedzieć, że jest mistrzem, jeśli chodzi o te rzeczy. Podejrzewam, że przestawił się na brzmienie elektryczne na tej samej zasadzie, co Miles Davis. Kiedy Miles, chyba na początku lat siedemdziesiątych, zauważył, że nie tylko u nas, lecz prawie na całym świecie istnieje ogromna publiczność rockowa, nie widział powodów, dla których nie miałby jej, częściowo choćby, zdobyć, wiedział też, iż nie mógłby tego dokonać tylko przy użyciu swego tradycyjnego instrumentarium. Mówiono, że także i MIles wtedy się zaprzedał. Myślę, że Dylan dążył do tego, by mieć największe grono słuchaczy (…)" [Ronald Sukenick – „Nowojorska bohema”] W TYM FRAGMENCIE CAŁE CLOU. Miles, Lavelle… „[James Lavelle] Jest pionierem, który wyznacza kierunek, podaje pomysł i nazywa go, zbiera wykonawców, którym pozostawia wolność twórczej interpretacji. Kiedy zadanie zostanie przez nich wykonane przetwarza jego wynik sam lub ze współpracownikami. Wszystko polega na wzajemnie inspirującej współpracy.” [„Unkle – Poddaj się życiu!”, magazyn Laif wrzesień 2007 tekst T.S.] perdurabo Spółka Ordo Templi Orientis z ograniczoną odpowiedzialnością za poczytalność present: 7 marca 2009, Hydrozagadka, Warszawa-Praga, ul. 11 listopada 22 Egoist live (Kraków) Clicks live (Łódź) DJ's: No.107 & Wiktor Skok REANIMATE THE MACHINERY Wieczór łączyć będzie energię elektronicznego beatu różnych popularnych nurtów. W Hydrozagadce spotkamy się z tym, co najlepsze we współczesnym electroclash, EBM i electroindustrialu. Style te łączy o wiele więcej, niż się powszechnie uważa. Dowodzić tego będą didżeje: Wiktor Skok i No.107 - obaj doskonale rozpoznawalni zarówno na scenach industrial jak i electro. Niebywale atrakcyjnie zapowiadają się live acty. Spajający w jedno inspiracje legendami takimi jak: Front Line Assembly, Skinny Puppy czy Haujobb - łódzko, krakowsko warszawski projekt Egoist, zderzy się z aktualnymi electro breaks i przebojowym electro made by Clicks. Powyższe składy, grupujące muzyków m.in. znanego już dobrze Controlled Collapse zagwarantują wysoką jakość koncertów. Równowaga między mechaniką a tańcem to azymut tej nocy. Egoist to autorski projekt Kuby Włodarskiego, producenta, remixera, współtwórcy krakowskiego shockwave. Powołany do życia w 2002 roku w Łodzi, eksplorujący grunt electro-industrial / EBM projekt charakteryzują kanonady bitów i tłustych basów flirtujące ze swoistym, tanecznym feelingiem, którym Kuba okrasza swoje numery. Kilkanaście koncertów (m.in. u boku Haujobb) oraz demo Breaking Moment wzbudziło duże uznanie u koneserów i szerszej publiki. http://www.myspace.com/egoistmusick CLICKS powstał w 2007 roku. Jest to poboczny projekt Wojciecha 'kr-lika' Króla, łódzkiego muzyka, znanego między innymi z Controlled Collapse. Muzyka CLICKS to mieszanka electro, trance, popu, a czasami nawet i punka, z naciskiem na taneczny bit, ciężkie, charczące i tłuste bassy oraz dynamiczne aranżacje. CLICKS zadebiutowało 16 czerwca w Łodzi jako support electro-popowego projektu Vein Cat. Odbiór był rewelacyjny, co zaowocowało kolejnymi koncertami w całej Polsce. W przygotowaniu jest pierwszy singiel, który zostanie wydany na vinylu w limitowanym nakładzie. Skład: kr-lik WWW: www.clicks-music.com www.myspace.com/clicksmusic ******** 28 marca 2009, Hydrozagadka, Warszawa-Praga, ul. 11 listopada 22 Va_Version 001: Kadubra live Hatti Vatti live DJ: MesBrutah dub, dubstep, digidub, uk steppas start 21.00 wstęp 10 zł VA_VERSION 001 Zapraszamy na pierwszą imprezę z cyklu VA_VERSION mającą na celu prezentację najciekawszych artystów związanych ze sceną jak i w ogóle zjawiskiem jakim jest szeroko pojęta muzyka dub! Dub był kamieniem milowym i podwaliną pod współczesną muzykę elektroniczną wraz ze wszystkimi jej obliczami. Zapoczątkowany przez dwa wybitne muzyczne umysły King Tubby’iego i Lee ’Scrach‘ Perry’ego na Jamajce pod koniec lat 60’tych. Oni pierwsi zaczęli używać wszelkiej maści efektów, pogłosów i delay’ów w sposób o jakim nikomu się wtedy nie śniło. Ich genialne wyczucie podczas pracy w studiu oraz głębokie zaangażowanie we wszystko co robili sprawiło, że niczym pielgrzymi, zaczęli za nimi podążać kolejni dubowi wyznawcy. Zjawisko to okazało się na tyle silne, że tylko kwestią czasu było rozprzestrzenienie się jego wpływów na dalsze obszary . Tak dub dotarł na początku lat 80tych m.in. do Wielkiej Brytanii , Francji czy Polski. Dziś dub przeżywa swoją drugą młodość za sprawą wysokiej fali popularności dubstep’u. Jednocześnie wciąż popularne są jego starsze odmiany digidub i uk steppas a także klasyczny dub z lat 70tych. Równolegle w innych miejscach na ziemi rozwinęły się charakterystyczne interpretacje dub’owej filozofii. Jednym z takich miejsc był Berlin gdzie w znacznym stopniu swe początki miały dubtechno oraz click/glitch . Współcześnie na całym świecie spotkać można też różne wariacje na temat minimal/elektronicznego dub’u. Mocnych dub’owych korzeni nie można odmówić również muzyce drum & bass i jungle. O dubie można by rozpisywać się bez końca, zmienił on sposób produkowania i postrzegania muzyki na zawsze, ale najważniejsze jest to jak się go czuje. Dub czuje się całym sobą. Dub się przeżywa, celebruje, doświadcza! Fascynuje nas w nim magia i mistyczna mgła, w której jest skąpany. Przenosi się to i objawia w ultra potężnych liniach basu niesionych ponadczasowym rytmem serca. Pierwszym zjawiskiem dźwiękowym jakie jest dane usłyszeć człowiekowi jeszcze przed jego narodzeniem. Dynamiczny puls basu i rytm życia, sprawiają, że każdy z nas odkrywa w nim coś z samego siebie, i może to właśnie nie pozwala nam przejść obojętnie, zapomnieć. Dub powraca z potężną siłą! Będziecie mogli przekonać się o tym na własnej skórze już 28 marca w warszawskim klubie Hydrozagadka. A zagrają dla Was: Kadubra – mieszkający w Gdyni muzyk, dj i producent. Debiutował w 2001 na składance Dub Out Of Poland. W jego dyskografii znajduje się szereg autorskich wydawnictw w większości winylowych. Autor remiksów dla Habakuka, Wszystkich Wschodów Słońca, Vavamuffin i wielu innych. Współpracował z czołowymi polskimi wokalistami (Jarex, Symeon Ruta, Pablopavo, Bobone, Junior Stress) a także muzykami z zagranicy (między innymi: Tippa Irie, Echo Ranks, Vibronics, Earthground Combination). Jest współtwórcą duetu minimal - dubowego - Echo_TM oraz członkiem zespołu Ras Paddy & The Rockas (ex Rocka’s Delight). Zagrał dziesiątki imprez i koncertów u boku czołowych gwiazd muzyki dub i reggae z zagranicy i kraju w największych polskich klubach, festiwalach oraz na licznych soundclash'ach. Hatti Vatti – Producent i DJ związany z brytyjską wytwórnią "Mindset". W swojej muzyce i występach na żywo łączy fascynacje dubstepem z minimalistycznymi dźwiękami dub-techno. Niebawem na Wyspach powinna ukazać się jego debiutancka 12" (współwyprodukowana z Studio As One). Na swoim koncie ma współprace z wieloma artystami, w tym również z tymi wydającymi i tworzącymi w UK, jak producenci Synkro (Z-audio / Mindset) i Kontext (Immerse Records / ~Scape) czy wokalista Echo Ranks (Scoops / Universal Egg). Na scenie i w studio stale współpracuje z wokalistką Sarą Brylewską. W ramach live-actów występuję jako projekt audio-wizualny wraz z VJ'em, którym jest grafik i twórca teledysków - Maciek Salamon. M.in. w takim składzie Hatti Vatti gościł na kilku festiwalach (w RAW Tempel w Berlinie, na Regeneratoriuos na Litwie i Kontruderzeniu w Poznaniu), jak i w wielu polskich klubach. Prowadzi własny label winylowy. oraz gospodarz cyklu... MesBrutah – znany wcześniej jako dj. Ganja Ninja, na scenie od 2002 roku. Od samego początku mocno zafascynowany muzyką dub. W swoich produkcjach oscyluje wokół nurtu click&cut oraz minimal techno, co sam lubi określać jako microdub. Dotychczas, nakładem rodzimych netlabeli ukazały się EP’ka ‘Personality Disorders In Organic Mater’(enypnion 09) oraz pojedyncze utwory na składankach dla telescope i qunabu. Twórca projektu Experimenthal Dubbing Sessions, charakteryzującego się live act’ami granymi wyłącznie z hardware’owych urządzeń oraz gościnnym udziałem muzyków. Występował na wspólnych imprezach z takimi legendami gatunku jak Zion Train (Universal Egg), Rhytm & Sound (Burial Mix) czy Pole (~scape). W niedalekiej przyszłości planowane jest winylowe wydawnictwo dla kanadyjskiej wytwórni Silent Season. [ładnie proszę sympatyczną Barową o dodanie do swoich smaków :)] perdurabo tak, etym. :) zawiało mnie wczoraj na feministyczną imprezę do CDQ. było bardzo miło (nawiasem: MassKotki to świetne laski, nie takie "oryginalne" brzydactwa jak jedna pani, i selekta płyt fajna). ale... rozmawiałem z dziewczynami les (są super!) o technikach orgazmowania... i doszliśmy do zgodnej opcji, że znakomita WIĘKSZOŚĆ kobiet ma "orgazm zewnętrzny", a tylko niektóre "wewnętrzny" i to często pomagając sobie palcami. "orgazm sutkowy" to podobno jednorożec wśród orgazmów. nasuwa się stąd wniosek, że aby zaspokoić dziewczynę nieważny jest rozmiar (długość, grubość) chujka tylko sprawne palce oraz JĘZYK. techniki lizania zawsze się przydają. oczywiście najlepiej jak po seksie zaspokojone są obie strony, więc nasz wspaniały narząd męski do czegoś się jednak przydaje ;D a już myślałem, że nie umiem się pieprzyć, tylko "nasz" wielki kolega mun umie. ;) ale on dochodzi wyłącznie prostatowo - pomyślałem - i wyobraziłem sobie jak jego żona od lat zakłada stringi z wielkim grubym wibratorem i rżnie chłopaka w dupala, klęczącego na ikei'owskim stoliku i krzyczącego: "mocniej, mocniej!". mechan, znasz się na seksie, lizaniu? kogo ty tam obracasz? ;) chętnie wymienię uwagi. :) mechan "do kupy" powiadasz etym.? perdurabo o, tego posłuchajcie, w Japonii wydane: The Beatles - The Strawberry Fields Tapes (1967) czterdzieści ścieżek demo i dialogów aż do owocnego finału :) perdurabo dzieciaki, rzucajcie wątkami, mocno balansuję i utrzymuję równowagi korektę ;), by dotrzymać kroku JK. powieść może być online i każdy temat może zostać wykorzystany. każdy może być konsumentem (odbiorcą) i każdy może być skonsumowany (odebrany i wplątany w łamy). wątki, wątki, wątki. musi być gęsto, jak u Houellebecqa. jeżeli barowa sobie zażyczy, po przeniesieniu się w samotnię totalną, mogę spróbować napisać to online. obnażę proces twórczy ;) nie gwarantuję za stany świadomości, więc korekta powinna być tylko niewiele opóźniona. gwarantuję za to trzymanie się kupy ;) to może zająć jedynie 48h po koko od K lub kwa. :)) może może może, ale tak czy inaczej będzie. mechan, dawaj, inni też, coś, co zaskoczy mi do historyji :)) perdurabo amen :D perdurabo facet, dajmy już spokój temu ping pongowi. to do niczego nie prowadzi. ja mam inne problemy na głowie, np. z RWE (dawniej STOEN), który chce mnie naciąć na sporą kasę, bo wyciąga prognozy zużycia energii z dupy chyba, planuję zamienić mieszkanie i zastanawiam się, czy tak, żeby wycofać kasę, czy tak, żeby było jeszcze lepiej do życia, znajomy menago klubu L zaprasza mnie dzisiaj na wybory miss klabingu na ul. Sienkiewicza, a ja muszę żreć antydepresanty, zamiast chlać łiskacza, bo inaczej zawsze będę się wahał ;), itd.itd. nie wszystko obraca się wokół SZTUKI, dupy, cipki i chuja. SZANUJĘ twoje dokonania, ale leżymy na dwóch półkulach, ja w biednej Ameryce Południowej, ty w bogatej Europie ;)) NAPRAWDĘ szanuję, ale nie zestawiaj nigdy echolalii z melancholią, prosz. jesteś NAPRAWDĘ DOBRY w tym co robisz, rozwijaj się, pilnuj swojej niszy, bo kryzys, i zarabiaj kasę. samego najlepszego. ja pozbyłem się złudzeń co do swojej osoby jakieś 14 lat temu. sam siebie nie przeskoczę, bo nie umiem żyć w ryzach. muszę też na stałe przyjmować dwa rodzaje leków, a nie chlać łiskacza. ale wtedy życie staje się piekielnie monotonne. bez łiskacza. mój mózg to "Cube" ;DD najchętniej związałbym się z jakąś seksowną i wyrozumiałą panią psychiatrą :)) może wtedy coś ze mnie jeszcze by było. ale jestem nieśmiały, a staje mi jak cholera :DD [dlatego gorąco popieram feminizm] peace love ecstasy unity respect mechan spoko oko :) mieszkanie no coz jeszcze przez pare lat spacac bede/ teraz siedze na posadzie poza granicami RP z pensjá 2 x sredia lokalna/ po glowce mnie mama nie glaskala i nie nauczylem sie czerpac przyjemnosci z zycia rodzinnego / przykladu na zycie tez w domu nie bylo wiec wypieprzylem z tamtad bardzo mlodo/ ... ostatecznie ciesze sie ze kiedys bylem bez grosza i pod mostam europy pare tygodni mieszkalem/ polecam :) zajebiste doswiadczenie i przygoda i nie wstydze sie tego :) wkoncu cos sie dzieje :) ... dobra spadam do PL na weekend pozdro. mysle ze juz tu nie bede z toba pisac internet to miejsce publiczne (bardziej dom publiczny) fajnie sie gadalo / narazie, powodzenia i spelnienia marzen Pa Mechan perdurabo pfff... :D ["stary", zobaczymy, kto jeszcze wyjdzie na kompletnego dupka przez dziewczyny :D nie chcę tu wklejać tekstów paru mejli, żeby cię nie bolało ;)] [ewidentnie straciłeś ten krótki styl pisania ;)] perdurabo nie mechan, kiedy ciebie wszyscy głaskali po główce i dawali ssać cyca, żebyś wyrósł na ludzi, ja zarabiałem dilując mieszkania. zrobiłem tego dużo, naprawdę dużo, spokojnie za jakieś półtora miliona. dla siebie i pieprzonej madame. w pewnym momencie mieliśmy ich CZTERY. to sporo jak na ludzi spoza "układów". nie? siedząc przy monitorku i klnąc na zleceniodawców, którzy czegoś od ciebie chcą, a mało płacą lub chcą to robić po przyjacielsku lub za pióro w dupie (twojej, jako megafachowca), ja miałem spore problemy z konkurencją powiedzmy w uproszczeniu "mafijną" czy "układową" od komunałek. w międzyczasie rozwijałem swoje hobby, czyli pisanie. o muzyce. ale przyznaj, że mieszkanie i wyposażenie dostałeś od mamy, względnie taty. współczuję takim herosom. [emotka żenady] skoro składałeś bar od nowa, zwróć uwagę na moje opowiadania, teksty, jakkolwiek je nazwać. może wartość literacka jest zerowa, bo to żart czy autoironia, lecz znajdź mi taki styl pisania, chociaż tu, w tym cudacznym kraju, z rządem, do głosowania na który tak zachęcałeś. na dwoje babka wróżyła, ale mam jeszcze sporo zasobów, dzięki którym uda mi się przetrwać największe gówno. i wiatr mi w oczy nie wieje, kiedy jestem w formie niedepresyjnej. chyba, że łiskacz mnie zabije. zazdroszczę tylko egocentrykom głaskanym całe życie po główce, bo będąc w mojej sytuacji na pewno kilka razy strzeliliby sobie w główkę. jeśli oczywiście dostaliby pozwolenie na broń. ostatnio dostałem się na izbę, bo powiedziałem w radiolce coś o bufetowej i całą drogę obrażałem pacana z policji, nie że był z policji, bo są tam i wyjątkowo mili ludzie, ale ta para była autentycznie pacanowata. na przyjęciu chłopaki śmieli się razem ze mną, i powiedzieli, że to wyjątkowy przewóz jak na mój przypadek spożycia. a ja mogłem się w końcu dobrze wyspać. mechan :P mechan powiem ci misiu pysiu ze cos czuje niechec do pismakow . tzn wszystkich tych ktorzy pracujac w gazetach i innych instytucjach zarabiajacych na gadaniu o pierdach tak sobie teraz siedze i patrze ile ty potrafisz zakreconych tekstow wymyslic.... ja tam bym tak sie nie sral by sie wypowiedziec bo po co? a ty tu sie gimnastykujesz jakby to byla obrona doktoratu z polskiego... :P bolalo? hehe p.s. zarabiasz pisaniem? jesli tak to wspolczuje perdurabo jedyne czego naprawdę zazdroszczę wielu ludziom to dorastanie w bezpieczeństwie, bezpieczeństwie PSYCHICZNYM pochodzącym od rodziców. inaczej przejmujesz duszę Cobaina ;), który nienawidził krańcowo życia. prawdopodobnie mam już dosyć poważnie wyczerpany organizm, a w tym kraju nie mogę zginąć jak Hemingway ;) muszę zabijać się łiskaczem, co mimo wszystko trochę trwa. ;) ale jest pyszny. pracujesz, pracujesz (głową), a nagle dotyka cię seria niefartu i nie masz nawet kogo się poradzić jak rozegrać sprawę, bo uprawiasz tzw. wąską specjalizację na rynku, nigdy nie łamiąc prawa. krańcowa dojrzałość i odpowiedzialność przy duszy Cobaina jest kurewsko trudna do utrzymania w ryzach. i naprawdę interesuje mnie jak młodzi ludzie zarabiają na mieszkania. perdurabo odp: "sam się dziwię" ja też, już dawno powinni im napisać duszę. odp. Ingmar Bergman piłem od piątku wieczorem do poniedziałku i zawsze robię to szczerze i ze smakiem. jednak to kurewsko meczące zajęcie. [wstydliwy jesteś] [potwierdzam, ze brak policji na mieście, cały poniedziałek jeździłem maksymalnie upieprzony metrem, tramwajami, skakałem przez bramki i NIE TRAFIŁEM na Kolską, natomiast zaliczyłem ją dwa tygodnie temu wracając z planu b na granicy trzeźwości] odp. Ingmar Bergman dwa skąd wziąłeś pieniądze na mieszkanie? ja musiałem zaliczyć po drodze sporo naprawdę niezłego syfu i mocno pracować głową. mechanicaelo dex "roboty nie mają duszy, mają tylko program". ;) odp: sam sie dziwie :) odp na "aha, ..." "boje sie byc znany jak cholera" Ingmar Bergman perdurabo aha, wspomniałem o Cowleyu (nie Crowleyu), bo potrzebni są tacy "uczciwi oportuniści" (określenie Sukenicka), by wydobyć artystów z dupy świata ;) chciałbyś do końca dni, na co dzień żyć w dupie świata? ;) ja może tak, ale w ciepłej dupie własnego świata ;) nawet jako "dziecko słońca" ;) przyszłość tworzy się także krokami do przeszłości, to cytat ze mnie, z małej recenzji muzycznej. podoba ci się? :D perdurabo widzisz mechan... ale ja szukam tego czegoś, co jest inspiracją do takich... filmów. uchwycenia momentu inspiracji, czy trwa on 48 godzin czy 3 miesiące czy rok. uświadamiam ci, że poczucie własnej "ponowoczesności" prowadzi do egocentryzmu. jesteś raz konsumentem, a raz jesteś konsumowany, jesteś inspiracją i inspirujesz się czymś. nigdy nie wyobrażaj sobie siebie, jako szczytowe ogniwo ;) techniki produkcji rozwijają się nieustannie (dźwięk, obraz, itd.), ale masz określony zasób nut i akordów w muzyce czy liter w alfabecie każdego języka. to ograniczony zestaw bez "technologii z zewnątrz". ;) masz mózg i ten stary zestaw, żadnych gadżetów do pomocy. zrobienie z tego czegoś nowego czy chociaż ciekawego jest SZTUKĄ, która ma DUSZĘ. "roboty nie mają duszy, mają tylko program". ;) jedni dostają taką konstrukcję psychiczną, że mistrzostwem świata są dla nich opowiadania Allena czy powieści Kerouaca, inni stają przed lustrem kiedy zrobią taki film, machają rękami i krzyczą "jestem bogiem!". ;) wartościujesz ludzi względem ich zainteresowań, a ja życzę ci, żebyś osiągnął jak najwięcej poprzez swoje "mechaniczne zabawki". tak, tak. życie to nie wyścig, chyba, że z czasem. a tak naprawdę wszyscy się nim trochę bawimy, bawimy sobą, chyba, że ty traktujesz siebie wyłącznie poważnie. nerwica? ;)) [naprawdę niewinny żarcik] mechan bla bla bla :P Barowa mechan: mimimi: ;P mechan oto twórczośc jakiej szukam . przyklad: http://www.youtube.com/watch?v=uuGaqLT-gO4 mechan wpadlem w przerwie :) Przerwy mam krotkie wiec prośba :) czy moze to wszystko co mowisz mowic w krotszych zdaniach ? Męczysz jak Borges. Widzisz w świecie techniki liczy się szybka wymiana informacji. Analiza nieistotnych tekstów opóźnia tylko procesy tworzenia. W barze mleczynym odnajduję jakże inną od mojej twórczość głównie graficzną, która pozwala mi na utrzymanie umysłu w stanie otwartym. Otwartym na szukanie najwymyslniejszych rozwiązań problemów z jakimi spotykam się na codzień w trakcie tworzenia tych mechanicznych zabawek. A tak patrze na te twoje teksty i widze ze ty duzo piszesz ale jakos nic konkternego w tym pisaniu nie widze. Jakieś fakty ogolnieznane przytaczasz i nic pozatym. Wstaw jakis warty zapamietania cytat tych kolesi o ktorych zaczales pisac ( a niech mi w glowie zostanie ) Co do rzucania linkami i zastanawianiu sie nad sensem istnienia to w odpowiedzi prosze oto link. http://www.youtube.com/watch?v=EDFgtFXfnv0 no i have fun czlowieku perdurabo tu coś dla dizajnerskiej bmó dresiary ;) 30 Grand for a Fucking Table! http://www.youtube.com/watch?v=H2rNlXUuT5M&feature=related perdurabo Tony Wilson spotyka boga: http://kulturaonline.pl/Tony,Wilson,nie,zyje,tytul,artykul,1391.html + video :) perdurabo mechan, a może muzyka cię interesuje? zobacz, czy Tony Wilson nie miał wielkiego nosa? ;) [polecam gorąco obraz '48 hour party people']: http://www.youtube.com/watch?v=--pSWLEVGhY&feature=related jak dla mnie, po tym cały new rave może się schować ;) album Lowlife, ahhh! a tu próbka imprezy "Love is the Law, Love under will!', ze smaków baru mlecznego, esencja w obrazie, bardzo pozytywnym zresztą, jeżeli czai się przesłanie, a nie ogląda klipu rozbieganymi oczami ;) http://video.google.com/videoplay?docid=9051889439031709741 perdurabo mechan, skrobnij coś w wolnej chwili. sam pytałeś o dialog :) chętnie porozmawiam na każdy temat, nauczę się czegoś nowego, wymienię poglądy. może wymyślimy coś interesującego :) mamy fajną, miłą barową, z otwartym umysłem. jakaś ciekawa idea przy zupce i ziemniaczkach? tu dobry artykuł pod rozwagę: To nasz mózg tworzy Boga. Mamy "zaprogramowaną" wiarę od urodzenia. Nawet zadeklarowani ateiści zdradzają w testach tendencje do wiary w zjawiska irracjonalne - donosi "New Scientist". Zwyczajnie, nie mogą oszukać własnego mózgu. Najnowsze teorie widzą bowiem ideę Boga, czy szerzej, religii jako zaprogramowaną w naszym mózgu z chwilą urodzenia. Dopiero poznawanie świata w trakcie dorastania sprawia, że możemy (lub nie) od niej odejść. Dotychczas najbardziej powszechna wśród naukowców była teoria adaptacyjna: tworzymy Boga, by przetrwać trudne czasy. Teraz okazuje się, że w sytuacji bez wyjścia zwyczajnie wracamy do tego, w co od tysięcy lat wyposaża nas natura. Potwierdzają to testy na kilkuletnich dzieciach, dla których religia po prostu ma sens. Wszystko dlatego, że im młodszy organizm tym silniejsze jest oddziaływanie „wyjściowego ustawienia mózgu" i mocne (znacznie bardziej niż u bogatszych w wiedzę dorosłych) odczuwanie potrzeby widzenia przyczyny i skutku. Czterolatki pytane, do czego służą ostre skały odpowiadały, że potrzebne są zwierzętom do drapania się po plecach, a ptaki istnieją, by nam miło śpiewały - twierdzi Deborah Kelemen z uniwersytety Arizona w Tuscon. Podobnie zresztą dorośli, przyparci do muru, gdy nie wiedzą jak wytłumaczyć jakiś proces nadają mu irracjonalny - choć zgodny z pierwotną naturą mózgu - charakter. Klemen usłyszała od badanych dorosłych, że drzewa istnieją, by produkować tlen dla zwierząt a słońce jest gorące, by pomóc roślinom rosnąć. Istnienie religii wynika ze zdolności mózgu do postrzegania cech ludzkich u osób trzecich, których koło nas nie ma. Istotę wyższą kreujemy tak, jak małe dzieci wymyślają sobie nieistniejącego przyjaciela, mąż czuje koło siebie zmarłą żonę a generał armii stara się przewidzieć posunięcia swojego wroga, ukrytego w odległym bunkrze - tłumaczą naukowcy. Mamy bowiem w mózgu dwa niezależne ośrodki poznawcze, jeden odpowiada za świat materialny a drugi za sprawy niematerialne. Gdybyśmy tego drugiego nie mieli, nasze życie byłoby o wiele trudniejsze. Zdobywając większą wiedzę jesteśmy w stanie w racjonalny sposób tłumaczyć sobie procesy, które normalnie pojmowalibyśmy na zasadach owego procesu przyczynowo-skutkowego. Albo, gdyby to się nie udało, wiary. perdurabo aha, mechan, na pewno jako czytelnik baru jesteś wykształconym człowiekiem i wiesz na czym polega DEMOKRACJA? to SUWERENNY NARÓD wybiera swoich "menedżerów" do kierowania "przedsiębiorstwem" o nazwie PAŃSTWO w powszechnych wyborach, a wybrani dobierają sobie potrzebną menażerię (rozumiem, że nie kierując się nepotyzmem i popularnym słowem "układ", układy). to cały NARÓD obciążony fiskalnie, wypłaca pensje swoim menedżerom wybranym na podstawie ogłoszonych w kampanii przedwyborczej PROGRAMÓW, które mają prowadzić do tego, by SPOŁECZEŃSTWU żyło się lepiej. gdy ja pracuję na umowę o dzieło pisząc np. artykuły muzyczne, muszę zagwarantować w niej, że posiadam odpowiednie kwalifikacje i wiedzę niezbędną do wykonania dzieła. ponieważ nie robię tego wyłącznie dla kasy, lubię swoją pracę, wykonuję ją z największą starannością, czasami w zabójczym tempie, nieosiągalnym dla przeciętnego śmiertelnika ;) nie podejmuję się nigdy czegoś, na czym się nie znam albo nie mam odpowiednich kwalifikacji, chyba, że umowa, kontrakt, etc. zakłada okres doszkalający. normalne zasady, których może i ty doświadczyłeś. tak samo jest z rządem, bo państwo to wielkie przedsiębiorstwo. przyznam, że nie jestem zwolennikiem obecnego rządu, uważam, ze mamy najgorszego premiera ever, nie oddałem głosu na tę partię. ale to powinno dotyczyć KAŻDEGO ugrupowania. powinna zafunkcjonować instytucja kontroli społecznej realizacji zadań przedwyborczych, tym bardziej w liberalnym kapitaliźmie. wykwalifikowani przedstawiciele NARODU, bezpartyjni, niezależni, niekorupcyjni, mianowani w wyborach powszechnych na krótkie okresy wchodzący w skład takiej instytucji kontroli, powinni sprawdzać wywiązywanie się wybranych przez przez suwerena menedżerów kierujących państwem z ich zapowiadanej pracy. na bieżąco. w przypadku, gdy odbiega ona od ogłoszonych programów wyborczych, po prostu nie wypłaca się im pieniędzy, jak w każdej kapitalistycznej robocie. nikt nie płaci za gównianą pracę. kadencja nie przepada, ale pracują ZA DARMO, dopóki zaczną coś robić zgodnie z programem, a nie pierdolić na posiedzeniach sejmu. ZA DARMO, chyba, że sami zrezygnują i oddelegują na swoje miejsce lepszego fachowca. niestety, w Polsce chyba inaczej się nie da. bez realnej kontroli NARODU swoich przedstawicieli w rządzie, będziemy długo śpiewać dla otuchy, przy wódce na imprezie: "bo tutaj jest, jak jest" i cieszyć japy, że przecież może być gorzej. RZĄDZENIE takim wielkim przedsiębiorstwem jak PAŃSTWO w zaufaniu swojego NARODU, to nie jakieś jaja, tylko ostra tyrka, szczególnie za takie pensje. co o tym, mechan, sądzisz? perdurabo "Często czułem się zakłopotany - podobnie zresztą jak wielu innych - na widok kogoś, kto wcześniej należał do "podziemnych" i cieszył się rozgłosem z racji niekonwencjonalnego czy nawet radykalnie obrazoburczego stylu życia, a teraz pojawiał się nagle w agencji reklamowej (na przykład) i robił wrażenie bardziej porządnego niż najporządniejszy obywatel. W rozumieniu przedstawicieli umiarkowanego odłamu alternatywy, bohema - czy to w swej odmianie wyższej, czy też niższej - sprowadza się jedynie do stylu życia. Widzą w niej coś w rodzaju przejażdżki. Jeśli okaże się, że na tej przejażdżce nie jest dość fajnie albo że można się załapać na lepszą, ludzie ci nikną w nurcie oficjalnej kultury mieszczańskiej, bo tak naprawdę nie są w żaden istotny sposób zaangażowani w ruch alternatywny bądź też powoduje nimi tylko perspektywa kariery. "Wzięliśmy naszą część pieniędzy, które same szły nam do ręki, a wydawało się, że są wszędzie - pisze Cowley [wydawca m.in. Faulknera i Kerouaca]. - W ten sposób zaangażowaliśmy się czy też uwikłaliśmy w pewien układ, bynajmniej nie mając takiego zamiaru. Zostaliśmy częścią systemu, od którego próbowaliśmy uciec, a on pokonał nas od wewnątrz [...] Za dużo śmialiśmy się i śpiewaliśmy [...], a po kilku latach okazało się, że jesteśmy 'zagubieni i sterowani z zewnątrz jak cała reszta' (...). Niech ci się zresztą, synu, nigdy nie myli styl życia z zaangażowaniem, bo skończy się na tym, że jedynym przedmiotem twego zaangażowania będzie... portfel z akcjami giełdowymi. (...)" Obok "podziemnych", którzy uważają, iż ruch alternatywny zapewnia stałą perspektywę osądu moralnego kultury oficjalnej, są przecież tacy, którzy nie mają jednoznacznego zdania na ten temat, a nawet tacy, których można by nazwać uczciwymi oportunistami. Kariera Cowleya wydaje się tu wzorcowa. Ludzie jego pokroju są niezbędni "podziemiu". Kiedy Ginsberg zmieszał go z błotem za to, że nie opublikował "W drodze", Cowley przypomniał mu, że był praktycznie jedynym wydawcą, który przynajmniej próbował tego dokonać. (...) Tak więc Cowleyowi udaje się na nowo odkryć dla nas Faulknera, który największe dzieła napisał dwadzieścia lat wcześniej, podobnie jak z powodzeniem "odkrywa" Kerouaca - cóż z tego, że w okrojonej wersji... Alternatywa okazuje się zatem czymś "nie z tej planety", dziwacznym, lecz zabawnym, czy może raczej dziwacznym i zarazem zabawnym. "Musi powstać nowa etyka, która będzie zachęcała ludzi do kupowania, etyka konsumpcji [...] Wiele idei, które narodziły się w Greenwich Village, okazało się pożyteczne w nowej sytuacji" - mówi Cowley. "Tak więc autoekspresja i pogański styl życia sprzyjały wzrostowi popytu na wszelakie produkty." Odsądzanie "cowleyopodobnych" od czci i wiary to nie moja rzecz - jestem przecież tylko kawiarnianym łazikiem, barowym "podglądaczem" i wędrownym outsiderem. Jeśli przyjmujesz wobec rzeczywistości postawę kogoś, kto przechodząc obok, zagląda do wewnątrz, musisz jednocześnie pogodzić się z faktem, że będziesz przez to skazany na pozycję outsidera. Kiedy jednak naprawdę chcesz wejść do środka i zostać kimś z "nas", Cowley i podobni mu pośrednicy między środowiskiem alternatywnym a mieszczańskim okażą się jednymi z bardzo niewielu dostępnych łączników, którzy mogą ci w tym realnie pomóc. (...) ale: "(...) Kiedy wystawiasz siebie na sprzedaż, może ułożyć się tak, że przestaniesz sprzedawać swoją sztukę i skończysz na handlowaniu własnym stylem życia. (...)" [Ronald Sukenick - "Nowojorska bohema"] pierwszy akapit dedykuję szczególnie człowiekowi od "echolalii i melancholii", który nieopatrznie został powołany do składania m.in. moich 'ponadczasowych' tekstów do baru ;) o co cho z rozluźnianiem zwieraczy umysłu? nadchodzi czas ogromnego kryzysu i do naszego kraju, wielu z nas da on poważnie po dupie. może trwać nawet kilkanaście lat. przez taki okres pokurczą się i spore zapasy ;) lecz to również dobry czas dla animacji wszelkich przejawów sztuki, do której większego dostępu, jak się wydaje, za mało domagają się obywatele naszego demokratycznego, a jakże, kraju od cudownego rządu. mamy tu wielu koneserów jedzenia, chleba i igrzysk, mało koneserów sztuki. wodę z mózgu robią komercyjne telewizje. nic dziwnego, jeżeli większość społeczeństwa nie rozumie znaczeń słów w ojczystym języku. były badania na temat zrozumienia przez Polaków sensu przekazywanych wiadomości wieczornych w tv. wyszły dramatycznie. czemu się więc dziwić. ale sztuka posługuje się nie tylko tekstem, często symbolami, dźwiękiem, odniesieniami do życia, etc. jest intuicyjna. kiedy ludzie będą mieli mniej pieniędzy, żeby spędzać życie w centrach handlowych, może skoncentrują się na odbiorze sztuki, jeżeli napłynie szerszym strumieniem, nie tylko w formie komercyjnej, sterowanej przez babilon, biznes. korpo będą bronić się rękami i nogami i próbować wszędzie wetknąć swojego chuja, więc powinno powstać więcej self-made "kustoszy" :) Polska to dziewiczy teren dla kształcenia społeczeństwa poprzez kulturę i świetny grunt dla takich Cowleyów. byle nie przecwaniono nas kompletnym, niby alternatywnym badziewiem twórczym. Cowleye muszą być równie dobrymi selekcjonerami przekazu jak i "biznesmenami". to jakiś sposób na przetrwanie, a zarazem rozbicie lub co najmniej podkopanie dyktatury korporacyjnej trzymającej łapy na kulturze. tak myślę. "nowe technologie", mechan, też znacząco się przysłużą. perdurabo ok, dialog, dlaczego nie? zacząłem 'epatować' tymi trzema nazwiskami, bo wydaje mi się, że są to postaci tak okrzepłe w kulturze masowej, że nie mogą być powszechnie nieznane, przynajmniej mniej niż Doda ;) lubię ich 'walkę' z zastaną rzeczywistością i wartości, które reprezentowali. Crowley np. odciął się od masonerii, bo wkurwiał go brak równouprawnienie dla kobiet, z twórczości Kerouaca przebija cudownie ludzki charakter, jego powieści są po prostu przejmująco piękne, nie mówiąc o stylu literackim (każdy początek i zadzierzgnięcie akcji to absolutny majstersztyk), Buk był jak zdezelowany walec toczący się na najwyższym biegu przez route66 życia, nonkonformizm w najczystszej postaci, genialne wiersze i powieści bez żadnej wypolerowanej obudowy istoty egzystencji, doskonale oddające relacje między kobietą a mężczyzną. tyle ode mnie. nauki ścisłe są niezwykle istotne w świecie bez boga, nowe technologie - równie dobrze możemy zaliczyć do nich nowe sposoby pozyskiwania energii czy budowy domów, mechanika budowy maszyn, to brzmi jak hobby ;) ciekawe czy znamy się z innych płaszczyzn, może otarliśmy w przelocie na mieście. zastanawiam się, czego szukasz w barzemlecznym, gdy kurczak już wyszedł i czego się spodziewasz? mechan Trzeba wiec interesowac sie kultura by znac nazwiska Crowley, Kerouac i Bukowski. Mnie intersuja nauki scisle, nowe technologie i mechanika budowy maszyn. Dialog? perdurabo przyjaciółka baru, świetne prace: http://www.poertas.com/los-dibujos-de-marta-konarzewska perdurabo (…) Spontaniczny żywioł tworzenia jest tak dalece przeciwstawny działalności większości instytucji, że samo uczestnictwo w niej [instytucji] grozi „uzdrowieniem” artystów z talentu. Wyobraźnia mieszczańska nieodzownie zakłada, iż talent twórczy, w kulturze napędzanej przez biznes, będący czymś anormalnym, ma korzenie w jakichś bliznach duchowych, w niedoskonałościach, które trzeba usunąć – w innym razie bowiem gdzie jest tajemnica? Co w ogóle jest do ukrycia? Tłumaczy to ciągłą aktualność powiedzenia o „ranie i łuku”, wyjaśniającego istotę geniuszu artysty, jego „łuku”; „łuk” stanowi konieczną przeciwwagę dla „rany”, która bez niego byłaby nader osłabiająca. Można też spojrzeć na ten problem z innej strony; okazałoby się wtedy, że talent artystyczny ma źródło w mocach wyobraźni, która leczy rany psychiczne cywilizacji, w mniejszym czy większym stopniu będące udziałem wszystkich ludzi. Tajemnica owych mocy tkwi w tym, że są one czystą potencjalnością – do chwili, gdy zrealizują się w szczególnych warunkach. Poprosiłem kiedyś W.S. Erwina, by napisał coś o samym procesie tworzenia literackiego; nie zgodził się – nie chciał niszczyć tkwiącej w tym tajemnicy, która sprowadza się po prostu do tego, co jeszcze nieznane i do czego można się zbliżyć tylko intuicyjnie. (…) Raymond Federman jako dziecko umknął z piekła masowej zagłady Żydów we Francji, kiedy przymierając głodem, przezwyciężył uczucie, że robi to, czego nie powinien, i wyskoczył z wagonu towarowego, w którym go zamknięto – wyskoczył po to, aby zjeść trochę ziemniaków w wagonie, który stał na sąsiednim torze i przypadkowo jechał w przeciwnym kierunku, to znaczy nie do obozu. W rozumieniu Federmana trzeba więc czasem robić to, czego się robić nie powinno, nawet jeśli pociąga to za sobą podstawowy konflikt między jakością a równością – konflikt, który przydaje świeżej energii naszemu demokratycznemu społeczeństwu, a zarazem je antagonizuje. (…) [Ronald Sukenick – „Nowojorska bohema”] perdurabo bardzo martwi mnie natomiast, że Kerouac dosyć szybko wykończył się alko, który zaczął wzmagać radykalność jego poglądów. być może nie idzie to w parze. Buk perdurabił się bardzo długo i do końca pozostał płodny twórczo. perdurabo Barowa, nie kręcić nosem na dostawę mięsa z mięśni, bo zacznę produkować dowcipy o buddystach! ;)) co zbyt kontrowersyjne - usuwać! chodzi o to, że Crowley, Kerouac i Bukowski to jedne z najwybitniejszych postaci kultury XX wieku, a dla sceptyków niepodważalnie wyraziste biograficznie. warto z nich czerpać, z trzech naraz :) zostaje jeszcze kwestia Robespierre'a, ale o niego najlepiej pytać oświeconych Francuzów. na studiach wszyscy pieli na temat wspaniałej konstytucji USA jako dokumentu, ale ona jest mocno wzorowana na konstytucji Robespierre'a, która była MEGAdemokratyczna, chociaż zrodziła się z bólu psychicznego. rekomendowany przez Barową niedzielny koncert świetny. cieszę się, ze mamy w Polsce takiego zawodnika jak Macio Moretti. słuchanie jak gra zawsze sprawia mi ogromną przyjemność. czy Barowa raczy odpowiedzieć na mojego maila? :) Barowa etam coty perdurabo Kerouac uważał, iż element chłodnego luzu, zwłaszcza zaś upatrywanie w Mailerze psychopatycznego nożownika, a w Johnie Clellonie Holmesie młodocianego przestępcy, wynikały z idiotycznych wykoślawień w rozumieniu typu reprezentowanego przez Neala Cassady: zdrowego, afirmatywnie usposobionego olbrzyma w rodzaju postaci Dostojewskiego. Kerouac miał w sobie dużo ciepła. Ciepło, czułość... Burroughs był nader tkliwy. Kerouac od chwili ukazania się "Holy Barbarians" Lawrence'a Liptona zawzięcie bronił poglądu, że ideologiczne "ukąszenie" całkowicie odwiodło ruch beatnikowski od kwestii otwartego umysłu i uniwersalnej (szekspirowskiej, burroughsowskiej...) inteligencji w kierunku wściekłej, antymieszczańskiej i antyrodzinnej zarazem kampanii, nie gardzącej nawet środkami przemocy; sama sprawa bardzo straciła przez to na prestiżu, całą energię zużyto tu bowiem na rozsierdzone spory i walkę o rzeczy przyziemne, w sytuacji, gdy powinno się przez cały czas prowadzić politykę pokory i anielskiej czystości. [Allen Ginsberg] dla nieogarniętych z tekstem pytanie: jak nazywał się drugi zespół Iana Astbury'ego z The Cult, zanim rozpoczął niekończącą się przygodę z Jackiem Danielem i chałtury u Lavelle'a? odpowiedź: Holy Barbarians. rozpiłem się szukając zasad, z zasady nie piłem. perdurabo nie ma co nucić. czas rozluźnić zwieracze umysłu. [GÓRA z jajem] Mechan Bla bla bla. Bla bla blaaa bllla bla bla bla perdurabo w nocy przeszmuglowali Johna do Jacka starą ścieżką prasłowian. coś jest w tych księżach, że obcokrajowcy od razu zostają u nas homoseksualistami. a sąsiad Smirnoff się cieszy i codziennie młóci cepem piękne lalki, zlizując z ich sutków sok pomidorowy. podpaski i tampony stały się nie mniej przestarzałe niż telewizja w wydaniu made in China. jamaica_john! nic mnie z wami nie łączy. niczego mi nie udowodnicie Mechan Johny jest skończony, zastąpił go Jack. W miejsce jeszcze wilgotnej i zabrudzonej popiołem z papierosa plakietki z napisem Walker pojawiła się nowa sygnowana "Jack Daniels". |